Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Klątwy

« 1 2 [3]
Na miejscu zastał policję, saperów, rozhisteryzowaną kobietę i tłum niespokojnych pasażerów. Kobieta zarzekała się, że naprawdę widziała bombę z zapalnikiem, tłum potakiwał.
Znużeni policjanci dopytywali i ją, i tłum, gdzie w takim razie bomba się podziała. Kobieta za każdym razem, w coraz większej histerii wskazywała to samo miejsce na peronie i opisywała w szczegółach wygląd ładunku. Zarzekała się, że nie oszalała, tłum potakiwał.
Karwowicz już zamierzał opieprzyć Redzińskiego, że wywołuje go do kolejnego, może odrobinę bardziej dramaturgicznie dopracowanego dowcipu, podwładny nie dał mu jednak dojść do słowa. Dostali właśnie identyczne zgłoszenia z Leśnej, Tesco 24h i McDonalda na Świętej Trójcy. Kolejne napływały.
– To ta kurwa! Cały czas się tu kręciła, a potem zniknęła!
Oczy tłumu zwróciły się na wskazaną przez kobiecinę Cygankę. Potem cały tłum zwrócił się przeciwko wskazanej przez kobiecinę Cygance. Karwowski pobiegł i pomógł odciągnąć ją w bezpieczne miejsce. Gdy wrócił, Redziński był sinokoperkowy.
– Szefie. Mamy trupa.
12.
Na Leśnej musieli przebijać się przez tłum gapiów i dziennikarzy. Przekroczyli policyjną taśmę. Kilkanaście osób prowadzono w kajdankach do lodówy. Prokurator był w drodze.
Było tak samo jak na Głównej, z tą różnicą, że nikt nie zdążył odciągnąć Cyganki. Zepchnięto ją na tory.
Karwowski podszedł do krawędzi peronu, gdzie technicy zabezpieczali dowody i spojrzał w dół. Spodziewał się makabrycznego widoku, szybko jednak zdał sobie sprawę, że ruch pociągów musiał zostać wstrzymany po zawiadomieniu o bombie. Na szynach leżało więc niemalże nienaruszone ciało.
Szyja kobiety wygięta była jednak pod nienaturalnym kątem, a krew z rozbitej czaszki odcinała się czernią na tle kamieni leżących przy torach.
Karwowicz przez kilka minut spokojnie wpatrywał się w twarz Cyganki. Tej samej, w którą rzucił kamieniem przed kilkunastoma godzinami.
Po chwili z równym spokojem oddalił się na kilka metrów od miejsca zdarzenia. Rzygał długo i głośno.
13.
Przez całą drogę na Fordon milczeli. Redziński zatrzymał się bez słowa pod apteką i przyniósł Karwowskiemu elektrolity. Karwowicz wlewał w siebie słony płyn, obaj patrzyli na ulice, które wyglądały jakby można było jeszcze to wszystko cofnąć. Ale potem świt zaczął powoli budzić mieszkańców.
W areszcie już próbowano przesłuchać Błaszczyka. Bezskutecznie.
– Dajcie mi go.
Błaszczyk siedział bez ruchu na krześle, oczy wlepiał w ścianę, ledwie dostrzegalne ruchy klatki piersiowej sprawiały, że można było go wziąć za figurę woskową. Na widok Karwowicza uśmiechnął się, pierwszy raz od prawie roku.
– Współpracujesz z kimś?
Błaszczyk poruszył jedną powieką, potem drugą. Uniósł ręce nad blat, patrzył na nie i poruszał nimi jakby dawno ich nie widział i nie używał. Cały czas jednak milczał. Karwowski podszedł do okna i obserwował rosnące zamieszanie.
– Współpracujesz z kimś?
– Tak.
Tak powoli, jak tylko umiał, odwrócił się w stronę Błaszczyka. Jakby bał się, że nieodpowiedni ruch strąci go na powrót w odmęty niebytu.
– Z kim?
Błaszczyk, w pełni już obudzony, spojrzał mu prosto w oczy. Karwowski musiał bić się ze sobą, żeby się nie odwrócić.
– Z całym miastem.
Odpowiedział z pełną powagą, po czym zaczął rechotać.
Karwowski przez następne trzydzieści sekund przebywał w niebycie. Gdy się ocknął, Błaszczyk leżał zakrwawiony na podłodze. Oskar spojrzał na swoje ręce, jakby dawno ich nie widział i nie używał.
14.
– Przymusowy urlop.
Karwowski powtórzył płasko słowa naczelnika, obmacując obolałe knykcie.
– Oskar, to jest wszystko, co mogę dla ciebie zrobić, a i tak boję się, że to może nie przejść. No, nikt nie uwierzy, że facet się przewrócił. Sam rozumiesz.
Z głębi budynku doleciała do nich seria urywanych jęków. Karwowicz prawie uśmiechnął się pod nosem i natychmiast znowu zachciało mu się rzygać.
