Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Iskra w ciemności

Maria Dunkel
[1] 2 3 6 »
Czarniejsza od nocy postać wyłoniła się z ciemności. Z impetem skoczyła na grzbiet wilka, który stracił grunt pod nogami i poturlał się przez śnieg. Gdy zebrał się na łapy, z jego boku płynęła krew, plamiąc białe futro. Obcinacz Głów stał przed nim na ugiętych nogach, z nożem w lewej dłoni.

Maria Dunkel
‹Iskra w ciemności›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMaria Dunkel
TytułIskra w ciemności
OpisAutorka pisze o sobie:
Rocznik 1993. Urodzona i zamieszkała w Katowicach. Obecnie studiuje na Politechnice Śląskiej. W wolnym czasie czytuje fantastykę, słucha muzyki rockowej, hoduje gryzonie i pisze. Nagrodzona w kilku młodzieżowych konkursach literackich. Finalistka Horyzontów Wyobraźni 2010.
Gatunekfantasy
1.
Sanaria spojrzała w czarną, plującą śmiercią otchłań.
2.
Na początku czasów świat był pełen światła. Zamieszkujący go ludzie nie znali cierpienia ani nienawiści. Istniały jednak miejsca – głębokie jamy, podziemne korytarze, wnętrza obumarłych pni – w których znalazły schronienie złe duchy, słudzy mroku. Posiadały piękne ciała i wypaczone dusze. Słodkimi słowami potrafiły zwodzić śmiertelników. W sercu człowieka, który pozwolił im się uwieść, kiełkowało ziarno zła, aż wreszcie stawał się on jego sługą.
Ludzie byli słabi. Łaknęli bogactwa i chwały, chętnie poddawali się nienawiści. Umysłami większości z nich do tego stopnia zawładnęło zło, że stali się wrogami własnych braci. Z ich pomocą ciemność stopniowo ogarniała cały świat.
Wtedy pojawił się Wybraniec. Wychowywał się wśród ostatnich wolnych od skazy ludzi. Przez całe życie przygotowywano go do wypełnienia jego roli. Wreszcie nadszedł dzień, w którym zebrał armię i ruszył do samego serca mroku, by stoczyć walkę z bezimiennym demonem, najwyższym spośród sług ciemności.
Wyprawa trwała długo i obfitowała w niebezpieczeństwa, ale wreszcie Wybraniec stanął naprzeciw swego przeciwnika i zmierzył się z nim w pojedynku, który miał rozstrzygnąć o losach świata.
I zawiódł. Przegrał.
Od tamtej pory ludzkość błądzi w ciemnościach.
3.
– Opowiadasz im przerażające bajki – powiedziała cicho matka.
Laner spojrzał na babcię, żeby sprawdzić, jak zareaguje na tę wymówkę. Staruszka podrapała się po miękkim, obwisłym policzku, pokrytym wątrobianymi plamami.
– To nie bajka – wyszeptała drżącym głosem. – Ale szczera prawda. Tam masz żywy dowód. – Pokazała palcem sufit. – Oni tam są.
Laner rozejrzał się niespokojnie. Wraz z matką i babcią siedział w ciemnej, pozbawionej okien sali. Kobiety, dziewczynki i chłopcy do szesnastego roku życia tłoczyli się tutaj, wszyscy przestraszeni i zmęczeni. Powietrze śmierdziało potem oraz stęchlizną. Lampy kopciły, dając niewiele światła.
– Czy Obcinacze Głów to słudzy ciemności? – spytał babcię Laner.
Staruszka znów kiwnęła siwą głową.
– Oczywiście, chłopcze. Przybyli na naszą wyspę, niosąc stal i ogień, by zawładnąć naszą ziemią, tak jak zawładnęli już całym kontynentem. Rekka była ostatnim wolnym od nich miejscem.
– Wystarczy już tego – powiedziała surowo matka, gdy sześcioletnia Nandia wtuliła się mocno w poły jej spódnicy. – Nic nam nie grozi. Javik to niezdobyte miasto, a warownia jest najbezpieczniejsza na świecie.
– Oczywiście, masz rację – zgodziła się babka. – Wybacz starej kobiecie jej ględzenie.
Matka wzięła Nandię na kolana i zaczęła kołysać ją w ramionach. Nuciła cicho, żeby uspokoić dziewczynkę.
