Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Wulkaniczny wehikuł czasu

Esensja.pl
Esensja.pl
To kolejna – po „Zośce” – wyprawa poznańskiego jazzmana Macieja Fortuny do świata polskiego folkloru ocalonego przed laty przez Oskara Kolberga. Wyprawa tym bardziej niezwykła, że zaprowadziła kwartet Słowiański aż na Islandię. Znaczący jest również tytuł albumu – „Concert Inside the Volcano” – w którym nie ma nawet słowa przesady. Ten materiał rzeczywiście został zarejestrowany we wnętrzu… wulkanu.

Maciej Fortuna Słowiański
‹Concert Inside the Volcano›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułConcert Inside the Volcano
Wykonawca / KompozytorMaciej Fortuna Słowiański
Data wydania26 stycznia 2018
NośnikCD
Czas trwania38:39
Gatunekfolk, jazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieMaria Jurczyszyn, Maciej Fortuna, Roman Chraniuk, Jakub Miarczyński
Utwory
CD1
1) Ballada06:25
2) Wesele na wsi05:22
3) Ogrodnik08:47
4) Lipka03:43
5) Wiosna03:10
6) Prosi pan ojciec04:02
7) Boże, co władasz02:15
8) Ogrodnik [alternate take]04:55
A wszystko to przez Oskara Kolberga! Legendarnego dziewiętnastowiecznego polskiego etnografa, folklorystę i kompozytora. Przed czterema laty minęła dwusetna rocznica jego urodzin; z tego też powodu Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił rok 2014 Rokiem Kolberga. Była to zarazem dla wielu współczesnych artystów – głównie ze świata folku, ale także jazzu, rocka i innych gatunków muzycznych – wielka zachęta do tego, by sięgać po zebraną w blisko dziewięćdziesięciu tomach spuściznę badacza i przypominać często już całkowicie zapomniane pieśni z obszarów dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów (od Wielkopolski po Wołyń, od Pomorza po Pokucie, od Litwy po Śląsk). W efekcie w ciągu kolejnych lat ukazało się pewnie nawet kilkaset płyt inspirowanych jego dziełem. Moda ta – tym razem jednak traktowana zdecydowanie pozytywnie – nie ominęła również poznańskiego trębacza jazzowego Macieja Fortuny. Dwa lata temu – pod szyldem Maciej Fortuna International Quartet – opublikował on nadzwyczaj udany (nagrany jeszcze w grudniu 2013 roku z towarzyszeniem swoich przyjaciół zza Atlantyku) album „Zośka”, który zawierał jazzowe opracowania polskich pieśni ludowych.
Mogłoby się wydawać, że to jedynie jednorazowy eksperyment i że za chwilę wyjątkowo zapracowany Wielkopolanin wróci do swoich codziennych, stricte jazzowych obowiązków. Tymczasem trębacz „łyknął” folkowego bakcyla, czego skutkiem stało się powołanie do życia kolejnego projektu – Maciej Fortuna Słowiański. Zaczęło się od licznych koncertów – wprawdzie pod tą samą nazwą, ale w bardzo różnych składach. U boku poznaniaka pojawiali się między innymi tacy artyści, jak bandurzystka Marina Terlecka, waltornistka Alicja Fortuna, wokalistka Katarzyna Dworaczyk, gitarzysta Wojciech Świeca, kontrabasista Jakub Mielcarek czy perkusista Andrzej Konieczny. Wiosną 2016 roku Fortuna wpadł na kolejny niecodzienny pomysł – postanowił zagrać koncert w takim miejscu, w jakim nie wystąpił dotąd żaden polski wykonawca. Wybór padł na… islandzki wulkan Thrihnukagigur. Odkryto go nie tak dawno, bo zaledwie czterdzieści cztery lata temu; w 2012 roku został on udostępniony do zwiedzania dla turystów, a od trzech lat okazjonalnie są tam organizowane kameralne koncerty. Wielkopolanin wybrał się tam w sierpniu 2016 roku przy okazji koncertu, jaki jego zespół dał w nieodległym Reykjaviku.
Tym razem Fortunie towarzyszyli następujący muzycy: pochodząca z Bieszczad wokalistka Maria Jurczyszyn, kontrabasista (pochodzenia ukraińskiego) Roman Chraniuk oraz perkusista Jakub Miarczyński. Każdy z nich ma już wyrobione nazwisko w swoim środowisku. Jurczyszyn od najmłodszych lat poświęca uwagę muzyce folkowej: występowała w dziecięcej grupie Sianiczok, w Zespole Pieśni i Tańca Osławiany (ze wsi Mokre), w liceum z koleżankami założyła wokalny zespół Dżereło, jako dorosła już artystka udzielała się natomiast w Bieszczadersach i Tołkaje. Chraniuk – początkowo kształcony na skrzypka – oraz Miarczyński dali się poznać jako sekcja rytmiczna punkowo-folkowego TeChytrze („Chopaki czekajta”, 2017) i freejazzowego kwartetu Skicki-Skiuk, laureata Grand Prix Jazzu nad Odrą w 2016 roku. Poza tym Miarczyński pojawił się w składzie tria Poleshift Project („Moozig”, 2013) oraz w kwartecie współtworzonym z Olgierdem Dokalskim, Tadeuszem Cieślakiem i Jackiem Steinbrichem („DCMS”, 2016). Zabierając ich na Islandię, Fortuna mógł być więc pewien, że wszyscy staną na wysokości zadania.
