Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: „Wszystko płynie” w wersji szkockiej

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeżeli zespół nazywa się Hair of the Dog i gra muzykę nawiązującą do klasycznego hard rocka z połowy lat 70. ubiegłego wieku, to z jakiego kraju może pochodzić? Z dużym prawdopodobieństwem – ze Szkocji. Dlaczego? Bo przecież jego nazwa to tytuł najbardziej znanej płyty grupy Nazareth – legendy szkockiego metalu. Formacja prowadzona przez braci Holtów wydała właśnie trzeci album – „This World Turns”.

Hair of the Dog
‹This World Turns›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThis World Turns
Wykonawca / KompozytorHair of the Dog
Data wydania20 lipca 2017
Wydawca Bilocation Records
NośnikCD
Czas trwania41:29
Gatunekmetal, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieAdam Holt, Iain Thomson, Jonathan Holt, Graeme Young
Utwory
CD1
1) This World Turns09:38
2) Keeping Watch Over the Night07:05
3) Ctrl-Alt-Delete04:03
4) The Colours in Her Skin05:56
5) In Death’s Hands07:08
6) 4AM07:42
Moda na rockowy vintage nie ustępuje. Wręcz przeciwnie! Można odnieść wrażenie, że współczesnych grup nawiązujących w swojej twórczości do hard rocka, psychodelii i progresu z lat 70. XX wieku jest coraz więcej. Także poza Szwecją i Niemcami. Przykładem chociażby szkockie trio Hair of the Dog, które swą nazwę zawdzięcza wydanemu w 1975 roku longplayowi Nazareth (w Polsce znanemu głównie z kompozycji tytułowej, ballady „Love Hurts” z repertuaru The Everly Brothers oraz przerobionego swego czasu przez Piersi i Pawła Kukiza „Miss Misery”). Na jego czele stoją dwaj bracia Holtowie: wokalista i gitarzysta Adam oraz perkusista Jonathan. Od najmłodszych lat zafascynowali byli klasycznym hard rockiem i bluesem, wsłuchując się przede wszystkim w płyty takich wykonawców, jak Led Zeppelin czy Jimi Hendrix. W szkole średniej dołączył do nich basista Iain Thomson. Ale droga do powstania Hair of the Dog była jeszcze w tamtym momencie daleka…
W kolejnych latach każdy z nich podążył własną ścieżką. Jonathan próbował szczęścia jako aktor teatralny, natomiast Adam dołączył do deathmetalowego zespołu Madman is Absolute, z którym nagrał dwie EP-ki: „Compliance is Compulsory” (2003) i „Eleventh Hour Absolution” (2008). Wybić im się jednak ostatecznie nie udało, więc po jakimś wrócił do rodzinnego Edynburga i ponownie zaczął grać z Jonathanem i Iainem. Tym sposobem od słowa do słowa powstała grupa… Roll on Three, która w 2012 roku wydała dwudziestopięciominutowy minialbum zatytułowany po prostu „Roll on Three”. Usłyszeć można na nim jeszcze drugiego gitarzystę Dan(iel)a Bartera. I znów jakiegoś szczególnego oddźwięku nie było. W efekcie muzycy zdecydowali się na manewr korekty nazwy – tak narodziło się Hair of the Dog, w którym dla Bartera zabrakło już miejsca. Zmianie przy okazji uległa także – choć trzeba przyznać, że nieznacznej – muzyka; od tej pory Adam, Iain i Jonathan w jeszcze większym stopniu zaczęli inspirować się hard rockiem sprzed czterech dekad.
Debiutancki album zatytułowany, co chyba żadnym zaskoczeniem nie było, „Hair of the Dog” ukazał się w wersji cyfrowej – na platformie Bandcamp – w lutym 2014; na kompakcie i winylu pojawił się jednak dopiero po roku nakładem berlińskiej wytwórni Bilocation Records. Podobny manewr grupa wykonała z płytą drugą – „The Siren’s Song”. W Internecie była ona do odsłuchu od lipca 2015, natomiast kupić ją w formie fizycznej można było dopiero od następnego roku. W przypadku trzeciego wydawnictwa okres oczekiwania na fizyczny nośnik został skrócony do sześciu dni. Premiera „This World Turns” w sieci miała miejsce 14 lipca, a płyty wprowadzono do sprzedaży już 20 lipca. Skład zespołu nie uległ w tym czasie zmianie, choć w pracy nad najnowszą produkcją Szkoci skorzystali z usług jeszcze jednej osoby – grającego w jednej kompozycji na syntezatorach Graeme’a Younga. I trudno się temu dziwić, ponieważ to właśnie w jego studiu pracowali nad swym trzecim krążkiem w dyskografii.
