Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 21 sierpnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Tu miejsce na labirynt…: Pod okiem nowojorskiego „cadyka”

Esensja.pl
Esensja.pl
W rok po debiucie ukazał się drugi pełnowymiarowy album nowego projektu kalifornijskiego trębacza Daniela Rosenbooma – kwartetu Burning Ghosts. Krótszy od swego poprzednika o prawie pół godziny prezentuje się jako dzieło dużo bardziej zwarte, przejrzyste i emocjonalnie przejmujące. Znać rękę Johna Zorna. Bez jego producenckiego udziału „Reclamation” zapewne nie byłoby tak dobrym wydawnictwem.

Burning Ghosts
‹Reclamation›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułReclamation
Wykonawca / KompozytorBurning Ghosts
Data wydania30 czerwca 2017
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Czas trwania44:16
Gatunekjazz, metal
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieDaniel Rosenboom, Jake Vossler, Richard Giddens, Aaron McLendon
Utwory
CD1
1) FTOF08:00
2) Harbinger05:45
3) The War Machine06:08
4) Radicals07:02
5) Betrayal05:33
6) Gaslight02:21
7) Catalyst04:21
8) Zero Hour02:43
9) Revolution02:25
John Zorn – właściciel Tzadik Records – to prawdziwy człowiek-instytucja. Nie tylko genialny kompozytor i multiinstrumentalista (głównie saksofonista), ale również niezwykle ceniony producent i wydawca. Trafić do jego stajni to prawie jak wygrać los na loterii. Zorn współpracuje bowiem tylko z artystami wybitnymi, co niekoniecznie jest tożsame ze „znanymi”. Proponuje „angaż” głównie tym, którzy chętnie przecierają szlaki i mieszają style, udowadniając, że muzykę klasyczną, jazz, rock i ich pochodne łączy znacznie więcej, niż nam się wydaje. Jedną z ostatnich „zdobyczy” Johna jest kalifornijski kwartet Burning Ghosts, na czele którego stoi trębacz Daniel Rosenboom – twórca bardzo pracowity i jednocześnie kreatywny (co nie zawsze idzie w parze), znany z nader licznych produkcji solowych (jak na przykład „Book of Omens”) czy nagrań zespołu Dr. MiNT („Ritual”). Wiosną 2015 roku powołał on do życia grupę, której nazwa – dużo bardziej niż z jazzem – może kojarzyć się z ekstremalnym heavy metalem: Płonące Dusze. Robi wrażenie, prawda?
Debiutancki materiał kwartetu, w którym – oprócz Rosenbooma – znaleźli się również gitarzysta Jake Vossler, kontrabasista Richard Giddens oraz perkusista Aaron McLendon, nagrany został dwa lata temu (w połowie lipca 2015 roku), a wydany przed rokiem (w maju 2016). Znalazła się na nim muzyka będąca połączeniem free jazzu i metalu, od której w swojej karierze nie stronił w przeszłości także Zorn (wystarczy wspomnieć takie projekty, jak Naked City czy PainKiller). Nic zatem zaskakującego w tym, że nowojorczyk zwrócił uwagę na działalność swego młodszego o blisko trzy dekady kolegi po fachu, proponując mu, by drugi album Burning Ghosts ukazał się z szyldem wytwórni Tzadik Records na okładce (w serii „Spotlight”). Jako że Johnowi się nie odmawia, po kilku miesiącach kwartet ze słonecznej Kalifornii wszedł do studia i pod okiem mistrza zarejestrował materiał, który ukazał się na płycie zatytułowanej „Reclamation”. W porównaniu z debiutem muzyka wiele się nie zmieniła, ale jednocześnie stała bardziej wyrazista i konsekwentna, co tylko wyszło jej na dobre.
Zorn wymógł na Płonących Duszach jeszcze jedną istotną rzecz: płyta ma być krótsza! I jest. O prawie pół godziny. Dzięki temu nie nuży. Nie wywołuje uczucia przesytu, które mogło towarzyszyć odsłuchowi debiutu. Album otwiera „FTOF” – ośmiominutowa kompozycja, której ton nadaje energetyczna perkusja McLendona. Z czasem dołącza do niej Rosenboom ze swoją trąbką; w efekcie przez kilkadziesiąt sekund oba instrumenty toczą intrygujący dialog, który przerywa dopiero pojawienie się zadziornej, noise’owej partii gitary Vosslera. Jake nie stroni zresztą od improwizacji, pozwalając sobie przy tym na wchodzenie w interakcję z rozemocjonowaną sekcją rytmiczną. Po mocnym początku temperatura rośnie jeszcze bardziej za sprawą posępnego „Harbinger”, który jest modelowym wręcz przykładem symbiozy pomiędzy heavy metalem (vide kontrabas i bębny) a free jazzem (trąbka). Gitarzysta z kolei przez pewien czas stara się łączyć oba muzyczne światy, na koniec godząc wszystkich industrialnymi zgrzytami i szumami.
Groźnie brzmiący utwór – przynajmniej jeśli chodzi o tytuł – „The War Machine” skrywa jedną z bardziej stonowanych kompozycji Rosenbooma. Chociaż i tutaj Giddens i McLendon mocno skręcają w stronę metalu, to jednak trębacz łagodzi nastroje. Podobnie dzieje się w „Radicals”, gdzie na tle mocnego rockowego podkładu pojawia się bardzo melodyjna partia instrumentu dętego. Później czas dla siebie dostaje Giddens, po którego solowym popisie kwartet ponownie odpływa w rejony improwizowanego jazz-metalu. A później mamy do czynienia z nietypowym dla Burning Ghosts eksperymentem. Kolejnych pięć utworów składa się bowiem na trwającą prawie osiemnaście minut suitę. Numery, choć zróżnicowane melodycznie (obok fragmentów opracowanych z niemal matematyczną precyzją pojawiają się także improwizacje), są ze sobą ściśle połączone. Czego można się po nich spodziewać? W czadowym „Betrayal” pojawia się sprzężona gitara barytonowa; „Gaslight” ton nadaje pełen zadumy kontrabas; w „Catalyst” Rosenboom udowadnia, że możliwości brzmieniowe, jakie daje trąbka, są praktycznie nieograniczone; „Zero Hour” stanowi natomiast chwilowe ukojenie przed wieńczącym całość rebelianckim „Revolution”.
Różnie można tłumaczyć na język polski tytuł albumu. O co mogło chodzić Rosenboomowi i jego kompanom? W rozwikłaniu tej zagadki nie pomaga fakt, że mamy do czynienia z płytą w stu procentach instrumentalną. Choć może to i lepiej. Dzięki temu jedni dostrzegą w „Reclamation” nawiązanie do „odzyskiwania surowców wtórnych” – w sensie tworzenia nowej jakości artystycznej z dobrze już znanych materiałów, a inni odczytają to jako „rewindykację” polegającą na powrocie do muzycznego świata, do którego już wcześniej zdarzało się zapraszać amerykańskiemu trębaczowi słuchaczy. W obu przypadkach skojarzenia są jak najbardziej pozytywne.
koniec
3 sierpnia 2017
Skład:
Daniel Rosenboom – trąbka, skrzydłówka
Jake Vossler – gitara elektryczna, gitara barytonowa
Richard Giddens – kontrabas
Aaron McLendon – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej
Sebastian Chosiński

