Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 19 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…

Esensja.pl
Esensja.pl
Sztokholmski kwintet Siena Root nie rozpieszcza swoich wielbicieli. Poprzednia płyta zespołu, „Pioneers”, ukazała się trzy lata temu. Na szczęście od kilku dni jest już w sprzedaży jej następca – album „A Dream of Lasting Peace”, który tradycyjnie powinien przypaść do gustu wszystkim gustującym w muzyce rockowej z przełomu lat 60. i 70. XX wieku.

Siena Root
‹A Dream of Lasting Peace›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułA Dream of Lasting Peace
Wykonawca / KompozytorSiena Root
Data wydania26 maja 2017
Wydawca MIG
NośnikCD
Czas trwania44:06
Gatunekrock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieSamuel Björö, Matte Gustavsson, Sam Riffer, Erik Petersson, Love Forsberg
Utwory
CD1
1) Secrets03:38
2) Tales of Independence03:39
3) Sundown04:19
4) The Piper Won’t Let You Stay06:08
5) Outlander04:50
6) Growing Underground03:56
7) Empty Streets04:54
8) No Filters03:46
9) Imaginarium03:54
10) The Echoes Unfold05:02
To, że na kolejny krążek zespołu Siena Root, następcę wyśmienitego „Pioneers” (2014), wielbiciele musieli czekać prawie trzy lata, jest oczywiście przykre, ale wcale nie oznacza, że przez te wszystkie miesiące byli pozbawieni premierowej muzyki utrzymanej w takim samym klimacie, jaki preferuje formacja kierowana przez basistę Sama Riffera i perkusistę Love’a Forsberga. Wszak w Skandynawii – a w szczególności w Szwecji – nie brakuje grup, które pełnymi garściami czerpią z dorobku wczesnych Led Zeppelin, Deep Purple czy Uriah Heep (by pozostać przy tych najbardziej znanych i wpływowych). Nawet jeśli kwintet ze Sztokholmu przez długi czas milczał, fani mogli sięgać po albumy innych – spokrewnionych z nim stylistycznie – wykonawców, jak chociażby Three Seasons („Life’s Road”, „Understand the World”, „Grow”), My Brother the Wind („I Wash My Soul in the Stream of Infinity”, „Once There Was a Time When Time and Space Were One”) czy Agusa („Högtid”, „Två”, „Katarsis”). A to i tak jedynie wierzchołek góry lodowej.
Wydany w końcu maja przez mającą siedzibę w Hanowerze wytwórnię MIG album „A Dream of Lasting Peace” to szósta pełnowymiarowa studyjna produkcja Siena Root, ale pierwsza nagrana z nowym wokalistą – Samuelem Björö (który zastąpił na tym stanowisku Jonasa Åhlena). Tak istotna zmiana w składzie nie jest dla Szwedów niczym nowym; dość powiedzieć, że od chwili powstania, czyli od końca lat 90. ubiegłego wieku, przez grupę przewinęło się – w studiu bądź na koncertach – ponad dwudziestu muzyków. Kto tworzy ją – oprócz Riffea, Forsberga i Björö – obecnie? Grający na organach Hammonda i fortepianie elektrycznym Erik Petersson oraz gitarzysta Matte Gustavsson. To właśnie ta piątka odpowiedzialna jest za najnowszy materiał Siena Root. Materiał – dodajmy – niezbyt długi (niemal dokładnie czterdziestoczterominutowy). Artyści ze Sztokholmu, wzorem wielu innych wykonawców z tego kręgu, wydają bowiem swoje płyty nie tylko na CD, lecz także – jak Bóg przed ponad czterema dekadami przykazał – w wersjach winylowych.
Muzyka Siena Root przechodzi oczywiście pewne przeobrażenia (trudno by było inaczej w czasie prawie dwudziestoletniej działalności zespołu), ale nieustannie nawiązuje – chociaż z różnym naciskiem – do trzech gatunków: hard rocka, bluesa i psychodelii. W takiej właśnie kolejności. Słuchając płyt sztokholmczyków, trudno uwierzyć, że ich nagrania nie powstały na początku lat 70. Podobne odczucia towarzyszą zresztą oglądaniu zdjęć zespołu. Jak więc można się domyślać, mamy do czynienia z formacją bardzo konsekwentnie dbającą o swój image. Słuchaczy śledzących poczynania grupy od 2004 roku, to jest od momentu kiedy światło dzienne ujrzał debiutancki krążek „A New Day Dawning”, najnowsza produkcja niczym szczególnym nie zaskoczy. Ale też nikt nie oczekuje od Szwedów zaskoczeń. Pewne korekty stylu – owszem, są do przyjęcia; zasadnicza wolta sprawiłaby jednak, że po przetarciu oczu i uszu ze zdziwienia fani przerzuciliby się prawdopodobnie na inne zbliżone stylistycznie zespoły, których przecież na północy Europy (jak również w bliskich geograficznie Niemczech) nie brakuje. Odpalając „A Dream of Lasting Peace”, wiadomo więc czego się spodziewać – i dokładnie to się otrzymuje.
Album zaczyna się od przebojowego, okraszonego frazami bluesowymi i smakowitą partią Hammondów utworu „Secrets”, który równie dobrze mógłby pochodzić z repertuaru Deep Purple z czasów przed dokooptowaniem Iana Gillana. W „Tales of Independence” blues schodzi na plan drugi, ustępując pola hard rockowi. W dużej mierze zespół zawdzięcza to zadziornej gitarze Gustavssona. Kontrapunktem dla niej staje się natomiast duet Peterssona i Björö; ten pierwszy wprowadza subtelny motyw melodyczny, drugi „zabawia” słuchaczy zwiewną wokalizą. I kiedy wydaje się, że Szwedzi mogą, niesieni falą, podążyć w niekoniecznie pożądanym przez starych fanów kierunku, sprawy bierze w swoje ręce – dosłownie – Matte, przywracając moralny pion solówką, której nie powstydziliby się klasycy southern metalu. Z kolei „Sundown” artyści ze Sztokholmu wystylizowali na psychodeliczną balladę, w której od początku do końca główną rolę grają organy. I to jak brzmiące! Tak „kwasowo”, że mogłyby zawstydzić nawet tabletkę LSD.
Tytuł czwartego na liście „The Piper Won’t Let You Stay” kojarzyć może się z Pink Floyd, lecz gatunkowo znacznie mu bliżej do nostalgicznej wersji Led Zeppelin. Płaczliwa gitara, zaśpiew Samuela, wreszcie stonowane Hammondy (momentami przypominające brzmieniem harmonijkę ustną) – wszystko to sprawia, że gdzieś w tyle głowy pojawia się skojarzenie z „Since I’ve Been Loving You”. I nie zmienia tego fakt, że w paru miejscach Szwedzi podkręcają tempo, rezygnując przy tym z balladowej formuły. Ukłonem w stronę Deep Purple i Uriah Heep jest natomiast zapadający w pamięć hardrockowy „Outlander”, znaczony gitarowo-organowym pojedynkiem Mattego i Erika, z którego zwycięsko wychodzi ten drugi. Wszak to do niego należy ostatnie słowo. I zarazem pierwsze w kolejnym utworze – „Growing Underground”, który w warstwie instrumentalnej okazuje się jednym z najciekawszych na „A Dream of Lasting Peace”. Niestety, cieniem kładzie się na nim kompletnie pozbawiona cech charakterystycznych partia wokalna. Może lepiej byłoby, jak w przypadku „Imaginarium”, zdecydować się na odesłanie Björö na dodatkowy czterominutowy urlop…
Złego słowa nie można z kolei powiedzieć o „Empty Streets” – melodyjnej, hardrockowej balladzie z zacięciem bluesowym, w której fragmenty liryczne przeplatane są mocno energetycznymi. Czadu nie brakuje również w singlowym „No Filters” – brakuje w nim za to oryginalności. To jedyna kompozycja na płycie, którą z czystym sumieniem można by wyrzucić bez obawy o to, że przez przypadek, zamiast chwastu, usuniemy wartościową roślinę. Wspomniane już instrumentalne „Imaginarium” składa się z dwóch części: nastrojowej (z lekko jazzującym fortepianem elektrycznym) oraz hardrockowej (z rozpędzoną sekcją rytmiczną i zadziorną gitarą). Album zamyka pięciominutowy „The Echoes Unfold” – i jest to nad wyraz godne, patetyczne zwieńczenie bardzo udanej płyty. Doommetalowy rytm, „duszoszczypatielnyj” śpiew i czarowny motyw organowo-gitarowy – składają się na jeden z najlepszych finałów na płytach Siena Root (choć konkurencja w tej dyscyplinie jest naprawdę mocna). Kto oczekiwał po „A Dream of Lasting Peace” powtórki „Pioneers”, może poczuć się nieco rozczarowany. Ale rozżalenie to powinno szybko minąć – po drugim, trzecim przesłuchaniu najnowsza produkcja Szwedów zaczyna uzależniać. Jak wszystko, co nagrali wcześniej.
koniec
1 czerwca 2017
Skład:
Samuel Björö – śpiew
Matte Gustavsson – gitara elektryczna
Erik Petersson – organy Hammonda, fortepian elektryczny
Sam Riffer – gitara basowa
Love Forsberg – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
Sebastian Chosiński