Laner przytulił się do wiotkich piersi babci. Wiedział, że zaledwie poziom wyżej, gdzie sale były bardziej przestronne, siedzieli parlamentarzyści, ich żony i dzieci. Tam krążyła służba, jedzenia i wina starczyło dla każdego, trefnisie pomagali zapomnieć o niebezpieczeństwie. Żałował, że musi tłoczyć się z innymi mieszczanami w ciasnych, ponurych salach, gdzie czuć było jedynie ludzki strach.
Gdzieś nad ich głowami rozległ się głuchy huk. Jedna z kobiet wrzasnęła piskliwie. Nandia wybuchnęła płaczem.
– Mamo? – spytał Laner.
Matka przycisnęła dłonie do ust. Nawet w żółtawym półmroku widać było bladość i pot na jej twarzy.
– Walą we wrota warowni – powiedziała cicho babcia. – Już tu są.
– Przestań! – wykrzyknęła histerycznie matka.
Staruszka nie odpowiedziała.
W ciemnej sali rozwrzeszczały się niemowlęta i młodsze dzieci. Kilka rodzin upadło na klęczki, głośno modląc się do Erikava. Młoda, kasztanowłosa dziewczyna wpadła w histerię, śmiała się i płakała jednocześnie, niczym obłąkana.
Kolejny huk, a później przejmujący łomot, jakby rozpękła się ziemia. Lanerowi łzy napłynęły do oczu. Nagle bardzo boleśnie odczuł, że ma zaledwie trzynaście lat.
Część ludzi ucichła, nasłuchując. Matki sykały na dzieci, by je uciszyć. Odgłos strzałów dobiegał do uszu przerażonych mieszczan nawet przez grube ściany. Z korytarza, gdzie czuwali strażnicy, rozległ się wrzask. Później zapadła cisza. Przerwało ją dopiero pukanie do drzwi. Na zewnątrz ktoś zarechotał z tego głupawego żartu.
– Stal i ogień – wyszeptała babcia.
Drzwi otwarto brutalnym kopniakiem. Do sali wszedł Obcinacz Głów – wysoki, muskularny mężczyzna o ciemnej twarzy upstrzonej czerwonymi kroplami. W ręku niósł obnażoną szablę z klingą ubrudzoną lepką, gęstniejącą krwią. Przez plecy przewiesił ciężki muszkiet, którego lufa połyskiwała w półmroku. Od stóp do głów był ubrany na czarno. Jak przystało na sługę ciemności, pomyślał Laner.
4.
Sanaria trafiła za pierwszym razem. Śnieżny zając potknął się w pół skoku, zwinął i runął w zaspę. Uradowana dziewczynka podbiegła do swojej ofiary.
Zając miał już białą, zimową szatę, ale wciąż był spasiony wiosenną trawą. Na jego pyszczku i rozbitej czaszce zasychała krew. Jedna z tylnych łap drgała lekko. Sanaria zaczekała, aż przestanie i dopiero wtedy schyliła się po zwierzynę. Rozchyliła płaszcz, żeby schować zdobycz za pasek. Później rozejrzała się uważnie.
Na wschodzie gromadziło się ptactwo. Żywa chmura czerni pokrywała niebo. Bitwa, pomyślała Sanaria. Lepiej się nie zbliżać. Na północy dostrzegła słupy dymu. Ktoś tam obozował. Niedobrze. Nie powinna znajdować się w takim miejscu, między dwiema armiami. Ruszyła powoli na zachód, gdzie na horyzoncie majaczył ciemny las, obiecujący schronienie.
Sypki śnieg przymarzał do futrzanych butów dziewczynki i obklejał skraj jej wełnianej spódnicy. Blade słońce świeciło na niebie. Raziło w oczy, ale nie dawało ciepła. Sanaria czuła, jak szczypią ją policzki. Poprawiła kołnierz włochatego kubraka i szczelniej opatuliła się płaszczem.
Lód trzasnął pod jej podeszwą. Zamarła. Wyglądało na to, że od lasu dzieli ją jeziorko. Mróz trzymał dopiero od kilku dni i nie była pewna, czy lód jest mocny. Odbiła w lewo i szła przed siebie, co jakiś czas badając stopą granicę między lądem a akwenem. Wreszcie skręciła ponownie w kierunku lasu i dotarła do niego w trochę innym miejscu, niż planowała. Nad jej głową zamknął się baldachim igieł.
