Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Odbicie w lustrze

« 1 3 4 [5]
– To po prostu niemożliwe! To tylko węglowe struktury macierzy i parę magnetycznych wkładek do odbioru mikrofalowego… one nie mogą rosnąć same z siebie! – Syk pompowanego gazu wprost z bocznej części zagłówka zagłuszył kilka jego przekleństw. Podduszony Spyra łapczywie wciągnął haust rozpylonego tlenu.
Milczałem, a on mówił dalej, wyczytując z mojej twarzy pytania, których i tak bym nie zadał.
– No jak? Chyba nie wyobrażasz sobie, że twój wszczep ot tak postanowił się przeorganizować?! – ciągnął, odzyskując oddech. – Przecież maszyny nie mają woli, to tylko przewodniki, półprzewodniki i płynący w nich prąd, nic więcej. Nie mają takich mechanizmów. Nie mogą samowolnie wpływać na ludzi… To my je obsługujemy, a nie one nas!
Najgorliwszy z synów boga technologii wbił we mnie spojrzenie pełne urazy, a stukot pracującej maszynerii zagłuszył jego pobożne życzenie.
Wyprosił mnie grzecznie, mówiąc, że musi połączyć się z Rzeką i zrelaksować, uspokoić, odprężyć, bo to dla niego zbyt wiele. Wyszedłem posłusznie, nim „boskie dotknięcie” wstrząsnęło jego ciałem.
Spyra uciekł z podkulonym ogonem. Elvis nie podjął rękawicy. Za to jedyne, co kłębiło mi się w głowie, to bezwartościowe rady Mikiego.
– Pamiętaj, Kif, zawsze, ale to zawsze bądź tym, kim jesteś. Bądź sobą, tak jak ja! Do samego końca!
Kim jesteś? Cieniem na chodniku?
• • •
Za brudną szybą windy mojego bloku roztacza się panorama Czwartego Osiedla – zewnętrznego sektora miasta. Budynki mieszkalne wyrastają jeden przy drugim, rozsiane ręką projektanta zagospodarowania przestrzeni miejskiej, idealnie równo i symetrycznie. Dwieście pięter ludzi średniej użyteczności. Tumult przeciętności sklasyfikowanego średniactwa.
Próbuję zrozumieć, dlaczego ze wszystkich wspomnień, które mam, to właśnie pamięć o Mel uległa zmianie. Tylko ta jedna jedyna cząstka mnie, która coś dla mnie znaczyła. Stały punkt w tym rozchybotanym życiu.
Czy to znak od boga technologii, który chce pokazać mi, jak bardzo ma mnie w swojej mocy, jak wiele od niego zależy? Czy to kara, że w niego zwątpiłem?
Kim jesteś? Kim jesteś? Kim jesteś? Kim…
• • •
W mieszkaniu ciszę przerywa ta sama co zawsze druga sonata szopenowska, przy której siadam w fotelu. Automatyczne ramię bez trudu odnajduje mój port u podstawy czaszki. Jedna chwila i znowu jestem po drugiej stronie.
Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.
Pole startowe wita mnie z daleka. Łączę się z moimi wspomnieniami, by kolejny raz popatrzeć na nową twarz starej przyjaciółki.
Mel wyłania się z mroku.
Przyglądam się uważnie, gdy cień zsuwa się z jej twarzy niczym żałobna woalka, odsłaniając czerwień zmysłowych ust. Zatapiam spojrzenie w jej oczach. W odpowiedzi uśmiecha się delikatnie, tak jak to tylko ona potrafi.
– Witaj, najdroższy. Stęskniłam się za tobą.
Nie wiem, co o tym myśleć.
Moja Mel.
Wróciła do mnie.
• • •
Miki właśnie odśpiewuje kolejne wersy jakiegoś nieznanego mi przeboju.
– W kwietniu obowiązują lata dziewięćdziesiąte tamtego stulecia, w końcu marzec był spod znaku lat osiemdziesiątych, prawda, partnerze? – Miki to, wbrew pozorom, bardzo skrupulatny człowiek.
Z głośnika mojego interkomu dochodzą strzępy starego świata.
Bzdurne występy cyrkowych dziwolągów…
Miki pręży się i wygina jak rasowy rockman w starym stylu, na przemian kuląc się i prostując nad zwłokami pechowego stewarda podupadającej linii turystycznej na Księżyc, który pomylił przełączniki.
W tej beznadziejnej dziurze zwanej LA
A naprawić można to tylko tak – zmyć wszystko w dal…
Zaburzenia pamięci o Mel okazały się epizodem, który więcej się nie powtórzył.
Spyra skontaktował się ze mną dzień po mojej wizycie w jego apartamencie. Wizja maszyn obdarzonych własną wolą nie dawała mu spokoju. Nie potrafił się z tym pogodzić, tak długo analizował dane z mojej głowy, aż odkrył, że niedawna aktualizacja jego oprogramowania do odczytu pracy mózgu zawierała błędy, które miały wpływ na interpretację danych pochodzących ze skanera mojego fotela. To, co wyglądało jak nacieki wszczepów, było jedynie nieudaną wizualizacją faktycznego stanu mojego mózgu, który nie odbiegał od norm.
– Prostacki błąd programisty… Dasz wiarę?! Jeden idiotyczny błąd w skrypcie. Obsmarowałem ich w Rzece tak, że pewnie wypadną z rynku. Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło – sapie z głośnika. – Jeżeli chodzi o twój jednorazowy problem z pamięcią, to nic nadzwyczajnego, pewnie jakieś niegroźne zaburzenie neurologiczne wywołane lekami. To się zdarza. Czytałeś w ogóle ulotkę?
Poradził mi, żebym wziął sobie urlop i troszkę odpoczął od „spacerów po kostki w ludzkich wnętrznościach”. A gdy już wrócę do rzeczywistości, mam zupełnie się nie przejmować tym, co mi się przytrafiło, łykać przepisane tabletki i żyć, jak żyłem do tej pory. Ot, proste rozwiązanie sprawy – wyprzeć dokumentnie to, co niewygodne.
– Wszystko jest w należytym porządku – stwierdził.
Niestety. Spyra się myli.
Polegamy na technice. Rozumiemy technikę za pomocą techniki. Wierzymy w to, co nam wykłada z siłą i żarliwością, której próżno szukać w kościołach całego świata. Bo gdy choć raz wzniesiemy modły do technologicznego boga, już nigdy nie pozwoli nam zwątpić w siebie, zmieni nasze umysły i działania, będziemy bardziej nim, ale on nigdy nie będzie nami.
Mamuśka wkrótce naprawi to wszystko,
Mama uporządkuje wszystko na nowo.
Uczcie się pływać…
Nic nie jest takie, jakie powinno. Nikt nie ma racji. Władza. System. Ci za i ci przeciw. Wbrew temu, co wydaje się Elvisowi – to nie przyszłości mamy się obawiać, ale tego, co już się stało. Spyra też nic nie rozumie.
Od momentu, kiedy Mel na powrót stała się moją Mel, już nie budzę się rano, w sennym zamotaniu szukając odpowiedzi. Teraz w ogóle nie zasypiam. Raczej tracę świadomość; wyłączany i włączany niczym toster.
Za każdym razem, gdy ją odzyskuję, stoję nagi w swojej ciasnej łazience.
Czyjś wzrok wywierca mi dziurę w czaszce.
Bezwiednie odnajduję twarz w lustrze. Przyglądam się uważnie, szukając jakichś znajomych punktów, krzywizn, cech charakterystycznych, które mógłbym przyporządkować do swoich wspomnień. Nie umiem jej rozpoznać, nie potrafię.
Mimo że nie chroni mnie farmakologia, jestem spokojny. Wręcz niewyobrażalnie spokojny.
Uczcie się pływać…
Zastanawiam się, czy to aby na pewno odbicie, czy przypadkiem nie patrzę przez okno na inny świat, w inną rzeczywistość, na kogoś, kto mnie tylko udaje.
Uczcie się pływać…
Jego oczy odszukują moje spojrzenie. W atramentowych źrenicach dostrzegam skrywaną obietnicę tego, co ma nadejść. Niezgłębiona pustka z nich ziejąca pochłania mnie, wsysa w niezmierzone czeluści, gdzie nigdy nie dotarło żadne światło. Ciemność doskonała odbiera siły, przenika na wskroś i obezwładnia swoim bezkresem.
Strach.
Ból.
Zagłada.
Postać w lustrze uśmiecha się, a jej usta drgają w rytm słów obietnicy, której nie słyszę. A może nie chcę słyszeć…
I tylko zastanawiam się, czy ten obcy w lustrze to nadal ja, czy może początek zmian? Pierwsza fala? Ostateczne przebudzenie? Boski plan? A może jestem po prostu bardzo chorym człowiekiem…
Gdyż modlę się o deszcz,
Modlę się o fale przypływu,
Chcę widzieć, jak wszystko upada…
Nieważne. Niczego to nie zmienia. I tak jest już o wiele za późno.
Kim jesteś?
Kim ja jestem?
Nie wiem i chyba nigdy nie wiedziałem, czyje odbicie widzę w lustrze. Zresztą, czy ktokolwiek z nas ma pewność, kim tak naprawdę jest, czy może tylko wydaje się nam, że wiemy, kim jesteśmy, tak jak Mikiemu?
Mamo, proszę, spłucz to wszystko,
Mamo, chcę widzieć, jak wszystko obmywasz…
Kieruję dyszę pistoletu na smugę krwi i naciskam spust. Jedyne, co czuję, to delikatny odrzut sprężonego płynu. Nic więcej.
Miki zaczyna śpiewać od początku.
Niektórzy mówią, że koniec jest blisko,
Że wkrótce będziemy świadkami Armagedonu…
KONIEC
koniec
« 1 3 4 [5]
18 listopada 2017
dodajdo

