Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
dzisiaj: 25 marca 2017
w Esensji w Google

Scena wizjerem życia, czyli frustracje dwudziestolatki

Esensja.pl
Esensja.pl
Letni Ogród Teatralny to cykliczna impreza, która już od 12 lat odbywa się w Katowicach podczas wakacyjnych weekendów. W każdą lipcową i sierpniową sobotę oraz niedzielę plac przez Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek wypełnia się widownią łaknącą dobrej rozrywki, lecz nie tylko. Krzesła ustawione przed zaimprowizowaną sceną zapełniają się miłośnikami sztuki teatralnej.

Marta Dzido
‹Małż›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMałż
Teatr Teatr ZL
AutorMarta Dzido
ReżyseriaEwa Wyskoczyl
ChoreografiaTomasz Bazan
ObsadaMarzena Paszkowiak, Agata „Kosa” Wierszeń, Marek Bula, Amatorski chór męski im. Nowowiejskiego z Rept Śląskich
Data premiery24 marca 2010
W sobotę 14 sierpnia, kiedy dzień chylił się ku zachodowi, tarnogórski Teatr ZL wystawił spektakl zatytułowany „Małż”. Mirosław Neinert – na co dzień dyrektor Teatru Korez, a w czasie wakacji także dyrektor festiwalu – rozpoczynając siódmy weekend XII Letniego Ogrodu Teatralnego, powiedział, że Teatr ZL, zwany kiedyś Za Lustrem, jest prywatną inicjatywą, swoistą perełką. Należy na nią zwrócić szczególną uwagę, ponieważ na terenie Polski funkcjonuje niewiele takich instytucji z uwagi na kłopoty, chociażby finansowe, z którymi borykają się tego typu placówki. I to prawda. Komercyjne miejskie teatry oferują przeważnie repertuar zaprojektowany pod pełną widownię. Sztuki dobierane są z ograniczonego i sprawdzonego rezerwuaru przynoszącego dochody. Tymczasem niezależne małe prywatne świątynie sztuki i muzy Melpomeny mogą kierować się innymi kryteriami w doborze wystawianych spektakli. Wspomniany teatr działa już od 2004 roku przy Tarnogórskim Centrum Kultury.
Spektakl „Małż”, czyli „rzecz na 3 młodych Polaków, antypiosenki i chór męski” w reżyserii Ewy Wyskoczyl powstał na podstawie książki Marty Dzido. Jej bohaterką jest młoda kobieta poruszająca się śmiało w świecie show-biznesu. Śmiało, aczkolwiek z pewnym bagażem niepowodzeń, rozczarowań oraz niekończących się frustracji. Reżyserka rozszczepiła pierwotną książkową postać głównej bohaterki na troje młodych aktorów, ambitnych debiutantów: Marzenę Paszkowiak, Agatę Wierszeń oraz Marka Bulę, których grę wzbogacono oryginalnym akcentem, jaki do spektaklu wniósł niebagatelny, bo niemalże trzydziestoosobowy, amatorski chór im. Nowowiejskiego pod batutą Adama Szeligi, składający się z emerytowanych górników oraz kolejarzy pochodzących z Rept Śląskich. Chór mężczyzn ubranych w identyczne garnitury, zasiadających w pogrążonym w mroku drugim planie, pogłębiał wrażenie zbiurokratyzowanego społeczeństwa, na tle którego ukazano losy sfrustrowanej młodej kobiety poszukującej godziwej pracy.
Fot. www.lot.gck.org.pl
Fot. www.lot.gck.org.pl
Na szczególną uwagę zasługuje postać wykreowana przez Marka Bulę, niezaprzeczalnego króla sobotniej sceny. Aktor ten obdarzony jest charakterystycznym głosem długo pozostającym w pamięci. Czyżby popisowa rola pracoholika pozwoliła na ujawnienie się młodego talentu?
Magda, główna bohaterka, jest osobą poszukującą zarówno swojej tożsamości, jak i swojego miejsca na rynku pracy. Życie u boku pracoholika, będącego w dodatku ukochanym synkiem mamusi zdecydowanie jej nie służy. Chęć zrealizowania się w życiu zawodowym wkrótce przeradza się w obsesyjne poszukiwanie pracy. Każde zapewnienie potencjalnego pracodawcy mówiącego po przeprowadzonej rozmowie kwalifikacyjnej, że oddzwoni później, jest kolejnym krzyżem na cierniowej drodze kariery niemalże wszystkich ludzi. W jednej ze scen bohaterka będąca prawdopodobnie w stanie rozstrojenia nerwowego jest gwałtem ubierana w kostium urzędniczki. Magda walczy z zaborcą, który pragnie odebrać jej jestestwo, tożsamość, ustawicznie się wyrywa. Jednakże nie ma dość siły, by przeciwstawić się wzorcowi, do którego dobrze skrojeni muszą być ludzie pragnący odnieść sukces zawodowy. Garnitur powszechnie kojarzony bywa z profesjonalizmem, dlatego w pewnych sektorach rynku pracy osoby pragnące rozwijać swą karierę przeważnie są zobligowane do jego noszenia. Jest to przejaw przemocy symbolicznej rozgrywającej się na podłożu kulturowej zamiany tożsamości wolnomyślicielki w zunifikowanego pracownika korporacji. Przejawem identyczności jest garnitur-uniform mający zniszczyć indywidualność oraz zakuć w kajdany obyczaju, kanonu norm i biurokratycznego dress code’u. To najlepsza scena spektaklu.
Aktorzy wcielają się kolejno w pracowników instytucji z sektora bankowości, public relations czy mediów takich jak telewizja. Za każdym razem wyśmiewany jest styl życia i bycia prezentowany przez przedstawicieli klasy biznesu oraz naciski, jakie wywierane są na szeregowego pracownika, który jest tak naprawdę bardziej konstruktywny i innowacyjny niż cały zespół kreatywny agencji reklamowej i wykazuje własną inicjatywę, pomijając ogłupiające schematy. Szybko okazuje się, że jeśli nie jesteś taki jak rekiny biznesu pławiące się w luksusie i powtarzające wyuczone regułki, mówiące to, co odbiorcy pragną usłyszeć, zamiast prawdy, nie masz szans na osiągnięcie sukcesu. Groteska? Szyderstwo? Jak najbardziej!
Fot. www.lot.gck.org.pl
Fot. www.lot.gck.org.pl
Temat spektaklu jest niezwykle aktualny. Ileż młodych kobiet oglądających propozycję przedstawioną przez Teatr ZL mogłoby się identyfikować z główną bohaterką? Zapewne byłoby to spore grono. Szara rzeczywistość dnia codziennego oddana została niezwykle realistycznie. Może właśnie dlatego, pomimo kilku niedociągnięć aktorsko-warsztatowych, spektakl posiada niezwykłą moc? Siła tkwi w aktualności tematu oraz w humorze, z jakim aktorzy wyśmiewają urzędnicze zachowania, oraz ciekawej oprawie, jaką spektakl zawdzięcza obecności chóru, a więc jest to udany ukłon w stronę klasyki.
Oglądając spektakl, można zastanawiać się, kiedy padnie słowo klucz, kiedy wyjaśni się, co oznacza tytułowy „małż”, o którym wszak nie ma mowy w spektaklu. Sytuacja nieco podobna do „Matrixa” czy „Incepcji”, gdyż w przypadku wymienionych dzieł filmowych tajemniczy tytuł zostaje wyjaśniony w trakcie akcji. W końcu jednak słowo klucz pada także w spektaklu. Nie na końcu. Nie na początku. A w środku. Słowo to wyleciało z ust aktorki grającej zmanierowaną gwiazdę przemawiającą łamaną amerykańską polszczyzną. Małż to nie kto inny jak mąż. A może i nie?
Podsumowując, spektakl porusza ciekawy temat, który został zaprezentowany w atrakcyjny sposób. Interesującym, bo dziś już bardzo rzadkim, zabiegiem było wprowadzenie męskiego chóru komentującego wydarzenia. Warto także zauważyć, że pomimo faktu, iż spektakl wystawiany był na plenerowej scenie, organizatorzy doskonale poradzili sobie z wszelkimi trudnościami wynikającymi z wystawiania przedstawienia w centrum ruchliwego miasta. Natomiast aktorzy, korzystając z bogatego repertuaru środków artystycznego wyrazu, niemalże w reportażowym stylu opowiedzieli o tym, z czym każdy poszukujący pracy miał kiedyś do czynienia. Reportaż bazujący na grotesce. Czemu nie? Wszak, jak mawiał Szekspir, świat jest sceną, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają… Reżyser spektaklu umiejętnie i z dużą dozą fantazji przeniósł realia panujące w życiu codziennym na deski teatru.
koniec
7 września 2010
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Fot. za zygmunthubner.pl

