Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Pobudka Tenebre

« 1 [2] 3 4 7 »
No, Beta, bierz się do kupy, wdech, wydech, wdech, wydech. Z wysiłkiem opanowała napływające łzy i ustawiła myśli na tu i teraz. Jest autobus. Zajęła wolne miejsce i z satysfakcją udawała, że nie widzi otyłej staruszki cmokającej jej obrzydliwie nad głową.
Klatka schodowa powitała ją znajomym słodkawym smrodkiem. Co to za odór? Starych mebli? Wyleniałych wycieraczek? Psów? A może po prostu starości? Parter i pierwsze piętro zamieszkiwali emeryci. W windzie, istnym przybytku klaustrofobii, dla odmiany śmierdziało szczynami. Kiedy szperała w torebce w poszukiwaniu kluczy, epilepsja żarówki zakończyła się pełnym ulgi syknięciem. Gdzie te kurewskie klucze?!
Spod drzwi sączyła się strużka światła. Dziś jeszcze czeka Beatę wieczorne wmuszanie w matkę leków. W zamian rodzicielka zrewanżuje jej się codzienną dawką gderania. Do herbaty łyżeczka utyskiwań, a na kolację porcyjka zrzędzenia. Z pokoju matki dobiegły odgłosy jej ulubionego serialu. Przynajmniej Beata będzie miała przez jakiś czas spokój.
W kuchni usiadła na stołku i oparła rozpalone czoło o stół przykryty ceratą w niedorzeczne słoneczniki. Miły bezwład anektuje kolejne członki. I tylko plastikowy zegar z durnym kogutkiem rodem z „Teleranka” nieubłaganie oznajmia: 19:55. Sekundnik drga, a wkurzony kogucik grzebie pazurami w niewidzialnej ziemi i łypie na Beatę wściekłym, przekrwionym okiem. I o co ci chodzi, przebrzydłe ptaszydło?
Prysznic. Weźmie go i zmyje z siebie cały ten bezsensowny dzień, smutek, deszcz. I wszystko będzie dobrze. Albo nie, weźmie kąpiel: słuchawki na uszy, świeca, musujące kule. Nie usłyszy matki, nawet jak ta będzie ją wołała.
Wcierając olejek w umyte włosy, przyjrzała się uważnie odbiciu w lustrze. Twarz niby jeszcze młoda, ale już widać, w którym miejscu nastąpi natarcie zmarszczek i fałd. Wzdrygnęła się na wspomnienie wizji kobiety z lusterka. Monarchini miała jej rysy, ale była niesamowita: wyraziste tęczówki i skóra bez skazy, photoshopowa piękność…
Dzwonek.
Przestraszona wypuściła z ręki krem na zmarszczki 35+. Kto to i czego chce o tej porze? Zażywny sąsiad Michał, od którego zawsze zalatuje piwem? (Sonsiatka? Pożycz ten śrubokręt, ten, wiesz, krzyżakowy…). Baśka? Jedyna jej koleżanka, wiecznie gderająca o mężu i dzieciach (O nie, bez serniczka! Zobacz, jak przytyłam, brzuch mi wisi po ciąży).
W domofonie cisza. Po chwili skrzek:
– Kurier. Przesyłka dla pani Beaty …eckiej.
– Ale ja nic nie zamawiałam.
– Paczka jest opłacona.
– Ale…
Obciągnęła bluzkę i przeczesała palcami wilgotne włosy.
– Podpis tutaj – rozkazał kurier, który stał w drzwiach i podawał jej (brudną dłonią, jakby był górnikiem, a nie dostawcą) rysik, by złożyła elektroniczny podpis. Nawet przystojny, pomyślała, ale z takimi łapami? Mimowolnie zobaczyła poczerniałe dłonie na własnych, dopiero co nabalsamowanych piersiach. Coś załaskotało ją w podbrzuszu i siłą woli odegnała wizję.
