Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 24 maja 2017
w Esensji w Google

Żart i kara

Rosjanie, pełni powagi, jak u Dostojewskiego, potrafią godzinami rozmawiać przy wódce o Bogu i sprawach najważniejszych. Ale to także naród niezwykle dowcipny i właśnie tę żartobliwą część rosyjskiej duszy mamy okazję poznać, czytając translatorski tom Jerzego Czecha.

‹Wdrapałem się na piedestał›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWdrapałem się na piedestał
Data wydania18 lipca 2013
PrzekładJerzy Czech
RedakcjaJerzy Czech
Wydawca Czarne
ISBN978-83-7536-653-2
Format464s. 150×340mm; oprawa twarda
Gatunekpoezja
WWW
Kup wMadBooks.pl: 31,75 zł
Kup wSelkar.pl: 39,97 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj wMatras.pl
Kup wTaniaKsiążka.pl: 37,43 zł
Wyszukaj w
Zobacz w
Samotni poeci
Rosja to jedyny kraj, gdzie poetów się szanuje, bo tylko w Rosji za poezję się zabija – zwykł mawiać Osip Mandelsztam w przypływie czarnego humoru. I ile w tym stwierdzeniu jest prawdy, poświadczają przypadki Fiodora Dostojewskiego (skazany na śmierć, ostatecznie zesłany na Sybir), Nikołaja Gumilowa (rozstrzelany), Josifa Brodskiego (skazany za pasożytnictwo na przymusowe roboty, ostatecznie wydalony z kraju) czy nawet Lwa Tołstoja (którego dom został poddany dokładnej rewizji, pomimo otaczającej pisarza estymy i reputacji). Wymienione nazwiska to tylko crème de la crème rosyjskiej literatury, a przecież pomniejszych pisarczyków i wierszokletów przesłuchiwanych na Łubiance, wywiezionych na Sybir, zamordowanych było znacznie więcej.
Stosunki łączące twórcę i władcę należą do tradycyjnych i najmocniej zakorzenionych w tamtej kulturze więzi; są to dwa przyciągające się bieguny, dwie jednostki, z których jedna ma władzę rzeczywistą i rości sobie prawo do władzy nad słowem, a druga tę władzę nad słowem posiada. Na tym polu rodziły się konflikty. Cenzura wyznaczała teren poza którym nie można było władać językiem. Problem w tym, że poezja – prawdziwa poezja, a nie liryka agitacyjna i literatura dla dzieci spod znaku Pawlika Morozowa – narodzić się mogła tylko poza tym terenem.
Dlatego właśnie w ZSRR, w państwie, gdzie jednym z głównych wrogów władzy było wolnomyślicielstwo, powstał samizdat (skrótowiec z ros. „samodzielne wydawnictwo”); powstał w czasie odwilży lat 50., po śmierci Stalina. Jak słusznie zastrzega Jerzy Czech we wstępie1), nie należy mylić samizdatu z polskim drugim obiegiem, który utworzył się w roku 1976 i z czasem rozrósł się, obejmując sieć podziemnych wydawnictw publikujących książki w nakładzie nawet do kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Samizdat można nazwać preludium 2. obiegu wydawniczego. Jak wskazuje sama etymologia oraz żartobliwa anegdotka z tamtych czasów: samizdat polegał na tym, że ktoś sam napisał, sam wydał, sam przeczytał i sam poszedł siedzieć. Żadnych organizacji, żadnych wielkich wydawnictw, żadnych przedsięwzięć, które rozrastałyby się poza jedno mieszkanie. Ot, ktoś powielał na maszynie arkusz poetycki (4, 5 egzemplarzy) i odczytywał go w gronie najbliższych znajomych.
Wydaje się, że literatura o podobnym zapleczu wydawniczym nie miała szans przetrwać. A jednak. Nic, tylko zadumać się nad tym fenomenem. A gdzie szukać jego źródła? Co sprawiło, że wolna literatura przeżyła czasy komunistycznego imperium?
Nie bez znaczenia pozostaje tu bogata tradycja poezji oralnej. Jest to cecha rosyjskiej kultury literackiej – poezja istnieje tam poza papierem. Wierszy uczono się na pamięć, a normą było, że ci najwybitniejsi twórcy znali na pamięć nie tylko Puszkina, ale także dzieła zagraniczne w oryginale (Anna Achmatowa, na przykład, recytowała z głowy „Boską komedię” po włosku).