Efektem tej niezwykłej wyprawy okazało się najnowsze wydawnictwo firmy Fortuna Music – „Concert Inside the Volcano”. Składa się ono z dwóch krążków: CD z rejestracją koncertu w wulkanie oraz DVD, na którym oprócz materiału wideo z tego wydarzenia umieszczono jeszcze dwudziestominutowy reportaż poświęcony całemu przedsięwzięciu. Lider projektu opowiada w nim o genezie i przebiegu wyprawy, ale także trochę czasu poświęca początkom swojej kariery artystycznej, kiedy wahał się jeszcze, czy zostać muzykiem, czy też… prawnikiem. Co ostatecznie wybrał – wiemy i powinniśmy być mu za to wdzięczni. Słowiański to w zasadzie rozwinięcie myśli, jaka przyświecała – choć wtedy jeszcze bardzo nieśmiało – „Zośce”. Nie bez powodu przynajmniej częściowo – chodzi o kompozycje „Lipka”, „Prosi pan ojciec” i „Boże, co władasz” – materiał obu albumów powiela się. W rzeczywistości są to jednak zupełnie inne utwory. Tym razem nagrane z towarzyszeniem wokalistki, za to bez saksofonów. Znacznie różnią się też aranżacyjnie, a i czas trwania w dwóch przypadkach jest mocno rozbieżny. Nie sposób więc zarzucić Fortunie „odgrzewanie starych kotletów”.
Na repertuar „Concert Inside the Volcano” składa się w sumie siedem numerów („Ogrodnik” pojawia się w dwóch wersjach), które mają co najmniej jeden wspólny mianownik – łączą klasyczny polski jazz z lat 60. XX wieku ze słowiańskim liryzmem, obecnym nie tylko w warstwie muzycznej, ale również tekstowej. Skutek tego taki, że płyta jest bardzo nastrojowa od pierwszej do ostatniej minuty. Może też służyć jako wehikuł czasu, dzięki któremu przenosimy się w zamierzchłą epokę naszych prapradziadów. Nie oznacza to jednak wcale, że zawartość albumu brzmi anachronicznie. Nic z tych rzeczy. To nie peerelowska cepelia! W ludowe melodie wplecione są bowiem klimatyczne partie solowe trąbki (bliskie temu, co w ostatnich latach prezentuje Tomasz Stańko) oraz intrygujące improwizacje kontrabasu i perkusji (dalekie jednak od stylistyki free, która tutaj ewidentnie by się nie sprawdziła). Wydawnictwo otwiera „Ballada”, przepiękna kołysanka, której subtelność i delikatność jest chyba w stanie skruszyć najtwardsze serce. I skutecznie ukołysać do snu. Tyle że absolutnie – wbrew temu, do czego zachęca śpiewająca Maria Jurczyszyn, nie warto odpływać do krainy Morfeusza, ponieważ straciłoby się wówczas kolejne niecodzienne muzyczne doznania. „Wesele na wsi” – zgodnie z tytułem – skrzy się przeróżnymi brzmieniami: jest sennie i klimatycznie (na początku), ale także skocznie i radośnie (w części drugiej). Wrażenie robi, wchodząca w dialog z trąbka, wokaliza.
Dużo przekory niesie ze sobą natomiast doskonały (i zarazem najdłuższy na płycie) „Ogrodnik”, którego – z uwagi na tekst – można zakwalifikować jako „balladę morderczą” (posługując się nomenklaturą Nicka Cave’a). Stonowane otwarcie skrywa piękną pieśń miłosną, która z czasem jednak diametralnie zmienia swój charakter. By ewolucję tę przenieść na grunt muzyki, Fortuna, Chraniuk i Miarczyński decydują się na rozbudowaną improwizację, wnoszącą do wcześniej bardzo niewinnej kompozycji element niepokoju. „Lipka” – na tle wcześniejszych utworów – zaskakuje żywiołowością (vide kontrabas) i – powracającym także w kolejnych numerach – „dwugłosem” wokalu i trąbki. We „Wiośnie” kwartet powraca do stylistyki ballady, którą z kolei bardzo skutecznie i pomysłowo przełamuje w „Prosi pan ojciec”. To jakby dwie kompozycje w jednej – z grającą nieco na przekór (względnie „pod prąd”) Fortunie i Jurczyszyn sekcją rytmiczną. Ba! Miarczyński pozwala tu sobie nawet na zaskakująco energetyczną solówkę na bębnach. W „Boże, co władasz” Maciej Fortuna, pracując nad aranżacją, też troszkę się „zabawił”, o czym świadczą nade wszystko zmienne rytm i tempo. Koncert wieńczy alternatywna wersja „Ogrodnika”, krótsza od pierwotnej, ale za to z wyrazistszą partią trąbki.
Do premiery „Koncertu w wulkanie” zostało jeszcze trochę czasu, ale na pewno już warto odłożyć kilkadziesiąt złotych na kupno tego wydawnictwa. Oczywiście jeżeli jest się wielbicielem „odczytanego” na folkowo jazzu.
koniec
4 stycznia 2018
Skład:
Maria Jurczyszyn – śpiew
Maciej Fortuna – trąbka
Roman Chraniuk – kontrabas
Jakub Miarczyński – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Awangardowa potańcówka
Sebastian Chosiński

