Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Miasto

[1] 2 3 9 »
Przeniósł wzrok na półki, wypełnione częściowo poprzewracanymi i rozbitymi słoikami z substancjami, których nie potrafił rozpoznać. Sięgnął po ukryty w rogu moździerz, zerknął do środka i skrzywił się z obrzydzeniem. W naczyniu tkwiło kilka ususzonych chrabąszczy i larw, zakopanych w połyskującym proszku, utworzonym zapewne z ich pobratymców.

Agnieszka Osikowicz-Chwaja
‹Miasto›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka Osikowicz-Chwaja
TytułMiasto
OpisCzyta dużo, pisze za mało. Miała zamiar pisać powieści historyczne, ale z powodu (nie tylko) lenistwa przerzuciła się na fantastykę. Chciałaby być genialna. W dziedzinie niemal dowolnej. Współpracuje z internetowym czasopismem poświęconym fantastyce pt. „Silmaris”.
Gatunekfantasy, kryminał
Schody skrzypiały i niebezpiecznie uginały się pod nogami, ale doktor Kurt Banah i tak wbiegł na trzecie piętro kamienicy, przeskakując po dwa stopnie. Lekarska torba obijała mu się o udo, a za duży kapelusz spadał na oczy. Drzwi do mieszkania były już otwarte, stojąca w nich kobieta niecierpliwie wciągnęła lekarza do środka.
Gort Ren, ceniony w mieście krawiec, siedział na krześle, z trudem łapiąc powietrze i dociskając dłonie do mostka. Wyraźnie cierpiał. W dusznym pomieszczeniu zgromadziło się już kilka osób, patrzących teraz na mężczyznę i krzątającą się przy nim żonę. Pani Ren najwyraźniej nie miała pojęcia co czynić, głównie więc załamywała ręce i lamentowała.
– Daj mu wody – poradził ktoś z obecnych i kobieta, zadowolona, że może wreszcie zrobić coś pożytecznego, ruszyła do kuchni.
– Nie. – Zatrzymał ją zdecydowany sprzeciw lekarza. – Połóżcie go. Otwórzcie okno. Dajcie mu oddychać. – Patrzył, jak niezdarnie spełniają jego polecenia. – Gort, co ci jest?
– Boli – syknął tamten przez zaciśnięte zęby. – Najpierw tu – wskazał na klatkę piersiową – ale teraz i bark, i plecy. Trudno mi oddychać. – Widać było, że mówienie także sprawia mu ból. – Doktorze – złapał Kurta za rękaw – to ta mała wiedźma, Agda Skorga… – Opadł na poduszki, wzrok utkwił w suficie.
– Dobrze, Gort. Ale teraz weź to. – Lekarz siłą rozchylił pacjentowi usta i wlał w nie kilka kropel płynu z małej fiolki. – Powinno pomóc – wytłumaczył spoglądającej na niego podejrzliwie żonie Gorta. – I nie tłoczcie się tak wokół niego, potrzebuje powietrza. Serce…
Alika Ren niecierpliwie machnęła ręką.
– Serce, serce… Akurat. To ta gówniara, Agda Skorga, wiedźma, jak jej babka. Gort mi powiedział, rzuciła na niego urok.
Kurt Banah porządkował zawartość torby, nie odzywając się słowem. Ale pozostali obecni szybko zaczęli potakiwać.
– Tak, tak. – Drobna, starsza kobieta wyrwała się jako pierwsza. – Nic dziwnego, i do nas dotarło. Moja siostra, ta co mieszka za jeziorem, mówiła mi, że wilkołak porwał im owce.
– A podobno w Olawie zmarli powstali z grobów… Jeden nawet zmienił się w wampira. Próbowali go usiec, to żadna broń się nie imała. Uciekł w góry i teraz cała wieś jest w strachu.
Kurt schylił głowę i zmarszczył brwi.
– Aliko, twój mąż ma problem z sercem. Już od dawna mówiłem, że powinien coś ze sobą zrobić. Napady dusznicy zdarzały mu się i wcześniej, dobrze o tym wiesz… – Zerknął w stronę Gorta. Mężczyzna leżał tak samo jak przed chwilą. I dokładnie tak samo wpatrywał się w sufit.
Kurt podszedł do łóżka.
– Gort? – spytał niepewnie. Oczy leżącego pozostały nieruchome. – Gort? – Lekarz nie spodziewał się już jednak odpowiedzi. Gdy zamykał zmarłemu powieki, poczuł wiszącą w powietrzu niemal namacalną zgrozę i zabobonny lęk.
• • •
Pułkownik Mikel Elif spod przymkniętych powiek obserwował stojącego naprzeciw młodego oficera. Musiał przyznać, że o ile zazwyczaj go cenił i lubił, to czasami bywał doprowadzany przez niego do szału. Teraz również odczuwał narastającą irytację. Bo kapitan Asger Sidort doskonale potrafił odgrywać rolę znudzonego paniczyka.
– Rano wyjeżdżasz do Osli. Musisz sprawdzić, co tam się dzieje. W niezbyt jasnych okolicznościach zmarł mężczyzna, zdaje się krawiec, aresztowano jakąś dziewczynę, oskarżono o czary. A zaraz potem w celi dołączyły do niej matka i babka.
Asger uniósł prawą brew i wydął policzki, a pułkownik poczuł, jak dłonie bezwiednie zaciskają mu się w pięści.
– Czary-mary – mruknął chłopak.
