Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 20 sierpnia 2017
w Esensji w Google

Kult kobiety

Hajime Sorayama – popkulturowy kapłan kultu kobiecego ciała i wdzięku. W zasadzie, powyższe zdanie plus kilkadziesiąt reprodukcji jego obrazów być może starczyłoby za artykuł. Prawdziwa sztuka broni się sama i żadne opisy nie są jej potrzebne. A grafiki tego artysty odwołują się do tak podstawowych wartości, że bez żadnego wprowadzania w kontekst są czytelne dla każdego. Ich tematyczna prostota (powiedziałbym nawet – celowa monotematyczność), perfekcyjne ujęcie tematu, umiłowanie i doskonałe zrozumienie tematu przez artystę, czynią jego prace czymś bardzo wyjątkowym, ponadczasowym, uniwersalnym. Jednak może warto napisać kilka słów o współczesnym japońskim geniuszu pędzla?
„Sorayama jest artystą o nadzwyczajnym talencie, zadziwiającej wyobraźni i nienagannych umiejętnościach. Fakt, ze kieruje się ku erotyce podwoił moją wiarę w seks jako istotny środek komunikacji.”
— Bob Guccione
(wydawca i redaktor naczelny magazynu „Penthouse”)
Temat numer 1 – kobieta
Opętany kobiecym ciałem – to byłaby najlepsza charakterystyka twórczości Sorayamy. Mimo, że zdarza mu się tworzyć obrazy przedstawiające co innego, stanowią one skromny procent jego prac. Przeważająca część jego grafik (a są ich setki) przedstawiają najpiękniejsze stworzenie na ziemi – żeńską formę Homo sapiens. Sorayama podchodzi do tematu bez kompleksów, a jednocześnie całkiem szczerze, bez zbytniego idealizmu, a fotorealizm jego rysunków i pasja z jaką je tworzy sprawiają, że kobiety na jego rysunkach żyją.
Preferencje Sorayamy – oprócz jednej charakterystycznej cechy (pieprzyk w okolicy ust, z prawej lub lewej strony – posiada go większość kobiet narysowanych przez Sorayamę) ciężko wyłowić w jego twórczości jakiś schemat, jednak tak jak u wielu innych twórców, jest w niej coś, co z łatwością pozwala rozpoznać autora. Oprócz technik, użytych narzędzi, stylu w którym maluje, jest jednak coś wspólnego we wszystkich żeńskich postaciach z jego obrazów.Sorayama przedstawia kobietę piękną, dojrzałą, świadomą siebie, swojego ciała, żyjącą w harmonii ze swoim ciałem i jego potrzebami wynikającymi z rozdzielnopłciowości. Kobietę zdającą sobie sprawę z bycia obiektem pożądania mężczyzn, której najwyraźniej dobrze z tym! Panie w malarstwie Sorayamy nie są mistycznymi, niedosięgłymi boginiami (jak chociażby na obrazach Wojtka Siudmaka) ani słodkimi idiotkami, traktowanymi przez mężczyzn jak przedmioty (vide rysunki twórcy komiksów Corbena). Są zwykłe, ludzkie, spotykamy je codziennie. Mają 20-30 lat i najwyraźniej duże potrzeby seksualne.
