Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Niepokój niejedną ma barwę

Esensja.pl
Esensja.pl
Ponad trzy lata norweskie trio Cakewalk kazało nam czekać na nowy album. Długo. Ale – dodajmy – mają dobre usprawiedliwienie. Każdy z muzyków tworzących ten zespół udziela się bowiem również w innych projektach. I przez te trzy lata, jakie minęły pomiędzy pojawieniem się w sprzedaży płyt „Transfixed” i „Ishihara”, na pewno nie próżnował.

Cakewalk
‹Ishihara›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIshihara
Wykonawca / KompozytorCakewalk
Data wydania24 lutego 2017
Wydawca Hubro Records
NośnikCD
Czas trwania38:39
Gatunekelektronika, jazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieStephan Meidell, Øystein Skar, Ivar Loe Bjørnstad
Utwory
CD1
1) Monkeys08:48
2) Shrooms05:33
3) Dome04:18
4) State08:25
5) Apostrophe03:28
6) Rebound08:08
Taka jest dola zespołów, które są swoistymi artystycznymi „skokami w bok”. W których tworzący je muzycy zaspokajają swoje najbardziej wyrafinowane potrzeby, na które najczęściej nie mogą sobie pozwolić w macierzystych formacjach. Poświęca się im czas jedynie w chwilach wytchnienia, które trafiają się rzadko, bo przecież na co dzień każdy ma mnóstwo innych obowiązków. Po co ten wstęp? Aby usprawiedliwić norweskie trio Cakewalk, które na swoją najnowszą płytę kazało czekać równo trzy lata i cztery miesiące. Opublikowany w drugiej połowie lutego tego roku przez słynącą z zamiłowania do awangardy (zarówno rockowej, jazzowej, jak i klasycznej oraz elektronicznej) wytwórnię Hubro Records (rodem z Oslo) album „Ishihara” to trzecia – po „Wired” (2012) i „Transfixed” (2013) – produkcja zespołu. Ta zwłoka staje się jak najbardziej zrozumiała, kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy z członków formacji w tym czasie udzielał się w innych przedsięwzięciach.
Lider Cakewalk – gitarzysta i klawiszowiec Stephan Meidell – zaangażował się we freejazzowe projekty Velkro („Don’t Wait for the Revolution”, 2014; „Too Lazy to Panic”, 2017) oraz Strings & Timpani („Hyphen”, 2016); wziął również udział w nagraniu debiutanckiego albumu tria Erlenda Apnesetha („Det Andre Rommet”, 2016); poza tym wydał dwa krążki sygnowane własnym nazwiskiem („Cascades”, 2014; „Metrics”, 2017). Grający na syntezatorach Øystein Skar dmuchał i chuchał na swój macierzysty popowo-rockowy zespół Highasakite („Silent Treatment”, 2014; „Camp Echo”, 2016); stworzył także jazzowy duet Glow („Glow”, 2013). Z kolei perkusista Ivar Loe Bjørnstad poświęcił się bez reszty współpracy z indie-popową wokalistką Anją Eline Skybakmoen („We’re the Houses”, 2014; „Echo”, 2015) oraz jazzrockową gitarzystką Hedvig Mollestad („Enfant Terrible”, 2014; „Evil in Oslo”, 2016; „Black Stabat Mater”, 2016). Wystarczy, by zrozumieć, dlaczego kazali tak długo czekać na nowy krążek, prawda?
Nagrania, które się na nim znalazły, powstały w bergeńskim studiu Duper, często wykorzystanym przez artystów ze stajni Hubro Records (ale nie tylko przez nich). Warto jeszcze odnieść się do tytułu albumu. Nawiązuje on do postaci japońskiego lekarza okulisty, zmarłego w 1963 roku Shinobu Ishihary, twórcy tablic izochromatycznych, które po dziś dzień są wykorzystywane do sprawdzania zdolności odróżniania kolorów czerwonego i zielonego. Jak to się ma do muzyki prezentowanej przez Cakewalk? Ona także stanowi swoisty test na artystyczną wrażliwość. Czego dowie się o sobie człowiek, któremu płyta Norwegów przypadnie do gustu? Że nie stroni od muzycznych poszukiwań. Że nie straszne mu przekraczanie stylistycznych granic. A nawet… że czerpie sadomasochistyczną – oczywiście z pewną przesadą – przyjemność z odczuwania strachu i niepokoju. Choć może nie przesadzajmy. Na albumie znalazły się bowiem także kompozycje nieco lżejsze, a nawet jedna o zaskakująco tanecznym charakterze.
