Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Problem ósmego świata

Bartłomiej Dzik
[1] 2 3 6 »
To trochę skomplikowane. Wyobraź sobie fanów pewnego filmowego cyklu, którzy tworzą dwie wrogie frakcje. Tak jakby fani westernu podzielili się na Indian i kowbojów. Na początku ścierają się w wirtualu, potem stopniowo przenosi się to do reala, rywalizacja w formie LARP-ingu staje się coraz ostrzejsza. W końcu ktoś sięga po broń.

Bartłomiej Dzik
‹Problem ósmego świata›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorBartłomiej Dzik
TytułProblem ósmego świata
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1975, z wykształcenia i zawodu ekonomista. Autor wielu artykułów popularnonaukowych i felietonów z dziedziny ekonomii i psychologii (np. w miesięczniku „Charaktery” i na portalu Money.pl). Dwukrotny finalista „Horyzontów Wyobraźni”. Obecnie często pisuje krótkie formy na SZORTAL i pracuje nad powieścią fantasy „Aernis”.
Gatunekhumor / satyra, obyczajowa
Światło kilkunastu pochodni barwiło na pomarańczowo wykute w litej skale ściany i beczkowe sklepienie podziemnej komnaty. Czterech gwardzistów w pełnym rynsztunku spoglądało to na zgarbioną, zwalistą postać kata, to na obnażonego do pasa więźnia. Nieszczęśnik, młody atletyczny blondyn o długich, opadających na oczy włosach, został przykuty za nadgarstki do zamocowanych w ścianie potężnych klamer. Oddychał ciężko, z podbródkiem opuszczonym na pierś. Kat, wysoki na ponad sześć stóp i ważący dobre trzysta funtów mulat o przeoranej ospą twarzy, lustrował pożądliwym wzrokiem poczerniały dębowy blat zapełniony narzędziami tortur, od całkiem klasycznych po wielce egzotyczne. W oczach oprawcy można było dostrzec żal małego dziecka, któremu zabroniono pobawić się ulubioną zabawką.
Zgrzyt zamka i szczęk metalowych zasuw sprawił, że gwardziści natychmiast przenieśli wzrok na masywne drzwi po drugiej stronie komnaty. Przy akompaniamencie cichego pisku otworzyły się one na zewnątrz, po czym do pomieszczenia prężnym krokiem wszedł wysoki brunet w purpurowej pelerynie i napierśniku z centralnym ornamentem w kształcie czarnej siedmioramiennej gwiazdy. W jednej dłoni trzymał latarnię, drugą opierał na rękojeści długiego miecza. Żołnierze wyprężyli się na baczność, nawet kat oderwał wzrok od blatu i nieco rozprostował zgarbione plecy.
Mężczyzna w pelerynie omiótł wzrokiem komnatę, po czym zrobił krok w bok, stając obok framugi. Chwilę później z ciemności korytarza wyłoniła się kobieca postać. Odziana w prostą w kroju, ale utkaną z najdoskonalszego jedwabiu czarną suknię namiestniczka wkroczyła pewnym krokiem do środka komnaty. Czerń jej wielkich oczu i długie włosy w kolorze oberżyny kontrastowały z porcelanową bladością cery. Soczysta czerwień wąskich ust była jedynym ciepłym akcentem w postaci, która poza tym mogła uchodzić za personifikację zimowej nocy. Nawet płomienie pochodni na ścianach zdawały się kurczyć w jej pobliżu, jakby kobieta wysysała z nich żar i światło. Jeden z gwardzistów nerwowo przełknął ślinę, na czole drugiego wykwitło parę kropelek potu. Namiestniczka zwróciła się do mężczyzny z latarnią:
– Zostawcie nas samych!
– Pani, nie wiem czy… – odparł tamten, ale urwał w pół zdania, skarcony przez źrenice z czarnego lodu.
Namiestniczka powoli wyszła na środek komnaty, stając przed dębowym blatem z narzędziami tortur. Najpierw z pomieszczenia pośpiesznie zniknęli gwardziści, potem do wyjścia poczłapał kat. Pochód zamknął mężczyzna w pelerynie, który zatrzasnął za sobą drzwi. Kobieta wykonała delikatny gest lewą dłonią, jakby leniwie odganiała muchę, a poruszone niewidzialną siłą zawiasy przesunęły się z metalicznym szczękiem. Obchodząc stół, podeszła do więźnia. Mężczyzna z wysiłkiem uniósł twarz. Opadające na bok włosy odsłoniły rozbitą skroń i strup zakrzepłej krwi na policzku.
– Naprawdę wierzyłeś, że możesz mnie zabić tutaj, w pałacu namiestnika? – w jej głosie nie było nagany ani pretensji, jedynie zdziwienie zabarwione szczyptą dobrze skrywanej fascynacji.
Więzień milczał przez chwilę, uniósł jedynie kąciki ust w wysilonym uśmiechu.
– Powinnaś posłuchać generała, Nysmeno – wyszeptał w końcu, patrząc jej w oczy.
Na twarzy namiestniczki odmalował się grymas zdziwienia. Otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale wówczas płomienie wszystkich pochodni zafalowały gwałtownie i pochyliły się w stronę ściany ze skazańcem, jakby poruszane niewidzialnym prądem powietrza. Na litej skale, wokół miejsc, gdzie przymocowano krępujące nadgarstki klamry, pojawiła się siatka pęknięć. Mężczyzna gwałtownym szarpnięciem oderwał obie dłonie od ściany i chwycił zaskoczoną kobietę za szyję i prawe ramię. Polecieli z impetem w stronę stołu. Ona tak ciężko upadła plecami na blat, że wypuściła powietrze z płuc. Niektóre narzędzia tortur zleciały z brzękiem na posadzkę. Więzień lewym łokciem przycisnął oszołomioną namiestniczkę do blatu, a prawą ręką przysunął jej pod gardło zgarnięte ze stołu zakrzywione zębate ostrze.