Szła wśród ciemnozielonych, oprószonych śniegiem świerków, rozglądając się za schronieniem. Korony gęstniały nad jej głową. Zerknęła za siebie, ale zagłębiła się już w las tak bardzo, że nie dostrzegła jego skraju.
Wreszcie wypatrzyła obumarły, srebrny pień podobny kształtem do wielkiego komina. Sanaria nie znała gatunku tego drzewa. Wśród wszechobecnych choin wydawało się nie na miejscu.
Wypatrzyła wyrwę między korzeniami. Przecisnęła się przez nią na czworakach i znalazła we wnętrzu pnia. Wystarczyło tu miejsca, aby kilku dorosłych ludzi mogło spokojnie usiąść. Ze ścian zwisały zmarznięte strzępy próchna i porostów. Gdy Sanaria zadarła głowę, ujrzała przez otwór po odłamanym wierzchołku błękitne niebo.
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej kryjówki, pomyślała. Od dwóch miesięcy sypiała w rozgrzebanych norach, porzuconych przez borsuki albo wilki. Jama pod wykrotem albo spalone ruiny wioski wydawały jej się doskonałym schronieniem, a takiego drzewa nigdy nie spodziewała się znaleźć. Mogłabym nawet tutaj zamieszkać, poczekać na koniec wojny, a potem…
Nie wiedziała. Ale może zostałaby wiedźmą.
Na razie zabrała się za urządzanie nowego schronienia. Kościanym ostrzem noża odcięła zwieszające się nisko świerkowe gałązki i wymościła nimi wnętrze srebrnego pnia. Pośrodku zostawiła trochę wolnej przestrzeni. Oczyściła to miejsce ze śniegu, ogrodziła wygrzebanymi z ziemi kamieniami i naznosiła chrustu na ognisko. Próbowała rozpalić je za pomocą noszonego w sakiewce krzemienia, ale pokryte szronem patyki nie chciały się zająć. Po długich staraniach Sanaria uzyskała jedynie nikły płomyczek i mnóstwo dymu, wypełniającego pień. Nawet ta nędzna namiastka ogniska szybko zgasła, gdy dziewczynka dorzuciła do niej świeżą gałązkę.
Niezadowolona Sanaria miała ochotę cisnąć krzemień precz. Odłożyła go jednak koło przygotowanego stosu, zabrała królika i wydostała się z pnia. Stanęła na nogi, rozglądając się za miejscem, gdzie mogłaby oprawić zwierzynę.
Serce zamarło jej w piersi, gdy dojrzała wśród świerków wysokiego mężczyznę. Patrzył wprost na nią bursztynowymi oczami, podobnymi do wilczych ślepi. Splątane ciemne włosy opadały na jego smagłą twarz i ramiona, okryte czarnym płaszczem. Powiedział coś w obcym, gardłowym języku, po czym kulejąc ruszył w kierunku Sanarii, wyciągając ręce, jakby chciał ją udusić.
[1] 2 3 6 »
dodajdo

Komentarze

24 IV 2014   20:55:03

nieźle nieźle.
"boleśnie realne" bym powiedział

18 V 2014   11:29:34

Kolega ilustrator Latkowski ciekawie operuje światłocieniem. Na czołowym displayu można odgadnąć 2 źródła światła, w tym jedno zimne i jakby odbite. Natomiast wypadałoby przyjrzeć się ułożeniu półsferycznych obiektów w przestrzeni oraz temu jak fałduje się tkanina.

22 V 2014   08:05:22

Ilustracje bardzo fajne. Samo opowiadanie sprawnie napisane, choć w połowie można się domyślić zakończenia, a brak wyrazistej pointy sprawia, że po lekturze ma się wątpliwości po co się czytało.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »
Ilustracja: Die W3 AG

Kiedy gwiazdy się na niebie…
Anna Hrycyszyn

19 VIII 2017

Robot podjął decyzję. W żyły śpiącego wlała się substancja obniżająca ciśnienie i tętno, a zaraz po niej dodatkowa porcja środka nasennego. Lampki kolejno zmieniały kolor na zielony.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Biblioteka
— Maria Dunkel

Piaskowe dziecko
— Maria Dunkel

Wilk wśród jagniąt
— Maria Dunkel

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.