Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Miasto

« 1 [2] 3 4 9 »
Zapadło niezręczne milczenie. Lund zmarszczył brwi, napełnił szklanki winem i po krótkim wahaniu podszedł do drzwi. Otworzył je, wystawił głowę i krzyknął:
– Sanar! – Odpowiedziała mu cisza. – Sanar! – Znowu nic. Lund zmełł w ustach przekleństwo, wyszedł z gabinetu. Wrócił po chwili i zmusił się do uśmiechu. – Zrobione.
– Świetnie. To teraz prosiłbym o sprawozdanie z tego, co się tutaj wydarzyło. Byłbym wdzięczny za zwięzłość, jestem zmęczony.
Burmistrz zaczął mówić, najpierw zacinając się co kilka słów. Jasne było tylko, że Gort Ren nie żył. Doktor, któremu burmistrz ufał, twierdził, że zabił go nagły atak dusznicy. Ale miasto sądziło inaczej. Miasto zgadzało się z oskarżeniami, które Ren zdążył wyartykułować przed śmiercią, miasto zgadzało się również z Aliką Ren, nieszczęśliwą wdową. Agda Skorga, dziewczyna mieszkająca z nieprowadzącą się zbyt wzorowo matką oraz babką zielarką, miała rzucić na niego urok. Śmiertelny urok, jak się okazało. Był nawet świadek zajścia, Zofa, młodsza siostra Agdy. Przesłuchiwana, ochoczo potwierdziła winę dziewczyny, oskarżając przy okazji matkę i babkę o prowadzenie w domu magicznych praktyk. Oczywiście, od razu wysłano do chaty kobiet gwardzistów. Znaleźli amulety, kamienie z dziwnymi nacięciami, kadzidła, wysuszone fragmenty drobnych zwierząt. O babce – zielarce od dawna krążyły niepokojące pogłoski, jak się teraz okazało, niebezpodstawne.
Burmistrz czuł się nieswojo, mówiąc o tych wydarzeniach, zerkał więc na kapitana, próbując odczytać jego reakcje. Ale twarz Asgera pozostała bez wyrazu, również wówczas, gdy Lund wspomniał o pojawiających się w różnych częściach kraju plotkach. Zdawało się, że wieści o duchach, wampirach i czarownicach nie są w stanie zmącić spokoju oficera, Lund mówił więc coraz pewniej, coraz płynniej. Gdy zmierzał ku końcowi, ponownie z pewnym trudem wyznając, że w areszcie tkwi już znacznie więcej osób niż trzy kobiety (co wreszcie wywołało drobne oznaki zainteresowania u kapitana), drzwi otworzyły się gwałtownie. Asger obejrzał się przez ramię, burmistrz drgnął. Do środka wpadł drobny mężczyzna, z szerokim uśmiechem na gładko wygolonej twarzy.
– Dowiedziałem się, burmistrzu, że goście dotarli. Witam, kapitanie, witam serdecznie. Jestem sędzią, do usług. Kalum Wensel. – Chwycił dłoń Asgera, przytrzymał ją zdecydowanie dłużej niż było to koniecznie. – Asger Sidort, prawda? Czyżby z tych Sidortów?
– Nie mam pojęcia. Znam tylko jednych.
Sędzia zachichotał, ponownie potrząsnął ręką Asgera.
– Czyli to pana ojciec, kapitanie, był…
– Tak. – Asger przerwał wyraźnie, zdecydowanie i na tyle głośno, że w gabinecie burmistrza na chwilę zapanowała pełna skrępowania cisza.
– To zaszczyt przyjmować takiego gościa. Witamy w Osli. – Sędzia Wensel najwyraźniej ciszy nie tolerował.
Asger popatrzył na niego uważnie.
– Sędzia na pewno będzie znał odpowiedź na męczące mnie pytanie. Czy kobiety aresztowane w sprawie śmierci Gorta Rena były torturowane?
Uśmiech zamarł Wenselowi na ustach.
– Co? – zapytał tępo.
– Czy kobiety aresztowane w sprawie śmierci Gorta Rena były torturowane? – Asger powtórzył usłużnie.
– Nnnie – wymamrotał sędzia. – Nie – dodał nieco pewniej. – A dlaczego?
– A tak pytam. W takim razie po kłopocie. Bo jeśli by były, to ich zeznania zostałyby zdobyte bezprawnie. A jako takie okazałyby się nieważne. Ale sędzia na pewno o tym wie.
Asger odwrócił się i nieśpiesznie wyszedł z gabinetu burmistrza. Już za drzwiami uświadomił sobie, że nie zdążył dowiedzieć się wszystkiego, co zamierzał. Ale co tam, jeszcze będzie okazja.
• • •
Sierżant Hadar oczywiście stał jak posąg w mroku korytarza i czekał cierpliwie. Drgnął dopiero wtedy, gdy spostrzegł dowódcę.
– Co tu robisz? Miałeś się zakwaterować z innymi. – Asger minął go, z ulgą wychodząc na zalany słońcem rynek.
Hadar ruszył za nim.
– Inni poszli. Ktoś musi pokazać panu drogę, prawda, kapitanie?
Rozbawiony Asger zerknął na niego przez ramię.
