Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 kwietnia 2017
w Esensji w Google

Wilk wśród jagniąt

Maria Dunkel
[1] 2 3 »
Miarka przebrała się, gdy Norson prawie wybił oko przedszkolance, kiedy próbowała go zmusić, żeby zjadł szpinak. Chwycił widelec i…

Maria Dunkel
‹Wilk wśród jagniąt›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMaria Dunkel
TytułWilk wśród jagniąt
OpisAutorka pisze o sobie:
Rocznik 1993. Urodzona i zamieszkała w Katowicach. Obecnie studiuje na Politechnice Śląskiej. W wolnym czasie czytuje fantastykę, słucha muzyki rockowej, hoduje gryzonie i pisze. Nagrodzona w kilku młodzieżowych konkursach literackich. Finalistka Horyzontów Wyobraźni 2010.
GatunekSF
Jeden ze strażników wyglądał całkiem zwyczajnie, drugi był tak brzydki, że bałam się na niego patrzeć. Na twarzy miał blizny i przebarwienia, jedno oko ukryte pod czarną opaską. Trzymał mnie delikatnie za ramię dłonią w białej rękawiczce. Gdy otwarły się drzwi celi, powiedział przepraszająco:
– Nie ma może najlepszych warunków, ale da się wytrzymać. – Przestąpił próg, pociągając mnie za sobą. – Bel, dostaniesz na kilka dni sublokatorkę!
Otworzyły się drzwi w drugim końcu sali. Wyjrzała przez nie owinięta w ręcznik kobieta z krótkimi włosami w bardzo jasnym kolorze błękitu.
– Nie ma innych cel? – spytała z irytacją.
– Dzisiaj przyszedł duży transport – wyjaśnił strażnik. – Tylko na trzy dni.
Puścił mnie, klepnął towarzysza w ramię i obaj wyszli. Zamknęły się ciężkie drzwi. Kobieta zmierzyła mnie spojrzeniem, prychnęła pogardliwie i znikła w łazience.
Stałam pośrodku niewielkiej celi w beżowych, więziennych spodniach i szarym T-shircie. Pomieszczenie było niewielkie i niemal puste. Pod jedną ścianą stało dwupoziomowe, starannie zasłane łóżko. Naprzeciwko wisiał prosty regał, zbity z kilku desek. Podeszłam, żeby przyjrzeć się tytułom ustawionych na nim książek. „Mechaniczna pomarańcza”, „Tako rzecze Zaratustra”, „Auschwitz” Nielsena. Dziwne lektury, źle odbierane w tak rozwiniętym społeczeństwie jak nasze. Obok stało niewielkie, tekturowe pudełko. Uniosłam rękę, żeby uchylić wieczko.
– Czego tam szukasz?
Moja sublokatorka stała w progu łazienki i wycierała ręcznikiem mokre włosy.
– Przepraszam – powiedziałam.
– To tylko moje płyty. Tu i tak nie ma gdzie ich odtwarzać, ale to wszystko, co mam… no i źle się bez nich czułam.
– Mnie nie pozwolili nic zabrać – stwierdziłam.
– Bo jesteś tu like na trzy dni, dziecino. – Zwinęła ręcznik w kulkę i rzuciła celnie na górne posłanie. – Pewnie do resocjalizacji, ja?
Skinęłam głową.
– Chyba tak – potwierdziłam.
Uśmiechnęła się do mnie. Miała młodą, ale zmęczoną twarz. Nogawki spodni wywinęła aż nad kolana, na T-shirt narzuciła czarną ramoneskę nabitą ostrymi ćwiekami.
– Jestem Bel – rzuciła. Uniosła cienkie brwi. – A ty?
– Giorga.
Sięgnęła do kieszeni ramoneski i wyjęła paczkę papierosów.
– Chcesz? – spytała.
Pokręciłam głową. Wzruszyła ramionami, wsadziła jednego w usta. Obróciła w palcach zapalniczkę.
– Są nielegalne – powiedziałam.
Zapaliła, zaciągnęła się, wyjęła papierosa z ust.
– Wiem, wiem – mruknęła.
Przeszła obok mnie, wspięła się zgrabnie na wyższą pryczę.
– Za co cię wsadzili? – spytała.
– Próbowałam kogoś zabić.
Really? A kogo?
– Nie mam ochoty o tym mówić – mruknęłam.
Drażnił mnie zapach jej papierosa. Kiedy jeszcze byłam dzieckiem i mieszkałam z rodzicami w mieście, w blokowisku, nasz sąsiad z wyższego piętra zawsze palił na balkonie. Nigdy nie otwieraliśmy okien, bo od razu do środka dostawał się smród. W końcu zgarnęła go policja i poddała resocjalizacji – od tamtej pory nie truł już siebie ani nikogo innego.
Na moje oświadczenie Bel wzruszyła tylko ramionami.
– Ja siedzę trzeci rok – powiedziała.
– Tak długo? – przeraziłam się. – Nie poddano cię resocjalizacji?
– Poddano, poddano – parsknęła. – Ale na mnie nie działa to pierdolone pranie mózgu.
– To straszne – powiedziałam.
Popatrzyła na mnie z politowaniem.