Pierwszym w kolejności jest prawie dziewięciominutowy utwór „Monkeys”. Wybranie go na otwarcie było świetną decyzją, bo to jedna z najlepszych kompozycji, jakie tym razem wyszły spod „piór” muzyków Cakewalk. Po improwizowanej, chaotycznej introdukcji, podczas której usłyszeć można przede wszystkim zadziorną gitarę elektryczną i elektroniczne dźwięki kojarzące się z hiphopowymi scratchami, wyłania się motoryczny, rockowy rytm szczelnie opleciony pełnymi niepokoju syntezatorami. W dalszej części to właśnie one, czyli konkretnie Øystein Skar i Stephan Meidell, odpowiadają za całą masę smaczków dźwiękowych, którymi zespół stara się przełamać unoszący się w powietrzu przez cały czas fatalistyczny nastrój. Ale nic na siłę! Na mocnym beacie oparty jest również drugi w kolejności „Shrooms”. Odhumanizowana, jednostajna perkusja i mocny, przyprawiający instynktownie o szybsze bicie serca bas sprawiają, że w tej muzyce łatwo jest się zagubić, poddać jej hipnotycznemu działaniu. Ponownie elementem kojącym okazują się syntezatory, a jak istotną odgrywają rolę, słychać najlepiej, gdy na jakiś czas milknie gitara basowa. Dzięki nim można nie zwariować.
Elektronika, choć tym razem zaskakująco oszczędna, dominuje również w „Dome” – utworze, który sprawia wrażenie żywcem przeniesionego z lat 80. ubiegłego wieku. Nowa fala (new wave) miesza się w nim z post-punkiem, a wszystko utrzymane jest w niezwykłym nostalgicznym nastroju. W „State” panowie z Cakewalk stają się jeszcze bardziej minimalistyczni, ale zarazem w jeszcze większym stopniu nastawieni na budowanie odpowiedniego klimatu. Nakładane na siebie ścieżki kolejnych instrumentów przydają całości mocy i – co najważniejsze – idealnie się ze sobą (dotyczy to zwłaszcza gitary elektrycznej i syntezatorów) zazębiają. Najkrótszy w całym zestawie „Apostrophe” to jednocześnie najlżejszy fragment płyty, znaczony tanecznym, rave’owym rytmem i wpadającą w ucho, chociaż nie przesadnie przebojową, melodią. W zamykającym krążek „Rebound” trio powraca do brzmień z początku albumu, z tą jednak różnicą, że tym razem penetruje obszary z pogranicza post-rocka i sludge-metalu. Z wciąż dużą domieszką elektroniki.
Ostatnie minuty to stopniowe wygaszanie emocji, aż do całkowitego wyciszenia. Do zamknięcia powiek, kiedy przestajemy już cokolwiek widzieć. I na nic zdają się tablice Ishihary. W najnowszej muzyce Cakewalk najmniej jest jazzu; z rockiem zespół także nie przesadza. Cóż – w efekcie – pozostaje? Eksperymentalna elektronika, której wszystko jest podporządkowane, ale która jednocześnie służy norweskiemu triu, by dokonywać eksploracji na inne stylistyczne obszary. Kto w takiej twórczości gustuje, powinien teraz jak najszybciej sięgnąć po solową produkcję Meidella. W dużym stopniu rozwija ona pomysły, które pojawiają się na „Ishihara”, chociaż w tym przypadku Stephan postanowił dodać jeszcze jeden istotny element. Longplay „Metrics” powstał bowiem pod dużym wpływem współczesnej awangardowej kameralistyki.
koniec
9 maja 2017
Skład:
Stephan Meidell – gitara elektryczna, gitara basowa, syntezatory
Øystein Skar – syntezatory
Ivar Loe Bjørnstad – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Raz na kilka lat
Sebastian Chosiński

15 VI 2017

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielkie gwiazdy światowego free jazzu coraz chętniej publikują swoje płyty za pośrednictwem polskich wydawnictw. Wcześniej przodownictwo w tej dziedzinie dzierżyło krakowskie Not Two, ostatnio doszlusowały do niego poznańskie Multikulti oraz warszawskie For Tune. Z logo tego ostatniego na okładce ukazał się właśnie najnowszy album kwartetu Matthew Shippa – „Not Bound”.

więcej »

Polecamy

Noise rock vs. free jazz

Tu miejsce na labirynt…:

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Zmartwychwstanie po czterdziestu latach
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Seks z syreną? Tylko nad Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: „Polska ma wspaniałych milicjantów!”
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Tak wiele pomysłów…
— Sebastian Chosiński

Sypiając z szefem
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.