Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2017
w Esensji w Esensjopedii

Opar absurdu

« 1 2 [3] 4 5 11 »
– Majka, przejrzałem te tłumaczenia i trochę za bardzo w nich pojechałaś. Zrób korektę taką bardziej biznesową. To jest ładne, ale na powieść, nie na rekomendację. Dobra?
Spojrzała przelotnie na menadżera. Przypominał trochę Pawła – wysoki, chudy, krótkie, czarne włosy wystrzyżone na jeża – tylko jego konkretny głos i nazbyt energetyczne ruchy się nie zgadzały.
– Jasne – mruknęła. – Tylko najpierw…
– Majka, to jest na asapie.
– Dobrze. Najpierw skończę to, co teraz robię – odparła twardo, a Krzysiek tylko pokręcił głową i odszedł. Natalia – siedząca przy biurku obok – przyglądała się jej z pewnym podziwem.
Albo podejrzliwie…
A może wrogo…?
Aya potrząsnęła głową i spróbowała wrócić do wcześniejszych myśli, ale bezskutecznie. Stan lekkości i oderwania gdzieś zniknął. Znowu. Ile razy wcześniej już ktoś wchodził w tym złym momencie – rujnował domek z kart, który budowała w swojej psychice? Rozejrzała się nerwowo. Skąd mogli to wiedzieć? Że to jest ta chwila? Uderzyło ją uczucie, które kiedyś zdominowało sesję narkotyczną, w której uczestniczyła. Jej umysł krzyczał do wszystkich, zdradzał tajemnice, komunikował się z innymi ludźmi bez jej wiedzy i zgody. Krzywe spojrzenia były odpowiedzią na jego wrzaski, cicho rzucanym wyzwaniem, drwiną. „My wiemy. Znamy cię, Aya, lepiej niż ty siebie”. Poczuła strach, serce przyspieszyło. Zerknęła dyskretnie na Natę – wpatrywała się w monitor, spojrzenie jej ciemnych oczu pełzało po rzędach liter, ale dochodząc do skraju każdego z nich na moment zahaczało o Majkę. Odpowiedź? Znak? Czyli wiedzieli. I wiedzieli, że się teraz boi. Boi?! To oni się powinni bać! Nie przeżyli tego, co ona. Ich nieskomplikowane umysły mogły się tylko pogubić w jej wizjach, ścieżkach, które nie prowadziły do konkretnych, zamykających punktów, lecz plątały się, by wreszcie wyjść na otwartą przestrzeń kształtowania siebie i świata dookoła.
– Majka, weź się za to w końcu! Widzę, że znów się opierdalasz – warknął jej nad głową Krzysiek.
Zerwała się na nogi, choć niższa o głowę, spojrzała na niego z wyższością.
– Spadaj. Pracuję – wycedziła.
Mężczyzna zrobił wielkie oczy, ale Aya nie skończyła. „Myślisz, że coś o mnie wiesz, bo nie panuję nad myślami? Nażryj się ich, proszę!”. Postąpiła krok naprzód, oparła mu dłonie na ramionach i wpatrzyła się mężczyźnie głęboko w oczy. Dwie koleżanki siedzące obok zerwały się z miejsc. Z sąsiedniej wyspy biurek podszedł jeden z kumpli, zaciekawiony nerwową atmosferą.
– Pamiętaj, że czego byś o mnie nie wiedział i jak nie zamierzałbyś tego wykorzystać, zawsze jestem o krok przed tobą. Gówno mi możesz zrobić.
Krzyśka zatkało. Gapił się na nią zdezorientowany. To nie był pierwszy wyskok Majki, ale tym razem mężczyzna czuł się dosłownie zagrożony. Z przeszklonego biura wyskoczył Damian – dyrektor działu. W jego oczach widać było lekką panikę, którą starał się bezskutecznie tuszować.
– Dobrze, wystarczy, wystarczy, do roboty wszyscy.
Zdarł czar Ayi. Natalia i Krysia oderwały spojrzenie od koleżanki, Krzysiek zepchnął jej dłonie z ramion.
– Ja to załatwię – rzucił Damian nim menadżer zdołał wydusić słowo.
