Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Jeśli czekają

[1] 2 »
…ale właśnie wtedy mój wzrok przez przypadek znów zatrzymał się na świecy. Później powędrował niżej, w stronę wosku, już od jakiegoś czasu zbierającego się na dłoni mej przewodniczki. Rozpalonego, gorącego, bolesnego… lecz nie dla niej. Kiedy dziewczyna zobaczyła, w jaki sposób się w nią wpatruję, przestała mówić. Wzięła głęboki oddech i przez kilka uderzeń serca oboje staliśmy w milczeniu. A potem zdjęła maskę.

Stanisław Krawczyk
‹Jeśli czekają›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorStanisław Krawczyk
TytułJeśli czekają
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1986, mieszka w Warszawie. W Instytucie Socjologii UW pisze (powoli) pracę doktorską o literaturze fantastycznej w Polsce. Jest podirytowanym, ale optymistycznym katolikiem. Należy do fandomu. „Jeśli czekają” to jego pierwsze opowiadanie.
Gatunekfantasy
Kiedy czerń zaczęła się uśmiechać, wiedzieli już, że są zgubieni; mimo to walczyli nadal. Potwory ustępowały im pola, a oni parli ku zagładzie. Pierwszy z rycerzy podbiegł, unosząc oręż, ale równie dobrze mógłby próbować przewrócić górę, samotnie zdobyć potężny zamek, rozbić pięścią żelazne drzwi. Zdążył jedynie krzyknąć, nim go otoczyła. Kiedy znikał w jej objęciach, odwrócił głowę ku towarzyszom i zmroziło ich to, co zobaczyli w jego twarzy. Kilku z nich zamarło w zgrozie i do tych natychmiast doskoczyły bestie. Inni wciąż nacierali, lecz ich serca nie były tak twarde jak stal, z której wykonano miecze. Zrozpaczeni ginęli aż do chwili, gdy został tylko najmłodszy z nich; ostatni, który jeszcze wierzył. Kiedy się nad nim pochyliła, wstrzymał oddech, a potem mocno chwycił miecz i cisnął nim w jej otwarte usta.
Zakrzyczała i zamarła, zawieszona nad mężczyzną jak dłoń olbrzyma. Równocześnie prawe ramię rycerza przeszył nagły ból i młodzieniec gwałtownie zacisnął powieki. A potem zapadła cisza.
Przez chwilę nic w całym świecie się nie poruszało. Później rycerz mimo woli zaczął znów wciągać w nozdrza woń posoki i smród potworów. Jeszcze raz poczuł ciarki, które szły po jego skórze. Usłyszał mrukliwe odgłosy lęku i niedowierzania, jakie zaczęły się dobywać z monstrualnych gardzieli. Słona kropla krwi płynęła mu po języku; nie pamiętał, kiedy go przygryzł. W końcu otworzył oczy, aby zobaczyć, jak czerń rozlewa się naokoło jego stóp.
Miecz leżał po lewej stronie mężczyzny, w środku ciemnej kałuży powiększającej się z każdą chwilą; jej języki szybko sunęły w górę ostrza. Obok broni biło szkaradne czarne serce. Rycerz sięgnął po oręż, aby zadać ostatni cios. Wystarczyło jednak mrugnięcie, żeby na miejscu serca mężczyzna zobaczył twarz, swoją twarz, odbitą w czarnej wodzie. Zwierciadlane oblicze młodzieńca było niezwykłe, piękniejsze niż kiedykolwiek. Zaskoczony tym, jak zmieniła się jego twarz, mimowolnie rozciągnął usta w uśmiechu. Patrzył tak długo, aż w końcu spojrzał prosto w oczy, które wpatrywały się w jego własne. I to był jego koniec.
Kiedy dotarła do palców rycerza, poczuł w nich ogień i krzyknął tak samo jak wcześniej ona, wypuszczając miecz z rąk. Już wiedział, że przegrał, i sięgnął po sztylet, aby odebrać sobie życie. Ale nie pozwoliła mu nawet na to. Błyskawicznie pokryła jego lewe ramię i młodzieniec stracił w nim władzę. Oplotła jego tułów, prawą rękę i dłoń, nogi i stopy, wdarła się w oczy, nos i uszy, a potem jej wargi zetknęły się z jego wargami. I tak ciemność uczyniła go swoim sługą. Na nowo podniósł miecz i wstał odmieniony, a ocalałe monstra rozstąpiły się przed nim. I ruszył w świat.
