Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Odbicie w lustrze

« 1 2 [3] 4 5 »
W Rzece można wszystko. Marzenie o przaśnym białym domku na skraju nabrzeża, tonącym wieczorami w ciepłym blasku zachodzącego słońca, gdzie można wypoczywać, odnaleźć upragniony spokój? Nic prostszego. Wystarczy zamówić online kreator w miesięcznym abonamencie po promocyjnej cenie, i można codziennie po powrocie z pracy rozkoszować się spokojem prowincji. To nie wszystko. Jeżeli ktoś potrzebuje wyzwań, można utknąć w kolejce na Mount Everest albo wejść po marsjańskim piachu na Olympus Mons, doznając wszystkich konsekwencji z tym związanych, włącznie z mijaniem żebrzących o życie półprzytomnych poprzedników, którzy opadli z sił.
Mało? Dopłata w wysokości pięciu dolców gwarantuje ofertę Premium i można wszystko to, na co rzeczywistość nigdy nie pozwoli. Jak głosi oficjalna reklama: Sześć zmysłów. Nędza! Przygotuj się na widzenie dźwięków, smakowanie barw, słyszenie obrazów. Zawsze zastanawiałeś się, jak to jest: cierpieć na stany lękowe, umierać z głodu, okaleczać siebie i innych, co czuje matka, na której rękach umiera dziecko? Nie ma problemu. Witamy wśród zadowolonych klientów Rzeki w abonamencie 70$ miesięcznie!
Przydługa reklama, ale bardzo skuteczna.
Człowiek stopniowo, nie od razu, pozwala, by te początkowo sporadyczne spływy wciągnęły go w głąb, aż w pewnym momencie okazuje się, że żyje tylko po to, by odczuwać. Spędza całe godziny, dnie bombardując mózg kolejnymi bodźcami. Korzysta z coraz nowszych programów stymulacyjnych. Jednego dnia bierze udział w orgii, następnego sięga po jeszcze bardziej wyuzdane etapy masochizmu, fetyszyzmu, gdy tego ma dość, kieruje się wyżej (względnie niżej): zoofilia, parafilia, technofilia, aż osiąga punkt, kiedy, stojąc nad otwartą trumną umazany w rozkładzie, stwierdza, że niczego już nie czuje. Jest pusty.
Wtedy staje się mną. Produktem własnej zachłanności. Ofiarą złożoną bogu technologii.
Lekarze powiedzieli mi, że to koniec. „Uszkodzenia gospodarki neurotransmiterami – dopaminą i serotoniną w stopniu nieodwracalnym” – odczytałem na wypisie z kliniki. „Pełna dystrofia neuroprzekaźnikowa”, jak powiedzieli mi w innej. Poklepali mnie po plecach zgodnie z przyjętym dogmatem ministerstwa zdrowia o bliskości lekarza i pacjenta, pocieszając, że już lada dzień, dosłownie za dni parę, ktoś znajdzie sposób na tę „dolegliwość”. Teraz tylko mam dalej łykać antydepresanty i kilka innych psychotropowych środków, aby wyłączyć przeciwstawne emocje, które niechybnie doprowadziłyby do samobójstwa albo, co gorsza, wybuchu gniewu wobec współobywateli.
Przyjąłem to bez zastrzeżeń, posłusznie wypełniając zalecenia. Zaakceptowałem to równie szybko jak fakt, że codziennie rano budzi mnie własny głos w schizofrenicznym transie, niezmordowanie zadający jedno krótkie pytanie: Kim jesteś?
Nie wiem, czy to konsekwencje uszkodzenia mózgu, leki, które przyjmuję, a może jest to związane z czymś zupełnie innym. Ważne, że nie umiem na nie odpowiedzieć. Nie tak, jakbym chciał.
Przekraczam próg mojego mieszkania – klatki niewiększej niż w zoo, którą otrzymałem wraz z utratą statusu człowieka wyższej użyteczności. Garść pigułek i tabletek czeka na mnie w dozowniku rozświetlonym czerwonym światłem przypomnienia. Kolejna dzienna dawka witamin, minerałów i innych prochów, które, według zapewnień farmaceuty, nie dopuszczą, bym rozpadł się od środka. Dosłownie i w przenośni.
Pokój wypełniają delikatne dźwięki fortepianu, gdy zalegam w fotelu. Tradycyjne złącze przesyła przez mój rdzeń kręgowy sygnał do kory przedniej. Impuls elektryczny dochodzi do celu.
Wielu w momencie połączenia doznaje wrażenia jasności, przenikliwego światła przypominającego rodzaj iluminacji, czegoś na kształt kontaktu z wyższą mocą. Sam kiedyś doświadczałem „boskiego dotknięcia”, teraz jedynie mrowienia u podstawy czaszki.
Neuronowa burza minęła. Na polu startowym wita mnie kilka poziomów skatalogowanych wspomnień, rozwijających się pode mną serpentyną na osi zdarzeń. Skaczę w dół przepastnej studni – interfejsu mojej podświadomości.
Ściany spiralnej głębi migają mi przed oczami. Wyszukiwarka odnajduje mój cel i w momencie zawisam na wprost poszukiwanego pobytu. Szereg obrazów, zapachów i dźwięków wdziera się we mnie, jednoczę się z nimi i naraz…
