Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone

Esensja.pl
Esensja.pl
To nie jest nowy materiał. Po raz pierwszy pojawił się na rynku przed ośmioma laty. Nie tak dawno jednak firma Universal wykupiła prawa do publikacji „kolorowej serii” wytwórni e-silesia.info, w efekcie czego „niebieska płyta” SBB, zawierająca koncert z festiwalu opolskiego z czerwca 1974 roku, stała się ponownie dostępna.

SBB
‹Live in Opole 1974. Rock przez cały rok›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive in Opole 1974. Rock przez cały rok
Wykonawca / KompozytorSBB
Data wydanialipiec 2017
Wydawca Universal Polska
NośnikCD
Czas trwania64:40
Gatunekkoncert, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieJózef Skrzek, Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski
Utwory
CD1
1) [zapowiedź]02:07
2) Wizje SBB32:15
3) [walka o bis]05:47
4) Figo-Fago11:57
5) [trudne pożegnanie]06:05
6) Zostało we mnie06:26
To, zaiste, niezwykłe wydawnictwo. Przedstawia bowiem najwybitniejszy zespół w dziejach polskiego rocka u samego progu jego wielkiej – i, co najistotniejsze, trwającej po dziś dzień – kariery. Trudno jednak uznać trio SBB anno Domini 1974 za debiutantów. W tym momencie tworzący je artyści byli już doświadczonymi muzykami. Basista Józef Skrzek miał przecież za sobą epizod w legendzie polskiego bluesa – grupie Breakout (z którą w lutym 1970 roku nagrał album zatytułowany „70a”); cała trójka natomiast przez ostatnie dwa lata współtworzyła z Czesławem Wydrzyckim awangardowo-jazzrockową Grupę Niemen. W tym czasie zespół ten wydał cztery (dwa z nich przeznaczone były na rynek zachodnioeuropejski) doskonałe longplaye: „Strange is This World” (1972), „Niemen Vol. 1”, „Niemen Vol. 2” oraz „Ode to Venus” (wszystkie z 1973 roku). Niestety, wiosną 1973 roku – w trakcie sesji do ostatniej z wymienionych płyt – nasilił się konflikt artystyczny pomiędzy Niemenem a Skrzekiem. W efekcie, po wypełnieniu wszystkich zobowiązań koncertowych, drogi muzyków rozeszły się.
Józef Skrzek, Anthimos Apostolis i Jerzy Piotrowski niejako z biegu wrócili do grania we trójkę, co oznaczało automatyczną reaktywację istniejącego formalnie już wcześniej, jeszcze w czasach przed-Niemenowskich, SBB. Choć wtedy używano rozbudowanej nazwy Silesian Blues Band. Po przygodzie z Niemenem ta wersja szyldu przestała już jednak odpowiadać rzeczywistości; w twórczości muzyków ze Śląska z czasem coraz mniej było bowiem bluesa (choć w niektórych utworach jeszcze się uchował), coraz więcej natomiast fusion i rocka progresywnego. Postanowiono więc ją skrócić. Na dodatek „ojciec chrzestny polskiego rocka”, czyli Franciszek Walicki, który wziął Skrzeka i jego kompanów pod swoje skrzydła, dorobił do tej nazwy buntowniczą ideologię. Odtąd pod skrótem SBB miało kryć się hasło „Szukaj, burz i buduj”. Miał to być jednak oczywiście jedynie bunt artystyczny, nie polityczny. W przeciwnym wypadku grupa nie doczekałaby się tak szybkiego debiutu płytowego, który nastąpił w niespełna rok po rozstaniu z Niemenem. I był to debiut zadziwiający, także z tego powodu, że okazała się nim płyta nagrana „na żywo” (czego wcześniej w polskim rocku nie praktykowano).
