dzisiaj: 2 września 2010
w Esensji w Google
Zobacz koniecznie: Nominacje do Książki Roku 2009  –  Esensja

Łowy

Milena Wójtowicz
Strona [«][‹] 1 z 4 [›][»]
Herbert nic nie powiedział, tylko w bardzo wymowny sposób zapatrzył się w przestrzeń. Tygrys westchnął. Kochał Iskierkę do szaleństwa od momentu, kiedy nie pytając nikogo o zdanie po prostu weszła sobie do strzeżonej przez niego świątyni i zabrała amulet. Mniej więcej w tej samej chwili wkroczyła zwyczajnie w jego nieśmiertelne życie i, chociaż Tygrys często przeklinał tę chwilę, to nie wyobrażał sobie życia bez ciemnookiej wiedźmy, nawet jeśli życie z nią nie było sielanką. W tej chwili miał ponurą pewność, że pozostawienie pierworodnej adoptowanej latorośli w lesie nie spotka się z jej aprobatą. Dlatego pstryknął palcami i obaj z Herbertem znaleźli się przed wejściem do jaskini.

Milena Wójtowicz
‹Łowy›

AutorMilena Wójtowicz
TytułŁowy
OpisI oto kolejna wesoła (no, dla niektórych bohaterów nieco mniej) przygoda bohaterów „Statystyki magii”.
Ach, jak wspaniale jest żyć
z antałka wino pić,
przemierzać cały świat,
nie zważać na upływ lat,
zobaczyć miejsc tysiące,
w nich panny z emocji drżące…
– Czy możecie się zamknąć? – poprosił Romboid Łowca Potworów znękanym głosem.
Trzech bardów jadących na osiołkach spojrzało na siebie, kiwnęło głowami i jednocześnie nabrało tchu.
Jak wiatr niesie wieść
przez wzgórz pasm sześć,
z ust nowinę wyrywa,
imię tak znane wzywa,
oto przybywa!
Romboid Łowca Potworów,
on ocali naaaaaaaaas…
– Nie chodzi mi o to, żebyście śpiewali o mnie – przerwał im Romboid. – Chcę żebyście w ogóle przestali śpiewać.
Trzej bardowie spojrzeli na niego podejrzliwie.
– Dlaczego?
– Dlaczego?
– Dlaczego?
– Bo jedziemy przez las pełen nie wiadomo czego i wszyscy w promieniu kilku kilometrów wiedzą, że nadjeżdżamy.
– To co?
– No właśnie, to co?
– Co „to co?”?
– W lesie mogą być potwory – wyjaśnił cierpliwie Romboid. – Albo zbóje. Nie byłoby rozsądnie uprzedzać ich, że się zbliżamy. Mogą przygotować zasadzkę. Napadną na nas, może nawet już się szykują. Mogą mieć łuczników albo tresowane strzygi. W takiej okolicy wszystko jest możliwe.
– Jesteś Romboid Łowca Potworów.
– Potwory to dla ciebie mięta.
– Zbóje też.
– Mogliby zabić was znienacka, zanim ja zdążyłbym cokolwiek zrobić – nie ustępował Romboid.
– Rombi, no coś ty – Kałuża spojrzał na niego pobłażliwie.
– Każdy wie, że bardów się nie zabija – dodał Strumyk. – My sobie tylko patrzymy, nie bijemy się z nikim.
– Dajemy świadectwo wydarzeniom. W naszych pieśniach przetrwa historia – uzupełnił Bajoro.
Romboid pokiwał smętnie głową. Przeklinał chwilę, gdy poznał trzech bardów. Przeklinał tradycjonalistów, którzy uważali, że z każdego wydarzenia powinna powstać relacja w formie śpiewanej. Przeklinał siebie, bo przy całej wiedzy na temat potworów był całkowicie bezradny wobec uporu i poczucia misji braci Wodnistych. Pozostawało mu tylko prosić bogów, żeby jednak ktoś ich napadł i wyrżnął bardów. Oczywiście potem Romboid musiałby zabić jego, ale obiecywał, ze w uznaniu przedśmiertnych zasług zrobi to delikatnie. Wznosił oczy do nieba, ale na daremnie. Bogowie co prawda byli w pobliżu, ale akurat nie słuchali. Mieli ważniejsze rzeczy na głowie.

