Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Raz na kilka lat

Esensja.pl
Esensja.pl
Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wielkie gwiazdy światowego free jazzu coraz chętniej publikują swoje płyty za pośrednictwem polskich wydawnictw. Wcześniej przodownictwo w tej dziedzinie dzierżyło krakowskie Not Two, ostatnio doszlusowały do niego poznańskie Multikulti oraz warszawskie For Tune. Z logo tego ostatniego na okładce ukazał się właśnie najnowszy album kwartetu Matthew Shippa – „Not Bound”.

Matthew Shipp Quartet
‹Not Bound›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNot Bound
Wykonawca / KompozytorMatthew Shipp Quartet
Data wydania19 maja 2017
Wydawca For Tune
NośnikCD
Czas trwania57:45
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieMatthew Shipp, Daniel Carter, Michael Bisio, Whit Dickey
Utwory
CD1
1) Soul Secrets10:14
2) Is11:26
3) Not Bound11:34
4) Totality16:13
5) This Coda08:18
Wydawnictwo For Tune rozpoczęło swoją przygodę z fonografią od publikacji płyt polskich wykonawców z kręgu jazzu improwizowanego i folku. Z biegiem czasu rozszerzało jednak swoją ofertę o kolejne gatunki (muzykę klasyczną czy też z pogranicza ambientu bądź hip-hopu), jak również wzbogacało katalog o płyty artystów spoza Polski, którzy zaliczali się zresztą do wielkich gwiazd free jazzu. Wśród nich znaleźli się między innymi Charles Gayle („Christ Everlasting”), Viačeslavas Ganelinas („Solution”), Bobby Previte („Gone”) oraz – już dużo bardziej klasyczny – Miroslav Vitouš („Wings”). Teraz do tego grona dołączył, urodzony w 1960 roku, amerykański czarnoskóry pianista Matthew Shipp. Oczywiście nie dołączył sam, ale ze swoim kwartetem, który – choć z przerwami – istnieje od prawie trzydziestu lat.
Profesjonalna kariera Shippa rozpoczęła się w końcu lat 80. XX wieku od wspólnych występów ze zmarłym przed pięcioma laty saksofonistą Davidem S. Ware’em; później stałym kompanem artystycznych peregrynacji Matthew stał się – i jest nim po dziś dzień – brazylijski mistrz instrumentów dętych Ivo Perelman. Oprócz tego Amerykanin chętnie wspomaga innych, jak i prowadzi własne zespoły. Najdłużej istniejącym jest jego Kwartet (a raczej Quartet), w którego pierwszym składzie – oprócz lidera – znaleźli się jeszcze: saksofonista Rob Brown, kontrabasista William Parker oraz perkusista Whit Dickey. Pozostawili oni po sobie tylko jedną płytę – wydany w Szwecji krążek „Points” (1991). Na kolejne przejawy aktywności zespołu, czyli na albumy „Critical Mass” (1995) oraz „The Flow of X” (1997), trzeba było poczekać kilka lat. W tym czasie Shipp pożegnał się z Brownem, na miejsce którego zatrudnił skrzypka Mata Maneriego.
W końcu ubiegłego stulecia Kwartet powrócił do bardziej typowego dla free jazzu instrumentarium, co oznacza, że odszedł Maneri, a jego miejsce zajął trębacz Roy Campbell; przy okazji na jakiś czas zniknął także Dickey, którego za bębnami zastąpił Gerald Cleaver. Możliwości tego składu dokumentuje krążek „Pastoral Composure” (2000), który – tak przynajmniej mogło się wydawać – zakończył historię grupy. W każdym razie przez kolejnych prawie osiem lat nie dawała ona oznak życia. Aż w końcu została reaktywowana na początku 2008 roku, aby nagrać płytę „Cosmic Suite” (wydaną przez krakowskie Not Two). Tym razem Shipp kompletowanie składu rozpoczął od starego znajomego, czyli Dickeya; obok Whita do studia zaproszeni zostali jeszcze kontrabasista Joe Morris oraz grający na instrumentach dętych Daniel Carter. Album, choć bardzo udany, nie oznaczał trwałego odrodzenia Kwartetu, na którego kolejne wydawnictwo znów trzeba było czekać latami. Ba! prawie dekadę.
