Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Struny umarłych

[1] 2 3 6 »
Wyjął naszyjnik z kieszeni i wrzucił go do ognia. Irina chwilę stała obok niego. Potem nagle rzuciła się naprzód, wyciągając gołe dłonie do płomieni. Paweł złapał ją i odciągnął, podczas gdy ona płakała i krzyczała. Spojrzała na swoje dłonie, łzy leciały jej po twarzy, krzyknęła i znowu rzuciła się do ognia.

Radomir Darmiła
‹Struny umarłych›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorRadomir Darmiła
TytułStruny umarłych
OpisRadomir Darmiła to pseudonim z każdym rokiem bliższego czterdziestki pracownika jednej z wyższych uczelni w Poznaniu. Żonaty, z dwójką dzieci. Autor „Zabójcy przedsmoków” (QFant 19,04/2013) oraz „Sprawiedliwości grabarza” (wyróżnienie w konkursie Pigmalion Fantastyki 2013).
Gatunekgroza / horror
Paweł dobrze wiedział, że jest martwy. Wiedział, że ból szarpiący mu mięśnie jest tylko zwykłym złudzeniem. Wiedział też, że narastające zmęczenie – to po prostu efekt przyzwyczajenia do ciała, które już od dawna nie istnieje. Złudzenia łatwo ignorować. Wystarczy zatopić się w myślach, opuścić głowę, udawać, że się nie widzi własnych butów wznoszących brunatny pył. Udało mu się wspiąć się na kolejne wzgórze, zanim pozwolił, by przyzwyczajenie rzuciło go na kolana.
Czekając, aż jego nieistniejące serce się uspokoi, podniósł głowę, szukając słońca na jednolicie szarym niebie. Nie mógł go znaleźć; tam, gdzie powinno być, wisiał rozpaczliwie blady i zimny krąg, wciśnięty byle jak między postrzępione chmury. Paweł nie od razu pojął, że to właśnie jest słońce. Zastanawiał się, co mu ten widok przypomina i nagle, z dławiącą gardło pewnością, zrozumiał. Kiedy miał piętnaście lat, w jego szkole, wśród domorosłych artystów, popularna była technika – tępiona zresztą przez nauczyciela plastyki – w której najpierw rysowało się na górze kartki kilka krótkich kresek miękkim ołówkiem, a potem rozmazywało się je papierem – to miało być niebo, pokryte skłębionymi chmurami. Potem brało się gumkę i wymazywało w szarym tle jedno koło, gdzieś w górnym prawym rogu rysunku. To miało być słońce. Słońce, na które teraz patrzył, było właśnie takie.
Rainer miał rację, pomyślał. To, co robię, nie ma najmniejszego sensu.
• • •
– To, co chcesz zrobić, nie ma najmniejszego sensu – powiedział Rainer.
Rainer kołysał się na bujanym krześle, na werandzie swojego domu. Irina i Marianna siedziały po turecku obok niego, na macie rozłożonej na deskach. Obydwie przysłuchiwały się rozmowie z nieruchomymi twarzami, a wiatr rozwiewał ich złociste włosy.
– Nie mogę zostać. Muszę… – Paweł zaciął się na chwilę. – Muszę wiedzieć.
Rainer wzruszył ramionami.
– Wiedzieć – co? Pawle, od dłuższej chwili usiłuję ci wytłumaczyć, że wiedzieć – jest niemożliwe. Ja ciebie, rzecz jasna, rozumiem. Czekaj, nie przerywaj mi! Naprawdę ciebie rozumiem. Wysłuchałem cię bardzo uważnie. Może naprawdę gdzieś tam, poza doliną, czeka na nas prawdziwe życie po życiu. Może tam jest Bóg, a zostając tutaj, marnujemy szansę na jego odnalezienie. Mam tylko jedno pytanie: po czym Go poznasz, kiedy już Go spotkasz?
Głos Rainera był spokojny, bez goryczy. Jak głos ojca, tłumaczącego oczywiste sprawy trzyletniemu synowi. Paweł zaczynał nienawidzić tego tonu.
