Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 21 lipca 2017
w Esensji w Google

Miasto

« 1 7 8 [9]
– Dobrze. Niech będzie żebractwo. Pięć. Ale nie teraz, za kilka dni. W stanie, w jakim jest obecnie dziewczyna, mogłoby to dla niej oznaczać karę śmierci. Poczekamy trochę, my też tu jeszcze zostaniemy. Waszej gwardii również przyda się szkolenie. Razem z Kalawą przejrzymy inne, prowadzone przez pana, Wensel, sprawy. Po powrocie muszę złożyć raport dowódcy, chcę, by był możliwie rzetelny. – Popatrzył wyczekująco na prawników, ale gdy nie doczekał się reakcji, westchnął głośno. – To wszystko. Możecie już iść.
• • •
Dzień wykonania wyroku przypomniał, że zima nadchodzi. Nie wszyscy zgromadzeni na placu ludzie zdążyli wyjąć ze skrzyń ciepłe płaszcze, marzli więc teraz, chwytając targane wiatrem szale i nakrycia głowy. Spektakl był jednak zbyt interesujący, by niekorzystna pogoda mogła ich zniechęcić do gromadnego stawienia się pod pręgierzem.
Asger stał schowany przed wiatrem w podcieniach ratusza i, drżąc z zimna, przytrzymywał stójkę kurtki. Oparty o mur spoglądał na opuszczający rynek tłum. Widowisko zakończyło się, pomiędzy sylwetkami mieszkańców mignął mu na chwilę doktor Banah, który – podtrzymując słaniającą się na nogach Agdę – śpieszył do swojego gabinetu.
– I co? – rzucił do Hadara, zbliżającego się od strony pręgierza.
– Nie opieraj się o mur. Jest zimny. Przeziębisz się – mruknął sierżant.
Asger zerknął na niego z ukosa, nie zmieniając postawy.
– Ktoś tu ma problemy z dyscypliną.
Hadar zaczerwienił się i wyprostował jeszcze bardziej.
– Nic jej nie będzie, kapitanie. Doktor już się nią zajął. Trochę popłacze, kilka dni poleży w łóżku. Cokolwiek powiedział pan katu, przekonało go. Nie starał się specjalnie. Groźniejsze niż baty może okazać się zapalenie płuc… W taką pogodę…
Asger pokiwał głową.
– Przynieś mi płaszcz. I zbierz raporty od żołnierzy – rzucił.
Nie na długo dane było mu zostać samemu. Guna Kruk z córką przepchnęły się do niego przez rzednący tłum. W uważnym spojrzeniu babki było coś niepokojącego, coś, co sprawiło, że Asger przez chwilę czuł jeszcze większy chłód. Ale to młodsza kobieta zaczęła mówić, z uśmiechem tak zalotnym, że niemal szalonym:
– Musimy ci podziękować, oficerze. Chyba uratowałeś nam skórę. – Podeszła do kapitana, przesunęła dłonią po jego policzku. Asger chwycił ją za nadgarstek, odepchnął delikatnie i obojętnie.
– Idź sprawdź, co z Agdą – rzuciła Guna.
Córka hardo spojrzała na Sidorta.
– Takie ciało, a w nim taki ziąb. Wielkie marnotrawstwo. – Odeszła powoli, rozglądając się na boki, szeleszcząc nieco potarganą i przybrudzoną suknią w kolorze czerwonego wina.
Guna pokręciła głową.
– Wybacz. Nigdy nie znała się na ludziach. Ale podziękować trzeba. Mogło skończyć się znacznie gorzej, mimo że w Agdzie przecież nie ma mocy. Nie w niej… – Przerwała, gdy zdała sobie sprawę, że Asger nie słucha, wpatrzony w jakiś punkt. Podążyła za jego wzrokiem i ujrzała pręgierz, kamienny słup, doskonale widoczny na niemal pustym już rynku, centralny punkt rozciągającego się przed nimi placu. Milczała, zaciekawiona napięciem malującym się na twarzy oficera, jego nagle pociemniałym wzrokiem i pobladłymi – być może z zimna – wargami. Asger oddychał ciężko, zdawał się przebywać w jakimś chwilowym transie, niedostępny dla otoczenia, w osobnym świecie.
– Płaszcz, kapitanie. – Zaniepokojony Hadar wyciągnął rękę z okryciem, ale musiał postąpić krok, zasłaniając sobą widok na pręgierz, by dowódca ocknął się z odrętwienia.
– Dziękuję – wymamrotał Asger i zarzucił sobie płaszcz na plecy. Z ulgą otulił się grubym materiałem. – Jak miasto?
– Spokój. Żaden z patroli nie zauważył niczego niepokojącego.
– Dobrze.
– Pójdę już. Zobaczę, co z Agdą – powiedziała Guna. – Zofa chce zostać u Aliki, tak chyba zresztą będzie najlepiej. A ty, oficerze, postaraj się nie umierać zbyt młodo. A już na pewno nie młodo i gwałtownie. I unikaj dziwnych miejsc, takich, których jeszcze do końca nie rozumiesz. A Wensel… Sędzia Wensel, ten przekupny drań pozbawiony sumienia… Niech się zadławi własnym bogactwem.
