Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Koniec jest blisko. Coraz bliżej…

Esensja.pl
Esensja.pl
Łączenie muzyki średniowiecznej z heavy metalem – czy to w formie black- czy doommetalowej – nie jest już żadną nowością. Praktykowane bywa – głównie w Niemczech i Skandynawii – od ponad dwóch dekad. Co jakiś czas trafia się jednak wykonawca, który potrafi tchnąć w ten gatunek nowe życie. Jak Szwedzi z zespołu Apocalypse Orchestra, który przed tygodniem opublikował swój debiutancki album – „The End is Nigh”.

Apocalypse Orchestra
‹The End is Nigh›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe End is Nigh
Wykonawca / KompozytorApocalypse Orchestra
Data wydania12 maja 2017
Wydawca Despotz Records
NośnikCD
Czas trwania59:14
Gatunekfolk, metal
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieErik Larsson, Jonas Lindh, Mikael Lindström, Rikard Jansson, Andreas Skoglund
Utwory
CD1
1) The Garden of Earthly Delights08:40
2) Pyre06:33
3) Flagellants’ Song08:23
4) Exhale07:34
5) Theatre of War07:00
6) The Great Mortality07:33
7) To Embark02:50
8) Here Be Monsters10:44
Zespół istnieje od czterech lat. Miejscem jego narodzin było położone na wschodzie kraju, nad Zatoką Botnicką, mniej więcej siedemdziesięciotysięczne miasto Gävle, które dotąd nie za bardzo miało kim pochwalić się w rockowym światku. Mimo to muzycy wcale nie mają zamiaru, przynajmniej na razie, go opuszczać, szukając szczęścia na przykład w dającym znacznie większe możliwości zaistnienia Sztokholmie. I słusznie. Dzięki temu mają bowiem spore szanse rozsławić swą „małą ojczyznę”. Zwłaszcza teraz, gdy światło dzienne ujrzała ich debiutancka płyta zatytułowana złowieszczo „The End is Nigh” („Koniec jest blisko”). Motorem napędowym grupy jest wokalista i gitarzysta Erik Larsson, który jednak bardzo chętnie sięga również po inne instrumenty, tyleż kojarzące się z folkiem, co muzyką dawną – cytry, lutnię i mandolę (to kuzynka mandoliny, strojona jednak o kwintę niżej). Wspiera go w tym wydatnie Mikael Lindström, który dodatkowo wzbogaca muzykę zespołu o dźwięki dud, liry korbowej, harfy klawiszowej oraz… rauschpfeife, szesnastowiecznego instrumentu dętego drewnianego, który jest niemiecką odmianą szałamai.
Pozostała trójka artystów wierna jest dużo bardziej klasycznemu rockowemu instrumentarium: na gitarze solowej gra Jonas Lindh, a sekcję rytmiczną tworzą Rikard Jansson (bas) i Andreas Skoglund (perkusja). Poza tym w niektórych nagraniach usłyszeć można jeszcze organy i mellotron – w rzeczywistości jednak dźwięki te zostały zaprogramowane komputerowo przez Larssona. Chór natomiast jest jak najbardziej „żywy”. By zabrzmiał jak najbardziej okazale, jego ścieżki zarejestrowano w zabytkowym kościele w Gävle. Wszystko po to, by „The End is Nigh” zabrzmiało z odpowiednią mocą. Choć to oficjalny debiut Apocalypse Orchestra (wreszcie padła nazwa grupy!), sporą próbkę swoich możliwości, Szwedzi pokazali już dwa lata temu, wydając własnym sumptem trzydziestominutową EP-kę demonstracyjną „The Garden of Earthly Delights”. Znalazły się na niej cztery kompozycje, które w takim samym układzie, chociaż oczywiście w odświeżonych i dopracowanych wersjach, trafiły także na pierwszy pełnowymiarowy album.
Płyta ujrzała światło dzienne dzięki niezależnej sztokholmskiej wytwórni Despotz Records, która też do szczególnie znanych – podobnie zresztą jak kwintet z Gävle – nie należy. Chyba że teraz to się zmieni… „The End is Nigh” to dzieło bardzo spójne w przekazie: począwszy od samej muzyki, poprzez teksty, aż po stronę wizualną – wszystko układa się w konsekwentną całość. Album otwiera nawiązujący do legendarnego tryptyku niderlandzkiego malarza Hieronima Boscha utwór „The Garden of Earthly Delights” („Ogród ziemskich rozkoszy”). Z głębokiego wyciszenia stopniowo docierają najpierw dudy, a potem kolejne średniowieczne instrumenty, które jednak wkrótce muszą, przynajmniej na jakiś czas, ustąpić miejsca ogniście rockowym gitarom i sekcji rytmicznej. Zmienia się tym samym forma wyrazu, ale treść, stylistycznie nawiązująca do odległej przeszłości, pozostaje wciąż ta sama. Do tego dochodzi jeszcze stylizowany na średniowiecznych trubadurów śpiew Erika. Jak się okazuje, ludowe melodie w mocno uwspółcześnionych metalowych aranżacjach sprawdzają się znakomicie. Pod warunkiem, że biorą się za nie odpowiednio utalentowani artyści.
Podobnie panowie z Apocalypse Orchestra poczynają sobie również w kolejnych utworach – przeplatają momenty stonowane, delikatne, romantyczne (w których wykorzystują instrumenty sprzed lat) z prawdziwie metalowymi, znaczonymi wdzierającymi się w uszy partiami gitar i przytłaczającymi bębnami. Podział jednak nie zawsze jest tak klarowny – bywa, że i w chwilach bardziej energetycznych rozlegają się dźwięki dud czy liry korbowej, choć najczęściej pojawiają się one wówczas na drugim planie. Mimo to są dobrze słyszalne i wydatnie wpływają na brzmienie całości (jak na przykład w doskonałym, majestatycznym, ale i bardzo nastrojowym „Pyre”). W „Flagellants’ Song” – lirycznej, wzruszającej pieśni poświęconej tak zwanym flagelantom, czyli rozpowszechnionym w XIII i XIV wiekach w całej chrześcijańskiej Europie biczownikom – po raz pierwszy zespół wykorzystuje chór. Dzięki temu utwór staje się w jeszcze większym stopniu podniosły (tak, to możliwe!), co jednocześnie nie staje na przeszkodzie, by ozdobić go jednym z najpiękniejszych i najmocniej zapadających w pamięć refrenów. Z kolei w „Exhale” Szwedzi wprowadzają istotny element niepokoju i na tym neofolkowym motywie muzycznym (z wykorzystaniem hipnotycznych bębnów i harfy klawiszowej) budują w zasadzie całą kompozycję.
W „Theatre of War” na krótko rezygnują z otoczki metalowej; mroczny, aczkolwiek subtelny śpiew Erika przy akompaniamencie gitary akustycznej sprawia, że przynajmniej przez kilka minut zespół podąża w stronę darkwave’u spod znaku Deine Lakaien i Alexandra Veljanova. Im bliżej końca jednak – tej konkretnej kompozycji, jak i całego wydawnictwa – tym bardziej daje o sobie znać metalowa natura Larssona i jego kompanów. „The Great Mortality” i „To Embark” wzniesione są na doommetalowym fundamencie, chociaż w przypadku tego drugiego nieporównywalnie większą rolę odgrywają lira korbowa (vide Mikael Lindström) i cytry (Erik Larsson). Album wieńczy prawie jedenastominutowy „Here Be Monsters” (którego nie należy kojarzyć z identycznie zatytułowaną płytą norweskiego Motorpsycho) – najbardziej zróżnicowany wokalnie i tym samym wymykający się jednoznacznym klasyfikacjom. Erik płynnie przechodzi w nim od klasycznego metalowego śpiewu do recytacji i growlingu; wszystko jest jednak uzasadnione zmieniającym się charakterem tekstu. Ta płyta może Was zauroczyć, ale na pewno nie wprawi w dobry nastrój, zwłaszcza jeżeli zaczniecie analizować słowa poszczególnych utworów. Ich ogólny sens jest jednoznaczny: Apokalipsa jest już blisko… coraz bliżej…
koniec
18 maja 2017
Skład:
Erik Larsson – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, cytry, mandola, lutnia, programowanie
Jonas Lindh – gitara elektryczna, chórki
Mikael Lindström – dudy, lira korbowa, mandola, harfa klawiszowa, rauschpfeife, chórki
Rikard Jansson – gitara basowa, chórki
Andreas Skoglund – perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki
dodajdo