– Weźmiesz dwudziestkę swoich ludzi. Dopilnuj, żeby byli wśród nich wszyscy ci, którzy mogliby coś powiedzieć na temat twoich… zaszłości z wywiadem. Rozumiesz?
Asger powoli pokiwał głową.
– Tak jest, pułkowniku.
– I to nie są żarty, kapitanie. To, co dzieje się w Osli, wymaga sprawdzenia. Aresztowano dziewczynę, jej matkę i babkę. Oraz jeszcze parę osób, a to może nie być koniec. Dziewczyna podobno ledwo uniknęła samosądu. Nie potrzebujemy histerii. Nowa administracja czasem działa pochopnie, wciąż trzeba jej pomagać. Jednak jeśli w plotkach na temat tych kobiet jest ziarnko prawdy… – Elif pokręcił głową. – Nie tak to miało wyglądać. Wysyłam swoich ludzi, żeby uganiali się za czarownicami. Absurd.
Kapitan słuchał wywodu dowódcy w milczeniu, błądząc wzrokiem po wnętrzu kwatery. Elif ponownie poczuł, że powieki zaczynają mu ciążyć.
– Sidort, potraktuj to w końcu poważnie, dobrze?
Zdumione spojrzenie Asgera zogniskowało się wreszcie na szerokiej twarzy pułkownika.
– Traktuję.
Elif westchnął ciężko i odwrócił się plecami do młodszego oficera.
– Wysłałem już do Osli zapowiadające was pismo. Nowy burmistrz nazywa się Aleks Lund i wkrótce dowie się, że ma być do twojej dyspozycji, kapitanie. I, Sidort, nie chcę żadnych burd. Twoja w tym głowa, żebyśmy sobie nie narobili wrogów.
Asger zaczął hardo:
– Potrafię poradzić sobie…
– Znam twoje możliwości, Sidort – przerwał ostro pułkownik. – I nie o twoich żołnierzy się obawiam, tylko o ciebie. – Zerknął na podwładnego przez ramię i zacisnął szczęki, gdy spojrzenie młodego człowieka, najpierw nieco zaskoczone i zagubione, stwardniało. – Możesz się odmeldować, kapitanie.
Młody oficer wyprężył się na baczność, uderzył prawą ręką w pierś i szybkim krokiem skierował ku wyjściu.
• • •
Doktor Banah oparł się o framugę okna gabinetu i obserwował zamieszanie. Na plac wjechała przed chwilą kolumna żołnierzy, rozglądających się teraz wokół z zaciekawieniem lub niesmakiem. Banah zmarszczył czoło, zastanawiając się, co przyniesie pojawienie się wojska. Miał niejasne przeświadczenie, że raczej nic dobrego.
W siodłach pozostało dwóch przyjezdnych. Doktor skupił uwagę na jednym z nich, potężnym, z siwiejącymi już nieco czarną czupryną i brodą. Zadowolony ze swojej przenikliwości uznał, że musi być dowódcą. Ale wtedy olbrzym zasalutował szczupłemu, jasnowłosemu chłopakowi i odjechał w stronę pozostałych wojskowych. Młody mężczyzna, pozostawiony sam, zgrabnie zsunął się z wierzchowca i kopnął leżący pod nogami kamień. Rozejrzał się z niechętnym grymasem na naburmuszonej twarzy i gestem przywołał obserwującą ich dziewczynkę. Banah zaklął głośno, gdy w dziecku rozpoznał własną córkę. Oficer o coś spytał, mała machnęła ręką w stronę rynku. Chłopak rzucił kilka słów do swoich ludzi i ruszył przed siebie; czarnowłosy olbrzym oraz jakaś drobna dziewczyna w zbyt obszernej kurtce podążyli za nim.
• • •
Ratusz stał w rogu rynku, wyróżniając się okrągłą wieżyczką, tandetnie stylizowaną na pałacową. Miasto było prowincjonalne i takie też okazały się jego budynki oraz błotniste po ostatniej ulewie ulice. Asger szedł szybko, przeskakując przez kałuże, nie oglądając się za siebie. Wkrótce zniknął za skrzypiącymi drzwiami.
Hadar wzniósł oczy ku niebu, otworzył drzwi, które zdążyły już zamknąć mu się przed nosem, pociągnął za sobą towarzyszącą mu Dalinę Trakię. Rozejrzeli się w mrocznym, wąskim korytarzu, ale po dowódcy nie było już śladu.
– Cóż – mruknął sierżant do dziewczyny. – Poczekamy tutaj.
• • •
Burmistrz Aleks Lund okazał się młody i energiczny. Nawet jeśli pojawienie się oficera nieco wytrąciło go z równowagi, nie dał tego po sobie poznać. Wskazał gościowi krzesło, usiadł naprzeciw i z uprzejmym, irytująco łagodnym uśmiechem patrzył wyczekująco.
Asger odpowiedział podobnym uśmiechem, może tylko odrobinę bardziej złośliwym.
– Napiłbym się czegoś.
Lund nagle stracił nieco pewności siebie. Wstał zbyt gwałtownie, wyciągane z kredensu szklanki brzęczały jakby za głośno.
– Wino?
Asger przekrzywił głowę.
– Nie za wcześnie?
Burmistrz na chwilę zaniemówił, potem odpowiedział niepewnie:
– Słabiutkie.
Sidort zastanowił się, w końcu jednak skinął głową.
– Mam dwadzieścioro ludzi. Gdzieś muszą mieszkać.
– Oczywiście. Przygotowaliśmy dla was kwatery, niedaleko.
– Mój sierżant czeka w korytarzu. Trzeba by mu pokazać drogę.
[1] 2 3 9 »
dodajdo