Komentarze

18 XI 2017   17:24:32

Bardzo mi się podobało :)

19 XI 2017   15:27:59

Mnie również bardzo się spodobała ta wybornie opisana, mroczna wizja świata. Chylę czoła.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zapasy
Bazyli Nowak

23 XII 2017

Przygnieciony nadprogramową dawką kobiecości traciłem siły w tempie błyskawicznym, i co gorsza, dusiłem się zdecydowanie szybciej niż poprzednio. Słowa grzęzły w odgradzającej mnie od świata zewnętrznego mięsistości. Piersią matki wykarmiony i ludzkości na pożytek dany, teraz piersiami, tyle że nie matki, miałem być zamordowany.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:gastar@gazeta.pl'>Andrzej ‘Gastar’ Diaczuk</a>

Klątwy
Karolina Kot

2 XII 2017

Na miejscu zastał policję, saperów, rozhisteryzowaną kobietę i tłum niespokojnych pasażerów. Kobieta zarzekała się, że naprawdę widziała bombę z zapalnikiem, tłum potakiwał.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opar absurdu
Adrianna Filimonowicz

11 XI 2017

Zabrzmiała wrogo, ale po reakcjach jej mózgu wyczułem obniżenie nastroju. Z obserwacji wiedziałem, że w tych lepszych chwilach zawsze dopadał ją strach przed samotnością. Niemalże byłem w stanie wykryć wzorzec fal elektromagnetycznych emitowanych przez jej neurony w takich chwilach. Zrobiło mi się jej żal.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.