Majka zacisnęła zęby. Z Damianem wolała nie zadzierać – nie dlatego, że był dyrektorem, ani dlatego, że znał ją jak nikt inny tutaj. Był przyjacielem Pawła, który wciąż mógł wyciągnąć mężczyznę z tego syfu, w który wpadł.
– Porozmawiajmy, co?
Skinęła głową, choć miała ochotę spytać, po co? Przecież i tak wszystko wiedział. Spróbowała uciszyć myśli.
– Tylko zapalę – odparła, kierując się ku drzwiom na balkon. Do przytłumienia emocji mogła wystarczyć zwykła nikotyna.
Damian wyszedł za Ayą na taras. Paliła papierosa, przyjmując pozę filmowej gwiazdy z lat dwudziestych. Była w tym jakoś żałośnie śmieszna – w przesadzonym makijażu, z podrapaną dłonią i wyraźnie pulsującymi żyłkami na szyi. Jej skóra przypominała papier. Wręcz bibułę. Z bólem wspomniał przyjaciela tułającego się gdzieś po ulicach. Miał żal do Ayi o to, że wyrzuciła Pawła, ale widząc jej stan nie potrafił mieć więcej pretensji. Oboje byli wrakami.
– Co się tak patrzysz? Sam się prosił – rzuciła agresywnie.
– Ochłoń. Skończ, co masz na dziś i wyśpij się porządnie – odparł, świadom, że w tej chwili każde z nich patrzy na nią przez inne okulary. – Daruj Krzyśkowi, nie rozumie syt…
– Więc niech się w nią nie pcha i nie prowokuje.
Poczuła ucisk w brzuchu i ciężar na piersi. Przed jej oczami przefrunęły mroczki, a po skórze rozeszło się nieprzyjemne mrowienie. Rozejrzała się półprzytomnie. Znów działo się coś złego. Obok stał tylko Damian – trzymał ją za ramię i patrzył z troską – był głupi, ale mogła mu ufać.
– Zostaw mnie! – wyszarpnęła mu się.
– Aya, proszę, spokojnie. Coś się dzieje…
– Tak, wiem. – Spojrzała za szybę na tępą twarz Natalii. „Nie, ona też za głupia…” – I nie zamierzam tego tak zostawić…
Ruszyła do biurka, wciąż ciężko oddychając. Damian został na tarasie, bezradny. „Teraz tryb – wszyscy źli. Pogódź się” – próbowała ukoić narastającą irytację.
Aya posiedziała jeszcze z godzinę, nie dotknąwszy nawet klawiatury. Cały czas jednak w myślach ciężko pracowała. Nie mogła wyjść naprzeciw nowym wyzwaniom wystraszona i rozchwiana. Poczekała aż niepokój minie, a myśli ucichną na tyle, by nie musiała obawiać się ich odkrycia przez nieproszonych ludzi, wstała, narzuciła płaszcz i wyszła. Krzysiek odprowadził ją wrogim spojrzeniem, hamowany obecnością obserwującego wszystko Damiana.
• • •
Nie doceniłem trudności funkcjonowania na Ziemi. Pierwszych kilkadziesiąt godzin traktowałem jak eksperyment, który musi zabierać energię. Dopiero po jakimś czasie zaczęło do mnie docierać, że będę musiał tak przetrwać kolejne dni, a może i miesiące. Ciągle przyswajałem wszystko jako „informację” – coś zewnętrznego wobec mnie – zamiast zrozumieć, że to teraz „rzeczywistość”. Moja rzeczywistość. Nie będę opisywał wszystkich błędów, które popełniłem i trudności, które napotkałem. Na przemian wzmacniałem pole elektrostatyczne kosztem stabilizatorów, to znów stabilizatory kosztem systemów analizy informacji elektromagnetycznej. Nawet spoczywając ukryty między krzewami wyczuwałem, jak szybko wytracam energię. Ziemska fizyka kłóciła się z samą koncepcją napędzającego mnie perpetuum mobile, więc cały czas działałem gdzieś na granicy bezpieczeństwa. Zarejestrowałem też straty w obiegu typu drugiego, co nie powinno mieć miejsca w moim gazowym ciele. Poza kryjówkami dawałem sobą rzucać wiatrom, starając się tylko zachować spójność struktury, nie zderzyć z nazbyt silnym polem elektrycznym i w miarę możliwości poznać strukturę organiczną ludzi. Bezmyślność i odpoczynek zawsze łączyły się dla mnie z bezruchem, którego tutaj nie mogłem zaznać. Pierwszy raz w życiu doznałem natomiast poczucia bezsilności. Natrafiłem na swoje granice. Analizatory bezustannie mieliły nieskończone ilości danych, ale zalew informacji nie przynosił odpowiedzi na pytanie: co dalej?