Piotr Mitzner mówi z kolei o „obiegu międzyludzkim” tamtych czasów2). Bo przecież (teraz wbrew etymologii i anegdotce) sam samizdat mógł istnieć w próżni, ale by przetrwał, potrzebni byli ludzie – ci, którzy poezję pisali oraz ci, którzy jej słuchali. A że słuchano jej w wąskich gronach, w których wzajemne zaufanie było znacznie ograniczone przez powszechne donosicielstwo, musiała istnieć droga awansu. Taką drogą była publikacja w tamizdacie, jak nazywano przedruki za granicą czy prezentację wierszy w Radiu Swoboda. Droga do oficjalnego obiegu literackiego była tylko na pozór otwarta. Bo nawet jeśli ktoś potrafił zrezygnować z wolności słowa i pisać pod dyktando komunistycznej myśli, to pozostawał jeszcze Związek Pisarzy Radzieckich, który strzegł nie tylko dostępu do drukarń, ale także do finansowego koryta.
Tam, gdzie ktoś nie chce zostać zaakceptowany przez towarzystwo, odwraca się do niego plecami, sięga po sarkazm i poprzez negację dystansuje się wobec tych, co go odrzucili; odwracając porządek, buduje nowe i choć skazuje się w ten sposób na zapomnienie, to żyje wiarą w swoją prawdę, która nieuznana teraz, być może kiedyś zabrzmi pełnym głosem. Tak jak to jest w ironicznym wierszu Jana Satunowskiego:
Nie jestem poetą.
Nie drukują mnie od trzydziestego ósmego.
Nie przypadam do smaku.
No i już zostanę taki.
Wiem tylko, że te wasze ważne wiersze,
to mało ważne, to nieważne wiersze.
Wy tam je sobie druku, druku, druku…
A ja wam gwóźdź do trumny: stuku, stuku.
Życie poza piedestałem
Śledczy Christoforowicz, snobistyczny czekista przesłuchujący w latach 30. Osipa Mandelsztama, powtarzał, że najlepsza poezja rodzi się ze strachu i że państwo zadba, by poeta otrzymał odpowiednią dawkę owego stymulatora. Stalin umarł i narodził się samizdat, ale idea państwa stalinowskiego, jak pisał Wasilij Grossman3), trwała dalej, spełniała się pomimo śmierci swojego dowódcy. Los poetów żyjących po ’53 roku zdaje się to potwierdzać, potwierdza to również przypadek Josifa Brodskiego, jego dialog z prokuratorem podczas procesu (który – jak kąśliwie adnotuje Jerzy Czech – stał się sławniejszy niż wszystkie wiersze noblisty) oraz skazanie na roboty za „pasożytnictwo”.
Stosunek tłumacza do noblisty jest daleki od czołobitności. Znajdziemy tu właściwie tylko jeden poemat Brodskiego, który poświadcza o jego samizdatowej przeszłości, do której sam pewnie niechętnie by się przyznał i której groteskowe zacięcie jest zupełnie obce jego późniejszym wierszom. Czytelnik mający w pamięci wybitne eseje czy poezję emigranta z pewnością będzie zaskoczony, jak obscenicznej i gargantuicznej stylizacji liznął on przed wyjazdem do Ameryki.
Josif Brodski to oczywiście niejedyny twórca, który miał zatarg z władzą. Zebrani bowiem w tomie autorzy to nie tylko poeci wyklęci, ale także – w przeważającej ilości – poeci zamknięci. Igor Cholin, na przykład, zaczął pisywać, po tym jak wylądował w zakładzie karnym, a inny poeta, Oleg Grigorjew najpierw został zesłany do obwodu wołogodzkiego, a później trafił do szpitala psychiatrycznego, bo pisał i z tym pisaniem wiązało się jego awanturnicze życie alkoholika. Żółty bilet otrzymał również Dmitrij Prigow, który trafił do wariatkowa zupełnie bez powodu (czyt. z powodu represji).
Wspólną osią losów poetów samizdatowych jest nie tylko więzienie, ale także wojsko. Wielu z nich znalazło się w koszarach. Bo jak lepiej wyplenić „pasożytów”, jeśli nie ustawić ich w szeregu, dać karabin i siłą zmusić, by robili dokładnie to, co zastępy sowieckich sołdatów? Wojsko jednak przynajmniej dawało dach nad głową i strawę. Z zarobkowaniem na „wolności” było ciężko – nielicznym udawało się publikować w oficjalnych czasopismach bajki dla dzieci lub dostać książkę do przetłumaczenia, ale i z tego wielkich profitów nie było. Inteligent niedopuszczony do pracy umysłowej był skazany na pracę fizyczną i życie na marginesie. Krótko i treściwie komentuje zawodową sytuację poety samizdatowego Iwan Achmietjew:
