Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 lipca 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Zbyt leniwi, by poddać się panice

Esensja.pl
Esensja.pl
To już nasze trzecie w ostatnich miesiącach podejście do twórczości norweskiego gitarzysty (i klawiszowca) Stephana Meidella. A jest to wynikiem jego niezwykłej pracowitości. Oprócz albumu solowego i trzeciej płyty formacji Cakewalk w tym roku ukazała się także nowa produkcja współtworzonego przez Skandynawa międzynarodowego projektu jazzowo-rockowego Velkro – „Too Lazy to Panic”.

Velkro
‹Too Lazy to Panic›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułToo Lazy to Panic
Wykonawca / KompozytorVelkro
Data wydania27 stycznia 2017
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania44:17
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieBoštjan Simon, Stephan Meidell, Luís Candeias
Utwory
CD1
1) Joint Effort02:25
2) Circle Haze06:46
3) Human Element02:58
4) Tune Out04:39
5) Too Lazy to Panic10:18
6) Dragons06:01
7) Well Balanced Salad02:56
8) Towards the Gorges08:14
Istniejące od 2010 roku trio Velkro jest prawdziwą mieszanką – i to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze: tworzący go muzycy pochodzą z oddalonych od siebie zakątków Europy. Po drugie: dokonania grupy to wypadkowa z jednej strony jazzu improwizowanego, z drugiej – rocka psychodelicznego. Klasyfikując ich twórczość, używa się niekiedy rzadkiego określenia: krautjazz. Trzeba jednak przyznać, że idealnie oddaje ono zawartość kolejnych płyt formacji. Jednego z członków Velkro znamy już dobrze – to pochodzący z norweskiego Bergen gitarzysta (w tym konkretnym przypadku solowy i basowy) oraz perkusjonalista Stephan Meidell, którego czytelnicy „Esensji” powinni kojarzyć z jazzrockowego tria Cakewalk („Transfixed”, 2013; „Ishihara”, 2017) oraz dokonań solowych („Cascades”, 2014; „Metrics”, 2017).
Na saksofonach gra w Velkro Słoweniec Boštjan Simon, który ma na koncie między innymi współpracę z zespołem Trus! oraz cenionym w Europie perkusistą Zlatko Kaučiciem; miał też okazję już wcześniej grywać ze Stephanem – obaj znaleźli się w projekcie Vanilla Riot, który zakończył swój żywot po wydaniu zaledwie jednej płyty („Stitch”, 2009). Skład tria uzupełnia portugalski perkusista Luís Candeias, który dekadę temu przewinął się przez współtworzoną przez Meidella grupę Mr. Eart. Ona również odeszła w niebyt po publikacji tylko jednego krążka – „Facts in the Case of the Mysterious Pop Murders” (2007). Jak więc widać, panowie wcześniej się znali, a mostem łączącym wszystkie brzegi był norweski perkusista. Można zatem podejrzewać, że to właśnie on był inspiratorem powstania Velkro, które po raz pierwszy dało o sobie znać w 2011 roku, nagrywając dla niewielkiej niezależnej wytwórni z Oslo Pling Music debiutancki krążek – „The Future of the Past”.
W tym momencie wydawało się, że podobnie jak kilka wcześniejszych projektów Meidella – vide Vanilla Riot i Mr. Eart – ten także będzie jedynie efemerydą, która przejdzie do historii od razu po debiucie. Tym razem stało się jednak inaczej. Między Norwegiem, Słoweńcem a Portugalczykiem zaiskrzyło! W 2012 roku muzycy weszli do studia nagraniowego w Lizbonie, aby zarejestrować nowy materiał; później przez dwa lata szukali dla niego wydawcy, aż w końcu udało im się podpisać kontrakt z niezwykle cenioną w środowisku freejazzowym (ale nie tylko) firmą Clean Feed. Jego efektem stał się album „Don’t Wait for the Revolution” (2014). Potem poszło już z górki. Szefostwo Clean Feed, mając w ręku tak dobry towar, postanowiło już do nie wypuszczać – w efekcie trzecie wydawnictwo Velkro ukazało się – w styczniu tego roku – z logo tej samej firmy na okładce. Trzeba też przyznać, że po raz trzeci Stephan, Boštjan i Luís idealnie trafili z tytułem – „Too Lazy to Panic”.
Pod szyldem Velkro Meidell łączy chyba wszystkie swoje fascynacje muzyczne, które związane z jazzem, rockiem i awangardową elektroniką; podobnie jak w Cakewalk, chociaż w składzie z Simonem i Candeiasem pozwala sobie na znacznie więcej wycieczek w szalone lata 70. XX wieku. Przedsmak tego, co czeka tych, którzy zdecydują się na poznanie całego albumu, daje już otwierająca go nieco ponad dwuminutowa introdukcja w postaci „Joint Effort”. Dużo w niej elektroniki, ale zaaranżowanej w krautrockowym stylu wczesnego Can czy Cluster – eksperymentatorskie zapędy mieszają się tutaj z zamiłowaniem do rockowej psychodelii. Bardziej rozbudowane „Circle Haze” prezentuje nieco inne oblicze tria. Duet saksofonu i gitary tworzy niezwykły, niemal hipnotyczny nastrój, a subtelny rytm perkusji działa dodatkowo usypiająco. Nie bójcie się jednak, na pewno nie uśniecie – a przynajmniej nie z nudów. Dba o to przede wszystkim Boštjan Simon, którego solówka, zagrana z niezwykłym zaangażowaniem i rozmachem, z wielką mocą przykuwa uwagę. W końcówce ponownie dołącza do niego Meidell i obaj spinają całość subtelną, psychodeliczną klamrą.
„Human Element” to kolejny przerywnik, a może raczej rodzaj łącznika pomiędzy dłuższymi kompozycjami. Tym razem, w przeciwieństwie do „Joint Effort”, brak jest w nim motywu przewodniego; muzycy pozwalają sobie na więcej luzu, nie oszczędzając jednak słuchaczy… Którzy na chwilę oddechu mogą liczyć w trakcie czwartego w kolejności „Tune Out”. Klasycznej, jazzowej sekcji rytmicznej (przypomnijmy, na gitarze basowej gra Meidell) towarzyszy tu nastrojowy saksofon, którego ton nie zmienia się do samego końca. Mnóstwo natomiast, za sprawą Norwega, dzieje się w tle – Stephan, nakładając na siebie ścieżki gitar (basowej i solowej), tworzy noise’ową ścianę dźwięku, niepokojąco kontrastującą z partią Simona. Kolejne dwie kompozycje to prawdziwy majstersztyk. Tytułowe „Too Lazy to Panic” to ponad dziesięć minut niezwykłej muzycznej podróży, opartej o monotonny rytm basu. Trio zaczyna bardzo subtelnie, ale z czasem rozkręca się, po raz kolejny sięgając, dzięki wykorzystaniu efektów elektronicznych, po inspiracje współczesnym noise’em (spod znaku Merzbowa).
Nie mniej emocji dostarcza leniwie snujący się „Dragons”, w którym za liryczny nastrój odpowiada głównie saksofon Simona. Warto jednak, podobnie jak w przypadku „Too Lazy to Panic”, wsłuchać się w to, co dzieje się na dalszym planie. A mamy tam między innymi ekscytującą solówkę Meidella, tyle że zagraną na… gitarze basowej. Im bliżej finału, z tym większym zaangażowaniem gra cała trójka, choć nie da się ukryć, że „pierwsze skrzypce” do ostatniej nuty należą jednak do Słoweńca. „Well Balanced Salad” to trzeci i zarazem ostatni przerywnik, którego podstawowym zadaniem jest wprowadzenie do utworu wieńczącego album – „Towards the Gorges”. W zasadzie można by oba numery rozpatrywać jako jeden. Po spokojnym, gitarowo-elektronicznym preludium Velkro, wciąż wykorzystując efekty generowane komputerowo, wprowadza słuchacza w wyjątkowo posępny nastrój. Gęste, burzowe chmury stara się rozproszyć energetyczną partią perkusji Luís Candeias. Nie do końca mu się to udaje – nie dlatego, że nie potrafi, raczej z tego powodu, że świadomie daje się w nie wciągnąć. W efekcie „Too Lazy to Panic” kończy się wyjątkowo mrocznie. Co chyba jednak nikomu przeszkadzać nie będzie. Najważniejsze bowiem, że trzeci album w dorobku międzynarodowego tria to ich najwybitniejsze, jak dotychczas, dokonanie.
koniec
20 czerwca 2017
Skład:
Boštjan Simon – saksofony
Stephan Meidell – gitara elektryczna, gitara basowa, instrumenty perkusyjne, elektronika
Luís Candeias – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pożegnanie z legendą
Sebastian Chosiński