Asger i Hadar patrzyli, jak Guna odchodzi.
– O co jej chodziło? – zapytał sierżant.
Asger wzruszył ramionami.
– Wensel to drań, ma rację. Może i zasłużył na to, by się zadławić.
– Nie o tym mówię.
– A bo ja wiem, co jej po głowie chodzi? Pewnie nie chce, by przytrafiło mi się coś złego, więc mam na siebie uważać. Miło z jej strony.
Hadar przekrzywił głowę, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Asger zeskoczył na nawierzchnię rynku.
– Chodźmy. Rano wyjeżdżamy. Musimy… – Nie dokończył, bo jego uwagę przykuł gwar dobiegający z jednej z odchodzących od rynku uliczek. Zatrzymał sierżanta i stanął, czekając z pełnym zaskoczenia uśmiechem na ustach. Jeźdźcy wjechali na rynek dwójkami, prowadząc konie leniwym stępem. Szybko wypatrzyli Asgera i Hadara, otoczyli ich ciasnym kręgiem. Chudy oficer zeskoczył z wierzchowca i wytatuowaną dłonią uderzył się w pierś, salutując.
– Kapitanie.
– Co tu robicie, poruczniku?
– Rozkaz pułkownika Elifa. Ile jeszcze czasu zajmie wam ta sprawa tutaj?
Asger rozejrzał się wokół, po twarzach otaczających go żołnierzy.
– Skończyliśmy. Jutro wyjeżdżamy. Wziąłeś wszystkich, Kerk.
Porucznik Kerk Tor pokiwał głową.
– Tak. Jutro wyjeżdżamy, ale trzydzieści mil na zachód. Kilka grup dezerterów z wojsk regenta zastrasza okolice Strumy, miejscowi nie są w stanie sobie z nimi poradzić. Kapitanie – zbliżył się do Asgera na pół kroku – mamy nie wracać przez jakiś czas. Przynajmniej do pierwszej poważnej śnieżycy. Wywiad… Wciąż mają wątpliwości.
Asger poprawił płaszcz na ramionach i spojrzał w niebo. Z ciężkich, szarych chmur zaczął siąpić lodowaty deszcz.
– Do pierwszej śnieżycy? Może się okazać, że to już całkiem niedługo.
• • •
Dziedziniec koszar pokryty był grubą warstwą świeżego śniegu. Pułkownikowi Elifowi zrobiło się prawie przykro na myśl o tym, że niemal sześćdziesięcioosobowy oddział kapitana Sidorta zadepcze i przemieni delikatny puch w błoto. Z zaciśniętymi wargami patrzył na plac i uwijających się po nim ludzi, żałując popsutego widoku z okna kwatery. Może jednak przez noc będzie padać i wszystko wróci do estetycznej normy.
Głośnie pukanie do drzwi wyrwało go z rozmyślań.
– Wejść! – zawołał, doskonale świadom tego, kto pojawi się w drzwiach. Asger zdążył pozbyć się już ciężkiego, zimowego płaszcza. Czarna kurtka, zapięta pod samą szyję, podkreślała bladość młodego oficera. Kapitan wyglądał na zmęczonego i zmarzniętego.
– Jak poszło?
– Dobrze. Bandy były źle zorganizowane, nastawione na rozbój. Nie mieliśmy kłopotów. Większych. Część zginęła, część aresztowaliśmy i przekazaliśmy w ręce lokalnych władz.
– Straty?
Asger przymknął powieki, lekko opuścił głowę i pułkownik wiedział już, że będzie musiał poczekać, chwilę, krótką chwilę, ale jednak. Będzie musiał poczekać, aż kapitan rozluźni gardło i wykrztusi kilka nazwisk.
– Bran Kini nie żyje. – Tym razem nazwisko było tylko jedno. – Jeszcze trójka rannych, ale już w porządku.
– Świetnie, Sidort. A teraz idź odpocznij, zjedz coś. Wyglądasz jak upiór. Raport złożysz jutro.
Ale Asger nie ruszył się z miejsca.
– Pułkowniku, jeszcze Osla. Stosowano tortury, sędzia Wensel jest skompromitowany i przekupny…
Elif przerwał niecierpliwym machnięciem ręki, podszedł do biurka i chwycił w dwa palce jakiś dokument.
– Jutro, Sidort, jutro. Zjedz coś, ogrzej się. Wyśpij.
Asger zawahał się, w końcu jednak zasalutował i ruszył ku wyjściu.
– A tym Wenselem – w progu zatrzymał go jeszcze głos pułkownika – tym Wenselem nie zawracaj sobie głowy. Nie żyje. Wyobraź sobie, Sidort, zadławił się śliwkami kalijskimi. – Uniósł brwi. – A ja się zastanawiałem, jak to możliwe, że prowincjonalny sędzia może sobie pozwolić na śliwki kalijskie.
Spojrzał na kapitana i zdało mu się, że ten pobladł jeszcze bardziej i nieznacznie się zachwiał. Ale może było to zaledwie złudzenie, albo fala zmęczenia przypłynęła i odpłynęła, bo zaraz potem Asger wzruszył ramionami i rzucił lekko:
– No to jeden problem z głowy.
I zamknął za sobą drzwi.
koniec
« 1 7 8 [9]
1 lipca 2017
dodajdo

