Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 grudnia 2017
w Esensji w Esensjopedii

Zło ma wiele twarzy

Esensja.pl
Esensja.pl
Neurothing
[1] 2 »
Neurothing swoim albumem „Murder Book” zaspokoił apetyty wielu wielbicieli technicznego, matematycznego metalowego grania. Za sprawą zarówno muzyki i konceptu tekstowego (mówiącego o seryjnych mordercach) oraz bardzo profesjonalnej, jak na underground, promocji sprawiają wrażenie kolejnego polskiego zespołu, który ma szanse na zrobienie kariery poza granicami. O tym wszystkim opowiadają wokalista Fajfer i gitarzysta Sloma.

Neurothing
‹Murder Book›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMurder Book
Wykonawca / KompozytorNeurothing
Data wydania1 czerwca 2009
NośnikCD
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Utwory
CD1
1) Hope
2) Kill It
3) Hands of Death
4) High Pain Threshold
5) My Cell
6) Raskolnikov
7) Railroad Track
8) Infinity
9) King Rat
10) More Than Time
11) Last Page Has Begun
Jacek Walewski: Co słychać w obozie Neurothing?
Fajfer: Słychać „Murder Book” i to bardzo głośno!!! Trwają przygotowania do naszej pierwszej po wydaniu płyty trasy Murder Code Tour. Ćwiczymy mordercze dźwięki i pracujemy nad promocją tego wydarzenia.
JW: Skoro o koncertach mowa, czy ciężko jest odtworzyć na żywo tak złożoną muzykę?
Sloma: To kwestia indywidualnych predyspozycji, jak długo będziesz uczył się bardziej złożonego materiału, ale kiedy masz już wszystko opanowane, to na żywo, jak dla mnie, nie ma większej różnicy, czy to jest mniej, czy bardziej zakręcona muzyka. Jest oczywiście pewna niedogodność, bo więcej trzeba grać i jest mniej czasu na szczerzenie się do ludzi przy barierkach, ale coś za coś (śmiech).
JW: Choć Neurothing jest zespołem o stosunkowo krótkim stażu, jego członkowie nie są początkującymi muzykami. W szczególności interesuje mnie informacja zawarta w materiałach promocyjnych dotycząca współpracy któregoś z Was z orkiestrą symfoniczną…
Sloma: A w różnych projektach się uczestniczyło. Jednym z nich właśnie był taki, który miał łączyć szeroko pojętą „muzykę metalową” z muzyką symfoniczną. Jednak nie na zasadzie tła. Miało to tworzyć równorzędną i wyważoną całość. Jest taka potęga w brzmieniu dużej orkiestry symfonicznej, że w połączeniu z agresywnymi gitarami i sekcją rytmiczną może to naprawdę zmieść łeb jednym akcentem. Było nawet publiczne wykonanie w Filharmonii Poznańskiej w czerwcu 2004 roku. Niezapomniane wrażenia…
JW: Podejrzewam. Z tego co mówisz wnioskuję, że nie uważasz „S&M” Metalliki za zbyt udany album?
Sloma: Ależ nie, nie w tym rzecz. Mówię o tym, jakie były założenia tamtego projektu i w żaden sposób nie staram się oceniać innych produkcji. Nie twierdzę, że tak jest lepiej, tylko wtedy chcieliśmy zrobić to trochę inaczej niż na większości płyt. W przypadku wspomnianej „S&M”, Michael Kamen wykonał świetną robotę i jest to według mnie bardzo udany album. Podoba mi się też „Visions Fugitives” grupy Mekong Delta. Polecam również inne pozycje z repertuaru tego zespołu.
JW: Co Was zafascynowało w math metalu?
Sloma: W math metalu chyba nic. Nawet nie do końca łapię się w tym, co to niby jest. Bo przecież nie ma math popu czy math electro, nie? Albo takie The Prodigy, co to niby jest? Math rave, math dance czy math industrial? A tak całkiem poważnie, to osobiście bardzo lubię złożone struktury w muzyce, ale nikt z nas nie planował tego, co będziemy grać. Po prostu gramy to, co sprawia, że mamy ochotę nadal grać i to wszystko.
JW: Wykonujecie jednak bardzo techniczny, wykalkulowany gatunek, kojarzący się wielu z muzyką pozbawioną emocji. Czy zgadzacie się z tą opinią?
Fajfer: Nie. Emocji w muzyce pozbywają się ludzie i to nie przez wykonywany gatunek, tylko przez wyrachowanie. W przypadku Neurothing nie jest ważne, czy nazwiemy to math czy nie, jest bardzo dużo emocji. Zdarza nam się ją zabić z zimną krwią, ale zazwyczaj aż wrze od emocji.
Sloma: Właśnie, niepotrzebnie wracamy do tej nieszczęsnej nazwy, math metal, która jest równie „zjadliwa” jak plastikowy banan. Każda muzyka niesie ze sobą jakieś emocje.
JW: Słuchając Waszego debiutu, „Murder Book”, trudno nie odnieść wrażenia, że inspirujecie się twórczością Meshuggah. Czy nie boicie się, że przez to ktoś pobieżnie przesłuchujący płytę zaszufladkuje Was jako polski odpowiednik tego zespołu?
Fajfer: Tak się boimy, że nawet z tej szuflady nie wychodzimy, tylko wystawiamy czasami oczy, żeby zobaczyć czy ludzie już zmądrzeli czy jeszcze nie. Na szczęście do tej szuflady wpadają też recenzje i opinie, które nie poruszają sprawy wyżej wymienionego zespołu, a bardziej skupiają się na dogłębnym słuchaniu „Murder Book”.
JW: Słuchanie Waszej muzyki jest jak oglądanie thrillera, w którym ciągle zdarzają się zmiany akcji. Czy komponując utwory myślicie o tym, by jak najbardziej zaskoczyć słuchacza?