Komentarze

« 1 [2]
06 VII 2017   01:45:19

Podpowiem, że jak się założy konto na Esensji to nie trzeba już liczyć komentując, a w bonusie dostanie się nicka na zielono. :-)

06 VII 2017   22:08:22

O, dzięki. Chyba nawet kiedyś zakładałam, ale nie pamiętam hasła. :( A to takie wygodne - jak zakupy bez rejestracji. :)
Ło matko, wynik chyba ujemny tym razem wyjdzie. Muszę się skupić...

07 VII 2017   22:08:44

Eee tam, przynajmniej człowiek sobie przypomina podstawy arytmetyki.
A w zielonym mi nie do twarzy ;-)
PS- jesteście pewni, że nie ma tam fantastyki? Ja miałbym trochę inne zdanie- przeczytajcie co Babka mówiła o aresztowanej, oraz końcówkę

07 VII 2017   22:44:08

A podobało się czy tak średnio?
Przyznam, że opinię, że fantastyki "w zasadzie nie ma" zrozumiałam jako "prawie nie ma". Bo rzeczywiście, za dużo to jej tu nie ma. Na wszelki wypadek jednak potwierdzam - jest. :)

« 1 [2]

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Odbicie w lustrze
Tomasz Jarząb

18 XI 2017

Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opar absurdu
Adrianna Filimonowicz

11 XI 2017

Zabrzmiała wrogo, ale po reakcjach jej mózgu wyczułem obniżenie nastroju. Z obserwacji wiedziałem, że w tych lepszych chwilach zawsze dopadał ją strach przed samotnością. Niemalże byłem w stanie wykryć wzorzec fal elektromagnetycznych emitowanych przez jej neurony w takich chwilach. Zrobiło mi się jej żal.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.