Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…

Esensja.pl
Esensja.pl
To wielkie niedopatrzenie! Że dopiero teraz, po tylu latach funkcjonowania w „Esensji” działu muzycznego, pojawia się w nim tekst dotyczący znakomitego kornecisty, specjalisty od free jazzu i muzyki eksperymentalnej – Roba Mazurka. Tym bardziej że to muzyk niezwykle pracowity, każdego roku wydający kilka płyt. Jedną z najnowszych produkcji Amerykanina jest album „Astral Cube”, sygnowany przez formację Black Cube Marriage.

Black Cube Marriage
‹Astral Cube›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAstral Cube
Wykonawca / KompozytorBlack Cube Marriage
Data wydania12 maja 2017
Wydawca El Paraiso Records
NośnikCD
Czas trwania38:39
Gatunekelektronika, jazz, rock
EAN5024545779523
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieRob Mazurek, Greg Piwonka, Jeff Piwonka, Nate Cross, Mike Kanin, Alex Laroche, Thomas Rohrer, Guilherme Granado, Mauricio Takara, Jonathan Horne, Steve Jansen
Utwory
CD1
1) Spectral Convergence Wing04:19
2) Fractal Signal Clone04:48
3) Magic Sun Ray04:50
4) Time Shatters Forward02:57
5) Syncretic Illumine13:04
6) Psychic Tremble04:46
7) Ecliptic Wave Burst03:53
Black Cube Marriage to tak naprawdę trzy w jednym. Urodzony w 1966 roku w Jersey City, ale od wielu już lat mieszkający w Chicago (i związany z miejscową sceną undergroundową), Rob Mazurek jest wprawdzie motorem napędowym tego zespołu, ale jednocześnie „tylko” jednym z jedenastu artystów biorących udział w pracach nad „Astral Cube”. Kim są pozostali? To muzycy dwóch grup, z którymi amerykańskiemu korneciście było dane współpracować już wcześniej: teksańskiego indierockowego kwintetu Marriage oraz brazylijskiego jazzowo-folkowego tria São Paulo Underground. Do tego dochodzą jeszcze dwaj zaproszeni goście: gitarzysta i saksofonista Jonathan Horne (związany obecnie z takimi formacjami, jak White Denim, The Young Mothers i Ichi Ni San Shi) oraz gitarzysta Steve Jansen, niegdyś muzyk legendarnego noworomantycznego Japan czy Rain Tree Crow, z którego drogą ewolucji narodziło się Porcupine Tree. Warto przy tym podkreślić, że ich wpływ na kształt albumu wcale nie był marginalny.
Muzyczne zainteresowania Roba Mazurka są bardzo szerokie. Najlepiej czuje się on w klimatach freejazzowych i eksperymentalnych, ale nie stroni również od jazzu wymieszanego z folkiem czy klasyką. By się o tym przekonać, nie trzeba wcale szukać daleko, wystarczy sięgnąć po płyty wydane przez niego tylko w tym roku, czyli „A Night Walking Through Mirrors” z Chicago / London Underground (marzec), „Chants and Corners” z własnym kwintetem (również marzec), „Blind Curves and Box Canyons” z klawiszowcem Thollemem McDonasem (kwiecień) czy też nagraną w pojedynkę „Rome” (lipiec). Na „Astral Cube” (maj) ujawnił jeszcze jedno swoje oblicze – elektroniczno-rockowo-jazzowe, w którym jest miejsce i na indie, i na noise. Bez najmniejszych wątpliwości to produkcja, która powinna przypaść do gustu wielbicielom Time is a Mountain, Starlite Motel czy Merzbowa. I, co najważniejsze, nie ma w niej nic wtórnego.
Niespełna trzydzieści dziewięć minut muzyki składa się na podzieloną na siedem rozdziałów opowieść. Wszystkie kompozycje są ze sobą połączone, tworząc coś na kształt awangardowej suity, w ramach której artyści bardzo chętnie przekraczają stylistyczne granice. Zwłaszcza w przypadku tych gatunków, których graniu oddają się na co dzień. Mazurek, choć pozostaje niekwestionowanym liderem projektu, wcale nie wybija się na plan pierwszy, chętnie ustępuje pola innym. Jest jak dobry szef, który potrafi docenić swoich najlepszych pracowników, nie wstydząc się przy tym od czasu do czasu stanąć w ich cieniu. Tę niecodzienną podróż rozpoczynamy zgrzytliwym, gitarowo-elektronicznym „Spectral Convergence Wing”, w którym nade wszystko dominują brzmienia noise’owe; nawet pojawiający się parę razy głos (czy też raczej krzyk) jest przetworzony w taki sposób, aby odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z dźwiękiem generowanym przez maszynę. Tonów pojawia się tu zresztą znacznie więcej. Praktycznie każdy z instrumentalistów ma coś do powiedzenia; w efekcie przenika się cała się gama barw. Chaos, jaki powstaje, jest jednak tylko pozorny, ponieważ nad wszystkim czuwa lider.
„Fractal Signal Clone” wprowadza trochę uspokojenia, ale wcale nie ukojenia – partie dęciaków, podrasowane elektroniką (i wyraźnie słyszalną wiolonczelą, chociaż nigdzie nie ma informacji, że ktoś na niej gra), brzmią nad wyraz przejmująco. To zdecydowanie nie jest utwór, przy którym można odetchnąć i oddać się rozkosznym rozmyślaniom. Tym bardziej że z biegiem czasu nabiera on mocy. W „Magic Sun Ray” z kolei prym wiodą efekty elektroniczne – to one przez całe prawie pięć minut wyznaczają rytm, wokół którego pojawiają się kąsające gitary. Jeśli ktoś tutaj liczy choćby na moment zadumy, niech szybko o tym pragnieniu zapomni. Jonathan Horne, Steve Jansen i Greg Piwonka na pewno mu na to nie pozwolą. W jeszcze większe noise’owe ekstremum grupa brnie w najkrótszym w całym zestawie „Time Shatters Forward”. To jak dojście do betonowej ściany, od której można tylko odbić się. Przeżywszy, można natomiast być pewnym, że już nic straszniejszego nas nie spotka. Od tego momentu każdy kolejny utwór będzie brzmiał jak – wprawdzie pozbawiona słów – poetycka ballada.
I rzeczywiście, trzynastominutowe „Syncretic Illumine” zaczyna się zaskakująco spokojnie. Przy okazji muzycy – głównie Rob Mazurek i Mauricio Takara – udowadniają, że komputerową elektroniką można „bawić” się także w sposób stonowany, przywołując dźwięki może nie od razu skłaniające do kontemplacji, ale na pewno dające wytchnienie. Nawet przetworzone saksofon Horne’a i róg Mazurka stylowo budują nastrój. Nie ma się jednak co łudzić, że tak będzie do samego końca. W drugiej części zespół podkręca tempo, stopniowo przechodząc od klimatów folkowych (które są zapewne zasługą panów z São Paulo Underground), poprzez psychodeliczno-rockowe (kłaniają się muzycy Marriage), aż po jazz improwizowany (co jest oczywiście sprawką Mazurka). W „Psychic Tremble” grupa ponownie stara się wyciszyć emocje, ale to nie oznacza, że nic się w nim nie dzieje. Faktura tej kompozycji jest tak gęsta, że trudno byłoby tam wcisnąć jeszcze cokolwiek. I tym bardziej zaskakuje fakt, że mimo wrażenia natłoku dźwięków, całość jest bardzo przejrzysta.
A co muzycy zaserwowali na finał? Numer, który na pewno nie pozostawi słuchaczy w nastroju kontemplacyjnym. Wręcz przeciwnie, „Ecliptic Wave Burst” ma za zadanie poderwać wszystkich na równe nogi, potem jednym szybkim ciosem powalić, a na koniec przeczołgać po podłodze. I to w niespełna w cztery minuty. Na dodatek bez poczucia dyskomfortu wynikającego z faktu bycia przeczołganym. Można sobie wymarzyć coś piękniejszego?
koniec
29 sierpnia 2017
Skład:
Rob Mazurek – róg, efekty elektroniczne, głos
MARRIAGE:
Greg Piwonka – gitara elektryczna
Jeff Piwonka – gitara basowa
Nate Cross – gitara basowa
Mike Kanin – perkusja
Alex Laroche – perkusja
SÃO PAULO UNDERGROUND:
Thomas Rohrer – instrumenty klawiszowe, syntezatory, instrumenty perkusyjne
Guilherme Granado – instrumenty klawiszowe, syntezatory, instrumenty perkusyjne
Mauricio Takara – instrumenty perkusyjne, efekty elektroniczne, cavaquinho
gościnnie:
Jonathan Horne – saksofon, gitara elektryczna
Steve Jansen – gitara elektryczna, taśmy
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przeprowadzka, która wyszła na dobre
Sebastian Chosiński

