Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 kwietnia 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Pot i Kreff – Made in Poland: Tańcz mną do końca PRL

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedy mówi się o bardzie „Solidarności”, ma się na myśli Jacka Kaczmarskiego. Tymczasem mało brakowało, by tytuł ten sprzątnął mu sprzed nosa artysta, który tak naprawdę z Polską ma niewiele wspólnego – Leonard Cohen.

Leonard Cohen
‹Leonard Cohen w Warszawie›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLeonard Cohen w Warszawie
Wykonawca / KompozytorLeonard Cohen
Data wydania1985
NośnikCD
Czas trwania55:15
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Who By Fire4:06
2) The Law7:40
3) Dance Me to the End of Love4:56
4) There is War4:55
5) The Gypsy's Wife4:55
6) Partisan3:51
7) Sisters of Mercy4:52
8) The Night Comes On5:13
9) Diamonds in the Mine4:45
10) Avalanche4:34
11) Chelsea Hotel No. 24:57
Kanadyjski poeta, pisarz i piosenkarz przyjechał w 1985 roku do Polski z małą trasą koncertową. Nie ograniczył się jednak tylko do śpiewania. W czasie występów wielokrotnie deklarował swoje poparcie dla ruchu „Solidarności” i spotkał się z Lechem Wałęsą. W odwecie aparat partyjny zakazał emitowania jego utworów w środkach masowego przekazu, jednak na zduszenie popularności Cohena było już za późno. Polska oszalała na jego punkcie już na początku lat 80.; stał się u nas większą gwiazdą niż w rodzimej Kanadzie. Jego album „Various Positions” z 1984 r. tylko ugruntował jego pozycję, a utwór „Dance Me to the End of Love” jest do dziś chętnie puszczany w rozgłośniach radiowych.
Cohen zawitał do Polski w 1985 roku w związku z promocją swojego najnowszego dzieła. Jak wspomina, po przekroczeniu Żelaznej Kurtyny przeraziła go szarość, jaką zastał. Pomimo tego zachwyciło go gorące przyjęcie publiczności, którego całkiem się nie spodziewał. Ta energia udzieliła się artyście, który dał serię rewelacyjnych koncertów – o czym można się przekonać, słuchając licznych bootlegów.
Najczęściej można się natknąć na rejestrację koncertu z 22 marca 1985 r., który odbył się w warszawskiej Sali Kongresowej. Można go usłyszeć w kilku wersjach, różniących się długością. Fani na pewno połaszą się na któreś z wydań dwupłytowych, zawierających cały koncert. Pozostałym powinna wystarczyć wersja okrojona do jednego dysku w postaci „Leonard Cohen w Warszawie”. Album ten doskonale oddaje klimat panujący w czasie występów barda; Cohen z godną podziwu energią wykonuje swoje kompozycje, za co publika nagradza go gromkimi brawami. Nie brakuje również wspomnianych wyżej rewolucyjnych przemówień. Nie można również narzekać na dobór repertuaru – poza obowiązkowym „Dance Me to the End of Love” możemy usłyszeć świetne wersje „Who By Fire”, „The Gypsy’s Wife”, „Sisters of Mercy” czy „Chelsea Hotel No. 2”. Należy dodać, że całość jest nagrana w całkiem niezłej jakości i słucha się tego bardzo przyjemnie, nawet jeśli gdzieniegdzie dźwięk trochę ucieka.
Na „Leonard Cohen w Warszawie” czuje się, że ta trasa koncertowa była czymś więcej niż tylko występami znanego artysty. Patrząc z perspektywy lat, można nawet powiedzieć, że była to kolejna jaskółka zwiastująca zmiany, jakie miały niebawem nastąpić w Polsce. Promyk nadziei, który rozbłysnął w ponurych latach 80.
koniec
25 lutego 2010
dodajdo

Komentarze

26 II 2010   08:15:06

Ale jakoś nie znajduję w artykule tezy zawartej w leadzie. Dlaczego o mało nie sprzątnął?