17 VIII 2017

Jeżeli zespół nazywa się Hair of the Dog i gra muzykę nawiązującą do klasycznego hard rocka z połowy lat 70. ubiegłego wieku, to z jakiego kraju może pochodzić? Z dużym prawdopodobieństwem – ze Szkocji. Dlaczego? Bo przecież jego nazwa to tytuł najbardziej znanej płyty grupy Nazareth – legendy szkockiego metalu. Formacja prowadzona przez braci Holtów wydała właśnie trzeci album – „This World Turns”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
Sebastian Chosiński

15 VIII 2017

To nie jest nowy materiał. Po raz pierwszy pojawił się na rynku przed ośmioma laty. Nie tak dawno jednak firma Universal wykupiła prawa do publikacji „kolorowej serii” wytwórni e-silesia.info, w efekcie czego „niebieska płyta” SBB, zawierająca koncert z festiwalu opolskiego z czerwca 1974 roku, stała się ponownie dostępna.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Uczta niezbyt wyborna
Sebastian Chosiński

10 VIII 2017

Zespół Simulacrum powstał – w założeniu – jak trio. Od czasu do czasu jednak organista John Medeski, gitarzysta Matt Hollenberg oraz perkusista Kenny Grohowski zapraszają do składu czwartego muzyka. Przy okazji nagrania inspirowanego twórczością Hieronima Boscha albumu „The Garden of Earthly Delights” padło na gitarzystę basowego Trevora Dunna. Nie zapominajmy jednak, kto od samego początku stoi za całym projektem – John Zorn!

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Portret żałobny rosyjskiego inteligenta
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Koncertowe przygody Grupy Niemen
— Sebastian Chosiński

Kobieta wśród węży
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.