31 VIII 2017

To zadziwiające, ale ostatnimi czasy każdego roku ze Skandynawii płynie prawdziwa fala doskonałej muzyki. Zachwycają zespoły debiutujące, ale i te, które istnieją od lat. Przekraczają one wyznaczone już dawno granice stylistyczne, wytyczając przy tym nowe trendy. Niedowiarkom polecamy najnowszy album kopenhaskiego tria Papir, którego tytuł jest niezwykle łatwy do zapamiętania – „V”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
Sebastian Chosiński

24 VIII 2017

Prawdziwa kariera Mythic Sunship zaczęła się przed zaledwie trzema laty, kiedy kopenhaskie trio dokooptowało do składu czwartego muzyka i podpisało kontrakt z wytwórnią El Paraiso Records. Choć przecież wcześniej także nagrywało i publikowało swoje utwory. Tyle że robiło to na własną rękę i trochę po „partyzancku”. Na co teraz stać mieszkańców Zelandii – chcecie się przekonać, sięgnijcie po „Land Between Rivers”.

więcej »

Polish jazz is not dead
Adrian Koenig

22 VIII 2017

Złota era polskiego jazzu minęła już dawno. Nie ulega jednak wątpliwości, że w dalszej chwili stoi on na bardzo wysokim poziomie. Prócz wydawnictw sygnowanych przez uznane już w środowisku nazwiska, pojawiają się także młodzi, uzdolnieni, zdecydowanie przyszłościowi muzycy. Jednym z nich jest debiutujący Kuba Więcek.

więcej »

Polecamy

Przeprowadzka, która wyszła na dobre

Tu miejsce na labirynt…:

Przeprowadzka, która wyszła na dobre
— Sebastian Chosiński

Śmiało! Świat zna tyle dźwięków…
— Sebastian Chosiński

Zgrzytliwa psychodelia prosto z Raju
— Sebastian Chosiński

„Wszystko płynie” w wersji szkockiej
— Sebastian Chosiński

Wizje niebezpieczne, wizje nawiedzone
— Sebastian Chosiński

Uczta niezbyt wyborna
— Sebastian Chosiński

Pod okiem nowojorskiego „cadyka”
— Sebastian Chosiński

Gdy napięcie rośnie…
— Sebastian Chosiński

Pożegnanie z legendą
— Sebastian Chosiński

Kandydaci do PEN-Clubu
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.