dzisiaj: 2 września 2010
w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Nominacje do Książki Roku 2009  –  Esensja

Bardzo czarna dziura

Milena Wójtowicz
Strona [«][‹] 1 z 6 [›][»]
W ciągu ostatnich dziesięcioleci Imperium przechodziło burzliwe zmiany wewnętrzne. Rządząca dynastia, dla bezpieczeństwa, starała się, żeby co najmniej trzy sztuki potencjalnych następców tronu znajdowały się w bezpiecznych kryjówkach. Miejsce pobytu nie zawsze było szczęśliwie dobrane i w rezultacie jeden z książąt splamił honor rodziny dołączając do pokojowego, demokratycznego Zjednoczenia Planet, inny uciekł z dworu do pustelni na opuszczonej planecie, doszło do kilku mezaliansów, a obecna królowa, wychowywana między innymi w siedzibie mrocznej sekty zabójców, w tawernach portowych, w szkole inżynierów i w tajemniczych świątyniach, przyłączyła się jednej z pirackich band.

Milena Wójtowicz
‹Bardzo czarna dziura›

AutorMilena Wójtowicz
TytułBardzo czarna dziura
OpisLublinianka, urodzona w 1983 r. Dużo czyta, najchętniej sięga po książki przy których może się śmiać – bardzo lubi cykl Świata Dysku Terry’ego Pratchetta. Od dwóch lat pisze humorystyczne opowiadania, ale publikacja na łamach „Esensji” jest jej debiutem.
Najwyższy spośród ministrów, pierwszy spośród wszystkich najpotężniejszych przemierzał nerwowo korytarze. Gdyby nie to, że budulec był trwały, wydeptałby w podłodze małą kotlinę. Człowiek, przed którym drżeli władcy sąsiednich światów, dreptał nerwowo, stanąwszy przed problemem, który przerastał nawet jego. Największym zmartwieniem pierwszego wezyra Imperium Dwunastu Planet, było to, że miał królową.
Nie była specjalnie kłopotliwa. Nie próbowała rządzić, nie interesowała jej polityka, nie znosiła narad. Prawdę mówiąc, w ogóle jej nie było. To znaczy nie było jej w pałacu. Gdzieś indziej z pewnością była. Wezyr mógł przyjąć z bardzo dużym prawdopodobieństwem, że znajduje się na pokładzie statku pirackiego „Pirania”, przebywającego obecnie w sąsiedniej galaktyce. Bardzo prawdopodobne było również, że w tej chwili dokonuje abordażu, rabuje, morduje albo upija się do nieprzytomności w towarzystwie innych piratów. Istniało również małe prawdopodobieństwo, że zgodnie ze swoją funkcją głównego mechanika akurat coś naprawia, ale wezyr znał swoją królową i wiedział, że to naprawdę mało prawdopodobne.
W ciągu ostatnich dziesięcioleci Imperium przechodziło burzliwe zmiany wewnętrzne. Rządząca dynastia, dla bezpieczeństwa, starała się, żeby co najmniej trzy sztuki potencjalnych następców tronu znajdowały się w bezpiecznych kryjówkach. Miejsce pobytu nie zawsze było szczęśliwie dobrane i w rezultacie jeden z książąt splamił honor rodziny dołączając do pokojowego, demokratycznego Zjednoczenia Planet, inny uciekł z dworu do pustelni na opuszczonej planecie, doszło do kilku mezaliansów, a obecna królowa, wychowywana między innymi w siedzibie mrocznej sekty zabójców, w tawernach portowych, w szkole inżynierów i w tajemniczych świątyniach, przyłączyła się jednej z pirackich band. Kiedy zamieszki ucichły i należało powitać nowego władcę, okazało się, że tylko ona jest w zasięgu. Wezwana przyszła królowa przybyła, została ukoronowana, na bankiecie piła do piątej nad ranem, a potem wylała sobie na głowę wiadro zimnej wody i powiedziała:
– Wy tu sobie rządźcie, ja się jadę zabawić – i odleciała na pokładzie pirackiego statku.
Oczywiście, czasami wracała. Zwykle trzeba ją było przekonywać, bo uważała, że najgorsze doki są lepsze od wygodnej i śmiertelnie nudnej planety-stolicy Imperium. Zazwyczaj starała się przebywać co najmniej dwie galaktyki od niej.
Wezyr wcisnął przyciski na panelu komunikatora międzyplanetarnego. Miał nadzieję, że królowa będzie w zasięgu. Wysyłanie posłańców było bardzo czasochłonne, tym bardziej, że dopiero trzeci albo czwarty docierał do celu, a poprzedni ulegali przykrym wypadkom, nierzadko spowodowanym przez piratów z „Piranii”, którzy wyznawali zasadę „najpierw wystrzel parę rakiet, a jak coś / ktoś zostanie, to porozmawiajcie o pogodzie”.
Przez chwilę w paśmie komunikacyjnym panowała cisza, a potem ekran włączył się i pokazał twarz jasnowłosego mężczyzny z przepaską na lewym oku. Z tyłu stał drugi mężczyzna, w mundurze gwardii jednego z sąsiednich królestw i walił jednookiego w głowę czymś, co wyglądało na oderwaną poręcz fotela.
– Witam – rzekł wezyr. – Moje serce raduje się, a… – rozpoczął oficjalne powitanie.
– Dobra, auu! Dobra, znamy to – przerwał mu niezbyt przytomnie jasnowłosy, próbując bezskutecznie uniknąć uderzeń przeciwnika. – Słuchaj mamy akurat drobną bitwę, mógłbyś… AUU! ..skontaktować się później? – pod ciosami obsunął się z panelu komunikacyjnego.