Wzorem większości formacji z lat 70. utwory, które trafiły na „This World Turns” są – poza jednym – dłuższe niż przyjęło się dzisiaj umieszczać na płytach. To kolejna zasługa mody na vintage: wykonawcy – podobnie jak czterdzieści lat temu – przestali przejmować się formatami prezentowanymi w rozgłośniach radiowych. Otwierający krążek numer tytułowy ma prawie dziesięć minut. I to jest powód do radości, bo to prawie dziesięć minut doskonałego grania, w którym retro hard rock miesza się ze współczesnym stoner metalem, a daleko w tle pobrzmiewają echa rocka progresywnego. Tempo utworu, galopujący bas Thomsona, nałożone na siebie ścieżki gitar, jak i sposób śpiewania Adama Holta z miejsca przywodzą na myśl „Achilles Last Stand” Led Zeppelin. W podobnym tonie utrzymany jest powiązany z „This World Turns” – „Keeping Watch Over the Night”, w którym panowie z Hair of the Dog w jeszcze większym stopniu dbają o podkreślenie rzewno-balladowego nastroju, nie tracąc przy tym nic z pierwotnej mocy.
Najkrótszą kompozycją w zestawie jest „Ctrl-Alt-Delete”. I owszem, różni się ona nieco od pozostałych – nie tylko czasem trwania, ale przede wszystkim stylistycznie. Znacznie więcej w niej bowiem hardrockowego ognia podpartego inklinacjami bluesowymi. Całość nieco psuje przepuszczony przez dźwiękowy efekt wokal Adama, ale za to w warstwie muzycznej utworowi temu nie brakuje przebojowości. Po „resecie” Szkoci proponują powrót do świata Zeppelinów. „The Colours in Her Skin” nie tylko pobrzmiewa echem „Whole Lotta Love”, ale też Holt stara się, jak tylko potrafi, by zasadne stały się jego porównania do młodego Roberta Planta. Po dawce czadu ostatni kwadrans albumu wprowadza słuchacza w nastrój kontemplacyjny. Dramatyzm „In Death’s Hands” podkreślony jest nie tylko przejmującym, momentami wręcz płaczliwym śpiewem (i chórkami), ale również wyczarowanymi z pomocą syntezatorów patetycznymi smyczkami (tu właśnie poproszono o pomoc Graeme‘a Younga). W całość idealnie wpisuje się także gitarowa solówka, której podstawowym celem jest podkreślenie tragizmu opowiedzianej w tekście życiowej historii.
Finał płyty muzycy z Edynburga zarezerwowali dla „4AM” – i trzeba przyznać, że jest to godne zwieńczenie nadzwyczaj udanej produkcji. Początek brzmi jak „Riders on the Storm” The Doors: zza odgłosów deszczu i burzy powoli przebija się delikatny głos wokalisty i akompaniująca mu gitara. Nawet gdy kilkadziesiąt sekund później trio uderza w słuchacza całą swą potęgą, element nostalgii nie zanika. Tym bardziej że Szkoci bardziej stawiają na stonerową moc aniżeli szaleńcze tempo. Słuchając trzeciego albumu Hair of the Dog, nietrudno dostrzec pokrewieństwo z takimi wykonawcami, jak – posłużymy się zaledwie kilkoma przykładami z różnych regionów Europy (i nie tylko) – niemieckie Samsara Blues Experiment, szwedzkie Siena Root, fińskie Vinum Sabbatum czy przebudzone po paru dekadach z letargu amerykańskie Medusa1975. Świadczy to o tym, że retro-rock nie tylko wciąż jest w cenie, ale wykonawcy spod jego znaku nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Na dodatek dzięki udanemu mariażowi ze stoner-metalem potrafią pchnąć swoją muzykę na progresywne tory.
koniec
17 sierpnia 2017
Skład:
Adam Holt – śpiew, gitara elektryczna
Iain Thomson – gitara basowa
Jonathan Holt – perkusja
gościnnie:
Graeme Young – syntezatory (5)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
Sebastian Chosiński

29 VIII 2017

To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.