Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Nina, zez i służki

[1] 2 3 4 »
Nie mogła sobie nic przypomnieć, chociaż bardzo się starała. Pamiętała tylko coś, co zobaczyła za zezem, z drugiej strony oczu. Tej, która jest wewnątrz głowy.

Agnieszka Łobik-Przejsz
‹Nina, zez i służki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka Łobik-Przejsz
TytułNina, zez i służki
OpisAutorka pisze o sobie:
Mama i żona. Filolog, na co dzień redaktor w branżowym dwutygodniku. Eskapistka, wciąż jeszcze niewyleczona z ułud. Nie wiedzieć czemu, coś tam pisze po godzinach (wiersze wcale niewesołe, opowiadania), udziela się w e-zinie. Wydała książeczkę dla dzieci „Ola i Królestwo Niespełnionych Marzeń”. Druga, zatytułowana „Tajemnica Szpargałowa”, właśnie szuka wydawcy.
Gatunekgroza / horror
Służki, demony służebne, duszki domowe (…)[uważane] za wrogów anioła stróża, a ponieważ występowały one zawsze w postaci zwierząt obecnych w każdym domu (…) nigdy nie zdarzyło się, by jakaś czarownica nie miała swojego własnego „służki”.
Rossell Hope Robbins „Encyklopedia czarów i demonologii”
Żelazna poręcz z odłażącymi warstwami farby. Mokra i zimna. Można stać i czytać, na jakie kolory była malowana. Kusi perspektywa bezustannego odrywania odstających łusek.
Po schodach wspina się z mozołem para małych nóg w różowych, przybrudzonych adidasach. Oblepiającym wilgocią porankiem Nina idzie po raz pierwszy do innego przedszkola. Na górze, przy zniszczonych drzwiach, stoi jej mama i przygląda się placowi zabaw.
Huśtawki, piaskownica, wygryziony żywopłot. Naznaczone czasem, wysłużone, z zadrapaniami zostawionymi przez pokolenia. Krople deszczu przyssane do rdzy. Wszystko zastygło i ostygło. Upojone bezruchem.
Gdzieś obok, zrazu bardzo subtelnie, czai się przygnębienie. Melancholia gęstnieje w załamaniach drabinek, czepia się huśtawek. Lepiący się do wszystkiego, kanciasty strach. Uważne oko może dostrzec skrytki przedszkolnego ogródka, przejścia w żywopłocie, wygniecenia w krzakach. Miejsca, gdzie bawią się grupki, gdzie odbywają się walki i przekupstwa. Ktoś jest dopuszczony do sekretów, ktoś jest samotny. W labiryncie knowań, przezwisk i targów ktoś cieszy się w duchu, gdy ktoś inny nie przyjdzie do przedszkola. Smutek. Osaczenie i rozpacz.
Ale to dostrzega i czuje tylko Nina. Nie mama. Mama śpieszy się do pracy na kasie i nic nie obchodzi jej smutek huśtawek. A te tutaj są wyjątkowo znękane. Dziewczynka słyszy wyraźnie, jak skrzypią potępieńczo: beznadzieja, beznadzieja, beznadzieja.
– Chodź szybko, bo się spóźnimy. – Edyta raz po raz nerwowo spogląda na zegarek.
– Mamooo? – Dziewczynka za wszelką cenę stara się oddalić moment wejścia.
– Szybciutko, bo spóźnię się do pracy. – Edyta puszcza pytanie mimo uszu i z rosnącym zniecierpliwieniem obserwuje, jak Nina wspina się po stopniach. Rączka dziewczynki ześlizguje się raz po raz z za wysokiej poręczy.
– Ale mamooo…? – Mała nie daje za wygraną.
– Co? – Mama zaczyna mówić przez zęby i nie oznacza to niczego dobrego.
– Takiego małego… najmniejszego kotka. Albo pieska. Albo chociaż chomika. Będę…
Twarz mamy robi się blada, potem czerwona, a potem lekko niebieska. Usta zmieniają się w cienką kreskę.