Jednak sztuka to przerysowanie, nawet fotografia artystyczna polega na przejaskrawieniu. Więc mimo fotorealizmu grafik Sorayamy, coś takiego musi występować i tutaj. I występuje. Przeglądając jego prace, niekoniecznie zachwycałem się każdą przedstawioną na nich kobietą. Wręcz przeciwnie. Najwyżej co czwarta z nich trafia w mój gust. Jednak bardzo wiele obrazów przyciągało moją uwagę na dłużej, mimo że kobiety na nich nie podobały mi się. Zastanawiałem się nad tym, nareszcie zrozumiałem. Sorayama rysuje kobiety zarówno wysokie, niskie, drobne i szczupłe, ale też mocne, a nawet z lekką nadwagą. Rysuje głównie kobiety białe, ale także zdarza mu się narysować Azjatkę albo murzynkę. Rysuje kobiety wg ogólnych norm piękne, ale także takie, których urodę można by zakwestionować (albo piękne, ale jednak z pewnymi mankamentami), a nawet kobiety brzydkie przez karykaturalność – m.in. kulturystki o ciałach zniekształconych przerośniętymi mięśniami. Rysuje blondynki, brunetki, rudzielce – o włosach prostych, kręconych, krótkich, długich. Więc gdzie jest ta cecha wspólna, to przerysowanie? Otóż Sorayama rysuje kobietę z punktu widzenia pożądającego jej mężczyzny, dla którego bez względu na wszystko jest ona piękna. I mimo, ze niekoniecznie w każdym przypadku się z nim zgadzamy, musimy przyznać, ze potrafi to przekazać.
Sexy robots
Pierwszego robota Sorayama narysował w 1978 roku. Rok później narysował robota o kobiecych kształtach i dalej poszło już z górki. Fascynacja artysty kobietami wyraża się nie tylko w rysowaniu zwykłych (ale wyjątkowych) kobiet, lecz także w rozmaitych wariacjach na ten temat. Termin „sexy robot” stał się poniekąd znakiem firmowym Sorayamy. Teoretycznie, lśniące chromowane powierzchnie mogą wydawać się zbyt sterylne aby oddać w nich te same idee, co podczas rysowania żywych kobiet, lecz znowu geniusz artysty znajduje dla nich zastosowanie. Roboty o żeńskich kształtach w jego wykonaniu to studium kobiecości w oderwaniu od ciała – ekstrakt. Mimo, że metalowe, uproszczone (zazwyczaj Sorayama rysuje hiper-dokładnie, nie pomijając żadnej zmarszczki, fałdki, skazy, która wyda mu się stosowna) roboty te wręcz emanują kobiecym urokiem przez układ ciała, ruch, charakterystyczne dla kobiet pozy i odruchy. Nawet przez mimikę, co jest niezwykłym osiągnięciem, jako że swoim robotom twórca ograniczył ją wyłącznie do ust (reszta twarzy to zupełnie płaska powierzchnia, bez oczu i nosa). Widzę w tym przesłanie, lekcję wnikliwego obserwatora na temat kobiecości, natury kobiet i ich, nie zawsze nawet świadomej seksualności.
W połowie drogi – gynoidy
Ciągle kobiety. Termin „gynoid” został wymyślony przez Gwyneth Jones, brytyjską pisarkę SF dla określenia cyborgów (androidów?) o żeńskich kształtach. Sorayama podjął temat, podjął go zresztą bardzo twórczo. Pierwsze gynoidy Sorayamy wyglądały jak coś pośredniego pomiędzy żywą kobietą a „sexy robotem”. Prawdę mówiąc, wyglądają po prostu jak kobiety ubrane częściowo w pancerze robotów, ale chyba nie tędy droga. Jeden z rysunków wskazuje nam właściwą. Przedstawiony jest robot, który zdejmuje z płaskiego pancerza na twarzy kawał blachy. W miejscu, gdzie jej zabrakło widzimy piękne oczy i wspaniałe łuki brwi żywej kobiety. Sorayama sam demaskuje przed nami swoją twórczość – „o to mi chodziło, kobieta zawsze zachowa swą istotę, nawet pod chromowanym pancerzem” zdaje się mówić. „Nie dajmy się oszukać przebraniem, uniformem, to po prostu kobieta.”
Późniejsze gynoidy to całkiem coś innego. Sorayama bawi się tym razem w cyborgizację swoich żywych kobiet, bez utraty ich cielesności, ale przez dodawanie im mechanicznych atrybutów. Bawi się powiedziałbym, bardzo odważnie, penetrując temat tak zdecydowanie, że ociera się o granice pornografii. Lecz jednak nie samo pożądanie, wulgarne podniecenie towarzyszy nam oglądaniu tych prac. Są one przede wszystkim piękne, często straszne, okrutne (Sorayama często krąży w rejonach sadomasochistycznych) ale piękne. Tak długo, jak ma to miejsce, nie powinniśmy chyba mówić o pornografii.