– Wielka drama – zakpiła. – Jestem złym człowiekiem i tyle. Jak nie chcesz gadać to sorry, muszę się zdrzemnąć. Mam plany na wieczór.
Odwróciła się tyłem do mnie i zaczęła ugniatać poduszkę. Na karku miała jakiś tatuaż, ale nie mogłam rozpoznać, co przedstawia.
– A za co cię wsadzili? – spytałam.
– Za parę rzeczy. – Wyciągnęła spod siebie koc, owinęła się nim, przytrzymując papierosa w zębach. Wyjęła go z ust. – Złapali mnie, jak rozjebałam z kumplami stację benzynową.
– Co?
– No. Podpaliliśmy kram. Niesamowity rozpierdol. Nasz jeden został tam, że tak powiem, forever.
– Zginął?
Pokiwała gorliwie głową, ciągle z szerokim uśmiechem.
– I obsługa stacji. Ale to była nocna zmiana. Tylko trzech.
Przez chwilę tylko się jej przyglądałam. Wreszcie przełknęłam ślinę i spytałam:
– Dlaczego?
Wzruszyła ramionami.
Just for fun.
– Dla zabawy zabiłaś ludzi?
Jej uśmiech zgasł. Oczy miała szare, wyprane z emocji, może też z człowieczeństwa.
– Taka się urodziłam – powiedziała. – Nie wiem, dlaczego. Moi starzy byli porządni as fuck i wiecznie pierdolili o altruizmie, zdrowiu, poświęceniu społecznym i takich tam. – Znów wzruszyła ramionami. – Jestem człowiekiem, a ludzie są źli. I fuck the system.
– Ludzie nie są źli – zaprotestowałam słabo.
– To po co im więzienia i resocjalizacja? – Zgasiła niedopałek na poręczy łóżka i pstryknięciem posłała go na podłogę. – Obudź mnie na kolację, dobra?
Pokiwałam głową.
– Nie ma sprawy.
Zdjęła ramoneskę, rzuciła ją w nogi posłania, po czym ułożyła się wygodnie i znieruchomiała.
– Mogę pożyczyć książkę? – spytałam.
Wymruczała niewyraźne pozwolenie. Zdjęłam z półki „Tako rzecze Zaratustra”, wyciągnęłam się na dolnym piętrze łóżka i zaczęłam czytać.
• • •
Więzienna stołówka pękała w szwach. Przy długim, porysowanym stole siedziała spora gromada identycznie ubranych ludzi. Wielu równie zagubionych jak ja. Obok nich, w zbitych grupach, wytatuowane i wygolone zbiry dyskutowały ze sobą.
Ilustracja: <a href='mailto:uradowanczyk@yahoo.com'>Sebastian Wójcik</a>
Ilustracja: Sebastian Wójcik
– Ej, cipki! – zawołał jeden, gdy przeszłyśmy z Bel obok nich. – Może chcecie do nas do celi na nockę, co?
Jego towarzysze wybuchli zgodnym, ale nerwowym rechotem. Bel obejrzała się na nich z pogardą.
– Są z mojego transportu – powiedziałam.
– Po resocjalizacji będzie można skopać im dupy – zaśmiała się Bel.
– Nikomu nie skopiesz – zauważyłam. – Skoro siedzisz tu już trzy lata, to pewnie…
– Nie wyjdę like never? – spytała z irytacją, gdy stanęłyśmy na końcu ogonka czekających na posiłek więźniów.
– No.
– Kurwa twoja mać – warknęła. – Pewnie masz rację. Szybciej, dziwki, głodna jestem! – ryknęła.
– Chuj ci w dupę! – odkrzyknął ktoś z przodu.
– Proszę o spokój – powiedział uprzejmie niski, uzbrojony w paralizator strażnik, jeden z wielu przechadzających się po stołówce.
– No bo stoją jak fiuty, panie strażniku – poskarżyła Bel.
Uśmiechnął się lekko, ale zaraz spoważniał i odchrząknął.
– Słyszałem, że jutro mają cię dać do resocjalizacji – powiedział.
– To słyszał pan więcej niż ja. Znowu?
– Jakaś nowa metoda. Doktora Brodnera. Jakiś Amerykaniec. – Strażnik skrzywił się. – Na wyjątkowo zatwardziałych, czyli na ciebie.
Roześmiała się, szczerząc krzywe, żółte zęby.
– Nie ma innych zatwardziałych all over the world? – spytała. – Jestem zajebiście niezwykła.
– Bel!
– Przepraszam, panie strażniku.
Podszedł do nas oszpecony funkcjonariusz, ten, który wcześniej zaprowadził mnie do celi.
– Jakiś problem? – zainteresował się.
– Bel jak zwykle nie panuje nad językiem – wyjaśnił niski. – Mówię jej o tej jutrzejszej resocjalizacji.
– Ach, tak – mruknął bez zapału oszpecony. – Osoba Bel każe zwątpić w skuteczność metody Brodnera, ale skoro jest na tyle głupi, żeby testować ją u nas…
– Przepraszam bardzo, i kto teraz robi zator? – odezwała się czekająca za nami dziewczyna.
Sorry – mruknęła Bel i przesunęłyśmy się kilka kroków w przód.
Za nami rozległy się wrzaski. Obejrzałam się. To jakieś dwa wytatuowane mięśniaki rzuciły się na siebie, zwalając ze stołu metalową zastawę.
[1] 2 3 »
dodajdo