tyle możliwości
popatrz
palacz stróż kopacz
Co my tu w Rosji umiemy? Chyba tylko mówić po rosyjsku
Tytuł antologii wzięty z jednego z wierszy Olega Grigorjewa jest podwójnie ironiczny. Mówimy „piedestał”, a z tyłu głowy słyszymy już horacjański „pomnik trwalszy niż ze spiżu”. Problem w tym, że podmiot u Horacego święcie wierzył w poezję, która siłuje się z nicością i zachowuje przed zapomnieniem. U poetów samizdatowych przeważa raczej poczucie bezsiły wobec sowieckiej cenzury i propagandy oraz nie opuszcza ich widmo porażki. Być może stąd taka a nie inna poetyka groteski i sarkazmu, sowizdrzalskich harców za plecami władzy. Zdaje się, że niewielu z nich wierzyło w exegi monumentum, ba, nawet im na spełnianiu tak górnolotnych frazesów wcale nie zależało, dlatego zamiast misji mamy zabawę. Charakter ludyczny tych wierszy nie wyklucza jednak ich politycznego ciężaru.
Bo tytuł nie musi odsyłać tylko do tradycji śródziemnomorskiej i liryki rzymskiego mistrza. Bliżej mu przecież do innych piedestałów, innych pomników, tych, których najwięcej było w ZSRR (i których dużo jest i w dzisiejszej Rosji) – pomników Włodzimierza Lenina. Wiersze z antologii Jerzego Czecha nie biorą się jednak za bary z komunizmem, dalekie są od agitacyjnej prostoty. Ustrój polityczny jaki jest taki jest, władzy się nie zmieni. Te wiersze to raczej komentarz do sowieckiej rzeczywistości. Komentarz niebezpieczny, który poprzez groteskowe wykoślawienie i doprowadzenie do absurdu obrazu ówczesnego imperium chce wyśmiać wszystkie jego cechy. Na piedestale nie można stanąć, ale można się na niego wdrapywać – a jeśli piedestał służy do wdrapywania się nań (drapania się?) to jaki prestiż płynie ze stania na piedestale?
Uosobieniem sowieckiej władzy jest postać Mylycanta pojawiająca się w utworach Dmitrija Prigowa. Mylycant rozmawia z literatami, terrorystami, a nawet z Ronaldem Reaganem, wykreowanym przez sowieckie media na wroga ludu i wcielenie zła. W każdym z wierszy ujawnia się on jako człowiek podporządkowany urzędowym zasadom, służbista wierzący, że wypełnianie powierzonych mu obowiązku wzmocni komunistyczny ład. Mylycant marzy o świecie, gdzie człowiek człowiekowi nie bratem, ani wilkiem będzie, ale Mylycantem właśnie – kimś, kto więzi międzyludzkie buduje pod auspicjami władzy, a zaufanie wzmacnia donosicielstwem. Prigow doskonale w ten sposób rozkłada na części pierwsze świadomość przeciętnego homo sovieticus, nie pastwi się jednak nad nim szyderstwami, ale odkrywa przed czytelnikiem dramat jednostki omotanej propagandą.
Nad trudnością aklimatyzacji wolnego ducha w zniewolonym państwie pochyla się z kolei Michaił Ajzenberg w majstersztyku samizdatowej groteski ukazującym człowieka, któremu przyszło żyć „W brzuchu wieloryba”, czyli totalitarnym państwie za nic mającym wolność jednostki, myśli i słowa:
Próbuję o czymś innym myśleć,
ale widzę, że to nie żarty,
i musiałem rzeczywiście
zostać żywcem pożarty.
Wieloryb? Tss! Ani słowa.
Udawaj po prostu,
że zrobiłeś postój
żeś się głęboko schował,
i teraz, podróżą znużony,
układasz list do żony:
„Uduszę się chyba
w brzuchu wieloryba”.
Zamazane. „Wyobraź sobie,
siedzę w pieczarze. Wybacz,
ale cierpię na agorafobię”.
Postać Jonasza zaklinającego rzeczywistość i wmawiającego sobie przez to psychiczne schorzenia jest tu przedstawiona ze swadą, lekko i zabawnie. Pamiętając jednak, że obywatele ZSSR po długoletnim zakładaniu różnych masek na każdą okazję nabywali czegoś na kształt schizofrenii (o czym bodaj wspomniany już Grossman również pisze), dostrzec można ciężar tego wiersza i przerażający obraz państwa, które nie dość, że „pożera” (czyli używa siły, przemocy), to także tak manipuluje, zastrasza, że odbiera człowiekowi możliwość rozróżnienia, czy ból, jakiego doświadcza, pochodzi z zewnątrz, czy też jest wytworem jego wyobraźni.