Między drzewami migała czerwona peleryna Czerwonego Kapturka. Drzewa szumiały, słoneczko świeciło, a zza pnia dębu wyskoczył bardzo zły wilk i szczerząc zęby zapytał:
– Dokąd idziesz, dziewczynko?
– Spadaj – warknął Czerwony Kapturek i prawym sierpowym zmiażdżył mu nos.
Wilk zrobił zeza, patrząc na harmonijkę, w którą zmienił się jego nos i płynnym ruchem upadł na ziemie, gdzie pozostał.
– Stop – wrzasnął zza krzaków chuderlawy człowieczek w czarnych rajtuzach i przekrzywionym czarnym placku na głowie. – To nie tak miało być! – w nerwowych podskokach, trzymając się za głowę, zbliżył się do Czerwonego Kapturka.
– Czego? – Czerwony Kapturek odwrócił się i spojrzał na niego w sposób wybitnie nieżyczliwy.
Człowieczek w czerni zdębiał. Spodziewał się spojrzeć w niewinną twarzyczkę blondwłosej, niebieskookiej podrzędnej aktoreczki i nie był przygotowany na to, co zobaczył. Przede wszystkim, o ile wiedział, ogień może płonąc w kominku, palenisku, na szczycie pochodni. Nie powinien płonąc wewnątrz czyichś oczu. Bardzo pięknych oczu, które jednak nie należały do zestawu pożądanych w tej sytuacji cech.
– Nie jesteś moim Czerwonym Kapturkiem – jęknął człowieczek w czerni.
– Nie da się ukryć – odparł niedoszły Czerwony Kapturek, odwrócił się i odszedł.
Za osłupiałym człowieczkiem w czerni podniósł się wilk z pyskiem zwiniętym w harmonijkę i zdjął sobie łeb.
– Ja może dobrze nie pamiętam – powiedział aktor, oglądając zniszczony element swojego kostiumu – ale tego chyba w tej bajce nie było.

Kilka drzew dalej blondwłosa, niebieskooka aktoreczka podskakiwała karnie, nucąc coś pod nosem. To była jej wielka szansa. Jakiś wielmoża, miłośnik sztuki i baśni, zdecydował się dać złoto na wystawienie przedstawienia w autentycznych realiach. Dzisiaj mieli pierwszą próbę poza teatrem i Czerwony Kapturek zaczął podejrzewać, że się zgubił. Poprzestał na podejrzeniach, bo zobaczył wilka. Nie był to prawdziwy wilk, taki, jak powinien być. Za bardzo przypominał człowieka, ale to już nie była sprawa Czerwonego Kapturka. Gorsze było to, że zupełnie nie zwracał na nią uwagi.
– La la la la LA!!!! – zanucił z naciskiem Czerwony Kapturek.
Wilk podniósł głowę i przyjrzał jej się z wyrazem zerowego zrozumienia na pysku. Czerwony Kapturek westchnął w myślach nad amatorszczyzną niektórych.
– Jestem Czerwony Kapturek – wyseplenił w miarę wyraźnie.
– Stokrotka – powiedział wilk.
Czerwony Kapturek rozejrzał się, ale wokół rosły tylko konwalie.
– Gdzie? – zapytał nieufnie.
– Ja jestem Stokrotka – przedstawił się wilk.
Czerwony Kapturek zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem ktoś nie zmienił scenariusza.
– Idę do domku mojej babci… – zawiesił znacząco głos.
– To miło – zgodził się wilk.
– Niosę jej obiadek – kontynuował desperacko Czerwony Kapturek.
– To bardzo miło – zauważył wilk.
– I tak sobie pomyślałam, ze może ja tu poczekam i pozrywam kwiatków, a ty szybko pobiegniesz do domku mojej babci…
Wilk podrapał się w nos.
– Powiedzieć jej, że się spóźnisz?
– No…Niezupełnie. Powiesz że jesteś mną, ona cię wpuści, a ty ją pożresz…
– Wykluczone – zaprotestował gorąco wilk. – Ja jestem wegetarianinem, chyba że masz wiejski gulasz.
– A potem podasz się za nią, jak ja przyjdę – ciągnął zdeterminowany Czerwony Kapturek – i pożresz mnie, a potem pójdziesz spać…
Wilk spojrzał na nią ze zgrozą.
– Wariatka, jak mamę kocham! Co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą! – poderwał się i zwiał.