Ich twarze niemal się dotykały, dłoń trzymając narzędzie tortur zadrżała. W szeroko rozwartych źrenicach mężczyzny zatańczył ogień. Nysmena, patrząc cały czas w oczy agresorowi i nie zważając na dotyk stali na szyi, delikatnie uniosła głowę. Jej rozchylone usta musnęły usta mężczyzny, który w pierwszym momencie gwałtownie odchylił głowę, po czym przez kilka sekund oboje trwali w bezruchu.
Zębate ostrze odsunęło się nieco na bok, wciąż jednak pozostając w pobliżu tętnicy szyjnej kobiety. Mężczyzna lekko zmrużył oczy i zniżył głowę. Usta znowu się spotkały.
Czas się zatrzymał.
W prawym dolnym rogu ekranu stylizowane na gotyk białe litery uformowały napis „ciąg dalszy nastąpi”.
• • •
Na tarasie nowojorskiego apartamentowca zapach czarnorynkowych kubańskich cygar mieszał się z fenolową wonią szkockiej whisky z Islays. Producent filmowy Harold Bildberg przez chwilę wpatrywał się w milczeniu w słomkowy płyn na dnie szklanki, jakby szukając tam głębszej inspiracji.
– Tłum wychodzący z kina wyglądał jak armia zombie – westchnął w końcu, unosząc szkło do ust.
– To dobrze czy źle? – spytał Michael Cialdini, kontemplując brylantowe indeksy na tarczy swojego nowego rolexa.
Producent poprawił się w skórzanym fotelu i westchnął:
Box office będzie rekordowy. To jest już element porządku natury. Jak to, że jutro wzejdzie słońce. Albo jak to, że Laura Mischell robi najlepszą laskę na Zachodnim Wybrzeżu. Chodzi o coś innego… – Spróbował złapać kontakt wzrokowy z reżyserem. – Nie czujesz, że sytuacja trochę wymyka się spod kontroli?
Cialdini wyjął cygaro z ust i oblizał wargi.
– Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli już przy trzecim epizodzie. Ale czy to naprawdę powód do zmartwień? Weźmy choćby tę ostatnią akcję w Dallas. Inni producenci płaczą jak cioty, że im piractwo zjada ponad połowę zysków. A my? Fani sami wytropili gościa, który chciał przed premierą rozprowadzić nielegalną kopię. Potraktowali to niemal jak świętokradztwo, facet ledwo uniknął linczu. Reszta Hollywood może tylko pomarzyć o czymś takim.
Bildberg miał minę, jakby coś z trudem przeżuwał. Podniósł się powoli z fotela, poprawił pasek u spodni i niedbale zapiął dwurzędową marynarkę na jeden guzik. Uzupełnił szklankę szkocką na dwa palce i poczłapał w stronę ażurowej balustrady. Omiótł wzrokiem światła Manhattanu i odwrócił się w stronę reżysera.
– Uwierz moim starym żydowskim kościom, Michael. To, co traktujemy jako błogosławieństwo, bardzo szybko może stać się przekleństwem…
• • •
Południowe kalifornijskie słońce grzało niemiłosiernie. Cialdini drugi raz w ciągu pięciu minut poluzował kołnierzyk błękitnej koszuli, obserwując, jak dwóch funkcjonariuszy policji z Miasta Aniołów krząta się wokół zdemolowanego samochodu, robi zdjęcia i zbiera próbki materiału z pogruchotanej karoserii. W zlepku jasnopomarańczowej blachy i stłuczonego szkła trudno było dostrzec olśniewające linie topowego modelu ferrari. Na lewych drzwiach, które z całą pewnością celowo pozostały nietknięte narzędziami fizycznego zniszczenia, widniał symbol, precyzyjnie odmalowany za pomocą szablonu i niebieskiego sprayu. Siedem jednakowych trójkątów stykających się wierzchołkami tworzyło pierścień o średnicy prawie półtorej stopy.
– Mamy nagranie z kamer monitoringu – wyjaśniał inspektor Antonides, drobny brunet o siwiejących skroniach i przeoranym zmarszczkami czole. – To była zorganizowana akcja, sprawcy poruszali się skradzionym pick-upem, mieli przygotowane młoty i siekiery…
– Cholera – westchnął reżyser, wycierając pot z czoła. – Rok czekałem na ten samochód, choć dealer umieścił mnie na początku kolejki na Stany.
Inspektor wyciągnął w stronę rozmówcy zafoliowaną kartkę pocztówkowego formatu.
– To było za piórem wycieraczki? – upewnił się.
Cialdini smętnie pokiwał głową. Na kremowym papierze widniało tylko jedno, wydrukowane kapitalikami zdanie: „JANIS MA PODERŻNĄĆ GARDŁO TEJ IMPERIALNEJ KURWIE”. Pod napisem znajdował się analogiczny symbol jak ten, który odmalowano na drzwiach samochodu.
– Ja nie oglądałem pańskich filmów – głos inspektora był wręcz przepraszający. – Ale trochę kojarzę ten symbol, to jest chyba… – zrobił zakłopotaną minę, niemo prosząc o wyjaśnienia.
– To pierścień rebeliantów Siedmioświata. – Reżyser starał się zachować spokój. – Buntowników przeciw wszechwładzy Imperium. Wie pan, niektórzy fani zbyt emocjonalnie podchodzą do cyklu, mają problem z zaakceptowaniem pewnych moich decyzji.
Antonides uśmiechnął się delikatnie.
[1] 2 3 6 »
dodajdo