Komentarze

18 V 2017   16:18:56

"Ta płyta może Was zauroczyć, ale na pewno nie wprawi w dobry nastrój, zwłaszcza jeżeli zaczniecie analizować słowa poszczególnych utworów. Ich ogólny sens jest jednoznaczny: Apokalipsa jest już blisko… coraz bliżej…"-i to jest dobra nowina :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pożegnanie z legendą
Sebastian Chosiński

25 VII 2017

Naklejka na okładce najnowszej płyty zespołu Träd, Gräs och Stenar informuje, że to ostatni album, na którym można usłyszeć członków jego oryginalnego składu. Nie bez powodu, dwaj ostatni, którzy zakładali formację w drugiej połowie lat 60. XX wieku, zmarli bowiem w 2010 i 2012 roku. Stąd też oczywisty wniosek, że wydany przed dwoma miesiącami „Tack för kaffet” wypełniać musi muzyka sprzed co najmniej pięciu lat.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Kandydaci do PEN-Clubu
Sebastian Chosiński

20 VII 2017

Trzech cenionych brytyjskich jazzmanów! Którzy znają się doskonale od lat, bo grywali już ze sobą w różnych konstelacjach. Od czasu do czasu wciąż jednoczą siły i ruszają w trasę. Szkoda tylko, że później tak rzadko dokumentują swoje wspólne występy płytami. Tym wartościowszym wydawnictwem jest „PEN” sygnowany przez saksofonistę Evana Parkera, kontrabasistę Johna Edwardsa i perkusistę Steve’a Noble’a.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W piekielnym ogniu płonące dusze…
Sebastian Chosiński

18 VII 2017

To nie jest najnowsza płyta. Od jej wydania minął ponad rok. A jednak warto się nad nią pochylić. Z dwóch powodów. Raz, że Burning Ghosts to nowy projekt amerykańskiego trębacza Daniela Rosenbooma, o którym w „Esensji” już pisaliśmy. Dwa, że właśnie światło dzienne ujrzał właśnie drugi album kwartetu („Reclamation”) i jakoś tak głupio pisać o nim, nie rozprawiwszy się wcześniej z debiutem („Burning Ghosts”).

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z legendą

Tu miejsce na labirynt…:

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Tegoż autora

Na łeb, na szyję
— Sebastian Chosiński

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

O kowboju, co kulom się nie kłaniał
— Sebastian Chosiński

Piaskiem w oczy
— Sebastian Chosiński

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.