– Chyba masz rację. Chodź, jeszcze jedna wizyta przed nami. Hej, mała! – krzyknął w stronę dziewczynki, tej samej, która przed paroma chwilami wskazywała im drogę do ratusza. Musiała przyjść tu za nimi i, chociaż trzymała się na uboczu, obserwowała ich śmiałym wzrokiem. – Powiesz nam, gdzie mieszka doktor? Jak mu tam? Bahan?
– Banah! – poprawiła dziewczynka urażonym tonem, ale zaraz przywołała ich gestem dłoni. – Chodźcie! – Puściła się pędem, sznurowanymi bucikami rozbryzgując wodę z kałuż. Musieli niemal biec, by za nią nadążyć. Po chwili znaleźli się na tym samym placu, z którego wyruszyli na rynek. Był już pusty. Niemal pusty, bo miotał się po nim dość młody jeszcze mężczyzna w eleganckiej, popielatej kamizelce.
– Mirna! – wołał raz po raz, rozglądając się wokół z niepokojem.
– Jestem, tato! – odkrzyknęła dziewczynka. – Ci panowie chcą z tobą rozmawiać.
Ale mężczyzna zupełnie nie zainteresował się „panami”, całą uwagę skupiając na dziecku. Niepokój wyparował błyskawicznie, ustępując miejsca rozgniewaniu i irytacji.
– Gdzie się podziewałaś, Mirno? Nie mogę pilnować cię przez cały czas. Marsz do domu! – Pokazał palcem drzwi pobliskiej kamienicy, a gdy mała próbowała zaprotestować, zrobił teatralnie groźną minę. Dziewczynka wydęła drobne usteczka, zmarszczyła nos i marszowym krokiem ruszyła do domu.
– Kurt Banah? – zapytał Asger.
– Tak. – Głos lekarza nie mógł być bardziej niechętny.
– Kapitan Asger Sidort i sierżant Nuka Hadar. Chciałem porozmawiać o…
– Wiem o czym. Wejdźmy do środka.
• • •
Gabinet Banaha był obszerny, jasny i pełen medycznych książek. Biurko, kilka krzeseł, leżanka, przeszklona szafa wypełniona medykamentami – wszystko czyste, poukładane, wzbudzające zaufanie. Banah usiadł za biurkiem, wskazując gościom krzesła. Asger pokręcił przecząco głową, zbliżył się do półek z książkami i oglądał ich grzbiety. Sierżant zdecydował więc, że również będzie stał. Lekarz chwilę czekał cierpliwie, ale przedłużające się milczenie w końcu zaczęło go irytować.
– Mam co robić, więc…
– Oczywiście. – Oficer jednak nie odwrócił się do gospodarza. – Mój zastępca jest lekarzem. Nie ten tutaj. – Wskazał na Hadara. – Porucznik. Dałby się pokroić za taki księgozbiór. Notatki robi na własnej skórze i brakuje mu już miejsca.
Banah obrzucił szczupłą sylwetkę kapitana ciężkim spojrzeniem, nie skomentował jednak jego dziwacznych słów.
– Chcemy się dowiedzieć, co, według lekarza, spowodowało śmierć Gorta Rena.
– Dusznica – odparł Banah bez wahania.
– Miasto sądzi, że czarownica.
Banah nie miał pojęcia, czy oficer mówi poważnie, czy kpi.
– Gort był gruby, nerwowy, trochę za dużo pił i trochę za mało się ruszał. Mówiłem mu nieraz, że powinien to zmienić. Ignorował rady, więc się doigrał. I to by było tyle. Jeśli pan chce, kapitanie, może pan poczytać moje notatki na temat śmierci Rena. Są tu. – Położył dłoń na leżącej przed nim kartce.
Asger odwrócił się wreszcie, powoli podszedł do biurka i chwycił dokument. Chwilę go studiował, jednak doktor ze zdumieniem zauważył, że oficera wkrótce znacznie bardziej zainteresował zakurzony rękaw własnej kurtki.
– Muszę się wykąpać – wymamrotał kapitan.
Banah przymknął powieki, starając się nie dać wyprowadzić z równowagi, odetchnął kilka razy, wreszcie wstał, zabrał Asgerowi papier i powiedział:
– Może zakończymy na dzisiaj. Chciałbym zjeść kolację z córką.
Sidort pokiwał głową, ale nie ruszył się z miejsca.
– A Zofa? Są jeszcze jej oskarżenia.
Doktor prychnął lekceważąco.
– Tak, oskarżenia siedmioletniej dziewczynki. Znam Zofę i zapewniam pana, kapitanie, że jej zeznania są nic nie warte. Ma w sobie dużo złości. I wreszcie znalazła sposób, by znaleźć się w centrum uwagi.
– Gdzie teraz jest?
– Alika Ren ją przygarnęła. Zdaje się, że mają wspólny cel. Alika nie ma dzieci, kilka lat temu straciła jedynego syna. Więc przygarnęła dziewczynkę, która – jak i ona – żąda sprawiedliwości. Jestem przekonany, że świetnie się dogadują. A teraz, kapitanie…
« 1 [2] 3 4 9 »
dodajdo

