Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Klątwy

« 1 [2] 3 »
Karwowski w drodze do pracy rutynowo zajeżdżał na Fordon do podejrzanego, zadawał mu serię nieretorycznych tym razem pytań, na które jednak po jakimś tygodniu nie oczekiwał już odpowiedzi. Błaszczyk siedział wpatrzony z uśmiechem w ścianę, czasem puszczał mu któreś z różnokolorowych oczu, raz posłał mu buziaka.
Od miesięcy bezskutecznie przekopywali miasto, oczywiście nie dosłownie, bo dosłownie, wbrew obiegowym i soczystym opiniom na temat kompetencji i dobrej woli służb porządkowych, wygłaszanym w komentarzach internetowych pod doniesieniami medialnymi o zajściu, miasta przekopać się zwyczajnie nie dało.
Nie dało się też ciągnąć tej farsy w nieskończoność. Media oczekiwały od policji jednoznacznego komunikatu albo przynajmniej przekonująco udawały, że szybkie domknięcie sprawy leży im na kolektywnym sercu.
Do Błaszczyka zaczęły napływać listy miłosne, listy z pogróżkami, czasem miłosne z pogróżkami, co nie było jedynym dowodem na to, że ludzie zaczynali powoli głupieć.
– A może by tak tych, co chodzą za Pokemonami zmobilizować…
Jednym spojrzeniem Karwowicz uciszył Redzińskiego na dobrych kilka dni.
Kilku dowcipnisiów w zbliżonym czasie, choć, jak się okazało, nie w zmowie, postanowiło wezwać ich do rzekomych bomb. Bomb oczywiście nie było, a dowcipnisie udawali, że nie są w stanie odróżnić kaloryfera od ładunku wybuchowego. Na złośliwych idiotów, choć paragrafy były, nie było czasu.
Na ulice wypuścili się tarociści, wróżbici i chiromanci. Przepowiadali ludziom śmierć drugiego maja w nocy, a ci konstatowali ze zdumieniem, że to pokrywa się z datą wybuchu bomby. Wróżbici odnotowywali więc rekordowe przychody.
Zakłady bukmacherskie również przeżywały renesans, tam też najczęściej musiała interweniować policja. Piwkujący pod punktami naczelni dotychczas inwestorzy w piłkę nożną lub siatkówkę, a obecnie kibice „FC Bomba Jest” lub „ Athletico Bomby Nie Ma”, nierzadko prali się bowiem po pyskach. Co bardziej paranoiczni i podchmieleni tak ekspresyjnie nie zgadzali się ze stawkami, że trafiali na czterdzieści osiem na dołek, po czym z powrotem biegli do bukmachera. Na murach pojawiło się wówczas mnóstwo nowych wrzut „JP” i, jak zwykle, bynajmniej nie chodziło o papieża.
Stary Griszka, dziad, który od jakiegoś czasu przy okazji festynów, świąt i innych spędów pojawiał się w okolicach Starego Rynku i przekonywał przechodniów o dojmującym wpływie kosmitów z Saturna na wszelkie nieszczęścia na naszym ziemskim padole, zamiast wesołości począł wzbudzać zadumę. Rosnąca grupa jego popleczników wykazywała jednak odrobinę większe umiarkowanie w poglądach. Zamiast kosmitów skłaniali się ku służbom specjalnym, nie z Saturna, a z Rosji.
Podczas porannego przeglądu wiadomości Karwowski dowiedział się, że jakiś cymbał utworzył na Facebooku wydarzenie „Final Countdown” okraszone oczywiście przebojem Europe i zdjęciem hiroszimskiego grzyba. Tysiąc osób już zamierzały wziąć w nim udział, a chętnych ciągle przybywało.
Nastało upalne i prawdopodobnie zbyt długie lato, małpi gaj, festyn. Karwowski położył głowę na biurku. Myślał o tamtych dzieciach, Kici i puszce z cementem.
7.
W listopadzie, gdy sprawa nie cichła, postanowił to wszystko skończyć i wygłosił na własną odpowiedzialność oświadczenie. Po wielu miesiącach starannych poszukiwań policja nie znalazła bomby.
Ale było już za późno.
8.
– Szefie.
– Co?
– Cyganie.
– Jacy Cyganie?
– Piękni.
Redziński przestał chichotać tak szybko jak zaczął, zmierzony wzrokiem przez przemęczonego Karwowicza.
– Normalni.
– I co z nimi?
– W zasadzie nic, tyle że jest ich cały tabor.
– Jaki tabor?
– No normalny tabor, ze stu albo więcej. Rozbili się pod miastem.
Normalny. Tabor. Normalny tabor.
– I co robią?
– W sumie to nic. Pewnie przyjechali się nachapać na wróżbach.
– To na cholerę mi to mówisz?
– No, nie wiem. Bo to po prostu dziwne.
Dziwne. Po serii krwawych incydentów z zadeklarowanym już teraz stowarzyszeniem tarocistów, wróżbitów i chiromantów, które napadało na, jak lubił ich skrótowo określać, „bukmacherów”, teraz ze starym Griszką na czele, tych samych, którzy rok wcześniej zaczynali od „JP” pod zakładami, a z niejasnych chyba nawet dla nich samych przyczyn skończyli na „Bóg, Honor, Ojczyzna”, nic nie wydawało się Karwowskiemu dziwne.
Ponieważ z ich bełkotu, zarówno jednej, jak i drugiej strony, nie rozumiał prawie nic, domyślił się, że chodziło o pieniądze. Wróżbici knocili „bukmacherom” stawki przepowiadając wszystkim śmierć, „bukmacherzy” zastraszali klientelę wróżbitów.