Na wydanym przez Polskie Nagrania krążku winylowym zatytułowanym po prostu „SBB” znalazł się materiał zarejestrowany w warszawskiej „Stodole” podczas koncertów, które miały miejsce 18 i 19 kwietnia 1974 roku. W nagraniach tych słychać, jak wielką estymą cieszył się zespół. Inna sprawa, że muzycy przez lata bardzo ciężko na to pracowali. Gdziekolwiek wychodzili na scenę, witano ich owacyjnie. Nie inaczej było dwa miesiące po występach w Warszawie, gdy SBB zostało zaproszone na Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. W opolskim amfiteatrze trio pojawiło się dwukrotnie: w piątek 28 czerwca w koncercie „Premiery” (gdzie wykonało tylko jeden utwór, „Zostało we mnie”) oraz następnego dnia w odbywającym się pod patronatem Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego koncercie pod hasłem „Rock przez cały rock – jazz”, gdzie dostało do dyspozycji całe pół godziny. Skrzek i jego kompani nie byli jednak wcale gwiazdami wieczoru. Organizatorzy upchnęli ich na początek występu, czego zapewne później bardzo – ale to bardzo! – żałowali.
W trzydziestą piątą rocznicę tego wydarzenia, czyli w 2009 roku, niezależna katowicka wytwórnia e-silesia.info opublikowała cały – i to dosłownie cały, bo razem z zapowiedziami konferansjerów – opolski występ SBB na CD, jako bonus dorzucając numer z koncertu „Premiery”. Po kolejnych ośmiu latach do tego materiału powrócił Universal. Płyta trwa prawie sześćdziesiąt pięć minut, lecz prawie kwadrans z tego to przekomarzanie się prowadzącego Andrzeja Śmigielskiego (ba! w pewnym momencie przychodzi mu nawet z odsieczą „profesor mniemanologii stosowanej” Jan Tadeusz Stanisławski), z publicznością, która nie ma najmniejszej ochoty zgodzić się na opuszczenie sceny przez SBB. Przy okazji słychać, jak zaskoczeni byli organizatorzy, którym sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli. Ale po kolei. Podczas pierwszej zapowiedzi Śmigielskiego, okraszonej dowcipami, które dzisiejszym słuchaczom mogą wydawać się trochę czerstwe, ale ówczesnych ewidentnie bawiły, trio instaluje się na scenie. Po dwóch minutach głos wreszcie zabiera Skrzek. Nawiązując do kwietniowego występu w „Stodole”, w trakcie którego nagrywany był materiał na debiutancki album, anonsuje on utwór, jaki grupa zaraz wykona. A jest nim półgodzinna suita „Wizje SBB”, której okrojona do niespełna dziewiętnastu minut wersja pojawiła się na „SBB”.
Muzycy umiejętnie budują napięcie. Utwór zaczyna się bardzo spokojnie, od gitary „Lakisa”, który przez kilka pierwszych minut powtarza ten sam zapętlony motyw. Na jego tle pojawia się eteryczny głos Skrzeka, który śpiewa z coraz większym zaangażowaniem. To nabieranie mocy trwa zresztą jeszcze przez jakiś czas, a odbywa się stopniowo za sprawą kolejno pojawiających się partii solowych. Sygnał daje Apostolis, który następnie przekazuje pałeczkę Skrzekowi – ten z kolei sięga po syntezator, by potem płynnie przejść do gitary basowej. W tym czasie nie próżnuje także Piotrowski, który scala wszystko narzucanym przez siebie rytmem. A gdy uznaje za stosowne podkręcić tempo, ciągnie za sobą pozostałych muzyków. Tym sposobem dochodzi do ekscytującej kulminacji – dźwiękowej nawałnicy, po której może zapaść jedynie cisza. Nie dosłowna, metaforyczna, rozlegają się w niej bowiem owacje podekscytowanej publiczności. Od tej chwili zaczyna się kilkuminutowa improwizacja „Lakisa”. Gitarzysta nie idzie jednak na pełen żywioł. Kontroluje rozwój sytuacji, doskonale wiedząc, co chce zagrać. To improwizacja oparta na konkretnych założeniach, bliska tego, co można było usłyszeć chociażby rok wcześniej podczas występu Grupy Niemen w Helsinkach.
W późniejszych latach, grając rozbudowane, wielominutowe kompozycje, SBB niejednokrotnie udowadniało, że jak mało kto na polskiej scenie rockowej potrafi zmieniać nastroje – płynnie przechodzić od nieposkromionej energii do kontemplacji i zamyślenia. Słychać to również w „Wizjach”, gdy po prezentacji umiejętności Anthimosa Skrzek zasiada do fortepianu, by samemu sobie akompaniować. Nie mniej harmonijne, aczkolwiek energetyczniejsze dźwięki lider wyczarowuje później także ze swojego syntezatora, dając tym samym znak Piotrowskiemu, że teraz nadeszła jego kolej na popis solowy. Finał utworu prezentuje trio jako doskonale funkcjonującą rockową maszynę. To wcale nie truizm, że tak, jak SBB, w tamtej epoce nikt nad Wisłą nie grał. Trudno dziwić się więc, że publika kompletnie oszalała. Przez prawie sześć minut Andrzej Śmigielski starał się „zainstalować” na scenie opolskiego amfiteatru kolejnego wykonawcę, grupę Novi Singers, ale ostatecznie poległ w tej nierównej walce. Czy to się organizatorom podobało, czy nie – musieli pozwolić na powrót Skrzeka, Apostolisa i Piotrowskiego.
