Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Imperialna Opowieść Wigilijna

Grzegorz Wiśniewski
Za drzwiami Sali Tronowej czekał na niego Vader i pół tuzina pomniejszych parów Imperium. Vader ubrany był w swój odświętny, w odróżnieniu od roboczego, czerwony płaszcz i taką też zbroje. Hełm udekorował też gustowna, holograficzna broda, jako, że tego dnia miał wziąć udział w charytatywnym pojedynku na świetlne miecze w przedszkolu imienia Pogromców Rebelii. Oddał pokłon, parowie również.

Grzegorz Wiśniewski
‹Imperialna Opowieść Wigilijna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułImperialna Opowieść Wigilijna
Opis„Imperialna Opowieść Wigilijna” jest pierwszym opowiadaniem z cyklu dowcipnych tekstów, w których Greg Wiśniewski przetwarza fabuły znanych filmów fantastycznonaukowych, aby nadać im świąteczny charakter. Na początek padło oczywiście na „Gwiezdne Wojny”.
Gatunekhumor / satyra, SF
Ta standardowa, imperialna doba była jak zwykle uroczysta. Wielkie generatory V-dzwięków, specjalnie zamontowane na strzelistych wieżach Pałacu Imperialnego, punktualnie o zachodzie słońca zaczęły odtwarzanie Imperialnego Marszu. Dobrze znana mieszkańcom Coruscant melodia tym razem pobrzmiewała frywolnie i żartobliwie, starając się odprężyć i uszczęśliwić słuchaczy. A było ich mnóstwo jako, ze V dźwięki bez trudu przenikały do wszystkich pomieszczeń w okolicy. Poza sypialnia Imperatora, oczywiście.
Zresztą miejsce to była sypialnia tylko z nazwy. Imperator Palpatine nie sypiał prawie wcale, bo któżby zmrużył oko w tym zawodzie. Odbijało się to oczywiście na jego zdrowiu, zwłaszcza na cerze i stanie uzębienia, ale stanowiło cenę, którą trzeba było zapłacić za ten rodzaj władzy. Zawsze to lepsze niż nerwica jakiej zwykle doświadczał dowolny republikanin, czy inny demokrata.
Tak i tym razem Jego Wysokość nie spał, zajęty medytowaniem. Monotonnym, cierpliwym głosem powtarzał ułatwiającą koncentrację mantrę:
– Tiepier nada zdat’. Adin, dwa, tri, czietyrie…
Coś poruszyło się w komnacie. Palpatine wyczuł to, chociaż skupiona wokół niego Ciemna Strona niczego nie wykazała. Wykonał drobny ruch dłonią. Za nim rozległ się charkot, odgłos padającego ciała i grzechot tłuczonej zastawy. Imperator obejrzał się. „Cholera. Na starość robię się zbyt nerwowy”, mruknął w myślach. Na podłodze leżał służący, a wokół niego potrzaskane naczynia do niedawna zawierające śniadanie. Palpatine przestąpił go i podszedł do starożytnego, wielkiego kominka, do miejsca gdzie powiesił swoja Szczęśliwą Skarpetę.
Była pusta!
Na moment zamarł ze złości, potem Ciemna Strona owładnęła nim w pełni. Zacisnął dłonie i wyprostował je, pozwalając bryznąć błyskawicom Mocy wprost na półtorametrowej wysokości puchar, wręczony mu ongiś przez rząd Alderaanu. Zanim poznał swój błąd, było za późno – powinien się spodziewać wszystkiego po tych sympatykach Rebelii. Zamachowcy z Alderaannu napełnili puchar popcornem, którego nie zdołały wykryć czujniki antyterrorystyczne Pałacu. Popcorn, pod wpływem temperatury, napęczniał i z mordercza siłą wydobył się na zewnątrz…