O przenosinach na razie nie mogło być mowy. Miał wracać do domu i zostać w mieście. Miał odpocząć. Odpocząć.
Gdy szykował się do wyjścia, przez otwarte drzwi zobaczył posiniaczoną larwę człowieka próbującą wyrwać się grupce sanitariuszy i policjantów. Ruszył w ich stronę, ale natychmiast powstrzymał go Redziński.
– Szefie, no nie może szef…
– Nie mów tak do mnie.
Redziński puścił jego przedramię.
– Co się dzieje?
– Przenoszą go na oddział psychiatryczny. Jak się ocknął, nie wiedział gdzie jest, nic nie pamiętał i kazał zdjąć z gazu owsiankę.
Karwowski spojrzał ostro na Redzińskiego, ale ten się nie uśmiechał.
– Pewnie znowu symuluje, czy coś…
Ale Karwowicz wiedział, że to nieprawda. Z kaftana padło na niego szare spojrzenie autentycznego niedojdy.
15.
Podrzucił Redzińskiego na komendę i utknął w kompletnym zatorze. Pierwszy raz pożałował, że rozwalił radio.
Do domu dojechał późnym popołudniem. Nina krzątała się po mieszkaniu, przy drzwiach stały spakowane bagaże. Kostek wpatrywał się w płonące na ekranie telewizora Młyny Rothera. Marzenia o rewitalizacji spłonęły razem z nimi. Karwowski przez chwilę przyglądał się zamieszkom na mieście, wysłuchał reportażu o rosnącej liczbie zgłoszeń bombowych, prześladowaniach przybyłej niedawno do miasta mniejszości romskiej oraz o zarzutach dla twórcy fanpage’a „Czy w Bydgoszczy już jebło?”. Potępiał, ale sam zadawał sobie to pytanie.
Na ekranie oprócz młynów płonęła okutana w kolorowe chusty, obwieszona brzęczącymi bransoletami kukła. Zamaskowany przedstawiciel „bukmacherów” tłumaczył dziennikarce, że już od jakiegoś czasu wiadomo było, że zamachowiec przed zawiadomieniem przyjął imię Ibn Von Khalazadi i było tylko czekać, aż ściągnie do Bydgoszczy jego islamska brać. Tutaj wskazał na kukłę. Stojący obok wróżbita niezmiernie cieszył się z pojednania między ugrupowaniami. Dziennikarka pozostawiła wypowiedź bez komentarza, relację przerwano.
Minister Obrony wprawdzie nie popierał aktów agresji, ale uważał, że do niczego nie doszłoby, gdyby oddziały „BHO” były odpowiednio uzbrojone i przeszkolone. Dlaczego? A bo nikt nie ryzykowałby przyjeżdżania do Bydgoszczy. Oskar wyłączył telewizor, gdy w studiu pojawiła się pani psycholog i zaczęła bredzić o zbiorowych halucynacjach tonem przedszkolanki.
Nina stanęła w przedpokoju gotowa do drogi.
– Możemy zatrzymać się u moich rodziców.
– Tak zróbcie.
16.
Długo musiał przekonywać ją, że dołączy do nich, jak tylko jego sprawa się wyjaśni. Nina niechętnie wzięła od niego kluczyki do auta. Miała odezwać się, jak tylko uda im się wyjechać z miasta.
Oskar został sam w mieszkaniu. W tym miejscu bohater zazwyczaj zdaje sobie sprawę z panującej wokół niego absolutnej ciszy. Karwowski zdał sobie sprawę, że w tym mieście niczym niezmąconej ciszy nie było już nigdzie.
Położył się na kanapie w salonie, telefon ułożył na ławie i zasnął.
Jednak to nie fabryczny dzwonek Samsunga wyrwał go ze snu o płonącej Cygance, rzucającej klątwy na prawo i lewo niczym średniowieczna czarownica. Na podwórku rozległ się dźwięk ostrego hamowania. Karwowicz przebudził się i spojrzał na telefon. Było po dwudziestej, Nina nie dzwoniła.
Rozespany podszedł do okna. Na podwórku, z dymiącą, wgniecioną maską, pękniętą i usmarowaną farbą przednią szybą, stał jego volkswagen. Ze środka wytoczyła się Nina.
Gdy zbiegł na dół, stała z Kostkiem w bezpiecznej odległości od auta. Nic nie mówiąc, rzuciła się Oskarowi na szyję. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz płakała.
17.
Jak co rano obudziła go „Bogurodzica”. Wyszedł na balkon i zastanawiał się, czy to rzeczywiście wschodzące słońce podpala wszystko, co miał przed oczami. Nawet z tej odległości widział czerń prowizorycznego płotu, którym obstawiono całą dzielnicę, gdzie stacjonowało „BHO”. Samozwańczy wartownicy przechadzali się wzdłuż czerni, wymachując tonfami i raz po raz wymierzając razy przechodniom. Służby przestały interweniować jakiś czas temu.