Romboid i trzej bardowie zatrzymali się na skraju wioski. Była nieduża, ale schludna i zadbana. Mieszkańcy wyglądali na spokojnych i nie przejawiali zbytniego zainteresowania przybyszami. Trzej bardowie wymienili spojrzenia, a potem wyszli na środek placu. Bajoro szarpnął strunami lutni.
Jak wiatr niesie wieść
przez wzgórz pasm sześć,
z ust nowinę wyrywa,
imię tak znane wzywa,
oto przybywa!
Romboid Łowca Potworów,
on ocali nas!
Przybędzie i ocali naaaaaass! – dołączyli do niego bracia.
Przez dolin sznury, łańcuchy rzek,
gór mury i morza brzeg.
Kto żyw, kto czuje w swym sercu strach,
Nadchodzi Romboid on ocali was!
Nadchodzi, by ocalić waaaaaass! – zawtórowali mu Kałuża i Strumyk.
Romboid zastanowił się, czy gdyby teraz zawrócił i popędził konia, to ci upiorni bracia dogoniliby go. Miał poważne obawy, że tak.
– Panie – jakiś staruszek pociągnął go za rękaw. – Wy jesteście ten Romboid, łowca stworów straszliwych?
Romboid pokiwał głową.
– My tu mamy potwora – powiedział konspiracyjnie staruszek. – Straszy od paru miesięcy i do lasu dziatwa boi się chodzić. Uradziliśmy, że może jakiegoś potworobója by zatrudnić, a wy nam tu spadacie jak z nieba!
– Jaki to potwór?
– A bo my to wiemy? Różne postacie przybiera.
– W dzień straszy czy w nocy?
– A jak mu się uwidzi.
– Pożarł już kogoś?
– Z miejscowych nie, ale podobnoż podróżnych kilku w lesie przepadło. Nasi się boją tam chodzić.
Romboid skinął głową.
– Zobaczymy, co to. Zaraz ruszam zbadać okolicę. Hej, bardowie – krzyknął na swoich uciążliwych towarzyszy. – Jedziecie ze mną? – obiecał sobie w myślach, że zanim bestię ukatrupi, podetknie jej pod nos przekąskę w postaci trzech pulchnych śpiewaków.
Bardowie poszeptali chwilę.
– Nie – zdecydowali. – Zaczekamy w gospodzie i pośpiewamy ludziom na pociechę.
– A co ze świadectwem zdarzeń? – zapytał kąśliwie Romboid.
Strona [«][‹] 1 z 4 [›][»]
dodajdo

Komentarze

W chwili obecnej nie ma żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Żytnia
Szymon Teżewski

23 VIII 2010

Bladym świtem Wojciech wsiadł na rower i pojechał w las. Trochę się gubił, bo nie był u Babki już pewnie od kilkunastu lat. Właściwie to nawet nie był pewien, czy ma jeszcze gdzie jechać. Ludzie przestali się Babki radzić, choć nie przestali bać.

więcej »

W obrotach sfer niebieskich
Maciej Jurgielewicz

8 VIII 2010

Ona siadła przy tej tabliczce i patrzyła co duch gada i później, jak już skończył, mówi że to było ‘Ruszył słońce, wstrzymał ziemię, polskie go wydało plemię’. Kaczan od razu coś zakminił i gadał, że zna to, tylko się musi zastanowić. Chwilę później przypomniał sobie, że to coś z Adama Mickiewicza, tego ze szkoły, co wiersze pisał. Ogólnie znany taki koleś.

więcej »

Business is business
Marcin Rusnak

27 VII 2010

Dłonie mutanta przypominały kraby – śródręcza były wielkie, zaokrąglone, a palce krótkie, niekształtne i powyginane, do tego pulchne u nasady i wąskie przy końcach. W końcu promień latarki zawędrował na twarz mutanta i Sulimowski syknął na jej widok. Olbrzym nie spał. Wpatrywał się prosto w źródło światła małymi oczkami, ledwie widocznymi spod wezbranej na czole masy guzów i torbieli.

więcej »

Polecamy

Powinności Jedi

Gwiezdne wojny:

Powinności Jedi
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szczeniaki
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Jango i Boba
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Przed burzą
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Bliźniaki
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Daleko od domu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Bez wyjścia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Próby i błędy – część 3
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Próby i błędy – część 2
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Próby i błędy – część 1
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zobacz też

Tegoż twórcy

Jak to z tym załatwianiem jest
— Wojciech Gołąbowski

Będąc młodą królewną…
— Agnieszka Szady

Wszędzie mi się pchają smoki
— Milena Wójtowicz

Świeża krew w fantastyce
— Agnieszka Kawula

Zasady tajemnic
— Milena Wójtowicz

Laser Alladyna
— Milena Wójtowicz

Statystyka magii
— Milena Wójtowicz

Kocha? Lubi? Szanuje???
— Milena Wójtowicz

(Nie)Szczęśliwy traf
— Milena Wójtowicz

Bardzo czarna dziura
— Milena Wójtowicz

Copyright © 2000-2010 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.