Tymczasem przez widocznych w tle walczących przebiła się niczym galeon na pełnych żaglach potężna postać. Wezyr rozpoznał Murianę, opiekunkę królowej. Dziecię królewskiej krwi nie powinno samo przebywać poza pałacem, dlatego z każdym ewentualnym następcą, odsyłanym w bezpieczne miejsce posyłano zaufanego wychowawcę. Przez wszystkie lata spędzone z królową Murianie udało się nauczyć ją dwóch rodzajów haftów, jednego poematu i grania na harfie. Królowa korzystała tylko z tej ostatniej umiejętności, akompaniując pijackim przyśpiewkom.
Muriana przebiła się przez walczących, obrzucając ich zdegustowanymi spojrzeniami i dotarła przed ekran komunikatora.
– Moje serce raduje się, a myśli moje biegną ku dawno nie widzianemu – wyrecytowała odpychając dwóch zmagających się zapaśników.
– Moje serce wita cię, a myśli wspominają twą zacność – odparł wezyr.
– Przepełnia mnie duma z odwiedzin tak wspaniałego gościa – Muriana wykonała pełen szacunku ukłon, przydeptując jednocześnie jakiegoś gwardzistę.
– Przepełnia mnie szacunek do wspaniałego domu w którym goszczę – jakiś pobity pirat przetoczył się przed ekranem.
– Mów więc, o przeczcigodny – Muriana zrzuciła pirata z panela komunikatora.
– Me serce zabrzmi radością, gdy oczy me ujrzą mą boską panią, władczynię imperium.
– Przekażę jej, o czcigodny – Muriana odwróciła się od panela w stronę tłumu walczących. – Milady! – wrzasnęła, przekrzykując wrzawę. – Czcigodny wielki wezyr pragnie byś ucieszyła jego serce i udzieliła mu zaszczytu rozmowy z…
– Dobra, słyszałam – obok Muriany pojawiła się druga postać, o dwie trzecie od niej szczuplejsza.
Wezyr skłonił się głęboko.
– Moje serce raduje się, a…
– Tak, wiem – królowa wcisnęła się pomiędzy Murianę a panel. – Po prostu mów czego chcesz.
Wezyr podniósł głowę. Na ekranie widział twarz królowej i Murianę odpychającą walczących, którzy mogliby przeszkadzać w rozmowie. Królowa miała duże oczy i ciemne włosy, przycięte krótko i splecione w przylegające do głowy warkoczyki. Na policzku, tuż przed lewym uchem widniała podłużna blizna, biegnąca w dół po szyi. Kilka kolejnych, krótszych blizn miała na ramionach. Ubrana była, jak zwykle, w pobrudzone spodnie i czarną tunikę przepasaną żelaznym pasem. Wyjątkowo miała na tym powyginaną kolczugę. W jednej dłoni trzymała paralizator, w drugiej tradycyjny wygięty miecz. Nie wyglądała na imperatorkę dwudziestu planet.
– Pani, nasi sąsiedzi, Unia Talaidzka…
– To ci z uchem na czubku głowy? – przerwała królowa.
– Tak, pani. Od wielu lat toczą wojnę ze Związkiem Trzech Księżyców…
– To ci nudziarze… – westchnęła królowa. – Napadliśmy ich transport ze dwa tygodnie temu. Najpierw chcieli negocjować pokój, a potem zwalili na nas ze cztery niszczyciele. Rozwalili nam lewy silnik. Przez trzy dni grzebałam w przewodach, żeby go uaktywnić!
– Twa cierpliwość jest godna najwyższych pochwał – powiedział wezyr. – Ostatnio obie strony postanowiły zawrzeć rozejm i zwróciły się do nas, jako ze słyniemy ze swojej neutralności…
– A słyniemy? – zdziwiła się królowa.
– Tak, pani. Od dwustu lat Imperium nie było zaangażowane w żaden konflikt – wyjaśnił cierpliwie wezyr.
– Chwileczkę, a ta sprawa z…
– Mówiłem o angażowaniu się oficjalnie. Dochodząc do sedna, obie strony spotkają się u nas za trzy dni i obyczaj nakazuje, abyś ty, pani, jako imperatorka Dwudziestu Planet, powitała ich i oficjalnie rozpoczęła negocjację.
– Muszę? – jęknęła królowa.
– To potrwa tylko jeden, góra dwa dni – powiedział zachęcająco wezyr. – Potem wasza wysokość może wrócić do … innych spraw.
– Niech będzie. Już lecę – królowa wyłączyła komunikator, potem rozejrzała się po mostku. – Kapitanie – krzyknęła w stronę kilku gwardzistów zwalających się na kogoś. – Biorę urlop!
Gwardziści oderwali się od podłogi i polecieli w różne strony, odsłaniając barczystego mężczyznę.
– A silnik?
– Skończę, jak wrócę. Za tydzień – obiecała królowa. – Nianiu, bagaże!
Muriana przemieściła się do wyjścia, zadeptując przy okazji parę osób. Królowa podążyła za nią, wciskając po drodze miecz i paralizator jakiemuś piratowi.
Muriana zabrała z komnat kufer, który niosła bez zbytniego wysiłku. Królowa nie potrzebowała wielu rzeczy, co bardzo ułatwiało szybkie podróżowanie. Opiekunka rozsiadła się w wahadłowcu w miarę wygodnie, co znacznie utrudniał rozmiar fotela, wyraźnie nieprzystosowany do jej rozmiaru.
– Ruszamy, panienko?
– Tak, nianiu. Zrobimy skok w nadprzestrzeń, wyhamujemy przed mgławicą, ominiemy deszcz meteorytów, potem znowu nadprzestrzeń i za godzinę jesteśmy w granicach imperium.
– Spodziewam się, że będzie nas oczekiwał królewski statek, jak zawsze – powiedziała Muriana.
– Też się tego obawiam – mruknęła królowa.
Pół godziny później Muriana oderwała się obrusa, na którym haftowała emblematy piratów i spojrzała na mgławicę, przed którą statek wyszedł z nadprzestrzeni. Królowa spojrzała na radar.
Strona [«][‹] 1 z 6 [›][»]
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Żytnia
Szymon Teżewski

