Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 października 2017
w Esensji w Esensjopedii

Sylwester z Masajami. Z pamiętnika pilota

Esensja.pl
Esensja.pl
Ćmy latały wokół lampy naftowej, a małe nietoperze – wysoko nad naszymi głowami. Niebo w Afryce jest jakby niżej. Gwiazdy na nim są piękne. Jest ich tak wiele i wydają się być tak blisko, że wystarczy wyciągnąć rękę, by uchwycić jedną z nich. Gapiliśmy się wszyscy do góry i każdy myślał o swoich marzeniach… Może o swoim życiu? Może o planach na przyszły rok? Ja myślałam o tym, jak dobrze się czuję tutaj… Jak dobrze poczuć się jak w domu.

Było już późno. Wróciliśmy z safari po osiemnastej. Wszyscy zmęczeni, ale jednak podekscytowani. Przecież dzisiaj ostatni dzień 1999 roku!!! Szybki prysznic z wiadra pod drzewem, zmiana garderoby na sylwestrową, czyli wrzucenie na siebie czystej pary spodni i świeżej koszuli z flaneli :) Nasz kucharz już nie mógł się doczekać dzisiejszego wieczoru. Przecież przygotował dla nas specjalne danie według polskiego przepisu – kapusta z mięsem i zupa pieczarkowa, a na deser ciasto marchwiowe. Kolację jedliśmy, jak zwykle, pod gołym niebem.
Ćmy latały wokół lampy naftowej, a małe nietoperze – wysoko nad naszymi głowami. Niebo w Afryce jest jakby niżej. Gwiazdy na nim są piękne. Jest ich tak wiele i wydają się być tak blisko, że wystarczy wyciągnąć rękę, by uchwycić jedną z nich. Gapiliśmy się wszyscy do góry i każdy myślał o swoich marzeniach… Może o swoim życiu? Może o planach na przyszły rok? Ja myślałam o tym, jak dobrze się czuję tutaj… Jak dobrze poczuć się jak w domu.
Ognisko paliło się już dosyć długo. Przysunęliśmy się bliżej, zrobiło się ciepło i miło. Każdy ściskał w ręku aluminiowy kubek z whisky, czekaliśmy na Masajów.
Nadeszli. Wyłonili się z ciemności jak dzikie koty. Nikt nie słyszał ich kroków. Przyszli chyba wszyscy wojownicy z wioski. Było z nimi również kilka dziewcząt, młodych i powabnych. Zaczęło się… Tańczyli wokół ognia jak dumni rycerze. Gospodarze i władcy tej ziemi. Śpiew Masajów jest przejmujący i tak głęboki, że zapomina się o wszystkim, co się dzieje wokoło. Masajowie podobno potrafią naśladować każdy dźwięk sawanny!
A nasi w tej chwili polowali na lwa, pieścili swoje narzeczone, chwalili swoich starców i dzieci, a przede wszystkim – dziękowali Bogu za swoje bydło. Wszyscy przenieśliśmy się do krainy tych dumnych ludzi. W myślach tańczyliśmy z nimi i wydawało nam się, że rozumiemy, o czym śpiewają. Przedstawienie, niestety, skończyło się. Trwało ponad godzinę, ale dla nas jakby czas się zatrzymał w jednej pieśni.
Usiedliśmy razem. Masajowie zmęczeni, zdyszani. Ogień mrugał na ich spoconych czołach. Teraz nasza kolej. Było mi trochę wstyd, że nie mogę sobie przypomnieć żadnej z naszych pięknych polskich pieśni. Zresztą nasze wcale nie pasują do Afryki. A może? By zrewanżować się, zaintonowałam „Szła dzieweczka do laseczka”. Cała grupa Polaków zaczęła śpiewać. Whisky nam trochę pomogła. Później stokrotka… i harcerz… i płonie ogień… i szumią knieje. Było cudownie i zabawnie. Masajowie próbowali powtórzyć po nas parę słów, ale nie dali rady. Śmialiśmy się razem. Prawie zapomnieliśmy o godzinie dwunastej. Oprócz Jacka, który zniknął w ciemnościach i zrobił nam niespodziankę. Chwilę po dwunastej rozszalały się fajerwerki. Tym uczyniliśmy największą frajdę naszym Masajom, sobie zresztą też. Rozświetliły całą okolicę i wydawało się, że afrykańska noc ma jeszcze więcej gwiazd, niż zwykle.
Wypiliśmy jednego afrykańskiego szampana. Życzenia, uściski, tańce. Bawiliśmy się do godz. 2 nad ranem. Przywitaliśmy powtórnie Nowy Rok, ten polski. Miło, że bywają różne strefy czasowe na naszej Ziemi.
Siedziałam wpatrzona w ogień, sawanna tańczyła odgłosami. Pomyślałam, że byłabym najszczęśliwszą osobą pod słońcem, gdybym mogła podzielić się taką Afryką z tymi, których kocham. Może kiedyś?
koniec
1 października 2003
dodajdo

Komentarze

26 X 2013   18:31:59

Ależ dziwne rzeczy publikowaliśmy 10 lat temu...

27 X 2013   00:30:43

Nadal byśmy publikowali... Gdyby Czytelnicy nadsyłali :)

27 X 2013   10:03:31

Ale co to ma wspólnego z popkulturą?

27 X 2013   12:25:54

Mniej więcej tyle, ile połowa książek, które recenzujemy.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Galiony<br/>Fot. Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Dziewczyna z końskim ogonem w garści
Agnieszka ‘Achika’ Szady

24 IX 2017

Statek-muzeum to zawsze spora atrakcja – w samym Londynie jest ich chyba z pięć, od repliki XVI-wiecznej „Złotej Łani” po prawdziwy krążownik „Belfast”. Cutty Sark to najszybszy żaglowiec w historii, który obecnie można obejrzeć z zewnątrz, wewnątrz, a nawet od spodu.

więcej »

Z pewnego punktu widzenia
Agnieszka ‘Achika’ Szady

21 IX 2017

Z mojej relacji można odnieść wrażenie, że program trzeciego w historii lubelskiego Polconu stworzyli zasadniczo Cholewowie, z Krzysztofem Piskorskim do spółki. Oczywiście tak nie było, ale przecież nie mogłam być jednocześnie na kilku punktach programu. Aczkolwiek od niektórych prowadzących organizatorzy najwyraźniej tego oczekiwali…

więcej »
Starsza część ogrodu, widok z prawa...

Miejsca, które warto odwiedzić: Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
Wojciech Gołąbowski

17 IX 2017

Ogrody japońskie w swej ojczyźnie bywają spore (pamiętamy piękny park w Kioto ukazany w filmie „Wasabi”, prawda?). Ten w Pisarzowicach jest o wiele mniejszy. Ale i tak ładny.

więcej »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.