– Jest jeszcze Lena.
– Taak, jest jeszcze Lena – zgodził się Rainer. – Pamiętam. Ale to jest dokładnie ten sam problem. Po pierwsze, nie wiesz, czy ona tu jest. Uzgodniliśmy, że ja zmarłem… zaraz, jakieś trzydzieści lat przed tobą, prawda? Umarłem przed tobą i pojawiłem się tutaj również przed tobą. To jednak może być czysty przypadek. Czy upływ czasu tutaj ma jakikolwiek związek z rzeczywistym światem? Zwracam ci przy tym uwagę, że określenia „rzeczywisty” używam tylko z czystego przyzwyczajenia.
– Rainerze, nudzisz mnie. Już mi o tym mówiłeś.
– Wiem. Powtarzam, bo najwidoczniej mnie nie słuchałeś. Dobrze – więc to był pierwszy problem, czas. Po drugie, jeżeli ona już gdzieś tam jest – w tym świecie, w tym wymiarze, nazwij to, jak chcesz – a więc, jeżeli nawet gdzieś tam się błąka, czekając na ciebie, szukając ciebie – nie wiadomo, czy dasz radę ją odnaleźć.
– Muszę spróbować.
– Dobrze. Załóżmy, że spróbujesz. I tutaj właśnie pojawia się „po trzecie”. Gdy już ją znajdziesz, skąd będziesz wiedział, że to faktycznie ona, a nie struna?
– Zapytam… Zapytam ją o takie rzeczy, które tylko Lena może wiedzieć.
– Pawle. Już od kilku dni staram się ci wytłumaczyć, na czym to wszystko polega. I dręczy mnie myśl, że mimo tylu wysiłków, wciąż mi się to nie udaje. Jeżeli napotkasz strunę, to ona będzie się zachowywać tak, jak według ciebie powinna zachowywać się Lena, i będzie wiedziała to, co według ciebie powinna wiedzieć. Będzie bardziej podobna do prawdziwej Leny niż sama Lena. Ale, rzecz jasna, ona właśnie nie będzie prawdziwa.
Paweł nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Milczał. Powoli podniósł głowę i patrzył na Rainera z nienawiścią. Tamten spoglądał na niego ze współczuciem, bez gniewu. Irina i Marianna siedziały bez ruchu. Rainer westchnął i kiwnął głową, wstając z krzesła.
– Posłuchaj – ja wiem, że nie dam rady cię zatrzymać. Nawet nie będę próbował. Dam ci więc coś na drogę…
Wszedł do domu. Marianna natychmiast wstała i podążyła za nim, jak błękitnooki cień. Paweł obrócił oczy na Irinę. Siedziała, mierząc go nieruchomym spojrzeniem.
– Zdarza ci się czasem mrugać? – zapytał.
Zamrugała.
Rainer wrócił, niosąc małe pudełko. Otworzył je i ostrożnie wyjął dwa czerwone kamienie z przewleczonymi przez nie sznurkami. Marianna wróciła na swoje miejsce na macie, obok Iriny. Rainer nie zwracał na nie obie uwagi.
– To jest… Powiedzmy, że to taki talizman. – powiedział. Rozpiął koszulę. – Widzisz? Ja też taki noszę.
Paweł wyjął kamień z pudełka i obejrzał wisiorek pod światło. Pod jego dotykiem kamień świecił ciepłym, czerwonym blaskiem.
– Taki talizman – powiedział wreszcie powoli i roześmiał się. – No dobrze, będę go nosił. Ale co on właściwie ma robić? Będzie mi wskazywał drogę? Przynosił szczęście?
– Będzie ciebie bronić. Nie pytaj mnie, jak. Mógłbym ci powiedzieć, że oprócz postrzeganych przez nas wymiarów istnieje jeszcze wiele innych, że w jednym z tych dodatkowych wymiarów ludzie wytwarzają swoiste pole emocjonalne, i że struny żywią się energią tego pola. Mógłbym ci potem wyjaśnić, w jaki sposób ten czerwony kamień blokuje przepływ tej energii. Mógłbym, ale nie powiem ci niczego, bo wiem, że uważasz to za pseudo-metafizyczny bełkot. – Rainer skrzywił się i zabujał na krześle. – Przyjmij więc po prostu, że struny potrzebują naszego szczęścia, rozkoszy, radości. Krążą wokół ofiary, oplatają ją złudzeniami, jak pająki, i wysysają emocje.
