Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 19 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Widok z góry najwyższej

Esensja.pl
Esensja.pl
Po wydaniu czterech płyt studyjnych nadeszła pora na drugi pełnowymiarowy album koncertowy w dorobku szwedzkich „psychodelików” z formacji Hills. Kwintet z Göteborga postanowił sięgnąć po obszerne fragmenty występu zagranego podczas ubiegłorocznego festiwalu w holenderskim Tilburgu. Efektem – album „Alive at Roadburn”.

Hills
‹Alive at Roadburn›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlive at Roadburn
Wykonawca / KompozytorHills
Data wydania17 marca 2017
Wydawca Rocket Recordings
NośnikCD
Czas trwania55:39
Gatunekkoncert, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) National Drone13:09
2) Frigörande Musik14:06
3) Master Sleeps14:25
4) Och solen sänkte sig röd13:58
Położony w Brabancji Północnej Tilburg to miasto stosunkowo młode – prawa miejskie zostały mu nadane mniej więcej dwa wieki temu. Od tamtej pory przeżył jednak szybki wzrost demograficzny – od niespełna 9 tysięcy do ponad 200 tysięcy mieszkańców (tyle podają dane sprzed pięciu lat). Tilburg słynie nie tylko w Holandii, ale na całym świecie z organizowanego od 1999 roku festiwalu rockowego Roadburn. Wiele pojawiających się na nim formacji poczytuje sobie za punkt honoru opublikowanie płyty koncertowej z zarejestrowanym podczas tej imprezy materiałem. Nie inaczej podeszli do sprawy muzycy ze szwedzkiej psychodelicznej formacji Hills, którzy na festiwalowej scenie pojawili się w piątek 15 kwietnia 2016 roku. O ich zaproszeniu zdecydował natomiast legendarny brytyjski wokalista – związany z takimi zespołami, jak Napalm Death, Cathedral czy Probot – Lee Dorian. Na wydanie płyty „Live at Roadburn” trzeba było jednak poczekać jedenaście miesięcy; ukazała się bowiem dopiero w połowie marca tego roku nakładem niezależnej angielskiej wytwórni Rocket Recordings.
Zespół Hills rozpoczął działalność równo przed dekadą. Gdy muzycy stawiali pierwsze kroki na scenie, grając przede wszystkim w klubach muzycznych Göteborga, za swoje główne inspiracje podawali z jednej strony twórców freejazzowych (jak John Coltrane) i awangardowych (The Velvet Underground), z drugiej – klasyków krautrocka i psychodelii (vide Popol Vuh i Amon Düül II). Pierwotnie grupa była tercetem, który tworzyli: wokalista i gitarzysta Pelle, gitarzysta solowy, basista i organista Kalle oraz perkusistka Hanna. W tym składzie nagrali dwie płyty studyjne – „Hills” (2009) i „Master Sleeps” (2011) oraz jedną koncertową – „Live at Daemonens Port” (2015), zarejestrowaną w grudniu 2013 roku w Kopenhadze przez Dr. Space’a z formacji Øresund Space Collective. W następnym roku do zespołu doszlusowało dwóch nowych artystów: basista Bob oraz organista Tore, dzięki czemu Kalle mógł skupić się już tylko na gitarze. W tym składzie Hills nagrali dwa kolejne krążki: „Frid” (2015) oraz „Uncollected Sound” (2016), ugruntowując tym samym swą pozycję w światku psychodelicznego rocka.
Koncert z Tilburga to pięćdziesiąt pięć minut muzyki. I tylko cztery utwory. Co oznacza, że mamy do czynienia z rozbudowanymi kompozycjami w stylu grup progresywnych i psychodelicznych z lat 70. ubiegłego wieku. Fanom – uczestniczącym przed rokiem w Roadburn Festival bądź dzisiaj sięgającym po upamiętniający go album – na pewno jednak to nie przeszkadza. W tej skrupulatności, w braku pośpiechu w budowaniu niezwykłego nastroju tkwi przecież siła twórczości Szwedów. Płytę otwiera, znany z longplaya „Frid”, utwór „National Drone”. Zaczyna go, utrzymany (przynajmniej w pierwszej fazie) w konwencji stonerowej, zrazu trochę nieśmiały, z czasem natomiast coraz odważniejszy i prowadzony z większym rozmachem gitarowy dialog Pellego i Kallego. Dalej jest tylko ciekawiej: gdy jeden z gitarzystów gra zapętlony, hipnotyczny motyw, drugi przyprawia całość subtelnymi orientalizmami, co jeszcze bardziej zbliża dokonania Skandynawów do krautrockowców z Popol Vuh. Nawet głos Pellego – to nieco „zamglony”, to znów dochodzący do granicy krzyku – traktowany jest w zasadzie jak kolejny instrument, służący głównie podkreśleniu klimatu niepokoju.
W drugim w kolejności „Frigörande Musik” (jedynym utworze, który nie pojawił się na żadnej z wcześniejszych płyt studyjnych) zespół decyduje się na mocniejsze uderzenie – motoryczna sekcja rytmiczna poczyna sobie jak rozpędzony walec; gitarzyści z kolei starają się nadążyć za nią i jednocześnie opleść ją jak bluszcz. Z czasem wyłania się też gitarowy lejtmotyw, który z różnym natężeniem powraca do samego końca. „Master Sleeps” (z tak samo zatytułowanego albumu sprzed sześciu lat) pozwala tylko na chwilę oddechu. Pelle i Kalle ponownie mają ręce pełne roboty – to dialogują ze sobą, to znów każdy poświęca się pielęgnowaniu własnego wątku. Wskoczywszy na właściwe tory, starają się wycisnąć, ile tylko się da – stąd ciągnące się, zdawałoby się, w nieskończoność partie gitar, w których może nie dzieje się za wiele, ale które mają prawdziwie hipnotyzującą moc. I w tym tkwi główna siła Hills – nie ma znaczenia, czy kompozycja trwa dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia minut; mogłaby trwać drugie tyle, a i tak czas upłynąłby niemal niepostrzeżenie. To urok psychodelii. Ale urok poparty świetnymi melodiami i perfekcyjną grą sekcji rytmicznej. Jak w zamykającym album nieco nostalgicznym, a w swej finałowej części nawet wzruszającym „Och solen sänkte sig röd”. Nie ma wątpliwości, że na te Wzgórza warto się wspiąć. Widok z nich jest urzekający.
koniec
25 maja 2017
Skład:
Pelle – śpiew, gitara elektryczna
Kalle – gitara elektryczna
Tore – organy, śpiew
Bob – gitara basowa
Hanna – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
Sebastian Chosiński

