Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Heroldowie Joe Blacka

[1] 2 3 5 »
– Pamiętam tylko, że w jakimś filmie człowiek grał w szachy ze Śmiercią – przypomniała sobie Matka.
Konował skinął głową.
– „Siódma pieczęć”, mój ulubiony. A pamięta pani scenę, gdy Śmierć ścina drzewo, na którym… – Przerwał pod naporem przeszywającego spojrzenia gospodyni. – Przepraszam, odbiegam od tematu.

Jakub Ćwiek
‹Heroldowie Joe Blacka›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJakub Ćwiek
TytułHeroldowie Joe Blacka
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 82. Na stałe mieszkający w Głuchołazach, studiuje Kulturoznawstwo w Katowicach. Tam też realizuje swe liczne pasje w Śląskim Klubie Fantastyki. Zapalony kinoman i miłośnik grozy w każdej (niemal) postaci. Nienawidzi parasoli (z wzajemnością) i średnio przepada za rowerami...
W tym roku, nakładem Fabryki Słów ukaże się jego książka pt. „Kłamca”, gdzie podobnie jak w „Heroldach…” proponuje postmodernistyczną zabawę z mitami świata.
Gatunekgroza / horror
„Nie ma żadnych omenów. Los nie wysyła heroldów. Zbyt jest na to mądry lub zbyt okrutny.”
„Portret Doriana Graya” Oscar Wilde