Gwardziści Imperium, których czerwone stroje tego dnia udekorowano dodatkowo holograficznymi brodami, z zaskoczeniem przyjęli rumor w komnacie Imperatora. Jeden z nich przyłożył ucho do drzwi i wydało mu się, ze słyszy bardzo, ale to bardzo ordynarne przekleństwa, wymawiane tuz za drzwiami, ale jakby bez otwierania ust. Chwile później drzwi puściły i tsunami popcornu wdarła się na korytarz. Po kilku minutach Imperator został wyrzucony na brzeg, tuz przy wiodących do sali tronowej schodach. Wstał, z godnością otrzepał pelerynę z popcornu i ruszył pod górę.
Za drzwiami Sali Tronowej czekał na niego Vader i pół tuzina pomniejszych parów Imperium. Vader ubrany był w swój odświętny, w odróżnieniu od roboczego, czerwony płaszcz i taką też zbroje. Hełm udekorował też gustowna, holograficzna broda, jako, że tego dnia miał wziąć udział w charytatywnym pojedynku na świetlne miecze w przedszkolu imienia Pogromców Rebelii. Oddał pokłon, parowie również.
– Witam cię… khhhhh, panie.
– Powstań, lordzie. Mamy do przedyskutowania ważne kwestie.
Vader powstał.
– Jakie jest… panie…khhhh…coś przykleiło się do… khhhh… Waszej peleryny – powiedział. – To chyba…
– Popcorn, wiem – przerwał Imperator ze złością. – To sprawka tych republikańskich drani z Alderaan. Przypomnij mi o nich, gdy ty i Tarkin skończycie już tę Gwiazdę Śmieci…
– …Śmierci – odruchowo poprawił Vader.
– Yeah, whatever – Imperator nie skupiał się na szczegółach. – W tej chwili mam dla ciebie inne zadanie. Odczułem silne zaburzenie Mocy. Mamy nowego wroga.
Ilustracja: Andrzej Diaczuk
Ilustracja: Andrzej Diaczuk
– Luke Skywalker? …khhhh…To tylko chło…
– Kto? Nie, nie chodzi o twojego syna – przerwał Palpatine. – Chodzi o tego skur… to znaczy, drania w czerwonym kubraku, który rozdaje prezenty.
– Obi-Wan nie może mu …khhhh…pomoc… – kontynuował Lord.
– Zobacz co dzisiaj znalazłem Wiesz Gdzie – Imperator pokazał Vaderowi przedmiot zaciśnięty w dłoni. Mały kawałek rózgi.
– Gdybyśmy go mogli …khhhh…skaptować, stałby się silnym… khhhh… sojusznikiem – dodał konserwatywnie Vader.
– Tak… Tak. Byłby to świetny nabytek…Czy może się tak stać?
– Przyłączy się do nas lub …khhhh…zginie, panie.
Vader przykląkł z dłonią na sercu. Potem powstał.
– Dobra, ale to później – powiedział Imperator. Wskazał na jednego z parów Imperium. – Chyba możemy zacząć…
Wezwany wysoki człowiek z długimi, zręcznymi palcami dosiadł się do niewielkiej skrzynki, z której boku wystawał parapet, złożony z klawiszy w monochromatycznych kolorach. Zagrał krotka melodię i zaczął śpiewać:
– Teraz, zawsze, wszędzie, będzie to Charleston! Charleston! I…
Palpatine, zamierzający właśnie usiąść na swoim tronie, z wbudowanym pilotem do Holonetu, poderwał się jak dźgnięty i poprzez Moc strzelił pianistę w ucho. Tamten natychmiast, płynnie, zmienił melodie.
– Ciiiiiiiicha noc, święęęęęęta noc…
Na moment, chwilę przeciągnięta w kilkadziesiąt minut, w komnacie tronowej zapanowała harmonia. Imperator i parowie, zgromadzeni przy stożkowej roślinie z Su-Omi, skąpani w świetle kominka, śpiewali piosenki i napawali się własnym spokojem. Vader nie mógł śpiewać więc charczał do rytmu. Potem złożyli sobie życzenia i wreszcie zwrócili ku prezentom, wielkim pudłom owiniętym w kolorowe polimery. Na wyścigi dopadli do nich i zaczęli zdzierać opakowanie.
– O! ….khhh… Dostałem nowy filtr do miecza! – Vader z zachwytem otworzył pudełko. – Pomarańczowy!