Komentarze

23 X 2012   15:38:26

Fajne opowiadanie. Przemawia do wyobraźni - jest bardzo realistyczne.

04 V 2013   19:36:09

Czytałam już to opowiadanie, nie miałam wtedy nic miłego do powiedzenia. Pierwsze, co mnie uderzyło, to zdziwienie, że taki tekst nie dość, że dostał się Esensji, to jeszcze był w finale Horyzontów Wyobraźni. Cóż, zawsze mógł to być po prostu słaby rok. Nie twierdzę, że dla mnie nie ma on nic do zaoferowania (choć tak jest), na pewno można się uśmiechnąć widząc odniesienia do Nakręcanej Pomarańczy (czy jak wolicie, "Mechanicznej Pomarańczy"), nieco nieudaną próbę naśladowania slangu, nieco zabawne choć na pewno zrobione z myślą o powadze portrety postaci i dość koślawe dialogi, pretendujące do miana ambitnych. Jednakże ten tekst jest najlepszym przykładem, dlaczego nie powinno się debiutować przed dwudziestką, bo ma wszystkie błędy młodych pisarzy i kiedyś zresztą wysłałam go znajomemu jako przykład tekstu, po którym widać wiek autorki (i jej płeć).
Anthony Burgess pisząc swoją Nakręcaną Pomarańczę był już dojrzałym mężczyzną, w pewnym sensie przerażonym postępującym światem i przerażonym młodzierzą postępu. To widać w jego tekście: jego przerażenie i jego doświadczenie życiowe. Przesłanie Nakręcanej Pomarańczy było wielowarstwowe i na pewno nie miało niczego wspólnego z tekstem powyższym. Autonomiczność jednostki ludzkiej, owszem, ale też odraza dla bezmyślności i bezmyślnego okrucieństwa, przestroga i niechęć. Bohater Burgessa nie był możliwy do polubienia, bo nie miał być. Był symbolem tego wszystkiego czym nigdy nie był i nie miał zamiaru być Burgess.
Autorka przywołuje też u siebie książkę Nietzschego, jeśli dobrze pamiętam było to "Tako rzecze Zaratustra" lub "Antychryst", obawiam się jednak, że i tą książkę czytając w jakiś sposób do końca nie pojęła. Owszem, moglibyśmy uznać, że pojęła, i że przekazuje nam prawdy Nietzschego, gdyby jej tekst odnosił się do społeczeństwa prymitywnych form ludzkich, takich sprzed wynalezienia pisma, lub do zwierząt. Wilków w najlepszym wypadku. Gotowość do agresji? Bunt? Jakieśtam poczucie autonomiczności? To ma stanowić o wyróżniającej się jednostce? Toż to ma każde dziecko w wieku od 11 do 17 roku życia i każdy psychopata.
Ilustracje doskonale pasują. Troszkę jak obrazki z książki dla dzieci.