2 I 2018

Norweska supergrupa (free)jazzowa Cortex przebudziła się po raz piąty. Po raz trzeci też wydała album pod skrzydłami cenionej w środowisku wytwórni Clean Feed z Lizbony. Tytuł wydawnictwa uznać można za najlepszą – i w zasadzie wyczerpującą – recenzję: „Avant-Garde Party Music”. By jednak czytelnicy nie posądzili nas o pójście na łatwiznę, o najnowszej płycie Skandynawów napiszemy trochę więcej.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tak samo, ale zupełnie inaczej
Sebastian Chosiński

28 XII 2017

W rok po publikacji omawianego w „Esensji” albumu „Cash and Carry” światło dzienne ujrzało kolejne wydawnictwo Kwartetu Perkusyjnego amerykańskiego saksofonisty Dave’a Rempisa. Podobnie jak w przypadku poprzedniczki, „Cochonnerie” to również płyta idealnie definiująca współczesny free jazz, w którym nie brakuje ani szalonych zespołowych improwizacji, ani chwil kontemplacji.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Erupcja wulkanu
Sebastian Chosiński

26 XII 2017

To zdecydowanie ten zespół, w którym Ken Vandermark czuje się najlepiej – działające od połowy lat 90. ubiegłego wieku DKV Trio. Nie dość, że od początku działalności jego skład nie uległ zmianie – dopełniają go kontrabasista Kent Kessler i perkusista Hamid Drake – to na dodatek każdy album grupy skrzy się różnymi nastrojami i poraża energią. Nie inaczej rzecz ma się z wydanym przed miesiącem „Latitude 41.88”.

więcej »

Polecamy

Polacy na metalowo

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż autora

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Kto z Ligą wojuje…
— Sebastian Chosiński

Napalona doktor Quinn
— Sebastian Chosiński

Wampirza podróż w czasie i przestrzeni
— Sebastian Chosiński

Dobra mina do złej gry
— Sebastian Chosiński

Świat zrodzony z nienawiści
— Sebastian Chosiński

Naturalne skłonności do komplikowania życia
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Durango pośle…
— Sebastian Chosiński

Przekorna apokalipsa
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.