17 VIII 2017

Jeżeli zespół nazywa się Hair of the Dog i gra muzykę nawiązującą do klasycznego hard rocka z połowy lat 70. ubiegłego wieku, to z jakiego kraju może pochodzić? Z dużym prawdopodobieństwem – ze Szkocji. Dlaczego? Bo przecież jego nazwa to tytuł najbardziej znanej płyty grupy Nazareth – legendy szkockiego metalu. Formacja prowadzona przez braci Holtów wydała właśnie trzeci album – „This World Turns”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
Sebastian Chosiński

15 VIII 2017

To nie jest nowy materiał. Po raz pierwszy pojawił się na rynku przed ośmioma laty. Nie tak dawno jednak firma Universal wykupiła prawa do publikacji „kolorowej serii” wytwórni e-silesia.info, w efekcie czego „niebieska płyta” SBB, zawierająca koncert z festiwalu opolskiego z czerwca 1974 roku, stała się ponownie dostępna.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Uczta niezbyt wyborna
Sebastian Chosiński

10 VIII 2017

Zespół Simulacrum powstał – w założeniu – jak trio. Od czasu do czasu jednak organista John Medeski, gitarzysta Matt Hollenberg oraz perkusista Kenny Grohowski zapraszają do składu czwartego muzyka. Przy okazji nagrania inspirowanego twórczością Hieronima Boscha albumu „The Garden of Earthly Delights” padło na gitarzystę basowego Trevora Dunna. Nie zapominajmy jednak, kto od samego początku stoi za całym projektem – John Zorn!

więcej »

Polecamy

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Tu miejsce na labirynt…:

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

W piekielnym ogniu płonące dusze…
— Sebastian Chosiński

Powrót do Ziemi Obiecanej
— Sebastian Chosiński

Z głowami w gwiazdach…
— Sebastian Chosiński

Wejście i wyjście. A co pomiędzy?
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Nie chciałbyś tam się znaleźć
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wszystko ma swój kres
— Sebastian Chosiński

Historia w obrazkach: Nie każdy koneser jest godny zaufania
— Sebastian Chosiński

A imię jego to Czerwony…
— Sebastian Chosiński

Na troje babka wróżyła
— Sebastian Chosiński

Od „wow!”, poprzez „brrr!”, aż do „uff!”
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Portret żałobny rosyjskiego inteligenta
— Sebastian Chosiński

Wejść, dopaść, przeżyć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.