Stoję w pokoju hotelowym obok drugiego mnie. Perspektywa gościa. Nie chcę innej. Nie chcę czuć tej skłębionej waty w sobie, której mózg nie będzie w stanie przełożyć na wrażenia.
Moja ulepszona wersja jest gotowa, by dopełnić swoje przeznaczenie. Gęste, zdrowe włosy, szeroka pierś i ciało emanujące energią z taką mocą, że można by przygotować popcorn, kładąc kilka kolb kukurydzy na parapecie w sąsiednim pokoju.
Leżę na łóżku zupełnie nagi. Poprawić można wszystko, więc dodatkowe cale w dole to coś zupełnie oczywistego. Czekam na nią. Bierze prysznic.
To taka gra, taki scenariusz.
W powietrzu unosi się zapach lawendy. Świece w kątach pokoju, który na dobrą sprawę składa się z wielkiego łoża z potężnym metalowym oparciem, delikatnym migotaniem oświetlają moje naoliwione ramiona przykute błyszczącym chromem. Podwieszane lustra potęgują tę wymowną atmosferę wyuzdania. Walające się wokoło silikonowe zabawki, skórzane pasy i tubki z lubrykantem niosą obietnicę spełnienia. Wiem, co będzie się tu działo.
Weszła nieskrępowana swoją nagością. Poświata świec sprawia, że jej jeszcze mokra skóra wydaje się zroszona złotymi kroplami. Porusza się z gracją starożytnej bogini. Sunie tak delikatnie, że zdaje się przeczyć prawom grawitacji.
Na poprawioną estetycznie twarz mojego alter ego wypływa mina dzieciaka, który za chwilę rozpakuje prezent. Długo wyczekiwana przyjemność. Pamiętam, jak wielkie robiło to na mnie wrażenie. Ona zbliża się do krawędzi posłania, wspinając się delikatnie niczym skradający się kot, a ja jęczę z rozkoszy na sam widok. Jej długie blond włosy… Zastyga w ruchu, wiercąc lepszego mnie spojrzeniem przesyconym pożądaniem, tak czystym, że niemal namacalnym.
Nawet nie wiem kiedy zatrzymałem projekcję.
To nie ona.
To nie moja Mel.
Kim jesteś? Ofiarą boskiego żartu?
• • •
Jak to możliwe, że martwa, a w dodatku obca kobieta z jakiegoś feralnego rejsu była dla mnie uosobieniem mojej seksualnej fantazji, podczas gdy moja fantazja stała się dla mnie zupełnie obcym wspomnieniem?
Mogłem poradzić się tylko jednej osoby. Początkowo nie chciał się zgodzić, nie rozumiejąc, dlaczego nie można tego załatwić za pośrednictwem Rzeki – zdalnie, tak jak zawsze, ale gdy wyjaśniłem mu, o co tak naprawdę chodzi, zmienił zdanie.
Gdy dotarłem na miejsce, siedział w swoim monstrualnym fotelu w pozycji półleżącej. Nie schodził z niego już jakiś czas. Trzy lata to jeszcze niedługo. Poznałem go dawno temu na jednym z wielu portali społecznościowych, gdzie ludzie z niemal masochistyczną przyjemnością dzielą się swoimi doświadczeniami.
W tamtym świecie, gdzie cielesność jest rzeczą umowną, nigdy bym go nie rozpoznał, wiedząc, jak wygląda w rzeczywistości. Dosłownie jak wieloryb wyrzucony na brzeg. Nieporadny, uzależniony od stałej opieki zastępów lekarzy, pielęgniarek i całego elektronicznego ustrojstwa, cukrzyk insulinooporny o wadze dwustu dwudziestu kilogramów, którego odparzone fałdy skóry wysmarowane białym środkiem przeciw odleżynom zdawały się gnić.
Zawsze powtarza się, że nie należy oceniać książki po okładce, ale Miki twierdzi, że dla niektórych to jedyna rzecz, jaką są zainteresowani. Faktycznie, dla wielu estetów byłby obleśnym monstrum, ale w porównaniu ze mną, zwykłym hedonistą, można było nazwać go osobliwością. Genialnym neuroinformatykiem, dla którego zadbane ciało i modna fryzura to wątpliwe powody do życia. Najgorliwszy wyznawca technologii.
Dzień wcześniej przesłałem mu pełny zapis z funkcjonowania moich wszczepów, klasyczny podgląd wewnątrzczaszkowy z systemu dokującego mojego fotela, który wykonuje całościowy skan aktywności mózgu w trakcie podłączenia na wypadek awarii. Dorzuciłem również wszystkie możliwe dostępy do mojej bazy danych, by miał kompletny wgląd w sytuację. Być może przesadziłem z otwartością, bo odkąd tylko wszedłem do jego sanktuarium, pełnego bożków cybernetycznej techniki, nie przestaje się ma mnie gapić.
Wymieniamy standardowe uprzejmości. Spyra wydaje się skrępowany. To chyba nic dziwnego, zważywszy na fakt, że to nasze pierwsze spotkanie oko w oko, równie prawdziwe jak ostry smród moczu przebijający się przez fiołkowy zapach odświeżacza powietrza.
– Przyjrzałem się materiałom, które mi przesłałeś – przechodzi do powodów mojej wizyty. – W kodach źródłowych nie ma śladu zmian z poziomu bazy.
« 1 2 [3] 4 5 »
dodajdo

