Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 28 czerwca 2017
w Esensji w Google

O monologach romantyków

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak dowodzą „Towiańczycy. Królowie chmur” Jolanty Janiczak, na temat polskiego romantyzmu, polskich wieszczów i ich życia można powiedzieć bardzo dużo. Szkoda tylko, że wystawiony na deskach Teatru Starego w Krakowie spektakl w reżyserii Wiktora Rubina wygląda raczej jak nieskoordynowany monolog.

Jolanta Janiczak
‹Towiańczycy, królowie chmur›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTowiańczycy, królowie chmur
Teatr Stary Teatr
AutorJolanta Janiczak
ReżyseriaWiktor Rubin
ScenografiaMirek Kaczmarek
ChoreografiaCezary Tomaszewski
KostiumyBracia
ObsadaRoman Gancarczyk, Krzysztof Zarzecki, Katarzyna Krzanowska, Michał Majnicz, Ewa Kaim, Juliusz Chrząstowski, Zygmunt Józefczak, Bogdan Brzyski
Data premiery14 marca 2014
WWW
Punktem wyjścia „Towiańczyków”, jak sam tytuł może sugerować, jest postać samego Andrzeja Towiańskiego, nietuzinkowej postaci, która swoim mistycyzmem zdołała zawrócić w głowie niejednej literackiej „sławie” Wielkiej Emigracji. Wywarł on swój wpływ zarówno na Mickiewicza, jak i Słowackiego, swoją ideę trzech narodów wybranych (Polaków, Francuzów i Żydów) propagował w licznych niejasnych pismach, które tylko on jeden potrafił zrozumieć. To od Towiańskiego, siedzącego na widowni zupełnie nago, rozpoczyna się spektakl i właśnie ta scena, gdy przemawia do widzów pełnym uniesienia głosem, niepokojąco zapowiada dalszy rozwój wypadków. Początkowo dyskusja toczy się między Towiańskim a jego żoną, a po chwili scena zostaje otwarta, by przedstawić właściwe miejsce akcji i właściwych bohaterów.
Aczkolwiek z tą „właściwością” w „Towiańczykach” wcale nie jest łatwo, bo nie wiadomo, o co tak właściwie w całej sztuce chodzi. Po otwartej tylko od strony widowni scenie miotają się jak w klatce romantycy, ich towarzysze i towarzyszki, a także Towiański z żoną. Celu to wszystko nie ma żadnego, chyba jedynie wygłaszanie patetycznie brzmiących monologów i pełnych romantycznego ognia dialogów, raz po raz przeplatanych bardziej cennymi czy zupełnie nieprzystającymi do całości bon motami. Ale czego innego oczekiwać po scenie z wielkim, bezgłowym koniem w tle, Władysławem Mickiewiczem oglądającym telewizję i Sewerynem Goszczyńskim siorbiącym zupę?
Można powiedzieć, że w tym całym kiczu tkwi największa siła przestawienia. Mickiewicz spaceruje w butach na koturnach, tylko po to, by niedługo później Towiański „sprowadził go na ziemię”. Celina Szymanowska snuje się odrobinę bez celu, raz po raz strofując Władzia, by w końcu tragicznie umrzeć (dając widzom płonną nadzieję, że zbliża się koniec). Władysław Mickiewicz stara się doprowadzić wszystkich do porządku, raz po raz wycierając z kart historii wszystkie fragmenty, które mogłoby postawić jego wielkiego ojca w złym świetle. Towiański jest, ale na dobrą sprawę mogłoby go nie być: kiedy w końcu porzuca swój ostentacyjny negliż dla ciemnego ubioru, zamiast stać się postacią centralną i narzucać rytm sztuce, schodzi w cień i ani swoją rolą, ani zdolnościami aktorskimi nie dorównuje pozostałym postaciom na scenie. Najbardziej odsunięty w cień wydaje się jednak przez cały spektakl Seweryn Goszczyński, jeden z wielu zapomnianych romantyków; jak gdyby na przekór, Zygmunt Józefczak zdołał tchnąć w tę postać o wiele więcej życia niż wielu bardziej widocznych na scenie aktorów.
Fot. Magda Hueckel
Fot. Magda Hueckel
Sztuka nie została podzielona na jakiekolwiek akty czy sceny; otrzymujemy jeden wielki ciąg monologów, dialogów i nieskoordynowanych wędrówek po scenie: między pianinem a wypchanym koniem, z postumentem na samym środku, gdzie początkowo przesiaduje Mickiewicz. Ktoś coś mówi, ktoś coś robi, ktoś coś gra, ktoś śpiewa, na scenę wchodzi zupełnie niespodziewanie Ram Gerszom (obok Goszczyńskiego najlepsza kreacja aktorska), ktoś się ubiera, ktoś się rozbiera, żona Towiańskiego ujeżdża wypchanego konia… Nawet jeśli można się z niektórych konceptów zaśmiać (Gerszom zapowiadający jedność dwóch narodów wybranych), do niektórych pomysłów uśmiechnąć (ponownie Gerszom i jego plany zrobienia filmu o Holocauście w Indiach), to jednak przez większość spektaklu widz siedzi, obserwuje i stara się podświadomie dostrzec jakiś sens w całym tym prezentowanym na scenie chaosie.
Nie potrafi tego zmienić ani śmierć Celiny Szymanowskiej, ani pojawienie się na scenie Gustawa/Konrada, ani przesycone wręcz komicznym patosem deklamacje Mickiewiczowskiej poezji. Król jest nagi podobnie jak Towiański na początku spektaklu i żaden element romantyczny, komiczny czy refleksyjny, żadne świadome czy nieświadome nawiązanie do takich czy innych dzieł kultury i popkultury nie ratuje „Towiańczyków”. Ale tego, czego najbardziej brak w tym spektaklu to antrakt, który oszczędziłby mi i, z tego co zaobserwowałem, także grupie innych widzów przesiadywania do samego końca.
koniec
13 kwietnia 2014
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Fot. za zygmunthubner.pl

