dzisiaj: 2 września 2010
w Esensjopedii w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: 50 płyt na 50-lecie polskiego rocka  –  Esensja

Disco dla wrażliwej młodzieży

Naczelna łobuzeria nadwiślańskiej estrady udaje, że spuściła z tonu, ale poważny wydawca (Agora) i z pozoru łagodniejsze teksty nie wystarczą, aby zerwać z nich metkę zbuntowanych gówniarzy.

Cool Kids Of Death
‹Afterparty›

EKSTRAKT:70%
TytułAfterparty
Wykonawca / Kompozytor Cool Kids Of Death
Wydawca Agora S.A.
Data wydania18 kwietnia 2008
Czas trwania37:50
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Utwory
1) Mamo, mój komputer jest zepsuty 2:52
2) Afterparty2:14
3) Bal sobowtórów 3:14
4) Leżeć 3:22
5) Nagle zapomnieć wszystko 3:05
6) Biec 3:34
7) Bezstronny obserwator 4:22
8) Mężczyźni bez amunicji 2:59
9) Ciągle jestem sam2:43
10) Joy 2:47
11) TV Panika 2:40
12) Ruin gruz3:58
Ostre przesterowane gitary i uderzające swoją bezpośredniością teksty, dopełnione scenicznym zachowaniem muzyków (zwłaszcza frontmana, Krzysztofa Ostrowskiego), złożyły się na jeden z najbardziej wyrazistych i konsekwentnie realizowanych wizerunków w Polsce (zaraz obok Dody). Cool Kids of Death zasłużyli sobie w pełni na taką gębę i zdaje się, że jest im z nią dobrze.
Ich buntownicze konstatacje rzeczywistości znalazły tyluż zwolenników, co przeciwników. W końcu zdecydowali się coś zmienić i nagrać nowy album. Inny niż poprzednie- ale inny tylko z pozoru.
Kiedy krążek zaczyna wirować w napędzie odtwarzacza, słuchacz zostaje z dziką energią wyrwany z fotela połamanym i psychodelicznym bitem, który przypomina brzmieniem spłaszczoną do poziomu automatu perkusję. Piorunującego wrażenia dopełniają syntezatory i przetworzone przez efekty gitary, podparte wysuniętym do przodu, jednostajnym basem. Ostrowski wrzeszczy, krzyczy, jazgocze, dodatkowo potęgując mocne doznania. Kiedy kawałek dobiega końca, chciałoby się zrobić chwilę przerwy, usiąść na podłodze i pomedytować, żeby odzyskać spokój. Na szczęście „jedynka” jest zdecydowanie najcięższym utworem na całej płycie, dzięki czemu słuchacz nie powinien pod koniec albumu paść na zawał serca.
Kolejne numery lawirują stylistycznie pomiędzy nu rave, bardzo brudnym i garażowym disco i ciężkim, elektrycznym techno-punkiem. Wspólny mianownik stanowią szybkie tempo, jazgotliwe brzmienie i charakterystyczny wrzask wokalisty. Największym mankamentem jest to, że nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu całej płyty, w pamięci pozostaje bardzo niewiele. Kolejne kawałki są do siebie na tyle podobne, że zlewają się w jedną wielką hałaśliwą papkę. To, co je od siebie odróżnia, to teksty.
Teksty na „Afterparty” to zasługa duetu Wandachowicz/Ostrowski. Obaj podejmują tematy podobne do tych, które zdominowały wcześniejsze dokonania CKOD: nowoczesne media, samotność, konsumpcjonizm, hipokryzja. Można by ich ponownie zaklasyfikować do grona młodych gniewnych, gdyby nie to, że podali swoją lirykę w zupełnie innej niż dotychczas formie. Nie ma tu aż tak bezpośrednich haseł jak te, które możemy pamiętać z wcześniejszych albumów. Ani słowa o rzucaniu butelkami w pracowników agencji reklamowych ani o podziemnej armii zbawienia. To, co udało im się napisać na czwarty krążek, można spokojnie nazwać poezją.
Na płycie dominuje poczucie zagrożenia, przed którym podmiot próbuje się bronić na różne sposoby: poprzez odcięcie się od całego otoczenia, jak w „Leżeć” (które przywołuje uzasadnione skojarzenie z „Leżeniami” M. Białoszewskiego), czy przez nieustanną ucieczkę („Biec”). W tej drugiej piosence pojawia się też wyjątkowo trafna i osadzona w popkulturze alegoria konsumpcjonizmu jako choroby zombie („wśród trupów grup/ groźny każdy krok/ (…) wrzask kości trzask/ i upiorny skrzek/ (…) wśród ruin miast/ i cmentarnych bram /znów muszę mieć /znów zupełnie sam”). Tytułowa piosenka „Afterparty” zapewne odnosi się do absurdu przymusowej zabawy, której wymaga od nas współczesne społeczeństwo. Nie brakuje wypowiedzi komentujących infokratyczną rzeczywistość naszych czasów („Ciągle jestem sam”, „TV panika”).
Po pierwszym przesłuchaniu najlepiej w pamięć zapadną słuchaczowi wszechobecny jazgot i chaos. Warto jednak spróbować przysiąść i zastanowić się nad tym, co łodzianie mają do przekazania. Ta płyta na pewno nie jest łatwa w odbiorze (nie wyobrażam sobie, żeby któryś kawałek poleciał w telewizji albo radiu), dla niektórych może nawet być odrzucająca. Mimo to warto spróbować wziąć się z nią za bary i wysłuchać kilka razy. Jeśli muzyka nadal będzie niestrawna, pozostaje tylko poczytać książeczkę z tekstami.
koniec
25 maja 2008
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Pot i Kreff – Made in Poland: Trzech mężczyzn i fani
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

