Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Prawdziwe oblicze pana Haydena. Petera Haydena!

Esensja.pl
Esensja.pl
Podobno Finlandia to nie Skandynawia. Owszem, geograficznie nie przynależy do półwyspu; jej mieszkańcy nie są też pochodzenia normańskiego. Ale jeśli przyjrzymy się fińskiej kulturze i mentalności, odkryjemy wiele podobieństw do Norwegów, Szwedów czy Duńczyków. Widać to także w muzyce rockowej, zwłaszcza tej spod znaku progresu i psychodelii, czego wyraźnym znakiem jest chociażby najnowszy album formacji PH „Eternal Hayden”.

PH
‹Eternal Hayden›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEternal Hayden
Wykonawca / KompozytorPH
Data wydania10 marca 2017
Wydawca Svart Records
NośnikCD
Czas trwania36:24
Gatunekrock
EAN6430050669669
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJussi-Pekka Koivisto, Vesa Vatanen, Vesa Ajomo, Lauri Kivelä, Touko Santamaa
Utwory
CD1
1) Looking Back at Mr. Peter Hayden16:45
2) We Fly High07:13
3) Reach04:35
4) Higher03:51
5) Rock and Roll Future04:01
Zespół PH do niedawna jeszcze nosił nieco dłuższą nazwę – Mr. Peter Hayden. Widać jednak przejadła się ona muzykom, a może mieli już dość wypytania przez fanów i dziennikarzy, kim jest ów mityczny „Peter Hayden”, którego nawet nie sposób znaleźć wśród członków grupy. Przykrojenie szyldu do dwóch nieźle brzmiących liter rozwiązało problem, a poza tym wprowadziło aurę tajemniczości. Zespół powstał w 2005 roku w regionie Satakunta, którego stolicą jest niezwykle zasłużone dla europejskiego jazzu i rocka miasto Pori (z racji organizowanego tam przez wiele lat festiwalu). Jego założycielem był basista (i wokalista) Lauri Kivelä, któremu początkowo towarzyszyli: śpiewający gitarzyści Simo Kuosmanen i Vesa Vatanen, perkusjonalista Touko Santamaa oraz bębniarz Mikko Marjamäki. W tym samym roku muzycy Mr. Peter Hayden nagrali i wydali własnymi sumptem demonstracyjną, trwającą ponad pół godziny EP-kę „Nothing Compares to the Value of the Knowledge We Possess”. Rok później opublikowali z kolei pierwszy oficjalny singiel winylowy z podzielonym na dwie części utworem „First Cycle Complete” (w którym wokalnie wspomogła ich niejaka Sonja Myllymäki).
I kiedy wydawało się, że kariera Finów nabierze rozpędu… zamilkli na kilka lat. Dali o sobie znać ponownie dopiero w 2010 roku, wydając debiutancki pełnowymiarowy materiał – „Faster Than Speed (Or Violating the Special Relativity)”. Znalazły się na nim zaledwie dwie kompozycje, ale za to obie trwały po trzydzieści trzy minuty. I, jak się okazało, nie był to przypadek. Praktycznie każda kolejna płyta Mr. Peter Hayden będzie wypełniona tak rozbudowanymi utworami bądź – jak w przypadku najnowszej produkcji – krótszymi numerami układającymi się jednak w rockową suitę. Od tej pory formacja z Pori już regularnie nagrywała kolejne albumy: wydany jedynie na kasecie „This Was Mr. Peter Hayden” (2011), „Born a Trip” (2013) oraz dwupłytowy „Archdimension” (2014). W tym czasie ukształtował się również obecny skład grupy: odeszli Kuosmanen i Marjamäki, którego za bębnami zastąpił na stałe Santamaa, przyszli natomiast wokalista i gitarzysta Jussi-Pekka Koivisto oraz grający na syntezatorach Vesa Ajomo. W tym zestawieniu Finowie przystąpili do pracy nad nowym krążkiem, który opublikowany został pod skróconą nazwą PH, chociaż nazwisko Petera artyści zachowali w tytule wydawnictwa – „Eternal Hayden”. Bogu oddali co boskie, a i diabłu zapalili ogarek.
„Eternal Hayden” to jednocześnie pierwsza płyta zespołu wydana przez cieszącą się dużą renomą wśród wielbicieli muzyki awangardowej i progresywnej fińską wytwórnię Svart Records (rodem z Turku). Ujrzała ona światło dzienne w marcu tego roku. I z miejsca zaskoczyła. Czym? Przede wszystkim długością! Zawartych na niej pięć kompozycji trwa bowiem zaledwie trzydzieści sześć minut (z groszami). W przeszłości tyle trwały pojedyncze numery Mr. Peter Hayden! Czyżby więc artyści wraz ze zmianą szyldu zaczęli rozmieniać się na drobne? Niekoniecznie. Wszystkie utwory są ze sobą ściśle powiązane, wynikają z siebie nawzajem, stanowią zatem elementy większej całości. Są suitą podzieloną na pięć rozdziałów. Co jednak nie zmienia faktu, że nie licząc wydanych na początku kariery EP-ki i singla, jest to najkrótsze wydawnictwo fińskiej formacji. Swoją drogą ciekawe, czy była to inicjatywa samych muzyków, czy też zostali oni w jakiś sposób „zainspirowani” przez wytwórnię. Bo przecież trudno polemizować z faktem, że zamieszczenie na krążku znacznie krótszych od dotychczasowych utworów może sprawić, że wreszcie zagoszczą one na antenie radiowej. A to powinno przełożyć się na sprzedaż albumu.
