Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 26 marca 2017
w Esensji w Google

Ulisses: Everyman, czyli rzecz o inscenizacji Zygmunta Hübnera

Esensja.pl
Esensja.pl
„Ulisses”, monumentalna powieść Jamesa Joyce’a, w 1970 roku została wyreżyserowana przez Zygmunta Hübnera i wystawiona na deskach gdańskiego Teatru Wybrzeże.

James Joyce
‹Ulisses›

Fot. za zygmunthubner.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUlisses
Tytuł oryginalnyUlisses
Teatr Teatr Wybrzeże
AutorJames Joyce
ReżyseriaZygmunt Hübner
PrzekładMaciej Słomczyński
MuzykaStanisław Radwan
ScenografiaLidia Minticz, Jerzy Skarżyński
ObsadaStanisław Igar, Halina Winiarska, Jan Sieradziński, Stanisław Michalski, Lech Grzmociński, Henryk Bista
Data premiery14 lutego 1970
WWW
Warto zauważyć, że był to sezon obfitujący w głośne przedstawienia. Na afiszach pojawiły się wielkie nazwiska – Beckett, Witkiewicz, Ghelrode, Arden, Molier, Gogol, Wyspiański, Rittner… Niemniej nazwisko Joyce’a w świadomości gdańskiej publiczności było najbardziej elektryzujące. Dość powiedzieć, że w tym samym roku odbywały się głośne licytacje ostatnich egzemplarzy „Ulissesa”. Najwyższa kwota tysiąca siedmiuset złotych, jaką ostatecznie wywołano, nie pozostawia wątpliwości, że powieść ta, imponująca awangardowym rozmachem, cieszyła się niemałą wziętością czytelniczą.
Truizmem wydaje się stwierdzenie, iż każda inscenizacja odznacza się mniej lub bardziej swobodnym stosunkiem do literackiego pierwowzoru. Niemniej w przypadku „Ulissesa” wystawionego w Teatrze Wybrzeże jest to zagadnienie, które należałoby poddać gruntownej refleksji. Omawiany spektakl ma bowiem dwie albo nawet trzy sygnatury autorskie. Autorem „Ulissesa” jest oczywiście Joyce, twórcą polskiego przekładu – Maciej Słomczyński, a reżyserem spektaklu – Zygmunt Hübner. Kwestia autorstwa w przypadku omawianego spektaklu okazuje się jednak bardziej zawiła. Należałoby podkreślić, iż reżyser, pracując nad widowiskiem, nie bazował na monumentalnej powieści irlandzkiego pisarza, ale na jej okrojonej wersji dostosowanej do wymogów sceny. Maciej Słomczyński stworzył bowiem nie tylko polski przekład powieści. Z myślą o gdańskim widowisku opracował on także jej sceniczną transkrypcję, dokonując zarazem znaczących cięć w tekście.
Sceniczna transkrypcja „Ulissesa”, którą opracował polski tłumacz, nie ogranicza się wszakże do „mechanicznych” skrótów. Słomczyński uwydatnił sens powieści, wybierając i zestawiając zaledwie kilka jej fragmentów. W spektaklu zabrakło wspaniale dźwięczącego, paramuzycznego tekstu XI epizodu. Nie było w nim też emocjonującej sceny rozgrywającej się w Ormond Bar, gdzie Bloom, nowy apostoł miłości, zetknął się z Obywatelem, szowinistą i antysemitą. Wielowątkowa powieść została uproszczona, jej skomplikowana struktura kompozycyjna uległa rozluźnieniu. Niemniej logika skrótów, które poczynił Słomczyński, pozwoliła wydobyć z powieści jej zasadniczy wątek. Słomczyński, ingerując w tkankę tekstu, upraszczając strukturę fabularną „Ulissesa”, wyeksponował uniwersalistycznie rozumianą historię czy też kondycję człowieka, rozpiętą między biegunani narodzin i śmierci. Te dwa bieguny stanowią zarazem wyrazistą ramę całego spektaklu.
Fot. za zygmunthubner.pl
Fot. za zygmunthubner.pl
Na deskach Teatru Wybrzeże Bloom budzi się w łóżku i do łóżka powraca. Oba fakty należałoby rozumieć metaforycznie, jako poczatek i koniec w najogólniejszym, egzystencjalnym wymiarze. Akcja między przebudzeniem i zaśnięciem głównego bohatera składa się z kilku zaledwie scen, poprzetykanych wielkim monologiem Molly, którym Słomczyński, tworząc sceniczną transkrypcję, posłużył się jako filozoficznym komentarzem do banalnych z pozoru, scenicznych wypadków. Co istotne, wzmiankowany monolog wypowiada nie tylko pani Bloom. Jego strzępki zostały też włożone w usta Paddy’ego Dignama, bohatera pogrzebanego już w VI epizodzie powieści, który na scenie co rusz ożywa, zwracając się do widowni. Repliki obu postaci zespajają spektakl będący montażem kilku scen, zupełnie niepowiązanych w planie anegdoty, za to wyraźnie korespondujących w warstwie problematyki „Ulissesa”, w ponadfabularnym planie mitycznym.
