Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Awangardowa potańcówka

Esensja.pl
Esensja.pl
Norweska supergrupa (free)jazzowa Cortex przebudziła się po raz piąty. Po raz trzeci też wydała album pod skrzydłami cenionej w środowisku wytwórni Clean Feed z Lizbony. Tytuł wydawnictwa uznać można za najlepszą – i w zasadzie wyczerpującą – recenzję: „Avant-Garde Party Music”. By jednak czytelnicy nie posądzili nas o pójście na łatwiznę, o najnowszej płycie Skandynawów napiszemy trochę więcej.

Cortex
‹Avant-Garde Party Music›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAvant-Garde Party Music
Wykonawca / KompozytorCortex
Data wydania17 września 2017
NośnikCD
Czas trwania37:46
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieThomas Johansson, Kristoffer Berre Alberts, Ola Høyer, Gard Nilssen
Utwory
CD1
1) Grinder05:49
2) Chaos03:49
3) Waltz05:58
4) [If You Were] Mac Davis03:39
5) Disturbance04:23
6) Observe / Reserve05:02
7) Perception05:13
8) Off Course03:54
To są bardzo zapracowani ludzie. Nie należy więc wywierać na nich presji i domagać się co roku nowej płyty. A jeśli jakimś cudem tak się jednak zdarzy, warto pochylić się nisko i z uszanowaniem. Każdy z muzyków tworzących Cortex udziela się bowiem także w kilku innych projektach i tak też daje z siebie wszystko. Lider kwartetu, trębacz Thomas Johansson, znany jest chociażby z występów w All Included, Friends & Neighbors oraz grup Paala Nilssen-Love’a Large Unit i Pan-Scan Ensemble. Saksofonista Kristoffer Berre Alberts udziela się w norwesko-amerykańskim kwartecie Starlite Motel oraz oktecie Daga Magnusa Narvesena Damana. Z kolei kontrabasistę Olę Høyera możemy usłyszeć na płytach Moon Relay, Akode, Bladed czy Honest John, natomiast perkusistę Garda Nilssena – na wydawnictwach Astro Sonic, sPacemonKey, Bushman’s Revenge oraz „własnego” Acoustic Unity.
W ciągu siedmiu lat artystycznej aktywności kwartet, ani razu nie zmieniając składu, wydał pięć płyt. Nie jest to wprawdzie rekord pracowitości, ale też na pewno nie liczba, jakiej trzeba by się było wstydzić. Tym bardziej że lista wszystkich albumów nagranych w tym czasie przez muzyków tworzących Cortex byłaby nieporównywalnie dłuższa. Po krążkach „Resection” (2011), „Göteborg” (2012) oraz – wydanych już pod szyldem lizbońskiego Clean Feed – „Live!” (2014) i „Live in New York” (2016), we wrześniu tego roku pojawiło się w sprzedaży nowe wydawnictwo Norwegów – „Avant-Garde Party Music”. Tytuł mówi praktycznie wszystko. Płyta rzeczywiście przynosi smakowitą porcję klasycznego jazzu improwizowanego (w tym kontekście należy rozpatrywać tytułową „awangardę”), inspirowanego – co jest już w przypadku Skandynawów chwalebną tradycją – dokonaniami takich mistrzów amerykańskiego free, jak Ornette Coleman, John Coltrane, Don Cherry czy wczesny (z naciskiem na „wczesny”) John Zorn.
Tradycją jest także to, że albumy Cortex nie ciągną się w nieskończoność. Tym razem muzycy postanowili wypowiedzieć się w niespełna trzydziestu ośmiu minutach. Ba! na dodatek zrezygnowali z rozbudowanych improwizacji, umieszczając na krążku aż osiem kompozycji. Żadna z nich nie trwa dłużej niż sześć minut. W przypadku współczesnego free jazzu to naprawdę zaskakujący wybór. Ale – przyznajmy – jak najbardziej trafiony. Wielką sztuką jest bowiem zawrzeć w tak ograniczonym czasie to, na co inni potrzebują niekiedy pół godziny albo i więcej (nic oczywiście im, jak chociażby Kenowi Vandermarkowi i jego DKV Trio, nie ujmując). Z drugiej strony, nie ma co liczyć na to, że utwory krótsze będą mniej skomplikowane formalnie i bliższe na przykład stylistyce cool czy smooth jazzu. Nic z tych rzeczy. To wciąż rasowe free – soczyste, energetyczne, skrzące się solowymi popisami instrumentów dętych (trąbki Johanssona i saksofonów, altowego i tenorowego, Berrego Albertsa).
Otwarcie płyty – pod postacią utworu „Grinder” – musi zrobić wrażenie na wszystkich wielbicielach jazzowej awangardy. Grające unisono dęciaki brzmią bowiem wyjątkowo dostojnie. Ten motyw powraca potem zresztą jeszcze dwukrotnie i za każdym razem wywołuje ciarki na plecach. Pomiędzy nim pojawiają się natomiast improwizacje Thomasa i Kristoffera, którym mocy przydaje jeszcze intensywna i gęsta gra sekcji rytmicznej. „Chaos” – mający schemat podobny do poprzednika (vide wykorzystana trzykrotnie nić przewodnia) – zaczyna się zaskakująco skocznie; z biegiem czasu jednak Norwegowie coraz konsekwentniej zmierzają w stronę free, w czym duża jest zasługa Nilssena. Gard to przecież perkusista, który potrafi odnaleźć się w (niemal) każdej stylistyce, umie także „dać czadu”. Spokojnie sprawdziłby się w zespole stricte rockowym, co poniekąd udowadnia na kolejnych wydawnictwach Bushmen’s Revenge. W „Waltz” akurat takiej potrzeby nie ma. To swoisty – minimalistyczny – walczyk, w którym na tle delikatnie splątanych dźwięków kontrabasu i perkusji pojawia się subtelny dwugłos trąbki i saksofonu. Także później, gdy drogi obu instrumentów rozchodzą się, robią one wszystko, aby nie popsuć nastroju.
Z powrotem do energetycznego free jazzu mamy natomiast do czynienia w „(If You Were) Mac Davis”. Jest krótko i dosadnie, ale też nadzwyczaj konsekwentnie – Coleman na pewno by się nie powstydził. Podobnie zresztą jak i kolejnej kompozycji – „Disturbance”, tym jednak różniącej się od poprzedniczki, że tutaj muzycy pozwalają sobie z jednej strony na wprowadzenie ładnej melodii, z drugiej – na zawadiacką partię dęciaków. „Observe / Reserve” to z kolei, mimo tylko pięciu minut, dwa (rozdzielone krótką solówką perkusji) numery w jednym: najpierw mamy odrobinę awangardy, potem klasyczny, choć brzmiący bardzo nowocześnie, jazz z lat 60. XX wieku. W tę samą epokę przenosi słuchaczy balladowe „Perception”, w którym Norwegowie potrafią wykorzystać jako element kompozycji nawet… ciszę. Jest minimalistycznie, ale dzięki temu nie brakuje napięcia. Całość kwartet zamyka dynamicznym „Off Course”. Hasło do ataku rzuca Nilssen, do którego następnie – po prawie minucie – dołączają Johansson i Berre Alberts. Od tej pory trąbka i saksofon poczynają sobie z wielką swobodą – ich drogi przecinają się, to znów rozchodzą, ani na moment jednak nie tracąc się z oczu. Koncept to nie nowy, ponownie zapożyczony od klasyków free jazzu. Ale czy z tego powodu można mieć do Norwegów pretensje? To oczywiście pytanie retoryczne…
koniec
2 stycznia 2018
Skład:
Thomas Johansson – trąbka
Kristoffer Berre Alberts – saksofon altowy, saksofon tenorowy
Ola Høyer – kontrabas
Gard Nilssen – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Wulkaniczny wehikuł czasu
Sebastian Chosiński

