Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Opar absurdu

« 1 9 10 [11]
To ciało było tak makabrycznie ciężkie. Nie wyobrażałem sobie ruchu w nim. Przez pierwsze godziny leżałem, pozwijany dziwacznie, usiłując odtworzyć to, co wiedziałem o bodźcach motorycznych poruszających ludźmi. Posyłałem sygnały do mięśni, próbowałem koordynować je ze zmysłami, ale wszystko na próżno. Chciałem wydać z siebie jakiś dźwięk, ale bałem się, że nie zapanuję nad wzbudzonymi drganiami i zerwę struny głosowe. Ludzie byli tak toporni, a przy tym tak delikatni. Pole elektromagnetyczne próbowałem zespolić z reakcjami mózgu. Cząsteczkom pozwoliłem krążyć w płucach, aż wreszcie zaryzykowałem wędrówkę szlakiem krwi. Szaleństwo. Byłem zagubiony i uwięziony.
Nie wiem, ile czasu minęło w tej szarpaninie. Zdołałem już zwątpić w swój plan – jak będąc czymś takim miałem komukolwiek pomóc? Jak mogłem pomóc chociażby sobie? Tłukłem się w tej skorupie marząc o wyrwaniu gdziekolwiek – choćby poniesieniu przez wiatr. I nagle coś zarezonowało. Połączenia, którymi próbowałem przywiązać się do krwi Ayi w rozpaczliwej gonitwie za jej umysłem, nagle ożyły. Była blisko. I po raz pierwszy byliśmy po tej samej stronie. Nie było już ściany, która w czasie ceremonii nas rozdzieliła. Pierwszy raz zgiąłem rękę. A potem podparłem na niej na wpół jeszcze bezwładne ciało. Każdy kolejny krok w ciemnościach przychodził łatwiej. Struktura działania ludzkiego mózgu była jednak mniej skomplikowana niż wynikałoby z analiz. Przynajmniej jeśli nie potrzebowałem angażować się w metabolizm. Energię mogłem czerpać z siebie. Ludzkie oko nie radziło sobie z brakiem światła, więc pchnąłem więcej uwagi w analizę fal i drgań.
Chciałem tylko spojrzeć do środka i może podziękować jej. Kiedy się zbliżyłem, wyczułem dobrze sobie znaną magnetyczną siłę jej myśli. Ciekawe było odczuwanie tego po raz pierwszy organicznie. Aya poruszała się po wąskiej granicy. Trucizna znów powoli rozbudzała jej ciało i tylko serce pracowało nierówno i jakby wolniej. Zatrzymałem się przy wejściu do klitki.
– A więc idziesz? Oglądać trywialną Ziemię, by znów spojrzeć na zniszczony własny świat? – spytała przytłumionym głosem.
– Muszę tak zrobić. Dziękuję ci za wszystko. – Głos, który rozległ się w piwnicy, był chyba na skalę ludzką przyjemny. Fale mózgowe Ayi stały się nagle bardziej intensywne.
– A pragniesz…?
Nie odpowiadałem. Wstydziłem się tego. Chcieć oglądać inne światy, gdy swój widziało się lata temu i w tragicznej kondycji?
– Idę już. Ale wrócę do ciebie. Twoje ciało jest chore. Znajdę dla ciebie pomoc.
Nie uszedłem nawet kroku.
– Jeśli pójdziesz nagi, nie pomożesz sobie. Weź ubrania. Przyniosłam ci.
Wszedłem do środka. Wypluła na posadzkę kartonik i podeszła do mnie. Przesunęła dłońmi po moim ciele.
– Mhm… Będą idealne. – Podała mi jakiś materiał.
Kiedy się ubierałem, ona w skupieniu coś przygotowywała. Czułem podniecenie pulsujące w powietrzu. Chciałem wyjść, naprawdę…
– Siadaj koło mnie. Znam twój świat. Spróbuję ci go pokazać, tak jak mi pokazała go inna aya.