Tak powiadają. Ale przecież to wszystko działo się dawno, dawno temu.
• • •
Mistrz skończył opowieść. Siedzieli razem przy ogniu, mistrz i uczeń. Otoczyli ognisko kamieniami, żeby płomień nie zerwał się z uwięzi. Drzewa rozmawiały cicho z wiatrem, a noc im się przysłuchiwała. Uczeń był młody, krzepki, pracowity; jego włosy lśniły w blasku płomieni. A jednak zadrżał, tak samo jak ogień.
Mistrz był wysokim mężczyzną, równie starym i silnym jak drzewa. Nigdy się nie uśmiechał, a jego młodość musiała minąć przed wiekami. Czasy były niebezpieczne, więc miecz trzymał zawsze przy sobie. Kiedy spojrzał uczniowi w oczy, ten odkaszlnął, aby przeczyścić gardło; podszedł do ogniska, by ogrzać ręce; w końcu powrócił na miejsce. Nadeszła pora na jego własną historię, podobnie jak każdej nocy. Ponownie zakasłał, spojrzał na swoje stopy, poszukał potwierdzenia w twarzy mistrza. I zaczął mówić, kiedy zaś poczuł w sobie słowa, zdumiał się, że tym razem przyszły chętnie i licznie, jak gdyby latami czekały na tę noc. Może w istocie tak było.
• • •
Miałem wtedy trzynaście lat – rzekł uczeń – i wszystkie pieniądze, które dawano mi na ulicach, przynosiłem matce. Przez to nie mogłem zapłacić za odwiedziny w miasteczku śmiechu, a kraść nie chciałem. Nie mogłem usłyszeć słynnych historii, podobno równocześnie śmiesznych i strasznych, opowiadanych przed zachodem słońca przez ludzi w szczelnie zakrywających ciało strojach. Postanowiłem więc chociaż w nocy zobaczyć miejsce, do którego każdego dnia ciągnęło tylu mieszkańców grodu.
Po co ta cała tajemnica, nie tylko pośród narratorów, lecz także siłaczy, skoczków i błaznów? Może to właśnie ja jeden dowiem się, jak wyglądają bez długich butów i rękawic, bez masek, bez gęstych warstw farby otaczających oczy? Tak myślałem, bo zawsze przecież pociągało mnie to, co ukryte. Teraz również szedłem do miasteczka śmiechu, aby obejrzeć krzywe zwierciadła, których widoku w ciągu dnia mi odmówiono. Jeżeli szczęście dopisze – sądziłem – zobaczę zarówno lustra, jak i ludzi.
Gwiazdy patrzyły z góry, kiedy wspinałem się na ogrodzenie. Musiały być mi przychylne, bo nikt mnie nie dostrzegł, gdy zeskoczyłem. Schowałem się za namiotem i przycisnąłem prawą dłoń do serca, żeby je uspokoić. Nie ma się czego obawiać, mówiłem sobie; nawet jeżeli mnie złapią, co mogą mi zrobić? Wychyliłem głowę i rozejrzałem się po okolicy. W świetle księżyca widziałem zarysy namiotów i wozów. Nikogo w pobliżu, ciemno i cicho.
Wejście do wozów z lustrami było niedaleko. Pospieszne kroki, ramiona nisko, pochylona głowa – i byłem na miejscu. Zamarłem, gdy otwierane drzwi zaskrzypiały, ale i tak było już za późno na zmianę zdania. Zanurzyłem się w czarnym wnętrzu.
Kiedy wyszła z mroku, wzdrygnąłem się, mimo że przecież jej oczekiwałem. Dobiegł do mnie chichot, a później słowa.
– Skoro się boisz, może jednak wrócisz do miasta? Jeszcze jest czas.
– Żartujesz – odparłem, usiłując zapanować nad twarzą. Chyba się nie udało.
– No, nie wiem. Kiedy wczoraj wieczorem spotkaliśmy się w mieście, wyglądałeś na odważniejszego. – W końcu zapaliła świecę trzymaną w lewej ręce i podeszła na tyle blisko, że mógłbym już czytać z ruchu jej warg, gdyby nie prosta maska wykonana z bladej skóry. Zasłaniała całą twarz oprócz żywych błękitnych oczu. Dlaczego nawet teraz dziewczyna miała na sobie maskę? Co więcej, nie mogła być starsza ode mnie, zatem czemu to ona zachowywała spokój, a ja byłem niemal gotów do ucieczki?