23 VIII 2010

Bladym świtem Wojciech wsiadł na rower i pojechał w las. Trochę się gubił, bo nie był u Babki już pewnie od kilkunastu lat. Właściwie to nawet nie był pewien, czy ma jeszcze gdzie jechać. Ludzie przestali się Babki radzić, choć nie przestali bać.

więcej »

W obrotach sfer niebieskich
Maciej Jurgielewicz

8 VIII 2010

Ona siadła przy tej tabliczce i patrzyła co duch gada i później, jak już skończył, mówi że to było ‘Ruszył słońce, wstrzymał ziemię, polskie go wydało plemię’. Kaczan od razu coś zakminił i gadał, że zna to, tylko się musi zastanowić. Chwilę później przypomniał sobie, że to coś z Adama Mickiewicza, tego ze szkoły, co wiersze pisał. Ogólnie znany taki koleś.

więcej »

Business is business
Marcin Rusnak

27 VII 2010

Dłonie mutanta przypominały kraby – śródręcza były wielkie, zaokrąglone, a palce krótkie, niekształtne i powyginane, do tego pulchne u nasady i wąskie przy końcach. W końcu promień latarki zawędrował na twarz mutanta i Sulimowski syknął na jej widok. Olbrzym nie spał. Wpatrywał się prosto w źródło światła małymi oczkami, ledwie widocznymi spod wezbranej na czole masy guzów i torbieli.

więcej »

Polecamy

Powinności Jedi

Gwiezdne wojny:

Powinności Jedi
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szczeniaki
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Jango i Boba
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Przed burzą
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Bliźniaki
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Daleko od domu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Bez wyjścia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Próby i błędy – część 3
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Próby i błędy – część 2
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Próby i błędy – część 1
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Tegoż twórcy

Jak to z tym załatwianiem jest
— Wojciech Gołąbowski

Będąc młodą królewną…
— Agnieszka Szady

Wszędzie mi się pchają smoki
— Milena Wójtowicz

Świeża krew w fantastyce
— Agnieszka Kawula

Zasady tajemnic
— Milena Wójtowicz

Laser Alladyna
— Milena Wójtowicz

Łowy
— Milena Wójtowicz

Statystyka magii
— Milena Wójtowicz

Kocha? Lubi? Szanuje???
— Milena Wójtowicz

(Nie)Szczęśliwy traf
— Milena Wójtowicz

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.