Fot. za zygmunthubner.pl
Fot. za zygmunthubner.pl
Wykoncypowana przez Słomczyńskiego fabuła spektaklu, wyreżyserowanego przez Hübnera, jest następująca… Bloom budzi się w swoim domu przy Eccles Street, następnie pojawia się Stefan, który broni się przed zarzutami nieczułości wobec zmarłej matki, po czym następuje scena pogrzebu Dignama, którą puentuje wreszcie monolog Molly na temat miłości. Uczucie to jest jak życie – także więdnie, niszczeje, ulatuje. Kolejna scena to spotkanie Blooma i Gerty McDowell, która obnaża swe wdzięki tylko po to, by za chwilę zejśc ze sceny, kulejąc. Następuje scena w klinice położniczej, skąd Bloom i kilku rozochoconych alkoholem medyków udaje się do Nocnego Miasta, podłej dzielnicy Dublina. Tam Bloom zostaje otoczony przez kobiety, które wytykają mu nieprzystojne zachowanie, uwodzenie i mamienie wydumanymi obietnicami. Bloom zostaje skazany na śmierć, jednak za chwilę następuje scena jego koronacji – wszystko w rytmie fantasmagorycznych wizji. Następnie scena w domu publicznym, który Stefan opuszcza, po raz kolejny wpadając na Blooma. Transcendentny syn i transcendentny ojciec zaraz się jednak rozchodzą. Bloom wraca do domu i zasypia, skulony, obok niewiernej małżonki.
Zygmunt Hübner, przystępując do pracy nad spektaklem, miał już jego zarys fabularny. Do niego należała wszak zmiana dziedziny ekspresji, przełożenie literackiego szkicu, który stworzył Słomczyński, na język teatru. Należałoby tutaj podkreślić, iż reżyser wykazał się niezwykłą umiejętnością. Znalazł on bowiem sceniczne ekwiwalentny immanentnie literackich środków wyrazu, którymi w swojej awangardowej powieści posłużył się Joyce. „Ulisses” jest powieścią niezwykle trudną w odbiorze, między innymi ze względu na symultaniczny charakter akcji. Ukazanie zdarzeń rozgrywających się jednocześnie w wielu planach akcji wydaje się szczególnie trudnym przedsięwzięciem. Wymaga to całej aparatury technicznej, przede wszystkim okazałej sceny głębokiej, którą dysponował Teatr Wybrzeże. Hübner „porozcinał” tę scenę na kilka pomniejszych terenów gry. Dzięki temu losy Blooma, Stefana i Molly rozgrywają się na zasadzie polirytmii symultanicznej. Postaci te w jego spektaklu stanowią odrębne, koncetryczne ogniska akcji, splatające się w końcowej scenie.
Fot. za zygmunthubner.pl
Fot. za zygmunthubner.pl
Hübner zorganizował przestrzeń w taki sposób, by wyeksponować niezwykle istotny wątek powieści Joyce’a. W „Ulissesie” Bloom i Stefan nieustannie się mijają, ich losy permanentnie się krzyżują. Naprzemienny tok Joyce’owskiej narracji ukazuje tych bohaterów w uderzającej, choć dla nich samych nieoczywistej bliskości. Co ciekawe, w Hübnerowskim spektaklu transcendentny ojciec i transcendentny syn spotykają się w miejscach mniej lub bardziej kojarzących się z seksualnością, niekiedy wręcz w nieobyczajnych locusach. Są to przede wszystkim klinika położnicza i plac przed domem publicznym Belli Cohen. Wątek seksualny jest więc swoistym drogowskazem dla dwóch bohaterów, którzy w inscenizacji Hübnera zostają połączeni szczególną relacją. Jej źródłem jest przemożne pragnienie syna, które odczuwa Bloom, niemal epifanicznie upatrujący w Stefanie kolejne wcielenie Rudiego, swego biologicznego, nieodżałowanego potomka. Najbardziej subtelną, ledwie uchwytną relację w powieści Joyce’a Hübner uwydatnił dzięki proksemice, przemyślanym układom przestrzennym, których ogniskami są Bloom i Stefan, spotykający się w nieprzypadkowych, nośnych semantycznie miejscach.
Fot. za zygmunthubner.pl
Fot. za zygmunthubner.pl