Ulisses: Everyman, czyli rzecz o inscenizacji Zygmunta Hübnera
Paweł Kozłowski

30 VIII 2015

„Ulisses”, monumentalna powieść Jamesa Joyce’a, w 1970 roku została wyreżyserowana przez Zygmunta Hübnera i wystawiona na deskach gdańskiego Teatru Wybrzeże.

więcej »

Scena za ciasna na Lód
Karolina „Nem” Cisowska

3 V 2014

Wystawienie „Lodu” Jacka Dukaja na scenie wydawało się pomysłem tak szalonym, trudnym w realizacji i niezrozumiałym, że oczywiste było, iż sama ciekawość przyciągnie do teatru na Woli w Warszawie widzów zarówno z obozu fantastycznego, jak i mainstreamowego. I sama ciekawość została zaspokojona.

więcej »

O monologach romantyków
Miłosz Cybowski

13 IV 2014

Jak dowodzą „Towiańczycy. Królowie chmur” Jolanty Janiczak, na temat polskiego romantyzmu, polskich wieszczów i ich życia można powiedzieć bardzo dużo. Szkoda tylko, że wystawiony na deskach Teatru Starego w Krakowie spektakl w reżyserii Wiktora Rubina wygląda raczej jak nieskoordynowany monolog.

więcej »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.