Pod kurierską kopertą kryło się pudełko oklejone czerwonym aksamitem. „Jakie ładne”, pomyślała i ostrożnie uniosła wieko. Ki czort? W środku na szkarłatnej poduszce leżała złota korona. Misternie rzeźbiona obręcz. Obok spoczywały królewskie berło, wysadzane jakimiś czarnymi kamieniami, i jabłko. Z boku zatknięta była karteczka.
– Insygnia. I ty tu rządzisz… – przeczytała zduszonym szeptem Beata. – Co to, do jasnej cholery, jest?
Na odwrocie kartonika było tylko dziwaczne logo w kształcie korony i nazwa: RegnumBrands – Reklama i promocja.
– Matko jedyna, kto i czego znowu ode mnie chce? – jęknęła. – Nie będę nic kupować, nie mam pieniędzy.
A swoją drogą, do czego się posuwają, żeby zdobyć klienta. Prezenty, „ty tu rządzisz”. Granie na emocjach, poczuciu dumy? Korona wygląda na solidną robotę, nawet jeśli to kamienie półszlachetne, wszystko musiało sporo kosztować. Zrobiło jej się gorąco. A co, jeśli jednak będzie musiała za to wszystko zapłacić? Nawet nie zna adresu, by odesłać przesyłkę. Spanikowana zaczęła szukać informacji w Internecie. Znalazła tylko: Royal Brands, hotele, siłownie, spa z regnum w nazwie, IKEA – ty tu urządzisz…
Nic o agencji RegnumBrands. Może źle wpisuje w wyszukiwarkę?
Ziewnęła i potarła piekące oczy. Poszuka jutro. Pudełko z insygniami starannie schowała do szafki nocnej. Z ulgą pomyślała o chłodnym łóżku i powieści, którą właśnie zaczęła czytać. Mała Scarlett O’Hara w jej głowie wyrecytowała: Jutro też jest dzień. Tak, zdecydowanie rano poszpera jeszcze w sieci. Wyciągnęła się pod starą pościelą w białe kotki. Jeden z Filemonów mrugnął do niej zawadiacko. Kici, kici…
Wtem uświadomiła sobie, że od pewnego czasu jakieś stękanie drażni jej uszy. To matka wołała o zioła i inhalator.
Idą po ciebie
Ranek powitał ją szarą poświatą i bólem głowy. Musi podnieść sobie ciśnienie – szybko zrobiła kawę, czarną i gorzką. Jak jej życie… „Galerię” otwierała o dziesiątej, więc miała jeszcze trochę czasu. Naszykowała matce jedzenie i herbatę. Z kuchennego kosza unosił się smród. Czekało ją jeszcze wyniesienie śmieci.
W śmietniku Beata, wstrzymując oddech, zlustrowała pojemniki: w tym na szkło butelki po piętnastoletniej whisky (czego to się można o sąsiadach dowiedzieć), jakimś likierze i… tanim winie. Na pojemniku na papier ktoś z kolei położył książki: jakieś słowniki, książeczki dla dzieci… King?! Zabiera! I cały rocznik „Twojego Stylu”? Weźmie parę numerów dla matki…
Kiedy wychodziła, obarczona śmietnikowym łupem, usłyszała rozdzierający krzyk. Rozejrzała się, przestraszona i zdezorientowana. Dziecko? Kot? Chyba nie… Znowu! Wrzask dochodził z zaśmietnikowych krzaków. Ostrożnie wychyliła się zza rogu – pewnie jakiś menel wydziera się w pijackim widzie – i stanęła jak wryta.
Paw?!
Za śmietnikiem stał wspaniały samiec z rozłożonym ogonem. I krzyczał. Patrzył prosto na Beatę, przekrzywiając kształtny łebek. Piękny i dorodny, nawet przy braku słońca jego pióra opalizowały nieziemsko. Skąd tu, na zapuszczonym osiedlu, nagle paw? Co to znowu za szopki? Co prawda słyszało się o ucieczkach zwierząt z zoo czy prywatnych hodowli, ale do najbliższego parku był spory kawałek, a to przecież nie żadne tam Łazienki.