08 V 2013   10:31:31

To chyba nie jest opowiadanie z HW2010? W sumie nawet nie wiem.
Ja nie jestem miłośniczką utopii, antyutopii, a nade wszystko zdecydowanie nie jestem miłośniczką filozofii, natomiast w tym tekście spodobało mi się to "coś", co sprawia, że bohaterowie wydają się realnymi ludźmi, których autor tylko opisuje, a nie trybikami potrzebnymi do opisania historii. Jak widać, jest to uczucie bardzo subiektywne, ale na szczęście nie tylko ja w redakcji je miałam :)
Zdecydowanie nie jest to publikacja, której należałoby żałować.

08 V 2013   22:13:39

O, le komentarze.

Nie, to nie jest opowiadanie z HW.

Mam jakieś takie podejście, że o własnych tekstach mówić za dużo nie wypada, ale czuję się trochę wywołana do tablicy (może niesłusznie), bo mi się tu zarzuca jakieś lekkie ograniczenie umysłowe XD To tylko nadmienię, że z interpretacją "Pomarańczy" i Nietzschego (przywołana książka to "Tako rzecze...") problemu żadnego nie mam. I zgadzam się, że tekst filozofii jednego ani drugiego nie oddaje*. Bo tak miało być.

Publikacji żałować nie sposób. Miałam nadzieję, że ktoś, czytając to-to polubi Bel - i znaleźli się takowi. Oraz, już mniejszą, że znajdzie się ktoś, kogo przedstawiona... no, dobrze, niech będzie, że filozofia (też jej nie lubię) zniesmaczy, chociaż troszkę. Nom, sukces na pełnej o.O

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Czy jestem morzem lub smokiem głębiny [Hi 7,12]
Anna Dudało

1 IV 2017

Miał śliczny uśmiech i ciepłe spojrzenie. Aparycja, która sprawia, że rozmówca czuje się od razu spokojniejszy i chętniejszy do zwierzeń. Gdyby mu na tym zależało, byłby doskonałym handlowcem, który zarabia krocie na prowizji. Miał dar do zjednywania sobie ludzi. I często z niego korzystał. Szczególnie gdy zakończył terapię, na którą wysłali go przerażeni rodzice. Przecież nie co dzień dzieciak wychodzi prawie cało z rąk mordercy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:gastar@gazeta.pl'>Andrzej ‘Gastar’ Diaczuk</a>

Pisarz
Agnieszka Zapart

25 III 2017

Zabawnie było patrzeć, jak mimo tragicznego obrotu wydarzeń wspomnienie pierwszej randki nadal przywołuje na twarz matki młodzieńczo naiwny uśmiech. Podobno ojciec wysłał jej list, w którym były karty z odręcznymi rysunkami oraz pytaniami w stylu: „wtorek, 16:00, spacer nad jeziorem?”; „środa, 19:00, lody w Maleńkiej?”; „sobota, 8:00, wycieczka do Wrocławia?”. Oczywiście wybrała wycieczkę. Rodzice byli na nią wściekli, ale ona nie żałowała.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:pmkenc@gmail.com'>Piotr Kenc</a>

Drzewoń
Piotr Kenc

4 III 2017

Gdy później zbliżał się do innego pnia, na kikucie po starej gałęzi zobaczył zaczepiony jakby uschły wianek. Wyciągnął rękę i natrafił na coś twardego. Były to jakieś kręgi zwierzęce, nawleczone na nić i oplecione ziołami.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Biblioteka
— Maria Dunkel

Piaskowe dziecko
— Maria Dunkel

Iskra w ciemności
— Maria Dunkel

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.