„Dawno, dawno temu…”
cz.1
Heroldowie
1.
Niech w waszych duszach zagości strach,
Ankou prawdziwym jest władcą zjaw.
Okryty płaszczem utkanym z nocy
Kiedy go spotkasz, nie szukaj pomocy.
Chudy dziadyga, stary wóz, szkapa
Obwieszczą twój koniec… i koniec świata.
– Stewart.
Głos Matki wyrwał go z transu. Chłopiec niechętnie podniósł oczy znad książeczki i posłał rodzicielce pełne wyrzutu spojrzenie. „Zawsze wiesz, kiedy się czepić, by zepsuć zabawę, nie?”, pomyślał. „Oboje z tatą jesteście w tym najlepsi. Mistrzowie świata w czepianiu się Stewarta Crane’a.”
– Słucham? – wycedził.
Matka zamachała mu przed nosem portfelem Ojca.
– Tata zapomniał go zabrać. Podskocz tam szybciutko, żeby nie było scen przy kasie. Wiesz, że ojciec nie lubi takich nerwowych sytuacji.
Wiedział o tym doskonale. Przez tę właśnie nerwowość, wszyscy, od Ojca począwszy, a na siedzącej obok Stewarta dwuletniej Suzie kończąc, mieli na sobie identyczne, różniące się tylko rozmiarem, koszulki. Widniała na nich gęba tego durnego, modnego ostatnio, literackiego bohatera – czarodzieja Oliego Cromwella i logo wydawnictwa Ojca, które „miało zaszczyt” wydawać tę żenadę. „Nie denerwuj taty”, usłyszał rano. „Wiesz jak nie lubi takich nerwowych sytuacji.” A teraz wszyscy wyglądali jak idioci.
Wziął od Matki portfel i burcząc cicho pod nosem wysiadł z samochodu.
• • •
Stacja Shell, na której się zatrzymali, jak zresztą wszystkie stacje tej firmy na całych niemal wyspach, wyglądała teraz bardziej na skrawek świata wyciągnięty wprost z „Rob Roya” niż współczesną placówkę „muszelki”. Wejście do sklepu i wszystkie dystrybutory zabudowano makietami udającymi karczmę, drzewa, krzaki, studnie, a nawet wygódkę. Tu i ówdzie porozstawiano tajemnicze drogowskazy i papierowe menhiry, a całości dopełniał, pomalowany na zielono, podjazd.
Pomimo starań dekoratorów żadna z ozdób nie zainteresowała jednak Stewarta na tyle, by poświęcił jej choć przelotne spojrzenie. Jego uwagę przykuł dopiero wiszący przy wejściu plakat. Z zapowiadającego najnowszą hollywoodzką superprodukcję afisza spoglądał nań staruszek Connery w zielonym wdzianku leprechauna i z wielkim pistoletem w ręce. Pod spodem umieszczono tytuł i hasło reklamowe, które brzmiało „Skradli mu złoto – wrócił po swoje”. Chłopiec skrzywił się. W całym swoim jedenastoletnim życiu nie słyszał ani nie czytał jeszcze niczego głupszego.
Zbliżył się na tyle, by fotokomórka raczyła go zauważyć i rozsunąć drzwi. Wszedł do środka.
Od razu dostrzegł Ojca (przydrożna stacja Shell nie byłaby w stanie ukryć przyprószonych siwizną sześciu stóp i dwóch cali w kretyńskiej koszulce) i podszedł do niego zanim zaczepił go któryś z przebranych za „chochlika tęczy” pracowników.
– Zostawiłeś w samochodzie – powiedział, podając mu portfel.
Ojciec skinął głową i uśmiechnął się.
– Dzięki mały czarodzieju – rzucił wesoło. – Kupić ci coś?
– Nie tato – wycedził Stewart. – Jakoś nie mam na nic ochoty.
Podniósł z półki pierwszy lepszy komiks i udał, że pogrąża się w lekturze. Ojciec wzruszył ramionami, wrzucił do koszyka jeszcze kilka drobiazgów i ruszył w stronę kasy.
• • •
Do samochodu wrócili razem. Ojciec podszedł do bagażnika i położył torbę na ziemi. Wyjął z niej paczkę chipsów.
– Daj to do mamie – polecił. – Schrupiemy po drodze.
Chłopiec skinął głową. Otworzył drzwi samochodu, pochylił się, by wsiąść i zobaczył swą książkę w pulchnych dłoniach Suzie.
– Zostaw to, ty mały złodzieju! – wrzasnął.
Matka odwróciła się błyskawicznie.
– Co się dzieje? – zapytała surowo.
– Ona wzięła moją książkę – odparł Stewart wzburzonym głosem. Zdążył już dostrzec świeżo zagięty dolny narożnik okładki. – Zaraz ją podrze.
Matka pokręciła głową.
– Nie wygłupiaj się, Stewarcie, i nie rób nerwowej atmosfery. Twoja siostra jest po prostu ciekawa, co ty tam czytasz. Poza tym zaraz ci ją odda, prawda Suzie?
Dziewczynka posłusznie oddała książkę bratu. Niemal w tym samym momencie usłyszeli trzask zamykanej klapy i po chwili wsiadł Ojciec.
– Co to były za krzyki? O jaką książkę chodzi? – zapytał.
Mama wzruszyła ramionami.
– Twoje dziecko uparło się, by nam coś poczytać na głos.
Postanowiliśmy poczekać z tym na ciebie. – Odwróciła się w stronę syna i posłała mu wymowne spojrzenie. – Myślę, kochanie, że możesz już zaczynać.