Dźwięki „Bogurodzicy”, rozchodzące się falami w coraz cieplejszym powietrzu, zderzały się z jego mocno wczorajszym oddechem w obopólnym potępieniu.
Chociaż Romów już dawno w Bydgoszczy nie było, prezydent miasta apelował z odbiornika w salonie, aby osoby o ciemniejszej karnacji dla swojego dobra pozostały w domach do czasu oficjalnej ewakuacji.
Nina i Kostek wstali pięć po „Rocie”. Nina, jak co rano, przesunęła dzień na kalendarzu. Do zakończenia tego koszmaru pozostał jeszcze miesiąc. Podobno.
18.
Ewakuację rozpoczęto tak naprawdę już tydzień przed terminem zapowiedzianego wybuchu. Z miasta należało bezpiecznie przetransportować pacjentów szpitali, trzeba było również ewakuować areszt, chociaż, jak uważali niektórzy internauci, nie było takiej potrzeby – aresztanci dostaliby za swoje, w ten sposób przestaliby również żerować na ich podatkach.
Resztę mieszkańców planowano wywieźć do rozbitego pod miastem prowizorycznego obozu w przeciągu dwóch dni, trzydziestego kwietnia i pierwszego maja.
Redziński obiecał osobiście przyjechać po Karwowskich pierwszego wieczorem.
Jego rudą czuprynę zgasiły siwe pasma, między brwiami ryczała lwia zmarszczka. Na powitanie skinął tylko na Karwowicza.
Do obozu dotarli około drugiej w nocy.
19.
W pewnej odległości od wojskowych namiotów rozstawiono scenę. Sądząc po liczbie stacjonujących tam brodatych, osobliwie odzianych chudzielców, to tam miało odbyć się „Final Countdown”. Byli widocznie tak odrealnieni, że nie tylko nie zauważyli, że brody nie dodają im uroku, nie zorientowali się również, że sytuacja przestała być śmieszna już jakiś czas temu.
Służby podczas wyznaczania sektorów starały się jak mogły, by oddzielić od siebie skonfliktowane grupy. Byłoby to dużo łatwiejsze, gdyby wszyscy nie byli skłóceni ze wszystkimi.
W ten sposób Oskar z Niną i kurczowo trzymanym przez nią Kostkiem znaleźli się w środku tykającej ludzkiej bomby.
– Czwarta nad ranem, może seeeeen przyjdzie…
– Zamknij ryj!
– Ty kurwa wyluzuj, nie, bo ci z dupy zrobię lepiej niż ta bomba!
– Nie ma żadnej kurwa bomby!
– Jak to nie ma żadnej kurwa bomby?!
Gdy grupa „bukmacherów” zdała sobie sprawę, że w zasadzie nigdy nie ustalili kto w co wierzy i kto komu wilkiem, Oskarowi wydało się, że dostrzegł w tłumie znajomą twarz. Odwrócił się i mógłby przysiąc, że z odległości kilku metrów wpatrywały się w niego roześmiane, różnokolorowe oczy. Bez zastanowienia ruszył w ich kierunku.
Właśnie wtedy oberwał przelatującym nisko Sebą i wszystko poczerniało.
20.
– Oskar!
Cyganka pochylała się nad nim.
– Oskar, gdzie jest Kostek?
Pytała, a on nie wiedział, czy to jej ton, czy wykręcona szyja bardziej z niego szydzą. No gdzie jest twój Kostuś, Oskar? Gdzie? Szemrała krew spływająca na jej twarz. Ja wiem, moje karty wiedzą, Bozia wie.
Zbliżyła się i szarpała za jego ramiona, jej krew zalewała mu oczy, a potem była już Niną.
– Oskar, widziałeś Kostka?!
Nad Niną, wokół Niny i niego przelatywali ludzie, ludzie szarpali się ze sobą, upadali na ziemię i wstawali. Żaden z nich nie był Kostkiem.
Oskar wstał tak szybko, jak tylko pozwoliły mu na to zawroty głowy. Rzucił się w tłum, rozpychał falującą masę łokciami, bił po twarzach.
– Kostek!
Krzyczał, ale jego krzyk zagłuszył ryk z głośników. Wirował wokół własnej osi, dawał się przepychać i deptać ludziom. Europe zapytywało, czy cokolwiek jeszcze kiedykolwiek będzie takie samo i trudno było nie przyłączyć się do wątpliwości, Europe zmierzało na Wenus, Europe zarzekało się, że bardzo będzie tęskniło za Ziemią, a Kostka nigdzie nie było.
Tak nagle jak ryknęło, wszystko ucichło. Ludzie wierzgali wolniej, a potem zamarli, ci święcie wierzący w bombę i ci negujący jej istnienie, ci wierzący jeszcze w cokolwiek i nie wierzący już w nic. Oskar spojrzał na sekundnik swojego zegarka, potem na ekran rozstawiony przy scenie, a potem w kierunku oddalonej Bydgoszczy. Trzy, dwa, jeden…
KONIEC
koniec
« 1 2 [3]
2 grudnia 2017
dodajdo