Komentarze

« 1 [2]
06 VII 2017   01:45:19

Podpowiem, że jak się założy konto na Esensji to nie trzeba już liczyć komentując, a w bonusie dostanie się nicka na zielono. :-)

06 VII 2017   22:08:22

O, dzięki. Chyba nawet kiedyś zakładałam, ale nie pamiętam hasła. :( A to takie wygodne - jak zakupy bez rejestracji. :)
Ło matko, wynik chyba ujemny tym razem wyjdzie. Muszę się skupić...

07 VII 2017   22:08:44

Eee tam, przynajmniej człowiek sobie przypomina podstawy arytmetyki.
A w zielonym mi nie do twarzy ;-)
PS- jesteście pewni, że nie ma tam fantastyki? Ja miałbym trochę inne zdanie- przeczytajcie co Babka mówiła o aresztowanej, oraz końcówkę

07 VII 2017   22:44:08

A podobało się czy tak średnio?
Przyznam, że opinię, że fantastyki "w zasadzie nie ma" zrozumiałam jako "prawie nie ma". Bo rzeczywiście, za dużo to jej tu nie ma. Na wszelki wypadek jednak potwierdzam - jest. :)

« 1 [2]

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:wolffowna@gmail.com'>Magdalena Wolff</a>

Zmiana
Małgorzata „windlady” Binkowska

24 VI 2017

Badania nie wykazały żadnych zmian w mózgu, nic niepokojącego. Psychiatra również nie potrafił postawić jednoznacznej diagnozy. Była absolutnie zdrową, młodą kobietą – spełnioną w pracy, szczęśliwą w domu. Nic jej nie dolegało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Selekcja naturalna
Anna Grzanek

20 V 2017

Dalej było już tylko dziwniej. Inny Poznań zaczął się pojawiać również w dzień; najpierw tylko na ułamki sekund, ale jednak. Śmiali się, że przestał być Nocnym Poznaniem, ale był to bardzo nerwowy i niepewny śmiech.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Czy jestem morzem lub smokiem głębiny [Hi 7,12]
Anna Dudało

1 IV 2017

Miał śliczny uśmiech i ciepłe spojrzenie. Aparycja, która sprawia, że rozmówca czuje się od razu spokojniejszy i chętniejszy do zwierzeń. Gdyby mu na tym zależało, byłby doskonałym handlowcem, który zarabia krocie na prowizji. Miał dar do zjednywania sobie ludzi. I często z niego korzystał. Szczególnie gdy zakończył terapię, na którą wysłali go przerażeni rodzice. Przecież nie co dzień dzieciak wychodzi prawie cało z rąk mordercy.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.