17 VIII 2017

Jeżeli zespół nazywa się Hair of the Dog i gra muzykę nawiązującą do klasycznego hard rocka z połowy lat 70. ubiegłego wieku, to z jakiego kraju może pochodzić? Z dużym prawdopodobieństwem – ze Szkocji. Dlaczego? Bo przecież jego nazwa to tytuł najbardziej znanej płyty grupy Nazareth – legendy szkockiego metalu. Formacja prowadzona przez braci Holtów wydała właśnie trzeci album – „This World Turns”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
Sebastian Chosiński

15 VIII 2017

To nie jest nowy materiał. Po raz pierwszy pojawił się na rynku przed ośmioma laty. Nie tak dawno jednak firma Universal wykupiła prawa do publikacji „kolorowej serii” wytwórni e-silesia.info, w efekcie czego „niebieska płyta” SBB, zawierająca koncert z festiwalu opolskiego z czerwca 1974 roku, stała się ponownie dostępna.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Uczta niezbyt wyborna
Sebastian Chosiński

10 VIII 2017

Zespół Simulacrum powstał – w założeniu – jak trio. Od czasu do czasu jednak organista John Medeski, gitarzysta Matt Hollenberg oraz perkusista Kenny Grohowski zapraszają do składu czwartego muzyka. Przy okazji nagrania inspirowanego twórczością Hieronima Boscha albumu „The Garden of Earthly Delights” padło na gitarzystę basowego Trevora Dunna. Nie zapominajmy jednak, kto od samego początku stoi za całym projektem – John Zorn!

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Portret żałobny rosyjskiego inteligenta
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
— Sebastian Chosiński

Kobieta wśród węży
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.