Kobieta w mitologii
Jeszcze raz kobiety. Tym razem mój ulubiony rejon jego twórczości. Nie jest tych prac dużo, ale wszystkie jak jedna są skończonymi arcydziełami. Sorayama ukazuje kobiety w baśni, w legendzie, w micie. Syreny, kobiety-fauny (satyry), kobiety-anioły, wampiry, diabły, kobiety-rośliny, driady, najady, kobiety ze złota i różne półkobiety-półzwierzęta. Oryginalność tych prac, a przede wszystkim to, co typowe dla Sorayamy – ten ich niezwykły, kobiecy urok, tym bardziej niezwykły, że spotęgowany baśniowością, to wszystko sprawia, że jego twórczość może zafascynować miłośnika fantastyki aż tak bardzo.
Seks
O co w tym wszystkim chodzi? Nie ma co ukrywać prawdy, ubierać ją w piękne słówka niedomówień. Siłą napędową prac Sorayamy jest seks. Nie stosunek seksualny, kopulacja (wśród kilkuset rysunków Sorayamy, jakie widziałem, znalazłem tylko jeden, na którym przedstawiony był stosunek i może jeszcze drugi, na którym kobieta i mężczyzna po prostu leżeli razem – ten malarz w ogóle bardzo rzadko kala swój pędzel tak trywialnym zajęciem, jakim jest malowanie mężczyzn) ale seks jako idea, jako stan świadomości każdego rozdzielnopłciowego zwierzęcia. Człowiek potrafi ocenić coś jako piękne, ale nie da się ukryć, ze oprócz obiektywnego piękna (tak jak piękne są koty, kwiaty, żaglowce, samochody etc.), w odczuwaniu piękna kobiety przez mężczyznę istotny jest erotyczny podtekst tego piękna. Coś w tym jest, skoro tak wielu artystów podejmuje temat seksu, erotyzmu. A co takiego, wspomniałem już na początku artykułu – czytelność i atrakcyjność przekazu bez względu na pochodzenie, inteligencję, wychowanie odbiorcy.
Erotyka w twórczości Sorayamy nie jest jednak oswojona. Wspomniałem już o jego sadomasochistycznym pociągu w rysowaniu gynoidów (często są to obrazy bardzo okrutne). To nie wszystko. Sorayama rysując, jest dość bezpruderyjny. Zdarza mu się rysować kobiety całkowicie ubrane, ale również w różnym stopniu rozebrane, a często całkiem nagie. Ale są różne stopnie nagości. I Sorayama wszystkie te stopnie wykorzystał. Rysuje kobiety nagie niewinnie, bez podtekstów, bez szczególnego eksponowania miejsc najbardziej intymnych, lecz również kobiety nagie „anatomicznie”, prezentujące wnętrze swego łona jak egzotyczny kwiat, którym chcą się pochwalić, rozchylając jego płatki… może jednak nie, bo nie jest to niewinne. Raczej jak obiekt żądzy właśnie, tej najbardziej prymitywnej, zwierzęcej, „kopulacyjnej” żądzy. Czyli kobiety żądne by ktoś ich pożądał i je fizycznie posiadł? Och wstrętna męska szowinistyczna świnia z pana, panie Hajime. Ale i tak pana bardzo lubię. Dodajmy do tego fetyszyzm (zazwyczaj w bardzo dobrym guście) i kilka obrazów z kobietami siusiającymi (i oblewanymi przez siusiające aniołki) i będziemy mieli całościowy obraz erotycznej (lecz często balansującej na krawędzi erotyki i pornografii) twórczości Hajime Sorayamy. Żeby zakończyć temat, jeszcze jedna rzecz – malarz ten często wykorzystuje jeden obraz dwa-trzy razy. Rysuje kobietę, zwykłą mniej lub bardziej nagą kobietę. Jeden obraz. Następnie dorysowuje jej części garderoby (najlepiej koronki – fetysz), albo biżuterię w charakterystycznych miejscach. Drugi obraz. Może dorysować (i bardzo często to robi) części mechaniczne i powstanie gynoid (zresztą bardzo wiele gynoidów z późniejszego okresu twórczości powstało w ten sposób). Może dorysować i fetysze i części mechaniczne i powstaną trzy obrazy z jednego. Więcej niż trzech wersji tego samego rysunku nie widziałem, co oczywiście nie znaczy, że takich nie ma.