– Widziałaś…?
– Widziałam wszystkie. Żaden nie jest piękniejszy niż ta piwnica, ale lepiej znać wszystkie.
Usiadłem obok niej z pewnym trudem. Przysunęła się do mnie i oparła mi głowę na ramieniu.
– Tak zawsze miało być. A teraz weź to do ust. Pod język i tak trzymaj. Powoli. Wsłuchuj się w mój umysł.
Naprawdę nie mogłem wyjść… Czy ktoś inny miałby mi coś do zaoferowania, skoro byłem tak bardzo do niej podobny?
– Tak zawsze miało być – powtórzyła ciszej, przytulając się do mnie, gdy ściana piwnicy zaczęła się rozpadać, ukazując za sobą srebrną wstęgę drogi.
– Idziemy? – spytałem.
Ona już biegła. I tylko serce nie nadążało, szarpiąc się gwałtownie w piersi. „Zwolnij” – pomyślałem z lękiem. „Nie mogę” – odpowiedział jej umysł.
• • •
Damian po trzech dniach zaczął poszukiwania. Aya zabrała rzeczy z domu, więc w świadomej naiwności zaczął obdzwaniać jej dawnych przyjaciół i jeszcze dawniejszych bliskich. Chciał wierzyć, że uciekła do kogoś z nich, choć tak naprawdę mogła być wszędzie, tylko nie tam. Potem odważył się wreszcie wziąć jej telefon i wybrać kilka numerów ludzi, z którymi nie chciał mieć nic wspólnego. Dwa tygodnie szukali, aż wreszcie jakiś żul na melinie opowiedział Konradowi o zwariowanej kobiecie mieszkającej w bloku przy wale.
Mężczyzna ostrożnie popchnął uchylone drzwi prowadzące do piwnicy pogrążonego w mroku budynku. Próbował zapalić światło, ale chyba nie było prądu. Włączył latarkę. Dawne doświadczenia nauczyły go, że w melinach można się wszystkiego spodziewać. Światło dziwnie migało, jakby bateria wysiadała, ale dało się przy tym jeszcze iść.
– Aya! – zawołał w głąb korytarza, ale odpowiedziało mu tylko echo.
Przeszedł kilka kroków.
– Aya!
Kroki za plecami. Obrócił się gwałtownie, sięgając do kieszeni po gaz pieprzowy.
– Pan tam nie idzie… Ona jest wariatka. Ja panu dobrze mówię. Pan tam nie idzie.
Pijaczek wyglądał na niegroźnego, a nawet troskliwego. Damian odgonił go ruchem dłoni.
– Jak pan chcesz…
Poszedł dalej.
Zaglądał do kolejnych zagraconych klitek, próbował wypatrzyć między starymi meblami, rowerami i pudłami, czy Majka gdzieś tam nie leży zaćpana czy chora. Potem odważył się zaglądać do na wpół zamurowanych komórek. Grobów, w których ktoś wybił dziury. I w jednym z nich światło latarki wyłowiło z ciemności zmizerniałą twarz kobiety. Drgnęła, gdy promień przemknął jej po oczach. Damian bez wahania wcisnął się do środka.
– Majka! Boże!
Miała na sobie czyste ubrania – ten jedyny element normalności i dbałości, który Damian pamiętał nawet z jej najgorszych ciągów – a tuż obok nogi plamę wymiocin. Przetłuszczone włosy zebrała w jakiś wymyślny kok. Połamane paznokcie były starannie pomalowane. Ale to, co najbardziej raziło w tym paradoksalnym obrazie, to była jej twarz. Szkliste oczy o źrenicach malutkich jak główki od szpilek, melancholijny uśmiech rozciągnięty między bladymi, podrapanymi do krwi policzkami, pogryzione wargi, z przyklejonym do nich papierosem. Majka obróciła powoli głowę i wtedy dopiero, w drgającym świetle, dostrzegł, że jakaś chuda ręka oplata jej kark. Powiódł światłem latarki w prawo. Obok Majki siedział Paweł. Jeszcze bardziej wychudzony niż Damian go zapamiętał. Jego ciemne oczy były rozbiegane, dłonie drżały, zaciskając się kompulsywnie, usta były posiniałe. Miał na sobie poplamioną krwią koszulę w kratę i jedne z ulubionych bojówek. Aya podniosła się z posadzki, łamiąc nierealność tej sceny. Mara nie znikła.
