Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Matriksowa Opowieść Wigilijna

Grzegorz Wiśniewski
[1] 2 »
Zaledwie jednak wychynęli na ulicę, w polu widzenia pojawił sie nie kto inny, jak ajent Jones, właściciel drobnego spożywczaka na rogu. Jak zwykle nienagannie odziany w czarny garnitur i ciemne okulary, bystrym wzrokiem wypatrywał zadłużonych w swoim sklepiku ofiar. Orfeusz zareagował bardzo gwałtownie, tygrysim skokiem znikając w zaułku zastawionym kubłami na śmieci. Zwabiony hałasem ajent Jones szybko znalazł się obok Eona.

Grzegorz Wiśniewski
‹Matriksowa Opowieść Wigilijna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułMatriksowa Opowieść Wigilijna
OpisPoznajcie hakera Eona i Babcię Wyrocznię w drugim z kolei opowiadaniu gwiazdkowym Grzegorza Wiśniewskiego.
Gatunekcyberpunk, fanfiction, SF
Eon spał.
Bycie hakerem to męczące zajęcie. A bycie hakerem, którego ksywa informowała o czasie trwania pierwszego włamania męczyło podwójnie. Na zmęczenie zresztą nakładała się wykonywana przez Slayer Kołysanka Demona, rzewnie brzęcząca w wielkich stereofonicznych słuchawkach, które Eon miał wciśnięte na uszy. A jakby tego było mało, w tym dniu lub jednym z następnych (a może poprzednich?) był wieczór Świętego Mikołaja, więc każdy, kto pragnął otrzymać odeń prezent, powinien spać snem głębokim i uczciwym. A czyż istnieje sen głębszy i bardziej uczciwy od tego, jaki dopada człowieka podczas dwudziestej instalacji systemu operacyjnego światowej sławy firmy Macrohard?
Ekran przed jego nosem miał barwę nieba nad portem, do którego prowadzi nieistniejący kanał.
I nagle zakwitły na nim literki, rytmiczne wklepywane przez kogoś odległego zapewne o tysiące kilometrów.
„Chcesz wiedzieć czym jest Matrix, Eon?”
Eon zamarł z zaskoczenia. Matrix. To, czego poszukiwali wszyscy hakerzy na ziemi. Legendarne narzędzie o wprost nieocenionych możliwościach…
– Łał… – mruknął pod nosem. Nadusił Ctrl+Alt+Del na klawiaturze komputera, ale bez efektu. Jak to w Macrohardzie. Na wpół magiczne Ctrl+D też nie. Gdy rozglądał się za wyłącznikiem zasilania, pojawiło się jeszcze coś o podążaniu za kolorowymi gryzoniami – ale zniknęło, zanim wrócił uwagą do monitora. Ekran znów wyświetlał uproszczoną wersję okna instalacyjnego Macrohard Door z zaledwie kilkoma guzikami decyzyjnymi. Eon zaczął się zastanawiać, który z nich wybrać, bo każdy wyglądał obiecująco. Pomiń? Cofnij? Wróć? Anuluj? Porzuć? Wyjdź? A może Kontynuuj? Uruchom? Dalej? Zakończ? Taaak… bycie hakerem to ciężki kawałek chleba.
W pokoju rozległo się pukanie. Eon rzucił okiem na zegar wiszący nad drzwiami. Była ósma. Najwyższy czas, aby pojawił się wreszcie ktoś i coś od niego kupił. Bez pośpiechu wstał zza biurka i ze stelaża ściągnął dwunastowieczny psałterz, w którym przechowywał kradzione twarde dyski. Balansując ciężarem w jednej ręce, drugą otworzył drzwi.
To nie był ten punk, który zwykle przychodził do niego z dziewczyną i paroma kolesiami. To było dwóch facetów, wyższy i niższy, obaj w niezłych garniturach od Lightwave′a i przeciwsłonecznych okularach. Paranoicy, pomyślał Eon, obawiali się ultrafioletu w nocy?
– Jestem funkcjonariusz Biały – odezwał się wyższy. – A to funkcjonariusz Królik. Pan pozwoli z nami.
– Jak to? Po co? – wykrztusił zaskoczony Eon.
Niższy uśmiechnął się promiennie.
– Będzie zabawa.
• • •
48 godzin minęło szybko. Ze względu na niewielką szkodliwość społeczną wypuszczano już poważniejszych przestępców, więc dla Eona nie robiono wyjątku. Gdy piechotą wracał z komisariatu, dostrzegł wyraźną, ciepłą gwiazdkę spoglądającą z góry na miasto. Mimo zadymki śnieżnej i deszczu meteorytów była wyraźnie widoczna. Nieomylnie dawała znać, że to najwyższy czas na świąteczną imprezę. Eon raźniejszym krokiem ruszył przed siebie.
Miał zamiar wstąpić do sutereny, zamieszkanej przez lokalnego wagabundę – niejakiego Orfeusza. Ogólnie rzecz biorąc, żyjącego na kredyt aspołecznego indywiduum, ale w sumie porządnego człowieka. Na pewno byłoby mu przykro, gdyby Wigilia u babci Wyroczni obyła się bez niego.
Eon minął klatkę schodową, którą zawsze wspinał się do siebie. Wszedł na tyły domu i wzrokiem odszukał krótkie schody w dół. Znalazł je. Prowadziły do odrapanych drzwi, nad którymi widoczny był pion zamurowanych okien. Ciekawe, nigdy wcześniej nie zauważył, żeby były zamurowane.
Zszedł po schodach i zapukał. Kątem oka zauważył w pobliskim kuble na śmieci mrugający diodami telefon komórkowy, wygrywający cichutko Jingle Bell. Jego wyświetlacz zdobiła miniaturowa reprodukcja słynnego motywu z Michała Anioła – stykających się dłoni. „O rany”, pomyślał, „czego to ludzie teraz nie wyrzucają…”