25 VII 2017

Naklejka na okładce najnowszej płyty zespołu Träd, Gräs och Stenar informuje, że to ostatni album, na którym można usłyszeć członków jego oryginalnego składu. Nie bez powodu, dwaj ostatni, którzy zakładali formację w drugiej połowie lat 60. XX wieku, zmarli bowiem w 2010 i 2012 roku. Stąd też oczywisty wniosek, że wydany przed dwoma miesiącami „Tack för kaffet” wypełniać musi muzyka sprzed co najmniej pięciu lat.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Kandydaci do PEN-Clubu
Sebastian Chosiński

20 VII 2017

Trzech cenionych brytyjskich jazzmanów! Którzy znają się doskonale od lat, bo grywali już ze sobą w różnych konstelacjach. Od czasu do czasu wciąż jednoczą siły i ruszają w trasę. Szkoda tylko, że później tak rzadko dokumentują swoje wspólne występy płytami. Tym wartościowszym wydawnictwem jest „PEN” sygnowany przez saksofonistę Evana Parkera, kontrabasistę Johna Edwardsa i perkusistę Steve’a Noble’a.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W piekielnym ogniu płonące dusze…
Sebastian Chosiński

18 VII 2017

To nie jest najnowsza płyta. Od jej wydania minął ponad rok. A jednak warto się nad nią pochylić. Z dwóch powodów. Raz, że Burning Ghosts to nowy projekt amerykańskiego trębacza Daniela Rosenbooma, o którym w „Esensji” już pisaliśmy. Dwa, że właśnie światło dzienne ujrzał właśnie drugi album kwartetu („Reclamation”) i jakoś tak głupio pisać o nim, nie rozprawiwszy się wcześniej z debiutem („Burning Ghosts”).

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z legendą

Tu miejsce na labirynt…:

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Zbyt leniwi, by poddać się panice
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Gdy już wszyscy opuszczą prywatkę…
— Sebastian Chosiński

Noise rock vs. free jazz
— Sebastian Chosiński

Raz na kilka lat
— Sebastian Chosiński

Bo wszyscy Szwedzi to jedna rodzina…
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Na łeb, na szyję
— Sebastian Chosiński

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Aurora – dwie śpiące królewny
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (2)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Non omnis moriar: Lata mijają, świat wciąż pozostaje „dziwny”
— Sebastian Chosiński

Prostaczek na miarę swoich czasów
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

Jazz w cieniu Holokaustu
— Sebastian Chosiński

Zrodziło go Piekło
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.