Masowe otępianie propagandą i doświadczenie radzieckiej rzeczywistości prowadzi do problemów z rozróżnianiem podstawowych pojęć. W jednym z wierszy Wsiewołod Niekrasow kilkakrotnie próbuje wyjaśnić czym jest wolność, powtarza się, każdy kolejny wers zaczyna tą samą frazą: „wolność to”. Ostatecznie jednak puentuje utwór tautologicznym stwierdzeniem „wolność to wolność”. Kryje się za tym stwierdzeniem tęsknota za stanem, gdzie te podstawowe wartości są respektowaną przez wszystkich oczywistością (jak byśmy my zdefiniowali wolność? czy nie tak samo?). Wydawać by się mogło, że pobrzmiewa więc tu tęsknota za europejskością, Zachodem i demokracją. Ale poeci samizdatu nie są tak naiwni, co więcej i szeroko pojmowany Zachód obrywa rykoszetem szyderstw. W jednym z wierszy Dmitrija Prigowa, na przykład, wytknięta zostaje bierność ludzi spoza ZSSR, dla których obojętne są losy narodu ciemiężonego przez post-stalinowski reżim (Zawiść mimo wszystko bierze / Gdy się słyszy z tamtych źródeł / Jak tam żyją jedzą piją / I nic o nas wiedzieć nie chcą).
Prócz wierszy okołopolitycznych i komentujących radziecką rzeczywistość, znajdziemy tu wiele utworów, które nie wiążą się w żaden sposób z ówczesną sytuacją polityczną, a zakreślają szersze kręgi, obejmując ogół doświadczenia ludzkiego. Wiersze o miłości? Są. O przemijaniu? Również. Pamiętać jednak trzeba, że mimo wszystko jest to autorski wybór tłumacza i choć przedstawia on aż 16 różnych poetów (właśnie, gdzie się podziały poetki?), to segregacja przebiegła według subiektywnych kryteriów, przez co antologia nie prezentuje całości nowej rosyjskiej poezji. Nie jest to oczywiście zarzut, ale przestroga dla czytelników, by nie traktowali tomu jako pełnego i wyczerpującego temat przewodnika po liryce samizdatu. Ostrożność jest wskazana, bo mamy do czynienia z dziełem jednego tłumacza i pozycja jest właściwie jedyną na rynku. Tym samym projekt Czecha łatwo może stać się autorytarny. Inaczej niż na przykład było to w przypadku dwutomowej antologii poezji rosyjskiej zredagowanej przez Dąbrowskiego, Mandaliana i Woroszylskiego, w której prócz tłumaczeń redaktorów znalazły się jeszcze przekłady kilku innych translatorów.
Los poetów samizdatu nie był usłany różami. Usłana różami nie była również ich droga do oficjalnego obiegu. Bo nawet gdy przyszła pierestrojka i otwarły się drukarnie, czytelnicy czekali przede wszystkim na dawnych, zakazanych przez dziesięciolecia mistrzów – Achmatową, Cwietajewę, Mandelsztama, Brodskiego, etc. Na przeszkodzie stała też głęboko zakorzeniona w rosyjskiej literaturze tradycja wiersza metrycznego, poddanego rygorystycznym normom; gdy z podziemia wyszli poeci piszący vers libre, była to nowość. W końcu jednak nadszedł ich czas w Rosji, a teraz, wreszcie, mamy okazję poznać część ich twórczości w Polsce. Bardzo cieszy mnie ta inicjatywa Jerzego Czecha i z niecierpliwością czekam na podobne przedsięwzięcia jego czy też innych tłumaczy z języka rosyjskiego. Bo roboty jest co nie miara. Przecież według najskrajniejszych opinii Rosja byłaby niczym, gdyby nie jej literatura. Wbrew temu, co pisze o wschodnim sąsiedzie jeden z jej poetów, Aleksandr Makarow-Krotkow:
co my tu w Rosji umiemy
chyba tylko
mówić po rosyjsku
„Tylko” czy może „aż”?
koniec
26 września 2013
1) Jerzy Czech, „W brzuchu wieloryba” [w:] „Wdrapałem się na piedestał”, wydaw. Czarne, Wołowiec 2013.
2) Katarzyny Hagmajer-Kwiatek, Piotr Mitzner, Igor Biełow, „Wdrapałem się na piedestał” – wokół antologii rosyjskiej poezji samizdatowej, [http://www.polskieradio.pl/8/402/Artykul/908829/].
3) Wasilij Grossman, „Wszystko płynie”, przeł. Wiera Bieńkowska, wydaw. WAB, Warszawa 2010.