– Login! – rozległ się okrzyk zza drzwi.
Eon nacisnął klamkę. Orfeusz siedział w fotelu, na samym środku swojej przedwojennej kawalerki, której ściany rzeczywistość odarła do gołego muru. Jak zwykle miał na sobie skórzany płaszcz. Tylko ciemne lennonki gdzieś zapodział.
– Witaj, Eon – mruknął, na powitanie rozkładając ręce. W prawej trzymał butelkę, w połowie wypełnioną przezroczystą zawartością.
Po tej przemowie widać zaschło mu w gardle, bo przechylił butelkę, skrzywił się, wypluł to, co wypił i podniósł ją do oczu. Etykieta „Mineralna” wyraźnie wyprowadziła go z równowagi. Z zamachem odrzucił butelkę w kąt pomieszczenia. Przypadkiem trafiła przechodzącego tamtędy czarnego kota. Ułamek sekundy później trafiła go jeszcze raz…
– Czy miewasz czasami uczucie, – odezwał się nieszczęśliwym głosem – że cały ten świat wepchnięto ci przed oczy, żeby oślepić cię na prawdę?
– Cały czas. – westchnął Eon. – Po prostu cały czas.
– Co cię sprowadza w moje skromne progi?
Eon omiótł spojrzeniem zajmowane przez Orfeusza mieszkanie. Wnętrze sprawiało klaustrofobiczne wrażenie. Kiepskie sztuczne światło z jarzeniówek wyłuskiwało z mroku stalowe belki konstrukcji, kratownice pomostów pod stropem, rozgwiazdę ośmiu dziwacznych foteli z pordzewiałego żelaza i dziwaczną mozaikę kilkunastu ciemnych ekranów LCD, osadzonych na pajęczynie kabli i metalowych wysięgników. Orfeusz, mimo nagabywań, nie bardzo chciał wyjaśnić, do czego to wszystko miałoby służyć.
– Pewnie słyszałeś – rzucił w powietrze – że dzisiaj jest Wigilia u babci Wyroczni.
– No i?
– Wszyscy na niej będą.
– I co z tego?
– Byłoby miło, gdybyś też przyszedł.
– Tak sądzisz?
– Więcej – cytuję słowa babci Wyroczni.
– Wyrocznia powiedziała ci dokładnie to, co powinieneś był usłyszeć.
– Ależ z pewnością mówiła szczerze.
Orfeusz spojrzał na Eona z namysłem.
– W takim razie chodźmy.
Zaledwie jednak wychynęli na ulicę, w polu widzenia pojawił się nie kto inny, jak ajent Jones, właściciel drobnego spożywczaka na rogu. Jak zwykle nienagannie odziany w czarny garnitur i ciemne okulary, bystrym wzrokiem wypatrywał zadłużonych w swoim sklepiku ofiar. Orfeusz zareagował bardzo gwałtownie, tygrysim skokiem znikając w zaułku zastawionym kubłami na śmieci. Zwabiony hałasem ajent Jones szybko znalazł się obok Eona.
– Witam – powiedział, zatrzymując się. Zmierzył Eona badawczym spojrzeniem, zastanawiając się najwyraźniej, czy oto nie napatoczył się kolejny dłużnik. – Wiem, że kontaktuje się pan z pewnym osobnikiem. Człowiekiem nazywającym siebie Orfeusz. Cokolwiek pan o nim sądzi, jest bez znaczenia, ponieważ przez wielu jest on uważany za najbardziej zadłużonego człowieka na świecie…
Eon nie odpowiedział.
– Chętnie wyczyszczę pana konto, jeżeli przyczyni się pan do odnalezienia mojego dłużnika.
– Wow… to brzmi jak całkiem przyzwoity biznes – zauważył Eon. – Ale mam lepszy. Ja pokażę panu…
– Dobra. Zrozumiałem. – szybko odparł ajent Jones i oddalił się w dół ulicy.
– Poczytaj Dickensa – mruknął Eon pod adresem tamtego.
Z zaułka za nim dobiegł rumor.
– Mała rada – wybełkotał Orfeusz, gramoląc się zza kubła na śmieci. – Widzisz ajenta, robisz to samo, co ja. Zwiewasz.
Eon wzruszył ramionami.
• • •
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Odbicie w lustrze
Tomasz Jarząb

18 XI 2017

Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opar absurdu
Adrianna Filimonowicz

11 XI 2017

Zabrzmiała wrogo, ale po reakcjach jej mózgu wyczułem obniżenie nastroju. Z obserwacji wiedziałem, że w tych lepszych chwilach zawsze dopadał ją strach przed samotnością. Niemalże byłem w stanie wykryć wzorzec fal elektromagnetycznych emitowanych przez jej neurony w takich chwilach. Zrobiło mi się jej żal.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Tolkienowska opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Obca opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Imperialna Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chwała ogrodów, błoto i morze
— Michał R. Wiśniewski

Kategoria A
— Michał R. Wiśniewski

Niewielka wojna
— Michał Kubalski

Noel Profesjonał
— Grzegorz Wiśniewski

Tygrys! Tygrys! Tygrys!
— Grzegorz Wiśniewski

Pies, czyli kot
— Grzegorz Wiśniewski

Dobrzy, źli ludzie
— Grzegorz Wiśniewski

Płomień Tiergarten
— Grzegorz Wiśniewski

Mój brat, Kain
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.