Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2017
w Esensji w Esensjopedii

W sieci: Czaty

Esensja.pl
Esensja.pl
Chat, a może powinienem napisać „czat”, istnieje chyba od samego początku Internetu. Od lat ludzie łączą się z serwerami na całym świecie, aby porozmawiać na wszelkie możliwe tematy. Stało się to tak popularne, że kiedy dziś ktoś mówi o czatowaniu, nie ma najczęściej na myśli czasownika określającego „czajenie się”, tylko rozmowę w Internecie.
Każdy chyba użytkownik sieci przeszedł okres „czatowania”. Siedzenie do 3 w nocy i rozmawianie z totalnie nam nieznanymi ludźmi, zawieranie nowych znajomości, czasem flirt, a nawet coś poważniejszego. Miliony ludzi na całej Ziemi wchodzą na „czaty”, aby stać się kimś innym. Dlaczego to wszystko? Taką sytuację prowokuje sławiona przez wielu internetowa anonimowość. Pod osłoną jakiegoś nick’a, nawet nie musi on być naszym stałym pseudonimem, możemy robić i mówić, co się nam żywnie podoba. Z grzecznych i kulturalnych ludzi możemy stać się wulgarnymi prymitywami, z nieśmiałych – bardzo śmiałymi, wręcz wyzywającymi. Możemy nawet zmienić płeć. To wszystko jest dla wielu niezwykle kuszące, a często przeradza się w zaawansowaną formę „zabawy” zwaną „social engineering”, o której pokrótce pisałem w artykule pt. „Internet, czyli trust no one”.
Z czasem stajemy się stałymi bywalcami określonych kanałów, poznajemy nowych użytkowników i sami stajemy się rozpoznawalni. Coraz częściej nasze rozmowy schodzą z tak popularnych w Internecie błahostek na poważniejsze tematy. Wreszcie osiągamy kolejny etap w „ewolucji użytkownika inetu": po fascynacji anonimowością i bezkarnością przychodzi najczęściej ochota na poznanie ludzi, nie tylko nicków, które widuje się na odwiedzanym „czacie”. Rodzi się świadomość, że za widzianym przez nas pseudonimem kryje się człowiek. Czasem niezwykle wartościowy, mający wiele do powiedzenia na przeróżne tematy, których z założenia na „czatach” się nie porusza, bo są zbyt poważne. Oczywiście można się oburzyć i powiedzieć, że tak nie jest, bo ten „wartościowy człowiek” mógłby rozmawiać na „czacie” na określony temat i mógłby się swobodnie wypowiadać. Kłam tej teorii zadaje fakt, że wiele osób szuka w Internecie po prostu kontaktu z innymi interesującymi ludźmi – niekoniecznie o tych samych zainteresowaniach. Kiedy już odkryjemy w sobie tę „ciekawość” drugiego człowieka i coraz częściej nie wystarcza nam standardowe „cze, co słychać, bo u mnie OK.”, na co słyszymy równie oględne „OK.”, postanawiamy nawiązać bliższy kontakt. I tu pojawia się problem. Trafiamy na mur nieufności, który niejako sami zbudowaliśmy, bawiąc się w udawanie kogoś innego, robienie głupich kawałów zbyt naiwnym użytkownikom netu itp.
Wszelkie pytanie o sprawy prywatne spotykają się z nieufnością i podejrzliwością. Oczywiście nie jest tak zawsze, ale jest to stosunkowo częsta sytuacja, która jest niejako przeciwwagą dla zaskakującej czasem naiwności użytkowników.
Powstaje pytanie: ufać czy nie? Jaka jest metoda na zawarcie jakiejś sensownej, bliższej niż powierzchownej, internetowej znajomości? Czy ufając komuś nie narażamy się na atak na naszą prywatność, zasypanie naszego maila głupimi listami lub innym śmieciem? Jednoznacznej odpowiedzi na te wszystkie pytania nie ma. Wydaje się to nieco zamkniętym kołem nieufności i ciekawości zarazem. Jedyną metodą wydaje się czas, czyli spędzanie czasu na określonym „czacie” i poznawanie ludzi, a kiedy oni i my przekonamy się co do naszych i ich dobrych intencji, zasłona nieufności i podejrzliwości powoli opadnie. Oczywiście nie jest to proces natychmiastowy, a przede wszystkim najważniejszym czynnikiem są tu ludzie. To od ich indywidualnych charakterów zależy, kiedy uznają nas za zaufanych, wiarygodnych i uczciwych. Dla jednych to kwestia tygodnia, dla innych roku, a może nawet więcej.
Ciekawym zjawiskiem jest też grupa ludzi, którzy z definicji w Internecie nie rozmawiają o swoich prywatnych sprawach, gdyż traktują net jako odskocznię od rzeczywistości, pewnego rodzaju ucieczkę w wirtualną rzeczywistość. Chcą być cenieni przez innych za ich internetową osobowość, a nie za to co robią w „realu”, jak często określają rzeczywisty świat. Czy ukrywanie swojego prawdziwego „ja” za zasłoną odskoczni jest tylko sprytnym wybiegiem tłumaczącym wyżej opisywaną nieufność, czy też faktyczną chęcią „oczyszczenia” z rzeczywistych trosk i zmartwień? Nie wiadomo. Pewnym wydaje się natomiast fakt, że ci właśnie użytkownicy poszli na pewien kompromis. Świadomie bądź nie, zrezygnowali z zawarcia bliższej znajomości (wchodzącej oczywiście w strefę prywatną), kosztem bezpieczeństwa, jakie zapewnia im całkowita anonimowość. To właśnie oni stanowią rzeszę tych „nicków”, których nigdy nie poznamy i które na zawsze pozostaną tylko pseudonimami widzianymi przez nas na komputerze.
Z powyższego teksu można by wnioskować, że potępiam taką postawę i tu, uprzedzając słowa krytyki, mówię NIE. Nie potępiam ich, ani nie wartościuję w żaden sposób którejkolwiek z postaw tu wymienionych. To po prostu kwestia wyboru i celu, dla którego odwiedzamy Internet. Jeśli ktoś szuka przyjaciół, zapewne ich znajdzie wcześniej czy później, choć nie jest to najprostsze i zapewne sparzy się nie raz. Jeśli natomiast szuka wyłącznie znajomych do pogadania w ramach zabicia czasu po kolacji i absolutnie nie obchodzi go to, kim naprawdę jest owa osoba i co sobą reprezentuje, wystarczy, że wejdzie na jeden z pośród tysięcy „czatów”.
Fenomen Internetu polega właśnie na tym, że oferuje nam to, czego właśnie chcemy. Czasem wymaga to od nas więcej, czasem mniej czasu, ale prawie zawsze otrzymamy to, czego chcemy. A co z prywatnością w Internecie? Z nią jak w życiu, jedni cenią ją sobie ponad wszystko i zaciekle strzegą swoich sekretów, inni (choć wydaje się, że jest ich mniej) bez skrępowania rozmawiają o swoich problemach i życiu prywatnym. W tym całym internetowym chaosie nie zapominajmy o jednym. To nie komputery tworzą Internet, lecz ludzie. To oni wstukują ciągi znaków, które ukazują się nam na monitorze i to ich spotykamy na ulicy idąc rano po bułki do sklepu. Komputery i Internet to nie osobna rzeczywistość, lecz tylko sposób na ułatwienie komunikacji. Nam…. LUDZIOM!
koniec
1 marca 2002
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Starsza część ogrodu, widok z prawa...