03 III 2010   21:01:57

Bledy w tekscie. Po pierwsze Various (a nie Varius), Chelsea (a nie Chalsea). Dance me... to nie Tańcz mną - to brzmi nieco absurdalnie. Cohen zapisal sie na zawsze w historii literatury i poezji. Obawiam sie ze nie mozna tego powiedziec o Kaczmarskim; przewrotny tytul artykulu, ale nie do konca majacy jakiekolwiek odniesienia do tego co naprawde dzialo sie w tamtych czasach. Cohen do Kaczmarskiego (albo odwrotnie) mial sie nijak.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Więcej takich płyt, panie Schmidt!
Sebastian Chosiński

25 IV 2017

Niemieckie trio psychodeliczno-spacerockowe Electric Moon dało o sobie znać po raz kolejny. I nic w tym dziwnego, bo to grupa, która przez lata wystrzeliwała nowe płyty z szybkością karabinu maszynowego. Na szczęście ostatnio trochę zwolniła tempo, co jak najbardziej pozytywnie odbiło się na jakości produkcji. Wydany w połowie kwietnia album „Stardust Rituals” nie jest może arcydziełem, ale na pewno nikogo nie pozostawi z poczuciem rozczarowania.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
Sebastian Chosiński

20 IV 2017

Moda na rockową muzykę vintage nie przemija. Choć największą popularnością, wnioskując po liczbie zespołów, wciąż cieszy się w Skandynawii, także w wielu innych krajach może liczyć na pozytywny odbiór. Doświadczyła tego między innymi fińska formacja Vinum Sabbatum, której wydany przed paroma miesiącami trzeci album studyjny – „Apprehensions” – spotkał się z nadzwyczaj pozytywnym przyjęciem.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
Sebastian Chosiński

18 IV 2017

Dwadzieścia lat działalności, czternaście płyt długogrających, do tego kilka singli i tak zwanych „czwórek”. Tysiące koncertów pod każdą szerokością i długością geograficzną. A mimo to nad Wisłą trio Zu pozostaje niemal całkowicie nieznane. I raczej nie zmieni się to w najbliższych latach, mimo że szwedzka formacja plasuje się w światowej czołówce awangardowego jazz-rocka, a jej najnowszy album „Jhator” to mroczne arcydzieło.

więcej »

Polecamy

Więcej takich płyt, panie Schmidt!

Tu miejsce na labirynt…:

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Niebiański pogrzeb w świetle księżyca
— Sebastian Chosiński

Rzeczy takie, jakimi są w istocie…
— Sebastian Chosiński

To, co w głowie, i poza nią
— Sebastian Chosiński

Od dixielandu, przez modern, do free jazzu
— Sebastian Chosiński

Elegia o… [chłopcu rumuńskim]
— Sebastian Chosiński

Nie stało się nic złego
— Sebastian Chosiński

Niewiarygodne przygody Norwegów w Nowym Jorku
— Sebastian Chosiński

Scena to dziwna…
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Z tego cyklu

Page & Plant na schodach do nieba
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Statek z nowym kapitanem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwa światy w Chorzowie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Największy z Wielkiej Czwórki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Trzech mężczyzn i fani
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Odkryli sposób na długowieczność!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Folk z rockowym pazurem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Chwila prawdziwych emocji
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wszyscy święci na koncercie Pearl Jam
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najdorodniejsze jeżozwierzowe drzewa rodzą się w Warszawie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Nowy Cohen, stare (dobre) tematy
— Piotr Kilanowski

Pot i Kreff: Na pokładzie lotu „666”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

DC Comics: Minus dziesięć do Punktów Poczytalności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwutakt: Kolejna niezła płyta Wielkiego Zespołu… tylko
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

DC Comics: Ziemskie okno życia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Ludzie-sztosy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Łucznik wyborowy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Może zamiast bić woli pan o tym porozmawiać?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Te pasy i jasne gwiazdy dumnie łopoczące…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Tony Stark vs. HAL-9000
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

DC Comics: Catwoman w Sin City
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

DC Comics: Telefony, telefony…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.