Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 1 maja 2017
w Esensji w Google

Biblioteka

Maria Dunkel
[1] 2 3 6 »
Wyczuwała, że jest bardzo nisko, w miejscu, w które nigdy wcześniej nie dotarła. Wciąż jednak sunęła wytrwale w dół, coraz głębiej w paszczę bestii. Łańcuch od czasu do czasu szczękał, a z każdym pokonanym metrem ten dźwięk wydawał się Raeve głośniejszy i bardziej zdradliwy. Wreszcie znieruchomiała, zaryzykowała i wychyliła się ku ścianie.

Maria Dunkel
‹Biblioteka›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMaria Dunkel
TytułBiblioteka
OpisAutorka pisać zaczęła w wieku lat dwunastu, po lekturze „Władcy Pierścieni”. Nie przestała do dzisiaj, ma jedynie nadzieję, że wychodzi jej to lepiej. Laureatka kilku konkursów, mniej i bardziej istotnych. Zadebiutowała w „Esensji” w 2012, na papierze zaś rok później w „Fantastyce Wydaniu Specjalnym”. Publikowała także w „Fahrenheicie”, „QFancie”, „Szufladzie”, „Creatio Fantastica” i „Lost&Found Mega*zine”.
Gatunekfantasy
Drobinki kurzu tańczyły w smudze światła, wpadającej przez koliste pęknięcie w wielkim witrażu na suficie. Samo szkło było tak zmętniałe i brudne, że nie przepuszczało niczego prócz wątłych wstęg koloru.
Raeve leżała obok Ośmionoga, ciepła i żywa, okryta tylko długimi pasmami jedwabistych, ciemnozłotych włosów. Jej skóra miała delikatny, różowy odcień, pulsowała pod nią gorąca krew.
– Dawno nie jadłeś, prawda? – szepnęła.
Jej długie paznokcie, tak bardzo różowe, przesunęły się po skórze na piersi Ośmionoga, suchej jak pergamin i tak wypranej z koloru, że nie była już nawet biała, a tylko dziwnie przejrzysta. Znaczyło ją wiele cięć, zszytych nicią z jelit skoczków, by skraje starych ran się nie rozłaziły.
– Dawno – przyznał cicho.
– Nie jesteś głodny?
– Jestem bardzo głodny.
Czuł się tak, jakby sam był kurzem – stary, zniszczony, martwy. Pasował tutaj, do pomieszczenia wypełnionego zapachem zaniedbania, który łączył w sobie aromaty starości, pustki i bobków pisków.
Raeve uniosła dłoń i delikatnie przesunęła palcami po twarzy Ośmionoga. Przymknął oczy, gdy jej ciepłe opuszki badały krzywizny jego czoła i nosa, każdą zmarszczkę pergaminowej skóry, każdy rys twarzy. Później delikatnie zbiegły po szyi, wzdłuż szycia na barku i dłoń z powrotem spoczęła na jego mostku, pod którym nie biło serce.
– Nie jadłeś tylko dlatego, że nie miałeś okazji, prawda?
– Tak.
Raeve westchnęła, składając głowę w miejscu, gdzie jego szyja przechodziła w bark.
– Jesteś potworem – powiedziała cicho.
– Jestem umarłym – poprawił.
– To nie wyrzut. Po prostu wciąż nie wierzę, że tak zwyczajnie leżę tu przy tobie, chociaż doskonale rozumiem, kim jesteś. Wyjaśnisz mi to?
– Nigdy cię nie skrzywdzę – powiedział mechanicznie Ośmionóg, wciąż patrząc na kurz.
Raeve zaśmiała się cicho.
– To twoja mantra, wiem. Jeżeli nie powtórzysz tego co najmniej raz na kwadrans, jesteś chory.
– Chcę tylko, żebyś czuła się przy mnie bezpiecznie – rzucił z cieniem urazy.
– Czuję się przy tobie bezpiecznie, głuptasie. Nie spałabym spokojnie przez całą noc, gdyby było inaczej.
– Pewnie nie – przyznał i uśmiechnął się lekko, półgębkiem, tak jak miał w zwyczaju.
– Ale teraz powinieneś już iść – dodała z powagą, siadając.
Ośmionóg obrócił głowę i spojrzał na Raeve. Nie miała na oczach opaski, dwie różowe blizny spoglądały na niego z jej oczodołów.
– Nie rozumiem tego – przyznał cicho. – Bibliotekarz lęka się słońca, ale zawsze każesz mi iść, gdy ono wstaje, i przychodzić, kiedy zachodzi.
Raeve pokręciła lekko głową.
– Bibliotekarz nie lęka się słońca. Po prostu woli ciemność. On niczego się nie lęka, a ja nie chcę, żeby rozerwał cię na strzępy.
– To mi nie zaszkodzi – stwierdził z rozbawieniem Ośmionóg.
– Chcesz kiedyś zmartwychwstać rozczłonkowany i bezgłowy? Albo, jeszcze lepiej, chcesz zmartwychwstać w brzuchu Bibliotekarza, jako krwawe strzępy trawione żołądkowymi sokami?
– W porządku – rzekł Ośmionóg. – Nie chcę.
– Ja ufam tobie, ty musisz ufać mnie.
– Tak.
– Dlatego dalej przychodź, kiedy cię o to proszę i znikaj, gdy tak mówię.
– Dobrze. Nie denerwuj się.
– Nie denerwuję się. To ty mnie denerwujesz.
– Mhm. Przepraszam.
– Teraz idź już.
Ośmionóg usiadł. Wczepił palce w długie włosy Raeve i przyciągnął jej czoło do swojego. Zetknęli się nosami. Dziewczyna zadrżała lekko.
– Boisz się? – spytał Ośmionóg.
– Boję się? – rzuciła zaczepnie.