Hübner zadbał też o plastyczny aspekt przestrzeni. Scena nie jest mocno zabudowana, jednakże każdy jej element niesie jakieś znaczenie. Między proscenium a horyzontem rozpięta jest pierwsza sieć, za którą rozpościera się następna. Nie wiadomo, czy to szare, dublińskie niebo, czy próba zmaterializowania relacji, w jakie uwikłane są postaci. Ponad siecią uformowano z pierzyn niewyraźne kształty. Można zgadywać, czy to chmury, czy opalizujące funeralnymi znaczeniami ptaki, kołujące nad głowami bohaterów. Bliżej prawej kulisy wznosi się pokaźny, nieuformowany materiał wyobrażający rozkopaną ziemię, w której pochowano Dignama. Pośrodku sceny łóżko. Tem właśnie element scenografii najbardziej potwierdza reżyserski kunszt Hübnera. Łóżko bowiem w omawianym spektaklu „gra” najwięcej. Jest ono kołyską, w której budzi się (przychodzi na świat) Leopold Bloom, jest też barłogiem w domu publicznym, jest wreszcie trumną, w której pod koniec sztuki kładzie się główny bohater, skulony niczym niemowlę. W ten oto sposób Hübner uwydatnia arche i telos ludzkiego życia. W przypadku Blooma kolejne jego etapy wyznacza łóżko. Ono ilustruje ideę życia w nieustannym obiegu, w zamkniętym kręgu wiecznego powrotu, o którym rozmyśla Molly, wypowiadając słowa: „(…) oni wszyscy szaleją, by dostać się tam, skąd wyszli”.
Fot. za zygmunthubner.pl
Fot. za zygmunthubner.pl
Hübner posłużył się oszczędną scenografią, by dzięki temu osiągnąć efekt theatrum mundi, by ukazać banalną z pozoru historię Blooma w perspektywie mitotwórczego uniwersalizmu. Na tym polega niewątpliwy, artystyczny sukces omawianego widowiska. Należałoby wszakże podkreślić, iż nie do przecenienia jest w nim także subtelna gra świateł, dzięki której reżyser w specyficznie teatralny sposób oddał kolejny, immanentnie literacki walor „Ulissesa”. Ekwiwalentem słynnych monologów wewnętrznych, którymi najeżona jest powieść Joyce’a, w spektaklu Hübnera okazuje się punktówka, która wydobywa kolejne postaci, oddające się naprzemian rozmaitym refleksjom. Poza tym zmiany w natężeniu światła służą tu umiejętnemu potęgowaniu dramatyzmu. Sceny mniej istotne z punktu widzenia ideowej wymowy spektaklu z reguły spowija półmrok, natomiast ważne spotkania i szczególnie doniosłe kwestie wybrzmiewają w pełnym świetle, które niby raca, niby epifaniczny przebłysk podkreśla ich ważki sens. Artystyczny kunszt Hübnera polega więc na tym, że za pomocą scenicznych środków wyrazu oddał bodaj najtrudniejszą, najbardziej wysublimowaną technikę literacką Joyce’a. Reżyser niemal zmaterializował nieuchwytny fenomen poznawczy, jakim jest wspomniana epifania.
Fot. za zygmunthubner.pl
Fot. za zygmunthubner.pl
O Hübnerowskim „Ulissesie” można by traktować długo. Można go rozpatrywać w różnych ujęciach, brać pod uwagę inne jeszcze jego aspekty. Warto wspomnieć o aktorach. Wielu z nich reżyser postawił przed trudnym zadaniem. Halina Winiarska, odtwórczyni roli Molly Bloom, gra inne jeszcze kobiety – raz akuszerkę, a raz wdowę. Efekt subtelnego przejścia jednej postaci w drugą postać, odgrywaną przez tę samą, cały czas obecną na scenie aktorkę, Hübner uzyskuje dzięki detalom. Drobne zmiany w charakteryzacji, dodane nagle elementy kostiumy w jego reżyserskiej intencji stają się metonimią kolejnej bohaterki. Wyliczenie wszystkich zalet Hübnerowskiego „Ulissesa” przekracza założenia niniejszego eseju. Podsumowując artystyczne dokonanie reżysera, należałoby wszakże podkreślić, iż omawiana tutaj inscenizacja imponuje przejrzystą strukturą fabularną, prowadzącą widzów do uogólnionej refleksji na temat ludzkiej kondycji. O jej wartości stanowi także udana próba wydobycia z powieści Joyce’a wszystkich, specyficznie literackich walorów, które w procesie inscenizacji zostały umiejętnie zasugerowane za pomocą scenicznych środków wyrazu.
koniec
30 sierpnia 2015
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Scena za ciasna na Lód
Karolina „Nem” Cisowska

