Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 maja 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: „Czarna śmierć” i „trzy szóstki”

Esensja.pl
Esensja.pl
Muzycy pochodzącego z Oslo Tusmørke bardzo regularnie – średnio co dwanaście miesięcy – prezentują płyty z premierowym materiałem. Co dla wielbicieli tej norweskiej formacji jest bezsprzecznie powodem do wielkiej radości. Ale nie tylko oni powinni się cieszyć. Dokonania Skandynawów są bowiem w stanie wprawić w stan euforii wszystkich wielbicieli rockowych i folkowych brzmień rodem z lat 70. XX wieku. Najlepszym tego dowodem wydany przed paroma dniami album „Hinsides”.

Tusmørke
‹Hinsides›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHinsides
Wykonawca / KompozytorTusmørke
Data wydania12 maja 2017
Wydawca Svart Records
NośnikCD
Czas trwania47:24
Gatunekfolk, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieBenedikt Momrak (Benedikator), Kristoffer Momrak (Krizla), Lars Fredrik Frøislie (Marxo Solinas), Håkon Oftung (Dauinghorn of Jordsjø), Martin Nordrum Kneppen (HlewagastiR)
Utwory
CD1
1) Hjemsøkte hjem05:20
2) I Feel Like Midnight [I Dream I’m Awake]05:14
3) Er rykende ruin07:05
4) Lyssky drøm06:10
5) Sankt Sebastians Alter23:35
Kierujący zespołem od samego początku jego istnienia bracia-bliźniacy Momrakowie – wokalista i gitarzysta Benedikt (ukrywający się pod pseudonimem Benediktator) oraz wokalista, flecista i perkusjonalista Kristoffer (fanom bardziej znany jako Krizla bądź Alwanzatar) – nie zwalniają tempa. Po wydanych w ubiegłych latach płytach długogrających „Underjordisk Tusmørke” (2012), „Riset bak speilet” (2014) i „Ført bak lyset” (2016) oraz splicie z inną norweską grupą Spectral Haze „Elektriske skrekkøgler og forhistoriske framtidsfabler” (2015) – wydali właśnie w połowie maja, dzięki wsparciu fińskiej wytwórni Svart Records (rodem z Turku), czwarty pełnowymiarowy krążek zatytułowany „Hinsides”. W studiu pojawili się tym razem prawdopodobnie w składzie pięcioosobowym („prawdopodobnie”, ponieważ takie szczegóły zazwyczaj skrzętnie ukrywają); znalazło się w nim miejsce dla jednego nowego muzyka – klawiszowca Håkona Oftunga, który na potrzeby występów z Tusmørke przyjął przydomek Dauinghorn of Jordsjø (ostatni człon to nazwa jego macierzystego zespołu).
Kto słyszał choć jedną z wcześniejszych płyt Norwegów, krążkiem „Hinsides” na pewno nie będzie zaskoczony. Ale wcale nie oznacza to, że płyta go rozczaruje. Choć stylistycznie jest ona bezpośrednią kontynuacją „Ført bak lyset”, nie brakuje na niej momentów ekscytujących, przyprawiających o ciarki na plecach, sprawiających, że trudno wysiedzieć w jednym miejscu. Tusmørke tradycyjnie proponuje skoczną, ale tym razem wcale nie radosną, mieszankę rocka progresywnego z folkiem (po raz kolejny kłania się przede wszystkim Jethro Tull), na dodatek z wieloma elementami muzyki średniowiecznej (co lokuje ich w okolicach innych popularnych w latach 70. formacji, jak brytyjskie Gryphon i Pentangle bądź niemieckie Ougenweide). Niby nic nowego, ale za to z jakimi uczuciem i energią zagrane. Do tego dodajmy jeszcze nawiązujące do skandynawskiego folkloru teksty. Chociaż tym razem muzycy zrobili jeden wyjątek, o którym będzie okazja wspomnieć pod koniec.
Bracia Momrakowie należą do tego grona artystów, którzy dbają o to, by ich twórczość docierała do najzagorzalszych fanów – wzorem zespołów działających w latach 70. XX wieku – również na płytach winylowych. W efekcie ich albumy nie porażają długością trwania, zamykając się zazwyczaj w granicach czterdziestu, maksymalnie czterdziestu kilku minut. W przypadku „Hinsides” wyszło im ich jednak ponad czterdzieści siedem. Jak z tego wybrnęli? Nie chcąc uszczuplać materiału, wydali – oprócz wersji kompaktowej – podwójny winyl. Fanaberia? Raczej przejaw wielkiego szacunku dla swoich wielbicieli. Wydawnictwo otwiera klasycznie progresywno-folkowy utwór „Hjemsøkte hjem”, z mocno wyeksponowanymi syntezatorami w stylu vintage i perfekcyjnie nałożonymi na siebie ścieżkami wokalnymi Benedikta i Kristoffera. Do tego dodajmy jeszcze partie solowe fletu, przydające tej kompozycji nieco frywolności. Całość jednak, mimo wrodzonej delikatności, brzmi – jak na Tusmørke – bardzo niepokojąco.
„I Feel Like Midnight (I Dream I’m Awake)” to jedyny na „Hinsides” numer zaśpiewany w języku angielskim. Może też z tego powodu stylistycznie odbiega on trochę od pozostałych – więcej w nim elementów hard rocka i psychodelii. Momentami brzmi jak skrzyżowanie brytyjskiego Black Widow z (zachodnio)niemieckim Amon Düül II (oczywiście tym sprzed czterech dekad, a nie współczesnym). Pełne ręce roboty ma tutaj Lars Fredrik Frøislie, który oprócz klasycznych syntezatorów wykorzystuje także fortepian akustyczny i syntezator basowy. W czym zresztą wydatnie wspiera go Håkon Oftung, nowy członek Zmierzchu (tak tłumaczy się na polski nazwę grupy). „Er rykende ruin” oznacza zarówno powrót do języka norweskiego, jak i bardziej folkowego brzmienia. Skandynawowie dbają o moc i rozmach, ani przez moment nie tracąc przy tym na melodyjności. Doświadczamy tego zwłaszcza w drugiej części utworu, urzekającej i średniowiecznym śpiewem, i – na zakończenie – monumentalnymi syntezatorami. Inspiracje muzyką dawną słyszalne są również w „Lyssky drøm”, znaczonym czarowną partią fletu Kristoffera i nie mniej nastrojowo-emocjonalną wokalizą Benedikta.
Opus magnum albumu jest natomiast ponad dwudziestotrzyminutowa kompozycja „Sankt Sebastians Alter”, poświęcona – i w tym przejawia się swoiste poczucie humoru muzyków Tusmørke – sześćset sześćdziesiątej szóstej (sic!) rocznicy epidemii dżumy, która w połowie XIV wieku spustoszyła całą Europę, nie oszczędzając także Norwegii. Skandynawowie mieli ten utwór w swoim repertuarze koncertowym już zimą 2015 roku, czego dowodzi wydana na dwa tygodnie przed „Hinsides” w limitowanym nakładzie kaseta „Sankt Sebastians Alter”. Porównując obie wersje, można stwierdzić, że niczym szczególnym się nie różnią, choć oczywiście studyjna jest dużo bardziej dopracowana i wypieszczona. To w zasadzie perfekcyjna pod każdym względem, podzielona na kilka części suita, w której elementy rockowe przeplatają się z folkowymi, dynamiczne z lirycznymi, romantyczne z żałobnymi, swawolne z patetycznymi – jak w życiu, bez względu na to, czy opisujemy codzienność epoki schyłkowego średniowiecza, czy XXI wieku. Każdy detal idealnie do siebie pasuje, zazębia się, oddziałuje na emocje. Po dotarciu do finału słuchacz ma pełne prawo – podobnie zresztą jak muzycy – poczuć się spełnionym. W końcu przeżył. Nie dał się „czarnej śmierci”. Ba! na pewno zaryzykuje kolejne spotkanie z nią.
koniec
16 maja 2017
Skład:
Benediktator (Benedikt Momrak) – śpiew, gitara basowa, gitara elektryczna, instrumenty perkusyjne
Krizla (Kristoffer Momrak) – flet, śpiew, instrumenty perkusyjne
Marxo Solinas (Lars Fredrik Frøislie) – syntezatory, organy, fortepian, fortepian elektryczny
Dauinghorn of Jordsjø (Håkon Oftung) – syntezatory
HlewagastiR (Martin Nordrum Kneppen) – perkusja
dodajdo