Ulisses: Everyman, czyli rzecz o inscenizacji Zygmunta Hübnera
Paweł Kozłowski

30 VIII 2015

„Ulisses”, monumentalna powieść Jamesa Joyce’a, w 1970 roku została wyreżyserowana przez Zygmunta Hübnera i wystawiona na deskach gdańskiego Teatru Wybrzeże.

więcej »

Scena za ciasna na Lód
Karolina „Nem” Cisowska

3 V 2014

Wystawienie „Lodu” Jacka Dukaja na scenie wydawało się pomysłem tak szalonym, trudnym w realizacji i niezrozumiałym, że oczywiste było, iż sama ciekawość przyciągnie do teatru na Woli w Warszawie widzów zarówno z obozu fantastycznego, jak i mainstreamowego. I sama ciekawość została zaspokojona.

więcej »

Zajrzeć za fasadę
Magdalena Wąsowicz

3 III 2012

„Jekyll i Hyde” to musical, który może zaskoczyć niejednego widza. Ci, którzy wciąż kojarzą musicale przed wszystkim z łatwymi w odbiorze komediami, będą bez wątpienia zdziwieni spektaklem wystawianym przez Teatr Rozrywki w Chorzowie. Akcja rozgrywa się bowiem w niepokojących, ciemnych uliczkach Londynu. Bohaterowie nieustannie lawirują pomiędzy salonami angielskiej arystokracji, burdelami i domem wariatów, a dominujący temat to hipokryzja i zło kryjące się na dnie ludzkich dusz.

więcej »

Polecamy

Symetria asymetryczna, cz. 63

Symetria asymetryczna:

Symetria asymetryczna, cz. 63
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 62
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 61
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 60
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 59
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 58
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 57
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 56
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 55
— Adam Kordaś

Symetria asymetryczna, cz. 54
— Adam Kordaś

Zobacz też

Tegoż autora

Biografia? Nie do końca
— Miłosz Cybowski

Bestia zdecydowanie nie najlepsza
— Miłosz Cybowski

Ilu piratów, tyle map
— Miłosz Cybowski

Punkty nie mają znaczenia
— Miłosz Cybowski

Steam-science-fiction
— Miłosz Cybowski

Dla wytrwałych
— Miłosz Cybowski

Nudny kosmos
— Miłosz Cybowski

Nie taka znowu pusta powieść
— Miłosz Cybowski

Historia się powtarza
— Miłosz Cybowski

Niezbędnik mężczyzny
— Miłosz Cybowski

Wkrótce

zobacz na mapie »

W trakcie (wybrane)

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.