Materiał, który trafił na „Not Bound”, nagrany został w ciągu jednego dnia – 14 czerwca 2016 roku – w nowojorskim Park West Studios. Na publikację czekał jednak prawie rok; w końcu ujrzał światło dzienne dzięki innej polskiej firmie – warszawskiemu For Tune. Po raz kolejny zmienił się także skład Kwartetu; tym razem nieznacznie – Morrisa zastąpił Michael Bisio. Istotne, że pozostał w zespole Carter, który, grając aż na czterech dęciakach (flecie, klarnecie, trąbce i saksofonach), w wydatny sposób wzbogacił brzmienie grupy. Muzycznie, mimo lat, które minęły od ukazania się poprzednich krążków, to wciąż jest ta sama „bajka” – bardzo stylowa mieszanka jazzu improwizowanego z post bopem. Pozbawiona wprawdzie szaleńczych improwizacji, ale za to nierzadko urzekająca romantyczno-balladowym nastrojem. To free jazz dla prawdziwych koneserów, obeznanych z klasyką gatunku z lat 50. czy 60. XX wieku, niestroniących od nagrań takich tuzów, jak John Coltrane, Cecil Taylor czy Thelonious Monk (by pozostać tylko przy największych).
Płytę otwiera ponad dziesięciominutowa, bardzo dostojna i klimatyczna kompozycja „Soul Secrets”. Ton od samego początku nadaje jej fortepian lidera, do którego z czasem dołącza grający na flecie Daniel Carter; w tle rozbrzmiewa natomiast bardzo subtelna sekcja rytmiczna. W drugiej części zespół nabiera rozmachu, coraz odważniej zmierzając w stronę free jazzu, a momentami – głównie za sprawą fletu – nawet rocka progresywnego. W drugim w kolejności „Is” na „dzień dobry” mamy do czynienia z hipnotycznych pochodem kontrabasu Bisio i perkusji Dickeya, który stanowi mocny fundament pod improwizacje fortepianu i tym razem – dla odmiany – trąbki. Soliści grają nieśpiesznie, przywiązując dużą wagę do melodii; nie prześcigają się w ekwilibrystyce, częściej ze sobą dialogują niż przekomarzają się. Ale na tym właśnie polega urok Mathhew Shippa, który ze szczególną atencją odnosi się do klasyków hard i post bopu, dając temu wyraz w kolejnych produkcjach Kwartetu.
Zaszczyt wprowadzenia do tytułowego „Not Bound” otrzymuje z kolei Carter. Rozbudowana saksofonowa introdukcja ujmuje subtelnością, której poddaje się także nawiązujący z dęciakiem „rozmowę” fortepian Shippa. Obaj muzycy wzajemnie ustępują sobie miejsca – gdy jeden postanawia nieco pofolgować, drugi staje się zaskakująco poważny. W jeszcze większym stopniu tendencja ta jest słyszalna w najdłuższym w całym zestawie „Totality”, w którym surowe freejazzowe partie saksofonu i klarnetu towarzyszą luźnym, postbopowym peregrynacjom fortepianu i kontrabasu. Całość zagrana jest z dużym rozmachem i naciskiem położonym na aranżacyjne bogactwo. Album wieńczy natomiast „This Coda” – utwór będący, zgodnie z tytułem, elegijnym podsumowaniem trwającego niemal godzinę materiału. To jednocześnie podróż w lata 60., kiedy nawet free jazz bywał stonowany i melancholijny. Jest to również najpiękniejszy fragment płyty, który podsyca apetyt i każe zadać pytanie: Ile lat będziemy czekać na ciąg dalszy?
koniec
15 czerwca 2017
Skład:
Matthew Shipp – fortepian akustyczny
Daniel Carter – flet, trąbka, klarnet, saksofon tenorowy, saksofon sopranowy
Michael Bisio – kontrabas
Whit Dickey – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Dyskretny urok ołówka

Słuchaj i patrz:

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Światło
— Beatrycze Nowicka

Zderzenie z rzeczywistością
— Beatrycze Nowicka

Rodzina podpowiada
— Beatrycze Nowicka

Powrót w czerń
— Beatrycze Nowicka

Dziwne losy pewnej piosenki
— Beatrycze Nowicka

Gorycz w czerwieni
— Beatrycze Nowicka

Świeży pomysł to skarb
— Beatrycze Nowicka

Tam, gdzie jabłkom wyrastają włosy
— Beatrycze Nowicka

Samotność to taka straszna trwoga
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.