Miejsca, które warto odwiedzić: Skrawek Japonii na ziemi oświęcimskiej
Wojciech Gołąbowski

17 IX 2017

Ogrody japońskie w swej ojczyźnie bywają spore (pamiętamy piękny park w Kioto ukazany w filmie „Wasabi”, prawda?). Ten w Pisarzowicach jest o wiele mniejszy. Ale i tak ładny.

więcej »
Plakat wystawy

Miejsca, które warto odwiedzić: Osiemset lat w 4½ godziny
Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 IX 2017

Wbrew tytułowi, do porządnego zwiedzenia Muzeum Historii Żydów Polskich potrzeba byłoby godzin co najmniej sześciu. Tylko kto tyle wytrzyma?

więcej »
Front pawilonu<br/>Fot. W. Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Fauna i flora morska na Podbeskidziu
Wojciech Gołąbowski

27 VIII 2017

Powstanie pierwszego w Polsce południowej Muzeum fauny i flory morskiej i śródlądowej jest zasługą zarówno szkoły (w tym nauczycieli oraz uczniów), jak i jednego z jej absolwentów. Muzeum na terenie szkoły, po którym oprowadzają uczniowie? Tak – i to jakie!

więcej »

Polecamy

Symetria asymetryczna, cz. 65

Symetria asymetryczna:

Symetria asymetryczna, cz. 65
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 64
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 63
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 62
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 61
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 60
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 59
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 58
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 57
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 56
— Adam Kordaś

Zobacz też

Z tego cyklu

Sever for ever
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Deszczowcy, mypingi i UFO
— Joanna Słupek

Niezakładanie grup dyskusyjnych w pl.*: mini-HOWTO
— Jacek Kawa

„Bunt” w szklance wody
— Łukasz Kustrzyński

Uzależnieni od wszechstronności
— Bartosz Kotarba

Niezwykłe uczucia
— Wojciech Gołąbowski

Wirtualne dygresje
— Wojciech Gołąbowski

Internet, czyli trust no one!
— Bartosz Kotarba

Reporter – serwis informacyjny
— Esensja

Tegoż autora

Powrót księcia
— Bartosz Kotarba

Piraci: Przed monitorem pod czarną banderą
— Bartosz Kotarba

Cisza i mrok
— Bartosz Kotarba

Koszykarskie święto
— Bartosz Kotarba

Cierń i duch
— Bartosz Kotarba

Łowca z otchłani
— Bartosz Kotarba

Cywilizowany produkt
— Bartosz Kotarba

Mroczna atmosfera
— Bartosz Kotarba

Wreszcie coś się ruszyło
— Bartosz Kotarba

ONI mogą wszystko
— Bartosz Kotarba

Wkrótce

zobacz na mapie »

W trakcie (wybrane)

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.