2 IX 2010

Emerson, Lake & Palmer to zespół kojarzony głównie z monumentalnymi dziełami z lat 70., jak „Tarkus” czy „Brain Salad Surgery”. Nie należy jednak zapominać, że przeżył chwilową reaktywację w latach 90. Dla nas o tyle istotną, że odwiedził wtedy Polskę i pozostawił po sobie trwały ślad w postaci krążka „Live in Poland”.

więcej »

Surferzy z Brooklynu
Michał Perzyna

31 VIII 2010

Zachwytów nad EP-ką „Summertime!” i wielkich oczekiwań względem debiutanckiej długogrającej płyty formacji The Drums było co niemiara. To w jej kontekście mówiło się o nowej odsłonie muzyki gitarowej spod znaku chociażby The Cure, Joy Division, The Smiths i wielu innych. Dzisiaj, już po przesłuchaniu albumu zatytułowanego po prostu „The Drums”, śmiało można powiedzieć, że za oceanem narodziła się nowa gwiazda.

więcej »

Pot i Kreff – Made in Poland: Odkryli sposób na długowieczność!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

26 VIII 2010

Mało brakowało i tego koncertu w ogóle by w Polsce nie było. Zupełnie jakby wszystko sprzeciwiło się występowi The Rolling Stones w naszym kraju. Na szczęście determinacja artystów sprawiła, że ostatecznie zagrali u nas w 2007 roku. I to tak, że klękajcie narody!

więcej »

Polecamy

Niemen na rozdrożu

Tu miejsce na labirynt…:

Niemen na rozdrożu
— Sebastian Chosiński

The Zombies życie po życiu
— Sebastian Chosiński

Kogo śmierć wybierze, ten umrze zaledwie
— Sebastian Chosiński

Muzyka, co serca nam rozdziera
— Sebastian Chosiński

SBB twarde jak Skała
— Sebastian Chosiński

Ulubieńcy Johna Peela
— Sebastian Chosiński

Jak rozwścieczony byk
— Sebastian Chosiński

Krok do „Wieczności”
— Sebastian Chosiński

Quidam w krainie łagodności
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Inne recenzje

Live in Poland, czyli zapowiedzi najciekawszych koncertów 2009, cz. II
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Kapitan bez załogi
— Jarosław Kopeć

Podsumowanie muzyczne roku 2008 (4)
— Jarosław Kopeć

Góralski reggae crossover
— Jarosław Kopeć

Dwugłos: Last Shadow Puppets
— Jarosław Kopeć, Katarzyna Walas

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.