Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

Uhonorowanie pośmiertne

« 1 [2] 3 »
Nie mógł oderwać wzroku od białej kopuły czerepu, którą raz przyrównywał do opustoszałej planety, innym razem – do planety, na której życie miało się dopiero narodzić, kiedy indziej – do nagiej powierzchni księżyca. Kość nosowa wraz ze swą dolną okolicą przypominała mu skały, po których można się wspinać aż na wyżyny myśli. Celem są oczodoły. To w nich mieściły się kiedyś zwierciadła duszy. Nic dziwnego, że korytarze kości zdają się nie mieć końca. W końcu dusza też go nie ma.
Każdą czaszkę wieńczył wieniec z lauru. Wranickiemu nieobcy był motyw czaszki i wieńca laurowego, ale nie widział powodu, aby je łączyć. Po co psuć białą doskonałość kostnej struktury jakąś rośliną?
• • •
W końcu nadszedł dzień, kiedy Witold zapragnął pochwalić się nowym nabytkiem. Najpierw zaprosił przyjaciół. Nazywał tak niemal wszystkie osoby, które znał i z którymi prowadził interesy.
Goście przychodzili, oglądali, podziwiali. Każdy, kto choć trochę poznał Witolda, nauczył się podziwiać to samo, co potomek magnatów. Własne zdanie należało chować do kieszeni, jak przybrudzoną chusteczkę do nosa. Wranicki miał kota na punkcie odkrytych przez siebie artystów. Każdy „przyjaciel” historyka sztuki o tym wiedział i potakująco kiwał głową. W ten sposób mógł liczyć na podobny gest Wranickiego jako odpowiedź na prośbę o pożyczkę czy też inne wsparcie finansowe.
Przy obrazach Adama Artura jednak nikt nie musiał zmuszać się do kiwania głową. Magia pięknych pejzaży, pięknych przedmiotów i ciał działała. Mrok czaszek z wieńcami na głowach hipnotyzował. Jak malarz taki jak Adam Artur mógł umrzeć w totalnym zapomnieniu? Czy trzydzieści lat temu ślepota ogarnęła Kościaną i okolice? Kiedy Artur umierał, świat powinien był zastygnąć z mikrofonem w ręku, żeby nagłośnić ciszę po śmierci twórcy.
Czas świata dla Adama Artura przyszedł po jego zgonie. Ci, którzy żyją pełnią życia, będą żyć i po śmierci. Świat najpierw musi ich stracić, żeby później docenić. Nieprzypadkowo przeznaczenie i paradoks rozpoczynają się na tę samą literę.
Do Kunstowa, w którym mieszkał Wranicki, przyjechała telewizja. Witold miał „przyjaciół” i w tych kręgach. Niby przypadkiem opowiedział o malarzu, którego właśnie odkrył. Mimochodem wspomniał, że warto by nakręcić film dokumentalny. Dziennikarze pojechali nawet do Kościanej, żeby zrobić wywiad z Arturami. Ale Wilhelmina i Alojzy zamknęli szczelnie drzwi i okna. Zamknięte okna i drzwi zastali także dziennikarze, pracujący dla gazet i magazynów. Ale i tak udało im się zrobić kilka zdjęć. Na podstawie tych nielicznych obrazków utworzyli własny komiks.
Wilhelmina i Alojzy nie czytali gazet. Za to ich sąsiedzi – tak. A ponieważ słowo pisane uważane jest za prawdziwe, mieszkańcy Kościanej przecierali oczy ze zdumienia po przeczytaniu sensacyjnej historii. Mieszkać tak blisko i nic o drugim człowieku nie wiedzieć! Dzięki Bogu, przynajmniej z gazet człowiek dowie się prawdy.
• • •
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>
Ilustracja: Rafał Wokacz
Wranicki pisał. Dniami i nocami ślęczał nad książką o twórczości Adama Artura. Studiował każdy obraz. Ważył każde słowo, obracał je w myślach jak nieforemną bryłę, a potem rzeźbił w niej znaczenie. W tych bryłach Artur ożywał na nowo. Wynurzał się ze słów Witolda jak noworodek z wód płodowych. Nie wynurzał się jednak jako homo sapiens. Ponieważ powstawał z percepcji własnych obrazów, odżywał jako homo creatus. Kim był Adam Artur jako człowiek, tego nie dowie się już nikt. Ale na pytanie, kim jest Adam Artur jako twórca, istniało wiele odpowiedzi. Wranicki właśnie konstruował jedną z nich.
Żeby Adam mógł wynurzyć się z tego pisania, Witold musiał się w nim zanurzyć. Przez całe tygodnie, a potem miesiące żył obrazami zapomnianego mistrza z Kościanej. Obrazy, które studiował za dnia, śniły mu się potem po nocach. Zapisywał te sny. Jeździł z nimi do Warszawy, do jedynego tłumacza snów, któremu ufał. Razem wydobywali znaczenie Witoldowych marzeń sennych. Jeden ze snów wprawił Wranickiego w szczególne poruszenie. Potomek magnatów tak zapisał go w dzienniku:
Spaceruję po mojej domowej galerii. Oglądam obrazy, które wiszą na ścianach. W większości są to obrazy Artura. Przechodzę płynnie od dzieła do dzieła. Coś szeleści pod stopami, spowalnia kroki. Niechętnie odrywam wzrok od obrazów, spoglądam w dół. Brnę w opuszczonych wieńcach laurowych. Ścielą mi się pod stopami, na wpół wysuszone. Może z tęsknoty za właścicielami?
A oto pojawiają się i właściciele. Setki czaszek płyną w powietrzu białym strumieniem. Zmierzają w moim kierunku. Stoję oniemiały, bo niby co innego miałbym robić? Mógłbym uciec, ale ciekawość przygwoździła mnie do podłogi. Skąd się wzięła taka wataha czerepów?
Lustruję obrazy Artura, te, które wiszą najbliżej. Nie ma na nich czaszek z wieńcami laurowymi. Pozostała im jedynie pustka idyllicznych krajobrazów, ciał i przedmiotów. Czuję ich żal po utracie prawdziwego piękna. Wiszą smutne, opuszczone. Biel ścian tylko podkreśla ich melancholię. Powierzchowna ładność idylli odstrasza.
Armia czaszek zatrzymuje się na wysokości mojej twarzy. Kierują się na mnie dziesiątki oczodołów, kościanych korytarzy niczym wnętrza jaskiń, niczym wrota do innych wszechświatów. Nie mogę oderwać oczu. Nie mogę nie zastanawiać się, dokąd prowadzą czerepie portale.
Czaszki przemówiły. Poruszają szczękami, z których wypływają słowa, niesione na fali spokojnej melodii:
– Jesteśmy nagie, odziej nas.
Nie wiem, o co chodzi. Mam je ubrać, ale w co?
Czaszki widzą moją bezradność. Z przepastnych oczodołów wypływają łzy. Mają kolor zielony jak morskie wodorosty.
• • •
– Ile razy sen się powtórzył? – spytał tłumacz snów.
– Nie pamiętam dokładnie – odparł Wranicki. – Pięć, sześć razy.
Dream coach zanotował coś w dzienniku. Wyprostował się i odpłynął myślami. Wranicki przez chwilę patrzył na mężczyznę. Tłumacz snów był młody, nie liczył sobie więcej niż trzydzieści lat. Czarny T-shirt i marynarka barwy oliwkowej zwisały na szczupłej sylwetce. Tłumacz przeczesał palcami rude włosy. Słońce wpadało przez zakurzone okno i bawiło się z bujną czupryną. Witold przełknął ślinę.
– Musisz ponownie odziać czaszki w wieńce – powiedział coach.
– Jak mam to niby zrobić?
– Wieniec laurowy symbolizuje uhonorowanie. Malarz domaga się, by go docenić.
– Mało już doceniłem Adama Artura? Odkryłem, wykupiłem, rozsławiłem. Co jeszcze mogę zrobić?
Tłumacz snów rozłożył ręce.
• • •
Wranicki wrócił do domu. Podróż z Warszawy, gdzie przyjmował dream coach, do Kunstowa zajęła mu kilka godzin. Czuł zmęczenie. Marzył o miękkich ramionach Morfeusza. Ale kiedy legł już na poduszkach, zaczął się przewracać z boku na bok. Sen nie nadchodził. Za to nachodziły go przeróżne myśli. Nękało pytanie: jak jeszcze docenić Adama Artura? Artykuły w prasie? Zlecił kilka. Film dokumentalny? Już kręcą. Książka? Niemal skończona.
Zasnął w końcu. I przyszedł do niego sen tak nieprawdopodobny, że aż wydawał się prawdziwy.
Wranicki znalazł się przed piętrowym domem Arturów. Wilhelmina i Alojzy stoją na progu, nieruchomi jak posągi. Spoglądają na Witolda kamiennym wzrokiem.
– Gdzie leży? – pyta historyk sztuki. Arturowie milczą. Szczerzą tylko zęby w ironicznym uśmiechu. Wranicki płacze z bezsilności. Co robić? Co robić?
Ktoś kładzie mu dłonie na ramionach. Choć ich dotyk przejmuje chłodem, Witold czuje, jak ciepło rozlewa się po całym ciele.
– Orfeusz i Eurydyka – mówi ten, który położył mu dłonie na ramionach. Wranicki drgnął. Chce się odwrócić.
– Nie odwracaj się – słyszy. – Orfeusz i Eurydyka.
• • •
Witold przebudził się. Wciąż drżał na całym ciele. Wciąż słyszał w głowie niski, głęboki głos nieznajomego. „Orfeusz i Eurydyka”, „Nie odwracaj się”, „Eurydyka i Orfeusz” – krążyło historykowi sztuki po głowie.
« 1 [2] 3 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »
Ilustracja: Die W3 AG

Kiedy gwiazdy się na niebie…
Anna Hrycyszyn

19 VIII 2017

Robot podjął decyzję. W żyły śpiącego wlała się substancja obniżająca ciśnienie i tętno, a zaraz po niej dodatkowa porcja środka nasennego. Lampki kolejno zmieniały kolor na zielony.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Miasto
Agnieszka Osikowicz-Chwaja

1 VII 2017

Przeniósł wzrok na półki, wypełnione częściowo poprzewracanymi i rozbitymi słoikami z substancjami, których nie potrafił rozpoznać. Sięgnął po ukryty w rogu moździerz, zerknął do środka i skrzywił się z obrzydzeniem. W naczyniu tkwiło kilka ususzonych chrabąszczy i larw, zakopanych w połyskującym proszku, utworzonym zapewne z ich pobratymców.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.