W odruchu desperacji zaryzykowałem kontakt z istotą ludzką. Samo rozpracowanie systemu komunikacji między Ziemianami i dostosowanie swoich drgań do częstotliwości używanych przez urządzenia łączności było wyzwaniem. Mimo tego odnalazłem informacje o osobie, której poziom inteligencji powinien być odpowiednio wysoki i podjąłem próbę. Był. I był bardzo ograniczający. Nie warto nazywać tego kontaktem. Bycie wziętym za złudzenie czy żart to upokarzające doświadczenie. A uświadomienie sobie braku jakichkolwiek argumentów – obezwładniające. Dopiero znacznie później zdobyłem wiedzę o złośliwościach i dowcipach, które ludzie sobie robią za pomocą urządzeń komunikacyjnych. Kolejna próba, kolejny uczony… Dzięki niemu przynajmniej pojąłem, co jest barierą. Ten człowiek był gotów poznawać mnie jak zjawisko fizyczne, a nie jako byt. Sam kontakt odpowiednio poprowadzony mógł go zafascynować, ale dokładniejsze informacje przynosiły rozczarowanie. W ludzkim rozumieniu istota nieorganiczna nie mogła posiadać intelektu (to wyjaśniało ich zaangażowanie w klasyfikację planet pod kątem zdatności lub nie do funkcjonowania życia), a przynajmniej leżało to w sferze fantastyki. Związek gazowy mógł generować drgania przypominające mowę, ale nie mógł mówić w sensie przekazywania wiarygodnych informacji. Badano moje sygnały tylko jako dziwaczne drgania zachodzące w polu magnetycznym. Nawet gdy stopniowo rozpracowywałem ludzki sposób przekazywania treści, rozbijałem się o negację. Sam zresztą zapewne nie pozostawałem bez winy – ten rodzaj komunikacji był dla mnie obcy. Dość, że nie dawało mi to żadnej szansy na uzyskanie informacji i pomocy od ludzi – przynajmniej tak myślałem, nie rozumiejąc, co może siedzieć w za wąskiej, niestety, słownikowej definicji „fantastyki”. Mogłem tylko ich obserwować, nie wiedząc jeszcze do końca, po co i analizować olbrzymie ilości danych, które sobie przekazywali i które generowały same ich ciała nieustannie oddziałując z polem elektromagnetycznym. Odpowiedzi ostatecznie i tak przyniósł przypadek.
« 1 2 [3] 4 5 11 »
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Odbicie w lustrze
Tomasz Jarząb

18 XI 2017

Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pobudka Tenebre
Agnieszka Łobik-Przejsz

30 IX 2017

Beata była podniecona. Nie rozmową z mięśniakiem, ale tym, jakie robiła na nim wrażenie. Napawało ją dumą, gdy patrzył na nią niemal z czcią i silił się, by starannie dobierać słowa. To nie działo się samo. To powodowała Ona.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiosna
Agnieszka Makowska

26 VIII 2017

Zawsze lubiła stawiać swój szałas wokół starego drzewa. Młode drzewa potrafią być śliczne, ale miała dziwne wrażenie, jakby tak naprawdę ich nie było. Stare drzewa BYŁY.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Strach przed deszczem
— Adrianna Filimonowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.