Sloma: Zupełnie nie. Naprawdę nie robimy tego z myślą o słuchaczach. Prędzej bym zaryzykował stwierdzenie, że czasem lubimy zaskakiwać siebie nawzajem i póki co cieszymy się, że nie musimy nikogo innego zaskakiwać, spełniać czyichś oczekiwań czy robić materiału na jakiś określony w papierach termin. Te nagłe zmiany akcji to również element codziennego życia i to właśnie one nadają życiu smak. Podobnie chyba jest z naszą muzyką.
JW: W wielu momentach płyty poukrywaliście smaczki, słyszalne dopiero przy którymś z kolei przesłuchaniu. Tak z własnej ciekawości – co to za ciche „trąbienie” gdzieś w połowie „Railroad Track”?
Sloma: Szczerze mówiąc nie wiem, może za głośno słuchałeś (śmiech). Muszę posłuchać, bo serio nie kojarzę o którym miejscu mowa. Ale faktycznie kilka detali tam się pod spodem ukrywa, w słuchawkach słychać z pewnością dużo więcej.
JW: Ważnym elementem Waszego stylu zdaje się być wokal. Bardzo ciekawie wypadają zwłaszcza fragmenty, w których nakładają się na siebie dwie odmienne ścieżki wokalne…
Fajfer: Wokal miał być elementem tej muzyki, miał stanąć na równi z pozostałymi instrumentami. Jak pewnie zauważyłeś, muzyka Neurothing to nie akompaniament dla wokalisty, tylko spójne, wypełniające się nawzajem dźwięki. Bardzo dużo tu dialogu wokali z reszta instrumentów, a że numery zmieniają swój klimat dość często, to wokale powinny za tym podążać. To chyba doprowadziło do schizofrenii wokalisty, stąd to rozdwojenie (śmiech).
JW: Masteringu całego materiału dokonał Robert Katz z Digital Domain. Dlaczego zdecydowaliście powierzyć tą pracę komuś zza granicy?
Sloma: Bo odkąd interesuję się tematem pro audio, zawsze chciałem żeby kiedyś mastering naszej płyty zrobił właśnie Bob Katz. Myślę, że to dość prosty, ale solidny argument.
JW: Dość zagadkowo prezentuje się okładka płyty. Co właściwie przedstawia?
Sloma: No właśnie, dobre pytanie (śmiech). Zarówno front okładki, jak i cała poligrafia tej płyty przedstawia coś, co musisz sam sobie zinterpretować. Wiem, wszyscy tak gadają, ale myślę, że warto zagłębić się w warstwę tekstową płyty i wtedy spróbować zobaczyć to „coś”, co jest okładką „Murder Book”. Fajnie jest odkrywać ciągle jakieś nowe detale, być może nawet nowe znaczenia, to tak jak z tym „trąbieniem” w „Railroad Track” (śmiech).
JW: „Murder Book” jest koncept albumem, dotyczącym seryjnych morderców. Co Was zafascynowało w tym temacie?
Fajfer: Człowiek, to czym jesteśmy. Szaleństwo, które doskonale pasowało do dźwięków „Murder Book”. Niekoniecznie szczątki ludzkie w lodówce Dahmera, a bardziej co się dzieje w naszych głowach i jak to ujawniamy albo ukrywamy na co dzień.
JW: Można więc uznać, że paradoksalnie, choć Wasza muzyka bywa odhumanizowana, jesteście jak najbardziej humanistami?
Fajfer: Tak, używamy mózgu i serca, więc jak najbardziej. Zastanawiam się tylko dlaczego bardziej skomplikowana muzyka zasługuje na miano „odhumanizowanej”. Niestety nie mam za bardzo pojęcia co się kryje za tym określeniem.
JW: Pisanie tekstów dotyczących tego tematu wymagało zapewne wgłębienia się w literaturę jego dotyczącą. Jakie pozycje w szczególności są warte, Waszym zdaniem, uwagi?
Fajfer: Przede wszystkim to historia ludzkości, brutalna historia chrześcijaństwa, a poza tym biografie, relacje i wywiady. Wnioski zaprowadzą Cię prosto do „Zbrodni i kary” i „Alicji w Krainie Czarów”, a potem do „Murder Book”. Mam jeszcze kilka ciekawych pozycji na półce np. porównanie życiorysów Stalina i Hitlera oraz 10-tomowy przegląd przez seryjnych morderców, który był inspiracją do tytułu „Murder Book”. W tych prawdziwych relacjach też jest dużo humoru. Maski, klauni, pomarańczowe skarpetki jednej z ofiar Lucasa i Toola, jednym słowem cyrk. Dla ludzi to jest właśnie rozrywka. „Chleba i igrzysk”, kojarzysz?
JW: Tak, zabijanie i krzywdzenie innych w pewien sposób może nas bawi. Stąd zapewne geneza choćby wspomnianych przez Ciebie igrzysk czy filmów sensacyjnych… Zło jest, Twoim zdaniem, pociągające?
Fajfer: Najpierw musimy określić co to jest zło. I to właśnie robi człowiek, wyznacza zasady, ramy, religie, co oczywiście jest obłudne. To właśnie tworzy systemy, według których musimy żyć, rodzi nietolerancję i brak myślenia. Pociągające jest szaleństwo i poddanie się instynktom, przekroczenie pewnych granic, pokonanie strachu i wyznaczonych norm. Wtedy zorientujemy się, że zło ma wiele twarzy, dokładnie tak jak to przedstawia David Lynch, każdy z jego filmów to kolejne opętanie człowieka. Niesamowicie pociągające… A dla przeciętnego zjadacza chleba, to właśnie jest najlepsza pożywka, zobacz sobie te wszystkie strony internetowe, na których można kupić wszelkiego rodzaju gadżety dotyczące seryjnych morderców. To właśnie ludzi pociąga… Fartuszek kuchenny z Edem Geinem albo reklama społeczna prezerwatyw z Adolfem Hitlerem. Ale to nie jest złe…
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