3 V 2014

Wystawienie „Lodu” Jacka Dukaja na scenie wydawało się pomysłem tak szalonym, trudnym w realizacji i niezrozumiałym, że oczywiste było, iż sama ciekawość przyciągnie do teatru na Woli w Warszawie widzów zarówno z obozu fantastycznego, jak i mainstreamowego. I sama ciekawość została zaspokojona.

więcej »

O monologach romantyków
Miłosz Cybowski

13 IV 2014

Jak dowodzą „Towiańczycy. Królowie chmur” Jolanty Janiczak, na temat polskiego romantyzmu, polskich wieszczów i ich życia można powiedzieć bardzo dużo. Szkoda tylko, że wystawiony na deskach Teatru Starego w Krakowie spektakl w reżyserii Wiktora Rubina wygląda raczej jak nieskoordynowany monolog.

więcej »

Zajrzeć za fasadę
Magdalena Wąsowicz

3 III 2012

„Jekyll i Hyde” to musical, który może zaskoczyć niejednego widza. Ci, którzy wciąż kojarzą musicale przed wszystkim z łatwymi w odbiorze komediami, będą bez wątpienia zdziwieni spektaklem wystawianym przez Teatr Rozrywki w Chorzowie. Akcja rozgrywa się bowiem w niepokojących, ciemnych uliczkach Londynu. Bohaterowie nieustannie lawirują pomiędzy salonami angielskiej arystokracji, burdelami i domem wariatów, a dominujący temat to hipokryzja i zło kryjące się na dnie ludzkich dusz.

więcej »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.