– Żadnego. Kurwa. Kotka. Bo ci… Jasne? Ża-dne-go. – Szczękościsk potężnieje, ale nie przeradza się w nic ponadto, choć upierścieniona tanimi świecidełkami dłoń mamy krąży niebezpiecznie wokół cienkich włosów Niny.
„Gówniara. Tylko kotka i kotka. Jak dobrze, że udało się załatwić to przyjęcie do przedszkola”. Uczucie satysfakcji tłumi obawa, że córka powtórzy sceny histerii z poprzedniej placówki. „Niech no tylko spróbuje”.
• • •
Wnętrze wita je zagraconą szatnią i starymi półkami. Przy każdym wieszaku inna, obdarta naklejka. Z głębi korytarza przenika mdły zapach gotowanego mleka. Czuć też, nie wiedzieć czemu, woń plasteliny. Do tej gamy dołącza po chwili odór chloru i przepoconych, nylonowych fartuchów kucharek.
Edyta gorączkowo rozbiera Ninę. Dziewczynka stoi jak bezwolna kukiełka. Przygląda się mizernej wystawce w korytarzu. Gałganki, nitki, zaschnięty klej. „Pani Jesień i skarby lasu”. Ręce mamy drżą i Nina myśli, że rodzicielka musi być już chyba strasznie wkurzona. Ale wkurzona mama jest lepsza od zostania w przedszkolu.
Co robić? Czas niemiłosiernie ucieka, a ona musi przemyśleć, czy sposób z wbiciem paznokci w sweter rodzicielki, zagięciem palców i niepuszczaniem pod żadnym pozorem odniesie skutek. Ostatnio skończyło się tym, że mama i wychowawczyni wspólnie rozwierały jej kleszczowy uścisk. „Niewiarygodne, że dziecko może być takie silne!”.
Tłumaczenia, że w przedszkolu jest cudownie, dzieci miłe, zabawki piękne, pani wspaniała, nic nie pomagają.
Nina wie swoje.
Przedszkole to najgorsza rzecz pod słońcem.
W przedszkolu mieszka On.
• • •
Pokój pani dyrektor czuć już z połowy korytarza. Widać samo wyrzucenie popielniczki nie na wiele się zda, trzeba jeszcze używać odświeżacza. Podczas rozmowy dorosłych Nina przygląda się lalce siedzącej na półce obok segregatorów. Długie rude włosy, niebieskie spodnie dzwony i bluzeczka w taki sam wzór. Bardzo piękna. Najładniejsza, jaką widziała. Duża i nowa. Sztuczne włosy mienią się w świetle żarówki zapalonej w gabinecie z racji pochmurnego dnia. Dziewczynka kończy w myślach wybieranie imienia. Wahała się przez chwilę pomiędzy Różyczką a Księżniczką Dejzi, ale w końcu stanęło na tym drugim.
Nagle mama zaczyna zbierać się do wyjścia. Pani dyrektor za to idzie w stronę Niny, powtarzając: „kotuś” i „starszaczku”. Gdy zbliża do niej przekrwione oczy, żółte zęby i szarą trwałą, małej kręci się w głowie.
Wyje rozdzierająco. Sinieje i dusi się na przemian. Na moment traci oddech. Pani dyrektor dmucha jej w twarz. Papierosowy odór przywraca Ninie przytomność.
– Nie płacz, bo to brzydko – mówi mama, wycierając pot spod nosa.
Ryk.
– Nie wolno płakać, rozumiesz? – Nina słyszy wyraźnie, jak zęby mamy zgrzytają. Jej szczęka zwarła się jak imadło.
– Pani już powiedziała dzieciom, że przyjdzie nowa dziewczynka. Wszyscy czekają.
Skowyt zranionego zwierzęcia.
– Zobaczysz, ile tam będzie superanckich zabawek.
Dramatyczne pociąganie nosem.
– Pobawisz się tylko trochę? Okej? Potem razem wrócimy do domu. Ja będę tu z panią. A ty się pobaw. Zaraz wrócę.
Z zapuchniętymi oczami Nina idzie do sali zabaw.
• • •
W przedszkolu jest jeszcze niewiele dzieci, tylko parę małych cieni snuje się pod ścianami. Obszerne wnętrze nie zachęca ani trochę. Zacieki wymalowały na suficie pokaźne freski. Rząd kwadratowych stolików. Przeszklone drzwi, chyba do łazienki, dwuskrzydłowe do kuchni. W zaparowanym okienku mignęła błyszcząca od potu twarz kucharki. Pod ścianą wysłużone pianino, naprzeciw półki z zabawkami.
