Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 maja 2017
w Esensjopedii w Esensji w Google

Traktuję jazz jako muzykę świecką…

Esensja.pl
Esensja.pl
Maciej Fortuna
Jest jednym z najaktywniejszych muzyków na polskiej scenie jazzowej, choć wiele jego projektów wykracza znacznie poza nawet szeroko rozumiany jazz. Nie tak dawno światło dzienne ujrzała, wysoko oceniona w „Esensji”, płyta nagrana przez Macieja Fortunę z artystami zza Oceanu – „The Last of the Beboppers”.

Maciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
‹The Last Of The Beboppers›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Last Of The Beboppers
Wykonawca / KompozytorMaciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
Data wydania30 listopada 2014
Wydawca Fortuna Music
NośnikCD
Czas trwania47:59
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Dim Sum06:25
2) Dark Dawn in Aurora04:24
3) Early Morning05:50
4) Toast05:00
5) Night05:44
6) Minuet in G09:03
7) The Last of the Beboppers03:58
8) Not This Blues07:17
Sebastian Chosiński: Znajduje Pan czas na sen? Przyglądając się zakresowi Pana aktywności, można nabrać co do tego wątpliwości…
Maciej Fortuna: Dziękuję, być może tak to wygląda z zewnątrz, ale w rzeczywistości mam mnóstwo czasu wolnego. Dzielę go pomiędzy pasję, którą jest sztuka i sport.
Sebastian Chosiński: Nieczęsto się zdarza, aby tak młody artysta mógł się poszczycić tak bogatym i różnorodnym dorobkiem artystycznym. Kto wie, czy zliczając płyty nagrane przez Milesa Davisa do trzydziestego drugiego roku życia, doliczylibyśmy się tylu albumów.
Maciej Fortuna: Myślę że jest wielu artystów, którzy mogą poszczycić się zarówno większą ilością płyt, jak i ich jakością. Tylko nieliczne produkcje są w stanie przetrwać próbę czasu. Za kilkadziesiąt lat zobaczymy, czy stanie się to udziałem któregoś z moich.
Sebastian Chosiński: Jak już jesteśmy przy mistrzach trąbki jazzowej, którego z nich uznaje Pan za swego mentora – Milesa Davisa, Louisa Armstronga, Dona Ellisa, Freddy’ego Hubbarda? Wsłuchując się w Pana nagrania, można odnieść wrażenie, że skutecznie zaciera Pan – nomen omen – „tropy”.
Maciej Fortuna: Staram się szukać inspiracji kompozytorskich w przyrodzie, w książkach do harmonii i wtedy gdy dzielę scenę z przyjaciółmi. Znam wszystkich wymienionych artystów, studiuję ich twórczość, ale nie stanowi ona dla mnie bezpośredniego źródła inspiracji.
Sebastian Chosiński: Jeśli jest się z Polski i gra na trąbce, nie można nie zostać w którymś momencie porównanym, względnie skonfrontowanym z Tomaszem Stańko.
Maciej Fortuna: Bardzo cenię twórczość Tomasza Stańki, rzadko jednak słucham jego płyt, od kilku lat zgłębiam inne podejście do czasu w muzyce niż to, które prezentuje Stańko. Do wspomnianych porównań mam stosunek ambiwalentny.
Sebastian Chosiński: Kolejne Pana płyty pozwalają docenić zakres Pana zainteresowań – od klasycznego jazzu, poprzez muzykę improwizowaną, aż po ethno jazz i eksperymenty z elektroniką. Jazz nie jest świątynią, której opuszczenie grozić może ekskomuniką?
Maciej Fortuna: Traktuję jazz jako muzykę świecką. Dlatego jest mi wszystko jedno, w jakiej stylistyce gram, tak długo jak sprawia mi to przyjemność. Proszę wybaczyć, ale chciałbym się zdecydowanie odciąć od wszelkich postaw kategoryzujących twórców do określonych gatunków muzycznych, w których powinni oni pozostawać „bo tak”. Świat sztuki jest dużo szerszy niż pojęcie „jazz”. Jazz z kolei jest dla mnie fantastycznym punktem wyjścia do innych gatunków muzycznych oraz innych rodzajów sztuki – choćby takich jak malarstwo, film, grafika, performance.
Sebastian Chosiński: Nie boi się Pan eksperymentów. Zastanawiam się jednak, czy kiedy podejmuje Pan kolejne wyzwania, towarzyszą temu jakieś obawy, bezsenne noce? Jak chociażby wtedy, gdy sięgał Pan na utwory Krzysztofa Pendereckiego czy – ostatnio – Romana Maciejewskiego…
Maciej Fortuna: Nic z tych rzeczy się nie zdarza. Stresuję się tylko wtedy, kiedy muszę wstać bardzo wcześnie rano na samolot albo bardzo szybko pakować się na kilkutygodniową trasę koncertową. Ogólnie nie lubię pośpiechu. Jeśli premierze płytowej towarzyszy seria niezliczonych czynności, na które nikt już absolutnie nie ma czasu, to wówczas dzieje się coś, co Pan dokładnie opisuje powyżej (bezsenne noce). Jestem zawsze całkowicie pewny tego, co w danym momencie robię i zawsze daję z siebie wszystko. Oczywiście jest to „wszystko”, co mogę dać z siebie w danym momencie. Możliwe więc, że będę kiedyś chciał coś poprawić. Wtedy nagram ten sam materiał jeszcze raz. Czyż to nie wspaniałe?
Sebastian Chosiński: Nawet gdy sięga Pan po muzykę odległą od jazzu, stara się Pan zachować w swojej grze jazzowe frazowanie w partiach solowych – to świadome zachowanie nici prowadzącej do świata, w którym czuje się Pan bezpiecznie?
Maciej Fortuna: Czuję się bezpiecznie u siebie, wśród znajomych i przyjaciół, paradoksalnie również na trasach koncertowych. Natomiast świat sztuki jazzowej nie ma absolutnie nic wspólnego z bezpieczeństwem. Mi to odpowiada. Dlatego tak gram.