09 I 2010   12:56:27

Świetny wywiad! Zajebiste pytania, wszystko o co ja chciałbym się ich zapytać po murder book:D

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Zawsze oczekiwałam od sztuki wzruszeń, a teraz pragnę ich dostarczać
Anna Przybył

9 V 2017

Debiutancka płyta Anny Przybył ma być powiewem świeżości na polskiej scenie lirycznego popu i piosenki poetyckiej. Artystka pod koniec kwietnia wydała „Pragnienia”, album nagrany we współpracy z kierownikiem produkcji i twórcą większości aranży Jackiem Hoduniem oraz realizatorem dźwięku, siedmiokrotnym laureatem Fryderyka, Leszkiem Kamińskim. Z młodą wokalistką, kompozytorką i poetką rozmawiamy o znaczeniu emocji, „Podwójnym życiu Weroniki” i Halinie Poświatowskiej.

więcej »

Traktuję jazz jako muzykę świecką…
Maciej Fortuna

18 XII 2014

Jest jednym z najaktywniejszych muzyków na polskiej scenie jazzowej, choć wiele jego projektów wykracza znacznie poza nawet szeroko rozumiany jazz. Nie tak dawno światło dzienne ujrzała, wysoko oceniona w „Esensji”, płyta nagrana przez Macieja Fortunę z artystami zza Oceanu – „The Last of the Beboppers”.

więcej »

Proces twórczy to dość tajemnicza sprawa
Marta Bałaga

17 VIII 2014

Podczas koncertu na tegorocznym Flow Festival amerykańska piosenkarka Marissa Nadler przez cały czas stoi na palcach. Jest malutka, o wiele drobniejsza niż wskazywałyby na to materiały promocyjne usiłujące zrobić z niej drugą Ditę Von Teese. Jest też nieśmiała – z zamkniętymi oczami koncentruje się na muzyce prawie nie odzywając się do publiczności. Od czasu do czasu poprawia tylko czerwoną sukienkę.

więcej »

Polecamy

Animacje z antypodów

Słuchaj i patrz:

Animacje z antypodów
— Beatrycze Nowicka

Muzyka zaangażowana
— Beatrycze Nowicka

Konotacje
— Beatrycze Nowicka

Z wiatrem
— Beatrycze Nowicka

Trochę humoru
— Beatrycze Nowicka

Niebieski kapturek
— Beatrycze Nowicka

Listopadowy wieczór
— Beatrycze Nowicka

Polska ilustrowana
— Beatrycze Nowicka

Epickie buty bogini
— Beatrycze Nowicka

Dyskretny urok ołówka
— Beatrycze Nowicka

Zobacz też

Inne recenzje

Matematyczny łamaniec głowy
— Jacek Walewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.