Ptak nie płoszył się, tylko stał naprzeciw i gapił na Beatę. Te jego opalizujące pióra… Szmaragd i malachit. Wtem znowu wrzasnął, a Beata podskoczyła i upuściła trzymane magazyny. Lakierowane okładki ułożyły się wokół jej stóp w kolorowy dywan.
– A co ty tu, Beatka, robisz? Stało się coś?
Poczuła, jak serce wali jej mocno. Jeszcze tego brakowało. Kotlerowa z parteru. Z „Tele Tygodniem” pod pachą i kajzerkami w przezroczystej foliówce.
– Wyglądasz, jakbyś się czegoś przestraszyła. Pomogę ci z tymi gazetami. A wiesz, ja też byłam przed chwilą w kiosku, ale ciebie nie widziałam.
– Bo ja nie kupiłam, tylko… tylko wyrzucam.
– Aha.
– A nie widziała tu pani jakichś… dużych ptaków? – zapytała bezsensownie Beata, rozglądając się i nie mogąc uwierzyć, że paw zdążył już zniknąć. Nie było go z drugiej strony śmietnika, może wszedł w żywopłot, ale…
– Dużych ptaków? – powtórzyła zdezorientowana sąsiadka i po chwili zaczęła klepać: – Ano tak, te wrony, drą się i skubią śmieci, ale najgorsze to, powiem ci, kochanie, te koty. Drą się i drą. A żeby je cholera jasna wzięła. Ja tam nigdy kota ni psa nie miałam i powiem ci, że nie żałuję. Chociaż sama mieszkam. Do kwiatków pogadam (lepiej wtedy rosną, wiedziałaś o tym? Nie? A to spróbuj, spróbuj). No więc kwiaty, na szydełku porobię. Czysto i spokojnie. Ale, ale, kochana, chodź do mnie na chwilkę, co? No chodź, chodź. Zanim mamusia się obudzi. Mam świeżą herbatę i drożdżóweczki, te z tej piekarni, wiesz… Bo ty pewnie jak zwykle kawusia na pusty żołądek, co?
Paw. Co się stało z pawiem? – myślała Beata tępo i już otwierała usta, by wymigać się od wizyty u pani Krystyny, ale sąsiadka ją ubiegła:
– No, no, no, na minutkę to chyba możesz – mówiła jakby urażona. – Wiesz, wytłumaczysz mi coś przy okazji, bo to pismo z administracji i, powiem ci, tak napisane, że już w końcu nie wiem, ile ja mam tej nadpłaty…
« 1 [2] 3 4 7 »
dodajdo

Komentarze

02 X 2017   09:22:47

Witam. Czy tylko ja mam wrażenie, że wątki z rzeczywistości "ziemskiej" i pozaTU są spięte trochę na siłę?
O ile pierwsze wtrącenia ułud do romansu były w miarę stonowane i wplecione w rytm, wątek wojny pozaziemskich zakłóca i rozwarstwia opowieść.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »
Ilustracja: Die W3 AG

Kiedy gwiazdy się na niebie…
Anna Hrycyszyn

19 VIII 2017

Robot podjął decyzję. W żyły śpiącego wlała się substancja obniżająca ciśnienie i tętno, a zaraz po niej dodatkowa porcja środka nasennego. Lampki kolejno zmieniały kolor na zielony.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Uhonorowanie pośmiertne
Anna Pełczyńska

29 VII 2017

Armia czaszek zatrzymuje się na wysokości mojej twarzy. Kierują się na mnie dziesiątki oczodołów, kościanych korytarzy niczym wnętrza jaskiń, niczym wrota do innych wszechświatów. Nie mogę oderwać oczu. Nie mogę nie zastanawiać się, dokąd prowadzą czerepie portale.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nina, zez i służki
— Agnieszka Łobik-Przejsz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.