Kup książkę w MadBooks.pl:

‹Wdrapałem się na piedestał› - cena 31,75 zł

dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tęskne wariacje w tonacji bliżej nieokreślonej
Kasia Florkowska

17 IX 2010

Drżącą ręką sięgnęłam za pazuchę umysłu,
Wyłowiłam zakurzone pudełko zapałek.
O kant duszy potarte, migotliwie rozbłysły.
Bladym ciepłem ogrzały me dłonie.

więcej »

Haiku #2
Aleksander Pietraszunas

24 VI 2010

tym samym sercem
lecz w pomiętej skórze
kolejna wiosna

więcej »

Za muszki bezskrzydłe
Maria Soroczyńska

17 IV 2010

Złe dzieci nie zasługują na sen
A może się mylę
Za muszki bezskrzydłe
Za lalki bez nóg
Za uduszone pluszowe misie

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż autora

Spacery po Bukareszcie
— Paweł Micnas

Śmietnik umysłowy
— Paweł Micnas

Zbrodniarz o dwóch twarzach
— Paweł Micnas

Kresy polskie i opowieści
— Paweł Micnas

O pożytkach miejskich przechadzek
— Paweł Micnas

Literacki gulasz
— Paweł Micnas

Klaser ze znaczkami końca
— Paweł Micnas

Dzika Polska
— Paweł Micnas

Leningrad była kobietą
— Paweł Micnas

Pan z cukrowni
— Paweł Micnas

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.