– Nie jestem pająkiem – wtrąciła Irina.
– Oczywiście, kochanie. Pawle, jak długo będziesz miał na sobie ten wisiorek, żadna struna nie będzie w stanie ciebie złapać i omotać. Nie będzie mogła z ciebie pić. Chyba, że z własnej woli dasz jej ten drugi wisiorek.
– Nie jestem pająkiem – powtórzyła Irina. Wstała i uderzyła Rainera pięścią w ramię, aż ten się zakolebał razem z krzesłem. – Nie jestem pająkiem.
Zeszła z werandy po schodach. Rainer patrzył za nią, po twarzy błąkał mu się uśmiech – dziwnie smutny i roztargniony. Paweł nie potrafił odczytać jego uczuć. Marianna wstała również.
– Rainer, nie rozumiem ciebie. Jesteś z nami już tak długo, a ja wciąż ciebie nie rozumiem. – Ukłoniła się nisko przed nimi oboma i pobiegła za siostrą.
• • •
– Wreszcie cię znalazłam.
Nie muszę się bać, pomyślał Paweł. Gdy otworzę oczy, zobaczę zwyczajny świat. Zwykłe słońce. Zwykłą, zieloną trawę – nie szarą, kisielowatą masę, po prostu trawę. Zmusił się do rozwarcia powiek i spojrzał w górę. Poczuł rozczarowanie pomieszane z ulgą, widząc stojącą nad sobą Irinę.
– Zgubiłeś swój worek – powiedziała. – Znalazłam go.
– Co ty tu robisz?
– Rainer mnie nie chce.
– Kłamiesz. Widziałem, jak na ciebie patrzył. Słyszałem, jak o tobie mówił.
– Więc to ja go nie chcę. Wystarczy mu Marianna.
Paweł podniósł garść piasku do oczu. Przyglądał się chciwie pojedynczym ziarenkom i kamykom, gdy przesypywały się między palcami. Każde z nich było inne.
– I to ma wystarczyć, bym ja ciebie zechciał? – Podniósł się energicznie, otrzepując spodnie. Irina wciąż wyciągała do niego rękę, w której trzymała jego worek podróżny. Wyrwał go jej z rąk i założył na plecy. – Idź. Nie potrzebuję cię.
– Potrzebujesz. Mogę ci pomóc odróżnić struny od ludzi.
– A w zamian za to – parsknął – od czasu do czasu, tak dla podtrzymania znajomości, wyssiesz kilka kropel mojej krwi, tak?
– Nie jestem pająkiem.
– A ja nie jestem Rainerem. – Machnął ręką. – Odejdź.
Poszedł prosto przed siebie. Kusiło go, żeby się obejrzeć i w końcu nie wytrzymał, zerknął do tyłu. Irina wciąż tam stała, daleko, bez ruchu, samotnie. Wiatr rozwiewał jej jasne włosy – wyglądała jak wbita w ziemię pochodnia.
[1] 2 3 6 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »
Ilustracja: Die W3 AG

Kiedy gwiazdy się na niebie…
Anna Hrycyszyn

19 VIII 2017

Robot podjął decyzję. W żyły śpiącego wlała się substancja obniżająca ciśnienie i tętno, a zaraz po niej dodatkowa porcja środka nasennego. Lampki kolejno zmieniały kolor na zielony.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Uhonorowanie pośmiertne
Anna Pełczyńska

29 VII 2017

Armia czaszek zatrzymuje się na wysokości mojej twarzy. Kierują się na mnie dziesiątki oczodołów, kościanych korytarzy niczym wnętrza jaskiń, niczym wrota do innych wszechświatów. Nie mogę oderwać oczu. Nie mogę nie zastanawiać się, dokąd prowadzą czerepie portale.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Talenty Odmiennych Ludzi
— Radomir Darmiła

Wojownik i wiedźma
— Radomir Darmiła

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.