W rogu kącik lalek. Tylko dla nich Nina zgodziła się tu wejść. Siedzą przy plastikowym stoliku na małych fotelikach. Każda ubrana jest inaczej. Platynowa blondynka ma na sobie grube wełniane spodnie, sweter, szalik i czapkę. Tę z brązowymi włosami ubrano w letnią sukienkę z białego nylonu. Jedna nie ma rzęs. Wszystkie za to mają martwe oczy. U ich stóp, jak zakłopotany orszak pazi, siedzą pluszowe misie bez uszu i inne kalekie, niepełnosprawne, torturowane i codziennie molestowane pluszaki.
Nina tylko udaje, że zabawki jej nic a nic nie interesują. Zapada cisza tak straszna, że słychać każdy jej krok na chrzęszczącej wykładzinie. Patrzy na lalki jak zahipnotyzowana. Nie chce widzieć oczu, które przyglądają się jej badawczo spod ścian. Nie chce udręki poznawania Nowych. Wędrująca ciemnymi wspomnieniami zmora narzucanych zabaw i intryg stanęła obok jak żywa, patrząc złośliwie w spanikowane dziecięce oczy. Dziewczynka stoi spocona. Chce odwlec nieuniknione. Chce chociaż przez chwilę, jedną maleńką chwileniuńkę, nie myśleć o tym, co zaraz ją czeka.
Wciąż zatem gapi się na lalki. Jak im dobrze. Kochane przez wszystkich. Nieruchome. Nie odzywają się. Niczego od niej nie chcą. Byłaby ich Panią, gdyby tylko chciała. To ona mogłaby rozkazywać i rządzić. Przez chwilę zapomina o strachu. Czuje się swojsko i bezpiecznie, na mgnienie oka uwolniona od lęku.
Ale groza nieuchronnie pełznie do niej ze wszystkich stron. Nina czuje, jak na jej usta wypływa już mdły uśmiech lizusa, oczy przybierają wyraz pełen pokory. Nienawidzi tego stanu. Tego, że jest słaba. Że jest poddaną. Nikim.
I wtedy Go słyszy. Mówi do niej. Tylko do niej.
Co zrobisz, gdy przyjdą dni ciemne, spienione rozpaczą? Gdy nagą rezygnację położą ci na oczach zdrewniałych?
Znalazł ją!
Przez chwilę wszystko inne przestaje być ważne. Nina nadal stoi jak wryta. Nowy, o wiele gorszy strach zamienia w kamień jej drobną postać.
Znalazł ją On.
– Będziesz w starszakach czy w maluchach? – pyta bojowo zaśliniony chłopak w za małym dresie z wypchanymi kolanami. Robi dziwaczne wygibasy, ślizga się na kapciach. Występy, popisy, wygłupy.
– Patryk, ty głupku. Nie pamiętasz? Pani wczoraj mówiła, że przyjdzie nowa. Chyba się przeprowadziła…
[1] 2 3 4 »
dodajdo

Komentarze

03 V 2015   15:39:34

Mroczne, ale wciągające. Szczególnie dla kogoś kto ma dzieci w takim wieku.

13 VI 2016   12:53:29

Potwierdzam - to opowiadanie czyta się zupełnie inaczej, jeśli ma się do czynienia z dziećmi w podobnym wieku. Dreszcze przenikają. Podoba mi się rytm opowiadania, ze scenami z różnych punktów widzenia i tekstami kursywą, zwiększającymi napięcie niczym pieśń w tle, coraz głośniej nucona przez chór.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »
Ilustracja: Die W3 AG

Kiedy gwiazdy się na niebie…
Anna Hrycyszyn

19 VIII 2017

Robot podjął decyzję. W żyły śpiącego wlała się substancja obniżająca ciśnienie i tętno, a zaraz po niej dodatkowa porcja środka nasennego. Lampki kolejno zmieniały kolor na zielony.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Pobudka Tenebre
— Agnieszka Łobik-Przejsz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.