Zbliżyła się nawet bardziej. Teraz widziałem krople wosku spływające po świecy.
– Tamto jabłko, które mi dałeś, pamiętasz? Ściągnąłeś je ze straganu jakby nigdy nic. Bardzo dobrze smakowało. Gdybym wiedziała, że tak naprawdę nie jesteś taki śmiały, nigdy bym cię tu nie zaprosiła.
– Czy musimy o tym mówić? – Powiedziałem to tak głośno, że zaskoczyłem samego siebie. – Może po prostu pójdziemy zobaczyć lustra?
– A jednak odważny? No, to chodź za mną!
Poszedłem za nią. Światła było niewiele, ale łatwo zorientowałem się, że z jednego wozu przechodzimy do drugiego. Kiedy zapaliła następne świece, ustawione w równych odstępach pod ścianami, nareszcie ujrzałem zwierciadła. Natychmiast zacząłem się w nich przeglądać. Raz nie mogłem powstrzymać parsknięcia, bo mój brzuch rozrósł się jak rozdęta purchawka, a głowa i nogi zmalały do lilipucich rozmiarów. Innym razem poczułem niepokój, gdy tafla szkła pokazała mnie tak chudego, jakbym miał za chwilę zniknąć.
– Chciałam ci o czymś opowiedzieć – usłyszałem nagle głos i odwróciłem się w jego stronę. – Właśnie tutaj. To będzie jedna z tych historii, które opowiadamy sobie sami. Nie dzielimy się nimi z ludźmi, którzy płacą, żeby nas słuchać.
Zmarszczyłem brwi. Właśnie tutaj? Właśnie teraz? Ale w oczach dziewczyny zobaczyłem, że na tej opowieści naprawdę jej zależy. Zgodziłem się, a ona podziękowała ruchem głowy i pokazała mi krzesło, bym usiadł. Sama natomiast zaczęła krążyć po wozie, a zwierciadła nadawały jej sylwetce coraz to inne pokraczne kształty.
• • •
Opowieść ta będzie krótka – rzekła dziewczyna – tak jak krótkie było dotąd moje życie. Wiele lat temu w dalekim zamku mieszkał młody rycerz, o którym mówiono, że przewyższa pięknem wszystkich mężczyzn na ziemi. Człowiek ten uwielbiał otaczać się lustrami i oglądać w nich swoje oblicze; zawsze zaczynał i kończył dzień, podziwiając własną urodę. Jego majątki podupadały zaniedbane, ale nikt nie mógł go przekonać, aby się nimi zajął.
Pewnego dnia mężczyzna zaprosił do siebie sławnego czarodzieja, znanego z mądrości i dobroci. Ugościł go jak króla, stawiając na stole słodkie gruszki, złote jabłka, soczyste wiśnie, wyborne wino i pieczone prosię. Kiedy już obaj się nasycili (mag nie jadł wiele, choć spróbował każdej potrawy), rycerz przemówił, prosząc gościa o radę.
[1] 2 »
dodajdo

Komentarze

17 VII 2013   18:54:16

Jo.. Moze byc ale liczylem na troche wiecej...

17 VII 2013   19:03:38

Dziękuję za komentarz! Oczywiście nie będę bronił opowiadania, bo nie taka jest rola autora, ale jeśli jest coś konkretnego, co nie wyszło zbyt dobrze, to będę wdzięczny za wiadomość. Może uda się to poprawić w przyszłości.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »
Ilustracja: Die W3 AG

Kiedy gwiazdy się na niebie…
Anna Hrycyszyn

19 VIII 2017

Robot podjął decyzję. W żyły śpiącego wlała się substancja obniżająca ciśnienie i tętno, a zaraz po niej dodatkowa porcja środka nasennego. Lampki kolejno zmieniały kolor na zielony.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Uhonorowanie pośmiertne
Anna Pełczyńska

29 VII 2017

Armia czaszek zatrzymuje się na wysokości mojej twarzy. Kierują się na mnie dziesiątki oczodołów, kościanych korytarzy niczym wnętrza jaskiń, niczym wrota do innych wszechświatów. Nie mogę oderwać oczu. Nie mogę nie zastanawiać się, dokąd prowadzą czerepie portale.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.