Na boku
Na boku Sorayama chce raz na jakiś czas odpocząć od erotyki i rysuje coś całkiem innego. Takim czymś jest cała genialna seria zwierząt-robotów, przeniesienie idei „sexy robotów”. Całkowicie mechaniczne zwierzęta nie tracą, a jedynie zyskują na wyrazie, przez przerysowanie ich cech. W końcu pierwszy, siedzący na skale robot z 1978 nie był kobietą. Takich robotów jest trochę więcej, ale niewiele. Między innymi Gundam (wielki robot – „combat suit” z potwornie wręcz popularnej serii anime „Gundam”), zrobiony w stylu takiego właśnie chromowanego robota (robot w stylu robota, nieźle co?). Jest też grupa zupełnie „niezorientowanych” rysunków Sorayamy, które rysował… z nudów? Na zamówienie? Dla zabawy?
Sylwetka
Może dość nietypowo, bo na sam koniec, króciutko sylwetka artysty. Urodzony w 1947 w mieście Imabari, prefekturze Ehime. W 1965 zaczął studiować literaturę angielską na uniwersytecie Shikokugakuin. Dwa lata później zostawił studia i rozpoczął naukę w Szkole Sztuki Chuo w Tokio. Zajęło mu to kolejne dwa lata. Po ukończeniu nauki pracował w agencji reklamowej (Asahi Tsushin-sha) w Tokio. Od 1972 pracuje jako freelancer, wszechstronny ilustrator do wynajęcia. W 1978 rysuje pierwszego robota, rok później pierwszego „sexy robota”. Od tej pory wydał masę albumów, kaset video, CD-romów, kart kolekcjonerskich i pocztowych na całym świecie. Indywidualne wystawy w Japonii, Ameryce, Europie. Zaprojektował Mechanicznego Wojownika do filmu „Space Trucker” (1995). Także od 1995 zaczął regularnie współpracować z magazynem Penthouse i w tym samym roku stworzył seksownego robota dla serii tv „T&A 2000” (HBO). Współpracował przy projektowaniu postaci do filmu Spawn (1997). W 1999 zaprojektował psa-robota AIBO dla Sony. Otrzymał za to dwa Grand Prix Sony. Zaprojektował okładkę Aerosmih „Just Push Play”. Przez ten cały czas oczywiście rysuje, maluje, ma wystawy. Pracowity, skromny wielki człowiek, jeden z tych, których zanadto nie widać zza ich prac.
koniec
29 lipca 2004
Bibliografia (w nawiasach data wydania): Sexy Robot (1983), Pin Up (1984), Venus Oddysey (1985), Hajime Sorayama (1989), Hyper Ilustrations i Hyper Ilustrations 2 (1992), The Gynoids (1993), limitowane wydania i litografie wydawane przez Robert Bane Editions w latach 1994-99, Naga i Naga Deluxe (1997), Sorayama Call in Beauties (1997 – to jest właściwie kolekcja pocztówek, nie album), Torquere (1998), Sorayama 1964-1999 (1999 – także znane jako Complete Works of…), Moira (2000), Sorayamart (2000), The Gynoids Reborn (2000), The Gynoids Genetically Manipulated (2000), Ek ton metallicon (2000).
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.