Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Ku chwale Katalonii

Esensja.pl
Esensja.pl
Nazwa zespołu wskazywałaby raczej na inklinacje punkowe, względnie heavymetalowe, a tu się okazuje, że mamy do czynienia z grupą z pogranicza rocka progresywnego i psychodelii. Cóż, chcą się tak nazywać – ich sprawa. Muszą jednak liczyć się z tym, że wielu fanów, do których adresują swoją twórczość, widząc na oczy szyld The Reapers, zechce ominąć ich szerokim łukiem. Ze stratą dla zespołu i dla siebie samych. Bo album „Marionettes” to dzieło zdecydowanie godne uwagi.

The Reapers
‹Marionettes›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMarionettes
Wykonawca / KompozytorThe Reapers
Data wydania18 listopada 2016
NośnikCD
Czas trwania33:05
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieAgustí Calbet, Gianluca Brignani, Federico Brignani, Àngel Martinez, Ignasi Montoro, Pere Estupinyà
Utwory
CD1
1) In the Underground17:47
2) Marionettes15:18
Na pomysł powołania zespołu wpadli przed dwoma laty. Widocznie znudziło im się korzystanie z uroków rodzinnego Sant Celoni. Bo ileż można opalać się i kąpać w Morzu Śródziemnym. Po pewnym czasie nawet mieszkańcom Katalonii upał zaczyna tak doskwierać, że zaczynają szukać ustronnych, chłodnych miejsc. Takim miejscem może stać się na przykład klimatyzowana sala prób. Kompletowanie składu The Reapers (czyli… Żniwiarzy) zaczęło się od grających na gitarach solowych braci Brignani – Gianluki i Federika – do których dołączyli: wokalista Agustí Calbet, klawiszowiec Àngel Martinez oraz tworzący sekcję rytmiczną basista Ignasi Montoro i perkusista Pere Estupinyà. Repertuar powstał na tyle szybko, że już kilka miesięcy później podczas lokalnych przeglądów byli w stanie zagrać kilkudziesięciominutowy koncert. W dużej mierze było to możliwe dzięki rozbudowanym improwizacjom. Od samego początku bowiem Hiszpanie (Katalończycy) założyli sobie, że nie interesuje ich granie krótkich, przebojowych numerów, że wzorem mistrzów sprzed dekad tworzyć będą z rozmachem.
We wrześniu 2016 roku weszli do profesjonalnego studia nagraniowego, by zarejestrować swoje dokonania. A już dwa miesiące później udostępnili je na wydanej własnym sumptem płytce. Na krążek „Marionettes” trafiły zaledwie dwie kompozycje, ale w sumie trwające ponad pół godziny. Czy to wszystko, co udało im się nagrać, czy też wybrali jedynie te numery, z których byli najbardziej zadowoleni – trudno stwierdzić. W każdym razie ze swego wydawniczego debiutu mogą być bardzo zadowoleni. The Reapers prezentują się na tym albumie – niekiedy klasyfikowanym jako EP-ka – jako zespół zaskakująco dojrzały i świadomy celu, do którego dąży. Twórczość Hiszpanów wyrasta z korzeni progresywno-symfonicznych, ale na nich się nie kończy – kataloński sekstet umiejętnie sięga też po elementy rockowej psychodelii i hard rocka. Na dodatek wszystko to okrasza w miarę możliwości ładnymi melodiami, nie zapominając przy tym o budowaniu odpowiednio romantycznego nastroju. W czym istotną rolę odgrywa charakterystyczny falset Calbet.
Otwierający album utwór „In the Underground” to prawie osiemnastominutowa uczta, zdolna zauroczyć zarówno wielbicieli klasycznego, jak i najbardziej współczesnego rocka. Hiszpanie korzystają ze stylistyki vintage tylko w takim stopniu, w jakim jest to absolutnie konieczne. Na pewno nie chcą zostać uznani za niewolniczych naśladowców zespołów z lat 70. XX wieku. Choć oczywiście nie ma w tym nic złego, jeśli tylko potrafi się to robić z sercem i talentem. Początek jest stonowany: rozbrzmiewają gitary akustyczna i basowa, do tego dochodzi psychodelicznie senny, „zamglony”, niemal kojący głos Agustíego. Nie warto jednak poddawać się jego hipnotycznemu działaniu, albowiem tym boleśniejsze jest przebudzenie, gdy do akcji przystępuje reszta zespołu. Oj, tak, Żniwiarze potrafią też dać czadu! Chociaż tego nie nadużywają. Bardziej interesuje ich kreowanie nastroju aniżeli bezmyślna młócka.
W „In the Underground” nie brakuje kontrastów: fragmenty stonowane i delikatne sąsiadują z ogniście rockowymi. Ale i w tych drugich przez cały czas na plan pierwszy wybija się nastrojowa gitara. Dużo dodaje od siebie Calbet, starając się możliwie najróżnorodniej interpretować tekst – stąd przejścia od melorecytacji do klasycznego śpiewu, wreszcie do natchnionego falsetu (w czym trochę przypomina Pawła Birulę, pierwszego wokalistę grupy Exodus). Z kolei kompozycja tytułowa zaczyna się jak klasyczny progresywny hard rock; głównie jednak po to, by zasadniczo odróżnić się od poprzedniego numeru. Z biegiem czasu jednak Hiszpanie powracają do psychodelicznych korzeni, czego dowodem „rozmyte” brzmienie gitar i instrumenty klawiszowe wypełniające niemal całe tło. Ale kto sądzi, że tak właśnie będzie do samego finału – jest w błędzie. W tym właśnie utworze Żniwiarze postanowili bowiem zagrać słuchaczom na nosie i zaserwowali prawie dwuminutową progmetalową „jazdę be trzymanki” – z rozpędzoną do granic możliwości sekcją rytmiczną i rasową solówką gitary.
A jednak nawet taki wtręt nie psuje konstrukcji całego utworu, z którym jest symbiotycznie zżyty. „Marionettes” urywa się nagle, lecz to jeszcze nie koniec. Trzeba tylko wytężyć słuch, by wyłowić docierające z oddali, jakby pochodzące z pokoju w drugim końcu domu dźwięki. Emocje zostają wygaszone, a my pozostajemy z myślą: Jak to, więcej nic już nie będzie? Niestety, pół godziny szybko mija. Jedyne, co nam pozostaje, to trzymać kciuki za dzielnych Katalończyków z nadzieją, że szybko wrócą do studia nagraniowego i niebawem światło dzienne ujrzy ich kolejne, tym razem już pełnowymiarowe, wydawnictwo. Zasługują na to!
koniec
23 maja 2017
Skład:
Agustí Calbet – śpiew
Gianluca Brignani – gitara elektryczna, gitara akustyczna
Federico Brignani – gitara elektryczna, gitara akustyczna
Àngel Martinez – instrumenty klawiszowe
Ignasi Montoro – gitara basowa
Pere Estupinyà – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
Sebastian Chosiński

27 VI 2017

Jakiś czas temu robiliśmy w „Esensji” przegląd skandynawskich nowości (free)jazzowych opublikowanych przez lizbońską wytwórnię Clean Feed. Minęło kilka miesięcy i okazało się, że do tematu trzeba powrócić. W ostatnich tygodniach ukazało się bowiem kilka kolejnych płyt, które zasługują na szczególną uwagę. Na pierwszy ogień idzie debiutancki album norweskiego kwartetu Rune Your Day. Nie znacie? Tak Wam się tylko wydaje.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Polecamy

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…

Tu miejsce na labirynt…:

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.