Przycisnęła wargi do jego warg. Wszystko w Ośmionogu skręciło się z dzikiego głodu. Czuł na języku smak życia, świeżej, nabrzmiałej nim duszy. Wystarczyło ją zassać, wciągnąć i pochłonąć. Napięte instynkty kazały mu tak uczynić. Poczuł dreszcz. Uwielbiał uczucie kruchości i zaufania, które zawsze otulało jego i Raeve w takich chwilach.
Raeve znów przesunęła palcami po twarzy Ośmionoga, ale nic już nie mówiła. On podniósł się. Odnalazł swoją kurtkę z brunatnego płótna i wciągnął na grzbiet. Założył też rękawice z przymocowanymi pazurami i miękkie buty z takim samym dodatkiem. Z ich pomocą sprawnie wspiął się po ścianie i po suficie, głową w dół jak jego imienny drapieżnik, wbijając zakrzywione, stalowe szpony w nierówności ściany. Podciągnął się przez dziurę w witrażu i ostrożnie stanął na brudnym szkle. Ostatni raz popatrzył na Raeve. Wiązała właśnie włosy w kok na czubku głowy. Struga światła spływała na jej nagą skórę.
Ośmionóg odwrócił się niechętnie i zsunął z pokrytego lśniącą złociście blachą, spadzistego dachu. Zahaczył o samą jego krawędź, wywijając w powietrzu nogami, aż znalazł punkt zaczepienia wśród brunatnych lian, porastających gładką, kamienną ścianę wieży, pozbawioną ozdób, wypustek czy choćby okien.
Ostrożnie puścił się dachu, uginając nogi. Zszedł niżej, wczepił pazurami w gąszcz roślin, równie martwych jak świat.
Słońce, łagodne, gdy było tylko promieniem wślizgującym się w chłodne wnętrze Biblioteki, teraz paliło go w plecy niczym spojrzenie okrutnego bóstwa.
• • •
Ośmionóg zawsze szedł w górę, wprost w rozjarzone słońce. Raeve opuszczała się w dół, w ciemność i suchy chłód.
Znalazła swoje ubranie, macając wokół rękami. Było proste. Strażnicy nie potrzebowali nic skomplikowanego. Luźna, zwiewna tunika z bufiastymi rękawami, obcisłe nogawice, przepaska, by zakryć szpetne blizny w miejscu oczu. Wszystko białe jak najlepszy papier.
Nie, żeby pamiętała, jaki to kolor.
Ubrawszy się, Raeve codziennie tak samo przesuwała dłońmi po podłodze, szukając zardzewiałego, żelaznego kółka. Z jego pomocą otwierała klapę. Następnie schodziła ostrożnie po sznurowej drabince, aż jej stopy dosięgły podłogi.
Tutaj też ktoś sypiał. Raeve znajdowała następną klapę i znów schodziła w dół, i znów, i znów, i tak przez trzynaście pięter. Niektóre koliste komnaty były przytulne, inne porzucone, a we wszystkich zalegał kurz.
Później drabinki się kończyły. Za ostatnią klapą, wiodącą z pomieszczenia na parterze, wisiała ostatnia z nich, kołysząca się nad pustką.
Kamienne ściany niewiarygodnie głębokiej studni były w istocie regałami. W wyrzeźbionych w nich wnękach, biegnących spiralnie w dół, stały księgi. Setki, tysiące, miliony ksiąg. Wszystkie pamiętały czasy sprzed Zstąpienia.
Miejscami ze ścian sterczały żelazne pręty. Z sufitów zwieszały się długie, niknące gdzieś w gardzieli studni łańcuchy. Odziani w biel Strażnicy skakali między nimi, by odkurzać książki delikatnymi miotełkami, wyrównać je na skalnych półkach lub ścigać złodziei – jeżeli znaleźli się próbujący coś ukraść głupcy.
W samym sercu tej studni, głęboko w dole, mieszkał podobno Bibliotekarz. Raeve nigdy tam nie dotarła. Pozostali nie mogli potwierdzić ani zaprzeczyć. Strażnicy nie mieli oczu. Bibliotekarz nie dopuszczał do swych zasobów nikogo, kto mógłby wykraść zawartą w księgach wiedzę.
Raeve usłyszała szczęk łańcuchów, a zaraz potem głos Choatsa, jednego ze Strażników:
– To ty, Raeve?
– Mhm – potaknęła.
– Nie było cię na śniadaniu.
Dwa razy dziennie otwierały się drzwi wiodące do Biblioteki – o świcie i zmierzchu – by Strażnicy mogli pożywić się oraz obmyć w lodowato zimnym jeziorze, rozlewającym się wokół wieży.
– Nie byłam głodna – powiedziała Raeve.
– Ostatnio często ci się to zdarza.
Prychnęła z rozbawieniem.
– Wolę spać niż jeść – wyjaśniła żartobliwie.
Zabrzęczały łańcuchy po jej drugiej stronie.
– Dobrze wiesz, że nie chodzi tylko o jedzenie – powiedział kobiecy głos, chłodny, szeleszczący jak karty papieru. Raeve zadrżała. Oolong była najstarsza pośród Strażników i najczęściej wzywana przez Bibliotekarza. – W wiecznej ciemności łatwo zapomnieć.
– Pamiętam – zaprzeczyła ostro Raeve i chcąc to udowodnić, zaczęła recytować: – Bibliotekarz jest najmądrzejszą spośród istot tego świata. Bibliotekarz jest dobry. Bibliotekarz nie lęka się niczego. Bibliotekarz otacza nas swą ochroną, daje nam dom i strawę, pozwala nam wędrować wśród zbiorów wiedzy. Dziękujemy mu za to i przysięgamy służbę.
[1] 2 3 6 »
dodajdo