Komentarze

23 V 2017   11:15:03

Utwór, do którego odnośnik wstawiłeś, jest uroczy. Chyba postaram się sprawdzić całość :>

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Widok z góry najwyższej
Sebastian Chosiński

25 V 2017

Po wydaniu czterech płyt studyjnych nadeszła pora na drugi pełnowymiarowy album koncertowy w dorobku szwedzkich „psychodelików” z formacji Hills. Kwintet z Göteborga postanowił sięgnąć po obszerne fragmenty występu zagranego podczas ubiegłorocznego festiwalu w holenderskim Tilburgu. Efektem – album „Alive at Roadburn”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ku chwale Katalonii
Sebastian Chosiński

23 V 2017

Nazwa zespołu wskazywałaby raczej na inklinacje punkowe, względnie heavymetalowe, a tu się okazuje, że mamy do czynienia z grupą z pogranicza rocka progresywnego i psychodelii. Cóż, chcą się tak nazywać – ich sprawa. Muszą jednak liczyć się z tym, że wielu fanów, do których adresują swoją twórczość, widząc na oczy szyld The Reapers, zechce ominąć ich szerokim łukiem. Ze stratą dla zespołu i dla siebie samych. Bo album „Marionettes” to dzieło zdecydowanie godne uwagi.

więcej »

Koniec jest blisko. Coraz bliżej…
Sebastian Chosiński

18 V 2017

Łączenie muzyki średniowiecznej z heavy metalem – czy to w formie black- czy doommetalowej – nie jest już żadną nowością. Praktykowane bywa – głównie w Niemczech i Skandynawii – od ponad dwóch dekad. Co jakiś czas trafia się jednak wykonawca, który potrafi tchnąć w ten gatunek nowe życie. Jak Szwedzi z zespołu Apocalypse Orchestra, który przed tygodniem opublikował swój debiutancki album – „The End is Nigh”.

więcej »

Polecamy

Widok z góry najwyższej

Tu miejsce na labirynt…:

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zmartwychwstanie po czterdziestu latach
— Sebastian Chosiński

Prawdziwe oblicze pana Haydena. Petera Haydena!
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu życia w Kosmosie
— Sebastian Chosiński

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.