Komentarze

« 1 [2]
06 VII 2017   01:45:19

Podpowiem, że jak się założy konto na Esensji to nie trzeba już liczyć komentując, a w bonusie dostanie się nicka na zielono. :-)

06 VII 2017   22:08:22

O, dzięki. Chyba nawet kiedyś zakładałam, ale nie pamiętam hasła. :( A to takie wygodne - jak zakupy bez rejestracji. :)
Ło matko, wynik chyba ujemny tym razem wyjdzie. Muszę się skupić...

07 VII 2017   22:08:44

Eee tam, przynajmniej człowiek sobie przypomina podstawy arytmetyki.
A w zielonym mi nie do twarzy ;-)
PS- jesteście pewni, że nie ma tam fantastyki? Ja miałbym trochę inne zdanie- przeczytajcie co Babka mówiła o aresztowanej, oraz końcówkę

07 VII 2017   22:44:08

A podobało się czy tak średnio?
Przyznam, że opinię, że fantastyki "w zasadzie nie ma" zrozumiałam jako "prawie nie ma". Bo rzeczywiście, za dużo to jej tu nie ma. Na wszelki wypadek jednak potwierdzam - jest. :)

« 1 [2]

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Odbicie w lustrze
Tomasz Jarząb

18 XI 2017

Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opar absurdu
Adrianna Filimonowicz

11 XI 2017

Zabrzmiała wrogo, ale po reakcjach jej mózgu wyczułem obniżenie nastroju. Z obserwacji wiedziałem, że w tych lepszych chwilach zawsze dopadał ją strach przed samotnością. Niemalże byłem w stanie wykryć wzorzec fal elektromagnetycznych emitowanych przez jej neurony w takich chwilach. Zrobiło mi się jej żal.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.