Komentarze

19 III 2014   01:27:58

Fajnie wyszło. Choć spodziewałem się jakiegoś bardziej radykalnego zakończenia, może zlania się 8 świata z 7 pozostałymi.

23 III 2014   18:55:29

Mnie też zakończenie zaskoczyło. Ale dobrze mi się czytało :)

11 IV 2014   00:12:07

Jo dobrze sie czytało, dobra praca good night!

www.stanislaw.dk

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »
Ilustracja: Die W3 AG

Kiedy gwiazdy się na niebie…
Anna Hrycyszyn

19 VIII 2017

Robot podjął decyzję. W żyły śpiącego wlała się substancja obniżająca ciśnienie i tętno, a zaraz po niej dodatkowa porcja środka nasennego. Lampki kolejno zmieniały kolor na zielony.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Uhonorowanie pośmiertne
Anna Pełczyńska

29 VII 2017

Armia czaszek zatrzymuje się na wysokości mojej twarzy. Kierują się na mnie dziesiątki oczodołów, kościanych korytarzy niczym wnętrza jaskiń, niczym wrota do innych wszechświatów. Nie mogę oderwać oczu. Nie mogę nie zastanawiać się, dokąd prowadzą czerepie portale.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gniew Gai
— Bartłomiej Dzik

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.