Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Wyrzut sumienia pędzącego miasta

Esensja.pl
Esensja.pl
W dobie internetu, promowania się na youtubie, kiedy każdy chodzi z własną playlistą w telefonie, wydawać by się mogło, że granie na ulicy to przeżytek. Nic bardziej mylnego, o czym zapewnia Witek Muzyk Ulicy, który kilka miesięcy temu zadebiutował płytą „Gram dla was”.

Witek Muzyk Ulicy
‹Gram dla Was›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGram dla Was
Wykonawca / KompozytorWitek Muzyk Ulicy
Data wydania25 listopada 2016
NośnikCD
Gatunekfolk, rock
EAN190295882785
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Witek Muzyk Ulicy, czyli Witold Mikołajczuk, to uzdolniony akordeonista, piosenkarz i autor tekstów, uosabiający współczesny mit niezależnego artysty. Przez trzynaście lat był przedstawicielem handlowym, zarabiał duże pieniądze i brylował w wielkim świecie. Ponieważ wciąż było mu mało, zaczął parać się nielegalnymi interesami (przemyt papierosów i alkoholu z Ukrainy do Norwegii), co zakończyło się odsiadką w szwedzkim więzieniu. Mimo dość komfortowych warunków, jakie tam panowały, coś w nim pękło. Po powrocie wpadł w pułapkę niespłacanych rat kredytów zaciągniętych w czasach prosperity. Zaczęła się depresja, ciągi alkoholowe i powolne staczanie się. Pewnego dnia spotkał grającą na ulicy skrzypaczkę Dominikę Bienias i to był punkt zwrotny w jego życiorysie. Porzucił dotychczasowe życie i został muzykiem ulicznym. Założył się z rodziną, że w ten sposób uzbiera na raty kredytów. A że ma niewątpliwy talent, jakoś zaczęło się to kręcić. Najpierw śpiewał covery, ale wkrótce skomponował własny repertuar, nawiązujący do jego życiowych doświadczeń. To on trafił na debiutancki album „Gram dla was”.
Muzycznie jest to zbiór utworów inspirowanych miejskim folkiem, wywodzącym się wprost od twórczości Stanisława Grzesiuka, tyle tylko, że zamiast o warszawskiej Pradze, Witek śpiewa o ludziach uwięzionych w korpoświecie. Nie jest to jednak żadne naśladownictwo, czy odgrzewanie dawnej atmosfery. Witek jest człowiekiem ze wszech miar współczesnym i kieruje swą twórczość do jak najbardziej dzisiejszego słuchacza. Choć wykorzystuje absolutnie niemodne instrumentarium, jak akordeon, skrzypce, czy trąbka, nie można powiedzieć by tworzył muzykę dla emerytów. Na „Gram dla was” przeważają utwory żywiołowe, które można określić przebojowymi („Serce wolności”, „Param, param”, „Rzucę ciebie, rzucę nas”), ale nie brakuje także bardziej refleksyjnych tematów, jak „Hop słoiczku”, czy „Manifest dziecięcy”, czy wręcz rozdzierających serce swoim smutkiem z kulminacją w postaci „Mamo, mamo”.
Oczywiście sama muzyka, choć zagrana z werwą nie robiłaby takiego wrażenia, gdyby nie bardzo emocjonalny śpiew Witka i jego mądre, często antysystemowe teksty. W połączeniu ze swoją biografią, jawi się jako głos pokolenia pracującego w korporacjach, spętanego przez kredyty mieszkaniowe na wiele lat. Chyba najlepiej widać to w antyemigracyjnym manifeście „Serce wolności”, w którym padają znamienne słowa „niewolnicy nowej ery / wszyscy darmo wykształceni / przed królową spodnie zdjęli / jeszcze cieszą się”. Nic dziwnego, że utwór ten zyskał uznanie w kręgach nacjonalistycznych. Niemniej nie traktowałbym go jako ataku na jakąkolwiek nację, a raczej jako pochwałę wolności. W końcu co za różnica, czy będzie się pracowało dla banków na obczyźnie, czy w kraju? Temat marzeń zresztą powraca i w następnym utworze „Manifest dziecięcy”, gdzie skonfrontowana jest rzeczywistość z wielkimi planami wieku młodzieńczego. W podobnym tonie utrzymany jest pozornie zabawny „Hop słoiczku”, będący wyrzutem sumienia tych, którzy przyjeżdżają do dużego miasta, by za wszelką cenę się dorobić.
Osobną kategorię na płycie stanowią piosenki miłosne. Choć w „Rzucę ciebie, rzucę nas” raczej mowa jest o niespełnionym związku z kobietą, która przedkłada wizualizację idealnego życia nad uczucie i spontaniczność, to już „Param, param” jest bezpretensjonalną pieśnią zakochanego (i szczęśliwego) człowieka. Z drugiej strony mamy wyznanie porzuconego w „Tęsknię za tobą” (warto dodać, że utwór ten został wzbogacony gitarowymi zagrywkami Dariusza Kozakiewicza z Perfectu).
Mamy wreszcie najbardziej wzruszający tekst w zestawie „Mamo mamo”, będący wyznaniem syna nad grobem matki. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że utwór ten stanowi podobne emocjonalne katharsis, co pamiętny „List do M.” Dżemu. Choć Witek to jeszcze nie ta liga, co Rysiek Riedel, to jednak w jego śpiewie można dostrzec tę samą szczerość, co u legendarnego wokalisty.
Historia, muzyka, teksty, a nawet wygląd Witka – obfity zarost, luźne, nieco niechlujne ubranie – składają się na swoistego rodzaju legendę. Uosobienie marzeń o wolności i wyrwaniu się rutyny dnia codziennego. Nie jestem pewien, czy powinienem polecać radykalne rozwiązania Witka, ale na pewno warto posłuchać „Gram dla was”, bo choć osobiście nie miałbym odwagi (przynajmniej dziś) rzucić pracy i zacząć wszystko od nowa, ale słuchanie kogoś, komu się to udało nieco podbudowuje. Nawet jeśli padnie przy tym kilka gorzkich słów.
koniec
6 czerwca 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
Sebastian Chosiński