A reszta mieszkańców? Ci do konfliktu nie mieszali się wcale, co oznaczało mniej więcej tyle, że się o niego prosili. Na ulicach prawie wyrywano im dłonie, napastowano ich linie życia i przeznaczenia, rzucano im w twarz kartami.
W ciemnych zaułkach nierzadko można było usłyszeć teraz sławne „komu kibicujesz?”, dźwięk łamanej szczęki oczywiście oznaczał „pudło”.
Gdy Karwowski na komisariacie zapytał popularnego telewizyjnego tarocistę, prowodyra całego zamieszania i głównodowodzącego stowarzyszeniem, dlaczego wywołał jatkę, ten odparł tylko, że nie zamierza odpowiadać na żadne pytania, dopóki nie zobaczy swoich kart.
Griszka zapytany dla rozluźnienia o Saturna spojrzał na Karwowicza jak na kosmitę.
Do Błaszczyka w międzyczasie przyznały się aż cztery organizacje terrorystyczne, w tym z niewyjaśnionego powodu ETA.
„Dziwne” było dawno temu.
Karwowskiemu nie starczało już wyobraźni lub umiejętności matematycznych, by w to równanie włączyć jeszcze cygański tabor. Kazał Redzińskiemu mieć na nich na wszelki wypadek oko.
Minął rok i mimo że bombą nadal wszyscy wycierali sobie w pokrętny sposób gębę, mimo że w całym mieście zakazano imprez masowych, a w pewnych rejonach poruszania się samochodami, że podwojono liczbę patroli i ogłoszono stan wyjątkowy, o bombie tak naprawdę pamiętali już chyba tylko on i Błaszczyk, który w międzyczasie popadł w rodzaj stuporu i zdążył trafić na obserwację psychiatryczną. Lekarze i psychologowie rozkładali ręce, czasem bełkotali coś o perfekcyjnym niemalże symulowaniu przez więźnia objawów schizofrenii katatonicznej.
Oskar, choć nie skończył studiów medycznych ani psychologicznych, czuł, że sam najbliżej jest poprawnej diagnozy. Błaszczyk po prostu czekał. Może mądrzej.
9.
Tego dnia wracał do domu dwa razy dłużej niż zwykle. Klął w korkach spowodowanych przez wyznaczone objazdy i osoby opuszczające miasto na majówkę. Radio z samochodu wymontował nieodwracalnie jakiś czas temu.
Gdy parkował niedaleko bloku, Kostek bawił się żabą, którą pomachał mu radośnie z daleka. Żaba, nawet z tej odległości, wydawała się mniej zadowolona.
Karwowski zanurkował po zakupy pod fotel pasażera. Z lodów zrobiła się breja, brokuły zwiędły. Ułożył im naprędce elegię w całości po łacinie.
Gdy się podniósł, do Kostka zakradała się kobieta.
10.
Wyskoczył z samochodu i nie zamknąwszy drzwi, popędził w kierunku syna.
– Kostek! – zawołał, a potem dodał – mogę w czymś pomóc?
– Powróżę miłemu panu i chłopcu, proszę tylko wspomóc. Powróżę z ręki, z kart. Bozia niech was błogosławi. Chociaż dziesięć złotych, przyszłość przepowiem.
Zaintonowała, a Karwowicz przypomniał sobie słowa Redzińskiego.
– Dziękujemy, ale nie.
Nie dawała za wygraną. Karwowski wiedział, co zaraz nastąpi. Z tonów błagalnych płynnie przeszła w szantaż, a potem klątwy. Chwycił syna za rękę i zamierzał odejść.
– Gówniarz zdechnie drugiego maja o trzeciej pięćdziesiąt.
Zamarł w pół kroku.
Cyganka obróciła się na pięcie. Karwowski jeszcze przez chwilę stał jak wmurowany, a potem podniósł kamień i w przypływie wściekłości cisnął nim w jej stronę. Spudłował.
Za plecami usłyszał szelest, a gdy się obrócił, dwóch czarniawych chłystków uciekało z jego zakupami.
Na górze oznajmił Ninie, że ma ich spakować. Wyjeżdżają.
11.
W nocy długo nie mógł zasnąć, a gdy już mu się udało, wybudził go telefon od Redzińskiego. Miał natychmiast przyjechać na Dworzec Główny. Redziński albo nie chciał, albo nie był w stanie wytłumaczyć, o co chodzi.
« 1 [2] 3 »
dodajdo

Komentarze

02 XII 2017   15:39:20

Niezły obrazek z socjologii stosowanej- sterowanie tłumem. Isaac Asimov i jego psychohistoria składają podziękowania.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zapasy
Bazyli Nowak

23 XII 2017

Przygnieciony nadprogramową dawką kobiecości traciłem siły w tempie błyskawicznym, i co gorsza, dusiłem się zdecydowanie szybciej niż poprzednio. Słowa grzęzły w odgradzającej mnie od świata zewnętrznego mięsistości. Piersią matki wykarmiony i ludzkości na pożytek dany, teraz piersiami, tyle że nie matki, miałem być zamordowany.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Odbicie w lustrze
Tomasz Jarząb

18 XI 2017

Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opar absurdu
Adrianna Filimonowicz

11 XI 2017

Zabrzmiała wrogo, ale po reakcjach jej mózgu wyczułem obniżenie nastroju. Z obserwacji wiedziałem, że w tych lepszych chwilach zawsze dopadał ją strach przed samotnością. Niemalże byłem w stanie wykryć wzorzec fal elektromagnetycznych emitowanych przez jej neurony w takich chwilach. Zrobiło mi się jej żal.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.