4 I 2018

To kolejna – po „Zośce” – wyprawa poznańskiego jazzmana Macieja Fortuny do świata polskiego folkloru ocalonego przed laty przez Oskara Kolberga. Wyprawa tym bardziej niezwykła, że zaprowadziła kwartet Słowiański aż na Islandię. Znaczący jest również tytuł albumu – „Concert Inside the Volcano” – w którym nie ma nawet słowa przesady. Ten materiał rzeczywiście został zarejestrowany we wnętrzu… wulkanu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tak samo, ale zupełnie inaczej
Sebastian Chosiński

28 XII 2017

W rok po publikacji omawianego w „Esensji” albumu „Cash and Carry” światło dzienne ujrzało kolejne wydawnictwo Kwartetu Perkusyjnego amerykańskiego saksofonisty Dave’a Rempisa. Podobnie jak w przypadku poprzedniczki, „Cochonnerie” to również płyta idealnie definiująca współczesny free jazz, w którym nie brakuje ani szalonych zespołowych improwizacji, ani chwil kontemplacji.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Erupcja wulkanu
Sebastian Chosiński

26 XII 2017

To zdecydowanie ten zespół, w którym Ken Vandermark czuje się najlepiej – działające od połowy lat 90. ubiegłego wieku DKV Trio. Nie dość, że od początku działalności jego skład nie uległ zmianie – dopełniają go kontrabasista Kent Kessler i perkusista Hamid Drake – to na dodatek każdy album grupy skrzy się różnymi nastrojami i poraża energią. Nie inaczej rzecz ma się z wydanym przed miesiącem „Latitude 41.88”.

więcej »

Polecamy

Polacy na metalowo

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Tak samo, ale zupełnie inaczej
— Sebastian Chosiński

Erupcja wulkanu
— Sebastian Chosiński

Niezobowiązujące związki artystyczne
— Sebastian Chosiński

Lider idealny. I dzieło wielkiego formatu
— Sebastian Chosiński

Na wojennym szlaku
— Sebastian Chosiński

Starcie tytanów
— Sebastian Chosiński

Powściągliwość mniej mile widziana
— Sebastian Chosiński

Welocyped międzykontynentalny
— Sebastian Chosiński

Świadectwo dojrzałości
— Sebastian Chosiński

Dwa pokolenia, dwa muzyczne światy
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Współczesny western górniczy
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Bardzo starzy oboje i ich wnuczka
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: W poszukiwaniu własnego języka
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wulkaniczny wehikuł czasu
— Sebastian Chosiński

Kto z Ligą wojuje…
— Sebastian Chosiński

Napalona doktor Quinn
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Na bezdrożach, z nożem w ręku
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Pre-Embryo w epoce niewinności
— Sebastian Chosiński

Wampirza podróż w czasie i przestrzeni
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.