27 VI 2017

Jakiś czas temu robiliśmy w „Esensji” przegląd skandynawskich nowości (free)jazzowych opublikowanych przez lizbońską wytwórnię Clean Feed. Minęło kilka miesięcy i okazało się, że do tematu trzeba powrócić. W ostatnich tygodniach ukazało się bowiem kilka kolejnych płyt, które zasługują na szczególną uwagę. Na pierwszy ogień idzie debiutancki album norweskiego kwartetu Rune Your Day. Nie znacie? Tak Wam się tylko wydaje.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Noise rock vs. free jazz
Sebastian Chosiński

22 VI 2017

Jazz to współczesny muzyczny odpowiednik lingua franca. Zwłaszcza free jazz pełni rolę uniwersalnego języka, którym bez trudu mogą porozumieć się artyści wywodzący się z różnych kręgów kulturowych i regionów geograficznych. Praktycznym tego przykładem jest między innymi funkcjonowanie projektu Lean Left, który tworzą Amerykanin, Norweg, Holender i Anglik. Na płycie „I Forgot to Breathe” wszyscy mówią jednak jednym głosem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice
Sebastian Chosiński

20 VI 2017

To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

więcej »

Polecamy

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…

Tu miejsce na labirynt…:

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Mokradła we mgle
— Sebastian Chosiński

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Tegoż autora

Wielowymiarowa posągowa Amazonka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bez przebaczenia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

In the End
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie ma kresu zbrodni
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Uciec przed nocą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Proces „Procesu Jean Grey”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W domu przy przygaszonym świetle
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drogi e-mailowy bocie z Amazonu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

SilnaPłyta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.