– Postanowiłeś wreszcie do mnie dołączyć. Mówiłam, że was będę kochać – powiedziała cicho.
Ale on już patrzył tylko na Pawła.
– Dobrze, że jesteś. Wysiada mi serce. I nie mogę już jeść.
Słyszał, co kobieta mówi, ale nic już nie mógł na to poradzić. Krzycząc z przerażenia rzucił się do wyjścia. Nie chciał żyć w jej koszmarze, nie po to tyle lat walczył z nałogiem. Przewrócił się na korytarzu. Za nim odezwały się pospieszne kroki. Nie wierzył, by którekolwiek z nich było zdolne w ogóle wstać, nie mówiąc o biegu, ale nie obracając się wypadł na schody i dalej na światło dnia. Dopiero wtedy poczuł się bezpieczny. Nagle ktoś chwycił go za ramiona i obrócił ku sobie. Damian zamarł, widząc rozgorączkowane spojrzenie Pawła.
– Zabierz ją! – szeptał narkoman dziwnie dzieląc sylaby. – Zabierz ją! Ona nie zniesie już żadnej podróży! Zabierz ją! – Szarpał nim jak szalony.
Damian wyrwał się, odbiegł kilka kroków i patrzył jak wyniszczony narkoman powoli, ale sprawnie – jakby mechanicznie – rusza z powrotem. Zacisnął zęby. Cóż byłby wart, gdyby strach przed wspomnieniami czy szaleństwem powstrzymał go od ratowania jej życia? Spieprzył, gdy chodziło o Pawła. Teraz musiał chociaż tak spłacić ten dług. Nawet jeśli ze strachu chciało mu się rzygać. Zrobił ostrożny krok z powrotem.
• • •
Szedłem. Noga za nogą. Każde spięcie mięśni wymuszając sekwencją impulsów elektrycznych generowanych przez wiązania międzycząsteczkowe, gdyż mózg skupiony miałem na czymś zupełnie innym. Wracałem, bo już nie miałem wyjścia. Aya nie wierzyła, że się nie poddam i będę wciąż szukał tego idealnego świata bez niej. Nie rozumiała, że te trucizny naprawdę powodują rozkład ciała. O swoje może jeszcze gorzej dbałem niż ona – wiedziałem, że już nie zatrzymam jego śmierci, więc nie miałem nic do stracenia. Musiałem znaleźć świat dla siebie, by nie pozostać tutaj uwięzionym. Wiedziałem, że nie starczy mi energii na ponowne przejście wszystkich syntez, ani na wyrwanie się z pola grawitacyjnego Ziemi. Nie mogłem dotrzeć do swojej planety, ani żadnej innej inaczej niż podróżując drogami Ayi – nauczyła mnie wszystkiego. Chciałem tylko, by ona przeżyła i żeby nie widziała śmierci Pawła, do którego ciała tak się tuliła, podkreślając z uporem swoją samotność.
Nie przybyłem tu krzywdzić Ziemian. Przybyłem tu po pomoc i wiedzę. Dostałem je. Były trudne do udźwignięcia.
Zanurzyłem się ponownie w inne światy piwnicy.
koniec
« 1 9 10 [11]
11 listopada 2017
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Odbicie w lustrze
Tomasz Jarząb

18 XI 2017

Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Strach przed deszczem
— Adrianna Filimonowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.