Płytę otwiera jednak, jakby wbrew nowym zasadom, kompozycja w całym zestawie najdłuższa – będąca „rozprawą” z przeszłością zespołu, prawie siedemnastominutowa „Looking Back at Mr. Peter Hayden”. Nie tylko w tytule, ale także w warstwie muzycznej stanowi ona nawiązanie do wcześniejszej twórczości Finów. A prezentuje się kapitalnie. Po długim, pełnym niepokojących brzmień syntezatorowych i w mniejszych stopniu gitarowych wstępie PH podkręcają emocje. Wznoszą opartą na obsesyjnie powtarzanych hipnotycznych motywach, sięgającą coraz wyżej i wyżej postrockową (czy wręcz postmetalową) ścianę dźwięku. Klawiszowiec i gitarzyści co rusz zamieniają się przy tym miejscami, przenosząc słuchaczy w świat pełen tajemnic i nieprawdopodobieństw. W finale docierają zaś do momentu, w którym doom i sludge metal miesza się z ambientowym post-rockiem, po czym… jak gdyby nigdy nic, płynnie przechodzą do utworu numer dwa – „We Fly High”.
Numer ten po raz pierwszy pojawił się na wydanym przed ponad trzema laty winylowym singlu; podzielony był wówczas – z racji wykorzystanego nośnika – na dwie części, w całości trwał bowiem ponad trzynaście minut. Na „Eternal Hayden” trafiła jego skrócona – przykrojona do nieco ponad siedmiu minut – wersja. I prezentuje się znakomicie. Syntezatorowe tło towarzyszy świdrującym umysł gitarom, za którymi dodatkowo schowany jest elektronicznie przetworzony głos wokalisty. Gęsta faktura utworu niemal przytłacza, a kiedy zdamy sobie jeszcze sprawę z tego, że płynące z głośnika dźwięki potrafią przyprawić o ból umysłu i duszy – można wysnuć tylko jeden słuszny wniosek: albumu PH nie warto słuchać, znajdując się w depresji. „Reach” z kolei w pierwszej części oparty jest na zgrzytach i przesterach, dopiero w końcówce wykluwa się z nich przestrzenna, pełna rozmachu, spacerockowa partia syntezatorów (wspomaganych nieustannie przez gitarę).
Z „Reach” – jak Afrodyta z morskiej piany – z czasem wynurza się „Higher”. Tym razem stonowane syntezatory wprowadzają trochę ukojenia, choć zapętlony motyw może po kilkudziesięciu sekundach wydawać się już mocno niepokojący. Na szczęście ostatnie sekundy wypełnione są całkiem zgrabną i wpadającą w ucho melodią, która przeradza się w zamykającą suitę kompozycję – „Rock and Roll Future”. Trudno nazywać utwór, który trwa zaledwie cztery minuty opus magnum, ale taką właśnie ma on siłę rażenia. Otwarcie należy do Vesy Vatanena, w dalszej części jednak ton całości nadają klawiszowcy (Vatanen do spółki z Vesą Ajomo) – ich instrumenty wypełniają całą przestrzeń, z każdą kolejną sekundą dosłownie przytłaczają, jakby muzykom zależało na tym, aby po dotarciu do ostatniego akordu słuchacz padł na łóżko absolutnie wyczerpany. Skoro takie odczucia mogą towarzyszyć „lekturze” płyty słuchanej w zaciszu domowym, to aż strach pomyśleć, co może dziać się podczas koncertów promujących „Eternal Hayden”, na które zespół udał się już w marcu. Niestety, polskim fanom grupy – o ile tacy są – przyjdzie na to doświadczenie jeszcze trochę poczekać.
koniec
2 maja 2017
Skład:
Jussi-Pekka Koivisto – śpiew, gitara elektryczna
Vesa Vatanen – gitara elektryczna, syntezatory
Vesa Ajomo – syntezatory
Lauri Kivelä – gitara basowa
Touko Santamaa – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Raz na kilka lat
Sebastian Chosiński

15 VI 2017

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielkie gwiazdy światowego free jazzu coraz chętniej publikują swoje płyty za pośrednictwem polskich wydawnictw. Wcześniej przodownictwo w tej dziedzinie dzierżyło krakowskie Not Two, ostatnio doszlusowały do niego poznańskie Multikulti oraz warszawskie For Tune. Z logo tego ostatniego na okładce ukazał się właśnie najnowszy album kwartetu Matthew Shippa – „Not Bound”.

więcej »

Polecamy

Noise rock vs. free jazz

Tu miejsce na labirynt…:

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: „Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Tak wiele pomysłów…
— Sebastian Chosiński

Sypiając z szefem
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.