– Żebyś wyglądał nieco weselej – powiedział Palpatine, otwierając swoje pudło. – Z ty czerwonym ci nie najlepiej, straszysz wszystkich – dotarł wreszcie do zawartości. – O rany! Kieszonkowy aparat do klonowania! Marzyłem o nim! Dziękuję!
Parowie również wyglądali na zadowolonych. Każdy dostał ochraniacz na krtań i antystatyczną kamizelkę.
– Hej, – powiedział nagle jeden, wskazując na dodatkowy prezent pod choinką. – A to dla kogo?
– Dla mnie! – Palpatine zawdzięczał wszystko, co posiadał zdolności do szybkiego podejmowania decyzji. – Dla mnie!!!!
Bez zwłoki dopadł do pudła. Za szybko. Tykanie, dobiegające ze środka było dość łatwe do usłyszenia.
• • •
Millenium Vulture stał na najbardziej podejrzanym lądowisku w okolicy Pałacu Imperatora. Obok niego stał niezwykły pojazd wyglądający jak naddźwiękowe sanie, ale zaprzężony w szóstkę czworonożnych, rogatych zwierząt. Jego pilot, w czerwonym kombinezonie i z długą, białą brodą, stał obok rozmawiając z grupą dobrze uzbrojonych ludzi o twarzach banitów.
– Dobrze zrobiliście, Mikołaj – powiedział generał Crix Madine klepiąc poufale rozmówcę po ramieniu.
– Nie jestem taki pewien… Co było w tej paczce? – zapytał odziany na czerwono człowiek.
– To, na co zasłużył – odparł Madine. – Tak jak powiedziałem.
– Mam wątpliwości, czy to co mówisz jest prawdą…
– To nieważne, Mikołaj. Jak to wszystko się skończy to i tak my będziemy przydzielać koncesje. Pewnie będziesz chciał jedną? – Madine spojrzał na zegarek. Już czas…
Od strony Pałacu Imperium dobiegł odgłos gigantycznej eksplozji…
• • •
– Mmmmmmówiłem…khhhh…mmmmmówiłem…khhhh…że to nie…khhhh…petarda… – wykrztusił Vader, gdy dym nieco opadł. Z jego zbroi i płaszcza niewiele zostało. Imperator, leżący obok, nie wyglądał dużo lepiej. Dużo lepiej wyglądał od parów Imperium, którym eksplozja pourywała głowy. Tylko pianiście urwało ręce, więc sam popełnił samobójstwo.
– Jak oni śmieli… – wycedził Palpatine, nadal niedosłysząc na jedno ucho. ? W Święta!… Ja im pokażę!
– Co takiego,…khhh…panie? – zapytał Vader.
– Nic. Zaczynamy wojnę domową. Załatwimy ich.
A potem dodał ciszej, z nie tajonym smutkiem:
– Nic nie przebiega tak jak przewidziałem….
koniec
1 stycznia 1999
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Odbicie w lustrze
Tomasz Jarząb

18 XI 2017

Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opar absurdu
Adrianna Filimonowicz

11 XI 2017

Zabrzmiała wrogo, ale po reakcjach jej mózgu wyczułem obniżenie nastroju. Z obserwacji wiedziałem, że w tych lepszych chwilach zawsze dopadał ją strach przed samotnością. Niemalże byłem w stanie wykryć wzorzec fal elektromagnetycznych emitowanych przez jej neurony w takich chwilach. Zrobiło mi się jej żal.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Tolkienowska opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Obca opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Matriksowa Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chwała ogrodów, błoto i morze
— Michał R. Wiśniewski

Kategoria A
— Michał R. Wiśniewski

Niewielka wojna
— Michał Kubalski

Noel Profesjonał
— Grzegorz Wiśniewski

Tygrys! Tygrys! Tygrys!
— Grzegorz Wiśniewski

Pies, czyli kot
— Grzegorz Wiśniewski

Dobrzy, źli ludzie
— Grzegorz Wiśniewski

Płomień Tiergarten
— Grzegorz Wiśniewski

Mój brat, Kain
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.