Dusząc w sobie przekleństwa (nie zamierzał wszak robić nerwowej atmosfery), Stewart otworzył książeczkę na pierwszym lepszym wierszyku. Odczekał, aż zamruczy odpalony silnik, a na przednim siedzeniu zaszeleści otwierana torba chipsów. Potem zaczął czytać.
• • •
Boisz się kruków? I słusznie, mój panie
Lecz bój się także, gdy nad rzeką staniesz
A odzież skrwawioną prać będzie starucha
Bo bliski już dzionek, gdy wyzioniesz ducha.
– Czy naprawdę nie ma w tej książce niczego innego, niż te krwawe wierszyki? – zapytał Ojciec. Nosił się z tym pytaniem od pierwszej przeczytanej przez syna rymowanki, wtedy jednak postanowił dać książce szansę. Teraz, siedem rymowanek później, zmienił zdanie.
Stewart wzruszył ramionami.
– Ma jeszcze rysunki – powiedział. Zaraz jednak dorzucił: – Ale nie wiem, czy chciałbyś je obejrzeć. Są trochę… upiorne.
Matka kolejny raz zaszeleściła trzymaną na kolanach torebką chipsów. Wyjęła jeden niepołamany i włożyła do ust mężowi.
– Zastanawiam się, kto wydaje takie głupoty – stwierdził Ojciec mlaskając. – Jaki jest tytuł tego koszmaru?
– „Heroldowie Joe Blacka”, Tato – odparł chłopiec. Niepewnie zerknął na profil Matki i dodał: – A wydało ją twoje wydawnictwo. W zeszłym roku.
W samochodzie zapanowała niezręczna cisza. Ojciec przestał mlaskać, a ręka Matki zamarła we wnętrzu torebki. Nawet Suzie, wyczuwając wiszącą w powietrzu burzę, przestała mówić do siebie i włożywszy kciuk do buzi czekała na rozwój wypadków.
Stewart poczuł się nagle w obowiązku znaleźć choć jeden wierszyk, który mógłby naprawić sytuację. Choć jeden, z którego Ojciec mógłby być dumny. Szybko przekartkował książeczkę i znalazłszy zaczął czytać.
Krzykiem zwiastuje smutną nowinę
Banshee, co z głosu mocnego słynie.
Gdy arią raczy ten widmowy śpiewak
Przyjdzie słuchaczom pójść prosto do nieba.
– To już nie jest takie złe – skomentowała Matka, uśmiechając się nerwowo. – Właściwie to myślę, że…
Gdzieś z oddali dobiegł ich nagle potworny, świdrujący uszy wrzask. Przestraszony Ojciec skręcił gwałtownie i samochód z impetem uderzył w słabą barierkę. Za nią była już tylko przepaść…
2.
Kobieta z całej siły pchnęła drzwi i wybiegła z chaty. Podtrzymywana ręką, niedopięta spódnica i stary katalog z kosmetykami w zaciśniętej pięści wyraźnie sugerowały miejsce, które musiała w pośpiechu opuścić.
– Co się stało? – zawołała, usiłując przekrzyczeć wrzask. Nie usłyszała odpowiedzi, ale tak naprawdę wcale jej nie potrzebowała. Wszystko rysowało się przed jej oczami nadzwyczaj wyraźnie.
Pierwszym, co dostrzegła wybiegając z chaty, był przewrócony pieniek i rozrzucone drewno. Ułamek sekundy później jej wzrok zarejestrował wystającą zza pieńka ruszającą się nogę i rękę uzbrojoną w zakrwawioną siekierę. Niedostrzegalna z punktu widzenia kobiety reszta ciała właściciela obu kończyn dawała o sobie znać jedynie werbalnie. Potwornym wrzaskiem.
Kobieta odwróciła się na pięcie i wbiegła z powrotem do chaty. Gdy wróciła, spódnica była już zapięta, a w dłoni zamiast katalogu trzymała apteczkę. Podbiegła do wrzeszczącego i pochyliwszy się, uderzyła go z otwartej dłoni w twarz. Mężczyzna, olbrzym o porośniętej bujną rudą brodą twarzy i wyglądzie pogromcy barów na Alasce, zamilkł błyskawicznie.
Kobieta uśmiechnęła się do niego i z rozbawieniem pogroziła mu palcem.
[1] 2 3 5 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »
Ilustracja: Die W3 AG

Kiedy gwiazdy się na niebie…
Anna Hrycyszyn

19 VIII 2017

Robot podjął decyzję. W żyły śpiącego wlała się substancja obniżająca ciśnienie i tętno, a zaraz po niej dodatkowa porcja środka nasennego. Lampki kolejno zmieniały kolor na zielony.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Witaj w ciemnym mieście Grimm
— Magdalena Kubasiewicz

W ponurym mieście Grimm
— Magdalena Kubasiewicz

Dorośnij, Piotrusiu
— Magdalena Kubasiewicz

Uwierz we wróżki
— Magdalena Kubasiewicz

Zapoznać się, zaśmiać, zapomnieć
— Mieszko B. Wandowicz

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Lato 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Maj-czerwiec 2009
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek, Agnieszka Szady, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Zobaczyć człowieka
— Agnieszka Szady

Bóg od brudnej roboty
— Agnieszka Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.