Komentarze

02 XII 2017   15:39:20

Niezły obrazek z socjologii stosowanej- sterowanie tłumem. Isaac Asimov i jego psychohistoria składają podziękowania.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zapasy
Bazyli Nowak

23 XII 2017

Przygnieciony nadprogramową dawką kobiecości traciłem siły w tempie błyskawicznym, i co gorsza, dusiłem się zdecydowanie szybciej niż poprzednio. Słowa grzęzły w odgradzającej mnie od świata zewnętrznego mięsistości. Piersią matki wykarmiony i ludzkości na pożytek dany, teraz piersiami, tyle że nie matki, miałem być zamordowany.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Odbicie w lustrze
Tomasz Jarząb

18 XI 2017

Płynę w Rzece wśród milionów innych użytkowników. Ich potrzeby i oczekiwania przenikają się w tym samym dążeniu – chcą czegoś od Rzeki, brać, zagarniać, nigdy nic nie dając. Zjednoczeni w tym, jak nie scala żadne państwo, oddani sprawie jak najwięksi fanatycy, spójni i homogeniczni jak jeden organizm. Rzeka jest w nich, a oni są Rzeką.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opar absurdu
Adrianna Filimonowicz

11 XI 2017

Zabrzmiała wrogo, ale po reakcjach jej mózgu wyczułem obniżenie nastroju. Z obserwacji wiedziałem, że w tych lepszych chwilach zawsze dopadał ją strach przed samotnością. Niemalże byłem w stanie wykryć wzorzec fal elektromagnetycznych emitowanych przez jej neurony w takich chwilach. Zrobiło mi się jej żal.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.