Sebastian Chosiński: Grywa Pan solo, w duecie (chociażby z Krzysztofem Dysem bądź Anną Sudą), ma swoje trio i kwartet, zdarzyło się też Panu nagrać album w kwintecie. Z czego wynikają te ciągłe poszukiwania, roszady w składach?
Maciej Fortuna: Roszady mogą być w szachach. Moje zespoły działają w sposób systematyczny i ciągły. To projekty, które wykonują od kilku do kilkudziesięciu koncertów w roku. Mają specjalnie przygotowane, zróżnicowane kompozycje pisane specjalnie dla artystów, którzy wraz ze mną je tworzą. Zespoły te są dla mnie źródłem nieustannej inspiracji. Nie wyobrażam sobie bez nich swojego świata, a jednocześnie każdego roku dokładam dwa-trzy nowe składy w przedziwnych stylistykach. W tym roku jest to ambientowo-minimalistyczny projekt na trąbkę i organy, multiinstrumentalny zespół inspirujący się polskim folklorem, czy postrockowe trio z domieszką elektroniki i trąbką naturalną. Mam obecnie w planach duże formy interdyscyplinarne, które będą wykonywały działania artystyczne – beze mnie jednak, ale z moją muzyką i według mojego scenariusza.
Sebastian Chosiński: Jako trębacz realizuje się Pan nie tylko w działalności artystycznej, ale również pedagogicznej, wykładając na Akademii Muzycznej w Poznaniu. Przytrafił się Panu uczeń, o którym pomyślał Pan: „Kurczę, w tej chwili umie więcej, niż ja w jego wieku!”?
Maciej Fortuna: Oczywiście, że się trafił i to nie raz! Zawsze mnie to cieszy, bo uważam, że to namacalny dowód na rozwój i ewolucję – tak społeczeństwa, jak i sztuki. Jeśli tylko mogę, polecam studentów do różnych wydarzeń artystycznych. Właśnie odebrałem video z wrześniowego wydarzenia w Poznaniu – występowaliśmy wspólnie z moimi studentami Kubą Jankowiakiem i Patrykiem Rynkiewiczem na wieży ratusza, grając hejnał Poznania w wersji jazzowej. Możecie to obejrzeć na moim kanale YouTube albo na profilu Facebook. Zresztą tych przykładów jest dużo więcej. Zależy mi, żeby moi studenci po skończonych studiach mieli pracę. W tym roku będę miał pierwszego magistranta. Na razie obserwuję, ile grają, będąc na studiach i mogę się pochwalić że są hiperaktywni.
Sebastian Chosiński: Jak doszło do Pana współpracy z amerykańskim saksofonistą Mackiem Goldsburym?
Maciej Fortuna: Zaczęło się niepozornie. W 2006 roku jako student spotkałem Macka na Euroregionalnych Warsztatach Jazzowych w Gorzowie Wielkopolskim. Dwa lata później zagraliśmy wspólnie koncert. Później była trzytygodniowa trasa koncertowa i jeszcze tego samego roku Mack zaprosił mnie do berlińskiego klubu A-Trane na trzy koncerty gwiazdkowe. Był grudzień 2008 roku i okazało się, że te trzy noce były na tyle magiczne, że Mack postanowił wydać z nich płytę. Kiedy w 2010 roku ukazał się album „Arteisa Sunrise”, był mój pierwszy krążek jazzowy nagrany na żywo podczas koncertu.
Sebastian Chosiński: Co rzadkie w polskim środowisku jazzowym, jest Pan muzykiem mającym – jak Mikołaj Trzaska – własną wytwórnię płytową. To przejaw niezadowolenia z funkcjonowania innych firm, z którymi wcześniej Pan współpracował, czy też dążenie do absolutnej artystycznej wolności?
Maciej Fortuna: Wytwórnia Fortuna Music to przejaw kreatywności, niezależności i niczym nieposkromionej radości tworzenia. Proszę mi wierzyć, moje projekty nie powstałyby pod egidą większej części innych wytwórni. Chociażby wspomniany przez Pana album „Tropy” – miał stać się udziałem jednego z czołowych polskich wydawców muzyki jazzowej. Został odrzucony. Utwierdziło mnie to tylko w konieczności rozbudowania istniejącej od 2009 roku Fortuna Music. W listopadzie 2013 roku wydałem „Tropy”, a one zdobyły czołowe miejsca w ankietach krytyków i zostały uznane za jeden z najlepszych albumów jazzowych roku.
Sebastian Chosiński: Wydawane pod szyldem Fortuna Music płyty mają jednakową szatę graficzną. Nie sądzi Pan, że to trochę jednak zubaża stronę edytorską?
Maciej Fortuna: Płyty stanowią charakterystyczną kolekcję, o której przesądzają właśnie okładki. Obecnie kolekcja ta składa się z kilkunastu albumów. Na przestrzeni lat zostanie rozbudowana do kilkuset. Cieszy nas to, że krążki te są wyjątkowo łatwo rozpoznawalne na całym świecie i dlatego zdecydowaliśmy się na taką, a nie inną szatę graficzną. Najważniejszą częścią wydawnictw Fortuna Music jest ich wnętrze, a jak wiadomo „najpiękniejsze jest niewidoczne dla oczu”.
Sebastian Chosiński: Promocja „The Last of the Beboppers” pociągnie za sobą koncerty w Stanach Zjednoczonych, w Europie, w Polsce?
Maciej Fortuna: Nie tak dawno wróciłem z USA z koncertów promujących album. Jego premiera miała tym razem miejsce w Stanach Zjednoczonych wcześniej niż w Polsce, ale to dlatego że tam właśnie album został nagrany. Planujemy koncerty w Polsce jesienią 2015 roku. Będę jednak ponownie w USA w maju 2015 i wówczas z pewnością zagramy ten materiał.
Sebastian Chosiński: Czym Maciej Fortuna zaskoczy nas w najbliższych miesiącach?
Maciej Fortuna: Wolałbym pozostawić to w sferze niedopowiedzeń, jest mnóstwo rzeczy którymi jeszcze Was zaskoczę i nie wiem od czego zacząć.
koniec
18 grudnia 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zawsze oczekiwałam od sztuki wzruszeń, a teraz pragnę ich dostarczać
Anna Przybył