Komentarze

01 I 2016   15:25:37

Rozumiem, że autorka chciała napisać romans. Ale po co umieściła go w jakimś dziwacznym świecie wypełnionym istotami kierowanymi niezrozumiałymi motywacjami? Że niby miłość zwycięży wszystko? Jakoś mnie nie przekonała.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Czy jestem morzem lub smokiem głębiny [Hi 7,12]
Anna Dudało

1 IV 2017

Miał śliczny uśmiech i ciepłe spojrzenie. Aparycja, która sprawia, że rozmówca czuje się od razu spokojniejszy i chętniejszy do zwierzeń. Gdyby mu na tym zależało, byłby doskonałym handlowcem, który zarabia krocie na prowizji. Miał dar do zjednywania sobie ludzi. I często z niego korzystał. Szczególnie gdy zakończył terapię, na którą wysłali go przerażeni rodzice. Przecież nie co dzień dzieciak wychodzi prawie cało z rąk mordercy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:gastar@gazeta.pl'>Andrzej ‘Gastar’ Diaczuk</a>

Pisarz
Agnieszka Zapart

25 III 2017

Zabawnie było patrzeć, jak mimo tragicznego obrotu wydarzeń wspomnienie pierwszej randki nadal przywołuje na twarz matki młodzieńczo naiwny uśmiech. Podobno ojciec wysłał jej list, w którym były karty z odręcznymi rysunkami oraz pytaniami w stylu: „wtorek, 16:00, spacer nad jeziorem?”; „środa, 19:00, lody w Maleńkiej?”; „sobota, 8:00, wycieczka do Wrocławia?”. Oczywiście wybrała wycieczkę. Rodzice byli na nią wściekli, ale ona nie żałowała.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:pmkenc@gmail.com'>Piotr Kenc</a>

Drzewoń
Piotr Kenc

4 III 2017

Gdy później zbliżał się do innego pnia, na kikucie po starej gałęzi zobaczył zaczepiony jakby uschły wianek. Wyciągnął rękę i natrafił na coś twardego. Były to jakieś kręgi zwierzęce, nawleczone na nić i oplecione ziołami.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Piaskowe dziecko
— Maria Dunkel

Iskra w ciemności
— Maria Dunkel

Wilk wśród jagniąt
— Maria Dunkel

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.