Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Widok z góry najwyższej

Esensja.pl
Esensja.pl
Po wydaniu czterech płyt studyjnych nadeszła pora na drugi pełnowymiarowy album koncertowy w dorobku szwedzkich „psychodelików” z formacji Hills. Kwintet z Göteborga postanowił sięgnąć po obszerne fragmenty występu zagranego podczas ubiegłorocznego festiwalu w holenderskim Tilburgu. Efektem – album „Alive at Roadburn”.

Hills
‹Alive at Roadburn›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlive at Roadburn
Wykonawca / KompozytorHills
Data wydania17 marca 2017
Wydawca Rocket Recordings
NośnikCD
Czas trwania55:39
Gatunekkoncert, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) National Drone13:09
2) Frigörande Musik14:06
3) Master Sleeps14:25
4) Och solen sänkte sig röd13:58
Położony w Brabancji Północnej Tilburg to miasto stosunkowo młode – prawa miejskie zostały mu nadane mniej więcej dwa wieki temu. Od tamtej pory przeżył jednak szybki wzrost demograficzny – od niespełna 9 tysięcy do ponad 200 tysięcy mieszkańców (tyle podają dane sprzed pięciu lat). Tilburg słynie nie tylko w Holandii, ale na całym świecie z organizowanego od 1999 roku festiwalu rockowego Roadburn. Wiele pojawiających się na nim formacji poczytuje sobie za punkt honoru opublikowanie płyty koncertowej z zarejestrowanym podczas tej imprezy materiałem. Nie inaczej podeszli do sprawy muzycy ze szwedzkiej psychodelicznej formacji Hills, którzy na festiwalowej scenie pojawili się w piątek 15 kwietnia 2016 roku. O ich zaproszeniu zdecydował natomiast legendarny brytyjski wokalista – związany z takimi zespołami, jak Napalm Death, Cathedral czy Probot – Lee Dorian. Na wydanie płyty „Live at Roadburn” trzeba było jednak poczekać jedenaście miesięcy; ukazała się bowiem dopiero w połowie marca tego roku nakładem niezależnej angielskiej wytwórni Rocket Recordings.
Zespół Hills rozpoczął działalność równo przed dekadą. Gdy muzycy stawiali pierwsze kroki na scenie, grając przede wszystkim w klubach muzycznych Göteborga, za swoje główne inspiracje podawali z jednej strony twórców freejazzowych (jak John Coltrane) i awangardowych (The Velvet Underground), z drugiej – klasyków krautrocka i psychodelii (vide Popol Vuh i Amon Düül II). Pierwotnie grupa była tercetem, który tworzyli: wokalista i gitarzysta Pelle, gitarzysta solowy, basista i organista Kalle oraz perkusistka Hanna. W tym składzie nagrali dwie płyty studyjne – „Hills” (2009) i „Master Sleeps” (2011) oraz jedną koncertową – „Live at Daemonens Port” (2015), zarejestrowaną w grudniu 2013 roku w Kopenhadze przez Dr. Space’a z formacji Øresund Space Collective. W następnym roku do zespołu doszlusowało dwóch nowych artystów: basista Bob oraz organista Tore, dzięki czemu Kalle mógł skupić się już tylko na gitarze. W tym składzie Hills nagrali dwa kolejne krążki: „Frid” (2015) oraz „Uncollected Sound” (2016), ugruntowując tym samym swą pozycję w światku psychodelicznego rocka.
Koncert z Tilburga to pięćdziesiąt pięć minut muzyki. I tylko cztery utwory. Co oznacza, że mamy do czynienia z rozbudowanymi kompozycjami w stylu grup progresywnych i psychodelicznych z lat 70. ubiegłego wieku. Fanom – uczestniczącym przed rokiem w Roadburn Festival bądź dzisiaj sięgającym po upamiętniający go album – na pewno jednak to nie przeszkadza. W tej skrupulatności, w braku pośpiechu w budowaniu niezwykłego nastroju tkwi przecież siła twórczości Szwedów. Płytę otwiera, znany z longplaya „Frid”, utwór „National Drone”. Zaczyna go, utrzymany (przynajmniej w pierwszej fazie) w konwencji stonerowej, zrazu trochę nieśmiały, z czasem natomiast coraz odważniejszy i prowadzony z większym rozmachem gitarowy dialog Pellego i Kallego. Dalej jest tylko ciekawiej: gdy jeden z gitarzystów gra zapętlony, hipnotyczny motyw, drugi przyprawia całość subtelnymi orientalizmami, co jeszcze bardziej zbliża dokonania Skandynawów do krautrockowców z Popol Vuh. Nawet głos Pellego – to nieco „zamglony”, to znów dochodzący do granicy krzyku – traktowany jest w zasadzie jak kolejny instrument, służący głównie podkreśleniu klimatu niepokoju.
W drugim w kolejności „Frigörande Musik” (jedynym utworze, który nie pojawił się na żadnej z wcześniejszych płyt studyjnych) zespół decyduje się na mocniejsze uderzenie – motoryczna sekcja rytmiczna poczyna sobie jak rozpędzony walec; gitarzyści z kolei starają się nadążyć za nią i jednocześnie opleść ją jak bluszcz. Z czasem wyłania się też gitarowy lejtmotyw, który z różnym natężeniem powraca do samego końca. „Master Sleeps” (z tak samo zatytułowanego albumu sprzed sześciu lat) pozwala tylko na chwilę oddechu. Pelle i Kalle ponownie mają ręce pełne roboty – to dialogują ze sobą, to znów każdy poświęca się pielęgnowaniu własnego wątku. Wskoczywszy na właściwe tory, starają się wycisnąć, ile tylko się da – stąd ciągnące się, zdawałoby się, w nieskończoność partie gitar, w których może nie dzieje się za wiele, ale które mają prawdziwie hipnotyzującą moc. I w tym tkwi główna siła Hills – nie ma znaczenia, czy kompozycja trwa dziesięć, piętnaście czy dwadzieścia minut; mogłaby trwać drugie tyle, a i tak czas upłynąłby niemal niepostrzeżenie. To urok psychodelii. Ale urok poparty świetnymi melodiami i perfekcyjną grą sekcji rytmicznej. Jak w zamykającym album nieco nostalgicznym, a w swej finałowej części nawet wzruszającym „Och solen sänkte sig röd”. Nie ma wątpliwości, że na te Wzgórza warto się wspiąć. Widok z nich jest urzekający.
koniec
25 maja 2017
Skład:
Pelle – śpiew, gitara elektryczna
Kalle – gitara elektryczna
Tore – organy, śpiew
Bob – gitara basowa
Hanna – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
Sebastian Chosiński

27 VI 2017

Jakiś czas temu robiliśmy w „Esensji” przegląd skandynawskich nowości (free)jazzowych opublikowanych przez lizbońską wytwórnię Clean Feed. Minęło kilka miesięcy i okazało się, że do tematu trzeba powrócić. W ostatnich tygodniach ukazało się bowiem kilka kolejnych płyt, które zasługują na szczególną uwagę. Na pierwszy ogień idzie debiutancki album norweskiego kwartetu Rune Your Day. Nie znacie? Tak Wam się tylko wydaje.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Polecamy

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…

Tu miejsce na labirynt…:

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

East Side Story: (Nie) chcieć, (nie) żyć, (nie) kochać
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Nadzorca z trzeciego planu
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wspiąć się na najwyższy szczyt
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz i panna
— Sebastian Chosiński

Okazja czyni tchórza
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Ręka w rękę z „czerwonymi”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Syn i córka leśnika
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Przejście przez ogień
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Romantyk jazzowej gitary
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.