9 V 2017

Debiutancka płyta Anny Przybył ma być powiewem świeżości na polskiej scenie lirycznego popu i piosenki poetyckiej. Artystka pod koniec kwietnia wydała „Pragnienia”, album nagrany we współpracy z kierownikiem produkcji i twórcą większości aranży Jackiem Hoduniem oraz realizatorem dźwięku, siedmiokrotnym laureatem Fryderyka, Leszkiem Kamińskim. Z młodą wokalistką, kompozytorką i poetką rozmawiamy o znaczeniu emocji, „Podwójnym życiu Weroniki” i Halinie Poświatowskiej.

więcej »

Proces twórczy to dość tajemnicza sprawa
Marta Bałaga

17 VIII 2014

Podczas koncertu na tegorocznym Flow Festival amerykańska piosenkarka Marissa Nadler przez cały czas stoi na palcach. Jest malutka, o wiele drobniejsza niż wskazywałyby na to materiały promocyjne usiłujące zrobić z niej drugą Ditę Von Teese. Jest też nieśmiała – z zamkniętymi oczami koncentruje się na muzyce prawie nie odzywając się do publiczności. Od czasu do czasu poprawia tylko czerwoną sukienkę.

więcej »

Cannes 2014: Opowieść o przyjaźni
Marta Bałaga

29 V 2014

Z pochłaniającą w przerwach między pytaniami batoniki reżyserką filmu „Soul Boys of the Western World” George Hencken i poruszającym się o kulach liderem zespołu Tonym Hadleyem o fenomenie Spandau Ballet, modowych wpadkach i Miley Cyrus rozmawia Marta Bałaga.

więcej »

Polecamy

Widok z góry najwyższej

Tu miejsce na labirynt…:

Widok z góry najwyższej
— Sebastian Chosiński

Ku chwale Katalonii
— Sebastian Chosiński

„Czarna śmierć” i „trzy szóstki”
— Sebastian Chosiński

Patrząc w przyszłość z głową w przeszłości
— Sebastian Chosiński

Niepokój niejedną ma barwę
— Sebastian Chosiński

Zmartwychwstanie po czterdziestu latach
— Sebastian Chosiński

Prawdziwe oblicze pana Haydena. Petera Haydena!
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu życia w Kosmosie
— Sebastian Chosiński

Więcej takich płyt, panie Schmidt!
— Sebastian Chosiński

Hammondziści wszystkich krajów, łączcie się!
— Sebastian Chosiński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.