Komentarze

18 XI 2017   17:24:32

Bardzo mi się podobało :)

19 XI 2017   15:27:59

Mnie również bardzo się spodobała ta wybornie opisana, mroczna wizja świata. Chylę czoła.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zapasy
Bazyli Nowak

23 XII 2017

Przygnieciony nadprogramową dawką kobiecości traciłem siły w tempie błyskawicznym, i co gorsza, dusiłem się zdecydowanie szybciej niż poprzednio. Słowa grzęzły w odgradzającej mnie od świata zewnętrznego mięsistości. Piersią matki wykarmiony i ludzkości na pożytek dany, teraz piersiami, tyle że nie matki, miałem być zamordowany.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:gastar@gazeta.pl'>Andrzej ‘Gastar’ Diaczuk</a>

Klątwy
Karolina Kot

2 XII 2017

Na miejscu zastał policję, saperów, rozhisteryzowaną kobietę i tłum niespokojnych pasażerów. Kobieta zarzekała się, że naprawdę widziała bombę z zapalnikiem, tłum potakiwał.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opar absurdu
Adrianna Filimonowicz

11 XI 2017

Zabrzmiała wrogo, ale po reakcjach jej mózgu wyczułem obniżenie nastroju. Z obserwacji wiedziałem, że w tych lepszych chwilach zawsze dopadał ją strach przed samotnością. Niemalże byłem w stanie wykryć wzorzec fal elektromagnetycznych emitowanych przez jej neurony w takich chwilach. Zrobiło mi się jej żal.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.