Na bis zespół zagrał improwizowane „Figo-Fago”, będące pozostałością po epoce fascynacji bluesem. To numer o bardzo luźnej, wręcz zabawowej strukturze, w którą muzycy wplatają cytaty z dzieł innych artystów – od bluesa po country (w pewnym momencie rozbrzmiewa nawet gospelowy hymn „When the Saints Go Marching In”). Skrzek nie śpiewa konkretnego tekstu, a jedynie wokalizy, którymi wchodzi zresztą w interakcje z Piotrowskim; wraz z „Ketą” – jako basista – pozwala też sobie w końcówce na zafundowanie słuchaczom skocznego funkowego rytmu. Jedynym, który zachowuje całkowitą powagę, jest „Lakis”, którego kolejne gitarowe partie okazują się najsmakowitszymi daniami. Publice wciąż jednak było mało. By Novi Singers mogli wreszcie wystąpić, konferansjer musiał stoczyć kolejną batalię. Od pewnego momentu był już tak podenerwowany, że w sukurs musiał mu przybyć wspomniany już wcześniej Jan Tadeusz Stanisławski – i dopiero jemu udało się załagodzić spór. I pomyśleć, że z takim przyjęciem spotkała się grupa, która nie miała jeszcze na koncie żadnej płyty (debiutancki album był dopiero w produkcji), która nie mogła liczyć na promocję w mediach, którą w środowisku traktowano poniekąd jak „zdrajców”, ponieważ odważyli się odejść od Niemena. Nieprawdopodobne!
Jako bonus dodana została do płyty CD zagrana dzień wcześniej ballada „Zostało we mnie”. Wiąże się z nią kontrowersyjna postać autora tekstu – śląskiego poety Juliana Mateja, który zaledwie rok wcześniej opublikował tak właśnie zatytułowany debiutancki tomik. Skrzekowi jego liryzm bardzo odpowiadał, więc przez kolejne lata chętnie sięgał po jego wiersze. Z najbliższego otoczenia zespołu nikt nie wiedział wówczas, że „Matej” to pseudonim literacki, pod którym kryje się niejaki Romuald Skopowski, wtedy trzydziestokilkuletni kapitan katowickiej Służby Bezpieczeństwa (odszedł z resortu w stopniu pułkownika). Muzykom SBB przyznał się, że pracuje w Milicji Obywatelskiej, gdzie zajmuje się sprawami gospodarczymi. Nie zmienia to jednak faktu, że był on jednocześnie bardzo wrażliwym i utalentowanym poetą. Piękny wiersz „Zostało we mnie” Skrzek okrasił nie mniej urokliwą muzyką, opartą głównie na dźwiękach fortepianu (w większym) i syntezatorów (w mniejszym stopniu). Także ta wersja grupy – jakże odległa od tego, co trio zaserwowało słuchaczom następnego dnia w „Wizjach SBB” – została nagrodzona owacyjnymi oklaskami. Jak najbardziej zasłużonymi.
koniec
15 sierpnia 2017
Skład:
Józef Skrzek – śpiew, gitara basowa, fortepian (2,6), syntezatory (2,6), harmonijka ustna (4)
Apostolis Anthimos – gitara elektryczna
Jerzy Piotrowski – perkusja
dodajdo

Komentarze

15 VIII 2017   18:33:18

"pomyśleć, że z takim przyjęciem spotkała się grupa, która nie miała jeszcze na koncie żadnej płyty" - wtedy nie słuchało się tego, co się miało podobać, tylko tego, co się podobało.

15 VIII 2017   19:59:40

Oglądając podany powyżej teledysk znalazłem na yt dzieło, którego nie będzie można obejrzeć na żywo nigdy więcej:
https://m.youtube.com/watch?v=uVmSqcW-zcA
Czyli Omega plus Skrzek grający "Dziwny jest ten świat"

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.